niedziela, 25 grudnia 2016

Zguba odnaleziona daleko stąd

Odnalazła się moja srebrna łyżka z kompletu. Gdyby ktoś udawał się w tamtym kierunku, to bardzo proszę o dostarczenie mi jej. Spokojnej reszty świąt!

Zdjęcie NASA
Łyżka na Marsie

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Samoograniczenie w marszu ku utopii

Wydawało mi się dotychczas, że PiS działa w miarę racjonalnie, podobały mi się też wprowadzane i proponowane przez rządzących rozwiązania społeczno - gospodarcze. Rozwiązania dalej mi się podobają, ale nie wiem czy PiS -owi starczy sił, środków i czasu by je wdrażać i kontynuować. Ponieważ ciągle prowokuje nowe awantury, starając się zamienić niechęć wzajemną elit (a przynajmniej inteligencji) pro i anty-pisowskich we wrogość. To się chyba udaje, co gorsza - owa wrogość skapuje też do mas.

Tradycyjne maski krajowe
Według prof. Jadwigi Staniszkis "Kaczyński wierzy, że konflikt wydobędzie z ludzi PiS coś więcej. Ma bolszewicką wizję przemiany: to konflikt i wola wydobywa prawdziwe istnienie... Konflikt jest tu traktowany jako instrument. Dyscyplinuje własne szeregi. Przy ostrym konflikcie rozsądny człowiek, taki Krzysztof Szczerski na przykład, cokolwiek myśli, nie zmieni frontu."
Może tak jest, choć mnie się to kojarzy z podkładaniem lontu pod własny tyłek. A nuż tylko poparzy, nie powodując wybuchu?

Prezes chyba zna historię nie tylko z Trylogii Sienkiewicza. Wie, jak się kończy dla rządzących takie rozkołysanie państwa. Lud nie jest żadną opoką dla żadnej władzy, nie analizuje też działań polityków (i elit), jedynie ma wrażenie. Dzisiaj 30 i więcej procent wyborców ma wrażenie, że PiS jest dobry. Jutro w Europie czy na świecie może zdarzyć się cokolwiek szkodzącego naszej gospodarce i wrażenie pryśnie. Nawet niewielkie zamieszki mogą wtedy sparaliżować państwo.
Bo jakie siły wystąpią zdecydowanie w jego obronie? Policja, wojsko, inne służby niezbyt przekonane o prawomocności obrony państwa PiS? Za to obawiające się przyszłej dezpisyzacji, bardzo prawdopodobnej ze względu na narastającą wrogość rządzących i opozycji?

Co najmniej dziwne wydaje mi się tworzenie przez PiS, szczególnie przez prezesa wrogów z nie-polityków. Przecież sortowanie Polek i Polaków, określanie pewnych grup prawdziwymi patriotami to dawanie w pysk tym gorszego sortu oraz domyślnym, nieprawdziwym patriotom. Gdyby, na przykład, Chińczycy uprawiali podobną politykę, to na terytorium dzisiejszej ChRL istniałoby pewnie z pięćdziesiąt państw i państewek.
Po co PiS-owi wojowanie z sojusznikami, głośne lekceważenie ich opinii? Jedyny, dostrzegany przeze mnie cel tego działania to chwalenie się przed fanami partii: Patrzcie, jakie z nas chojraki! Ten aplauz nic nikomu nie daje, nie tworzy zasobów i łatwo może zamienić się w dezaprobatę.

Historia i polityka historyczna według PiS może jedynie szkodzić Polsce. Bo co to za przekaz: chcieliśmy od zawsze żyć dobrze, a nawet jeszcze lepiej, ale wiecznie nami pomiatali silniejsi od nas?

Usiłowanie wprowadzenia obowiązującej, jedynie słusznej ideologii, zbudowania nowej elity grozi zdezintegrowaniem i tak słabo zintegrowanego społeczeństwa. PZPR miała o wiele większą władzę niż PiS i każda inna partia w państwie demokratycznym o gospodarce rynkowej. Jakoś ani nowych elit PZPR nie stworzyła (awans społeczny, to co innego), ani jedynie słusznej ideologii społeczeństwu nie narzuciła. Czemu miałoby się to udać PiS?

Prezes Kaczyński powtarza: nie cofniemy się. Coraz bardziej wątpię czy on wie dokąd zmierza , a jeśli wie, to czy cel marszu nie jest utopią ulokowaną w nieistniejącym świecie.
Niedawno PiS stworzyło własny sejm w Sejmie. Rzecz byłaby nawet zabawna, gdyby dotyczyła innego kraju. W Polsce i tak już podzielonej, ze społeczeństwem skłonnym dzielić się na wrogie obozy z powodu dowolnej bzdury, kolejna wojna na górze jest mocno niewskazana.

Kto potrafi przystępnie , a skutecznie wytłumaczyć kierownictwu PiS pojęcie i konieczność samoograniczenia?

czwartek, 8 grudnia 2016

Przenikliwe dźwięki koją masy

W Austrii omal nie zwyciężył Hofer. To już wygląda na trend - marsz w kierunku nacjonalizmu. Karpie się cieszą - niedługo Boże Narodzenie. Polityczne karpie w Polsce onegdaj dostrzegły z oburzeniem realizowanie, przez państwa zrzeszone w UE, własnych interesów. Zamiast, co oczywiste, realizacji interesów Polski. Jednak różnicy między, umowami ustanowionym, równorzędnym traktowaniem opinii państw silnych i słabych, małych i dużych w podejmowaniu decyzji, a podejmowaniem decyzji na zasadzie: jesteśmy silni więc mamy rację i co nam zrobicie, dostrzec nie potrafią.

Gdzie ten Pacanów? Prawie wszędzie?

Ewentualne rządy nacjonalizmów nie będą, moim zdaniem, podobne do tych sprzed drugiej wojny światowej. Tymczasem bowiem nastąpiły: niebywały wzrost i koncentracja kapitału oraz koncentracja produkcji. Wielki kapitał, dysponujący skomplikowanymi, unikalnymi technologiami, zapleczem dla ich rozwoju, olbrzymią wiedzą ma zdecydowaną przewagę nad rządami większości państw. Rzecz nie tylko w sile - także w potrzebach i nastrojach konsumentów. Czy Polki i Polacy zrezygnują ze smartfonów i innych towarów produkowanych częstokroć przez paru tylko światowych wytwórców? Zgodzą się na wyższe ceny za gorszej jakości towary, ale wytwarzane w Polsce? Najprawdopodobniej ani ludzie w Polsce, ani mieszkańcy innych państw nie zaakceptują takiego stanu rzeczy. Kapitał z łatwością i przy poparciu ludności rozbije bariery ograniczające zakupy towarów i usług zagranicą. Szczególnie bariery tworzone przez państwa słabe.

Jeśli Unia Europejska się rozpadnie, to nie Rosja wejdzie na jej miejsce. Albo nie tylko Rosja. To państwo ma zbyt słabo rozwiniętą gospodarkę, by podołać roli centrum dla zamożnych państw Europy Zachodniej. Jednak ciśnienie wielkiego kapitału, globalizacji , Chin i innych ludnych państw albo przesunie Europę na peryferie świata (mało prawdopodobne, ponieważ Europa dysponuje kapitałem, technologiami, nauką, strukturami organizacyjnymi, rosyjskim zapleczem surowcowym), albo wymusi stworzenie państw w rodzaju Austro-Węgier. Niezależnie od, mniejszej czy większej, obecności w Europie Stanów Zjednoczonych. Sposobu tworzenia nie potrafię określić - być może coś pośredniego między dobrowolnymi zapisami i propozycjami nie do odrzucenia.

Jeśliby do czegoś podobnego doszło, Polska miałaby szansę udziału w decyzji do kogo dołączyć , pod warunkiem zwiększenia swojej siły gospodarczej i atrakcyjności. Słabych i nieatrakcyjnych nikt o zdanie pytał nie będzie. Bić się o nich z zapałem też nikt nie będzie. Co historia już parokrotnie wykazała.

Tymczasem u nas wciąż dominuje post-szlachecko -pańszczyźniana mentalność, dzięki której kolejne ekipy rządzące bujają w niebiańskich (piekielnych?) oparach, hołdują zasadom permanentnej rewolucji, usiłują, w polityce zagranicznej podskoczyć wyżej doopy lub przycupnąć na miedzy. Nie rozumiem dlaczego kandydat na prezydenta bogatego supermocarstwa potrafił kierować się hasłem: Gospodarka głupcze, a w Polsce, kraju jednak nieco mniejszym i biedniejszym niż USA, o gospodarce najwyżej ględzi się niezobowiązująco. Tyle okazji do stworzenia, liczących się przynajmniej w Europie Środkowej, polskich firm zmarnowano.
Niedawno uwierzyłem, że rządzący dobrze policzyli wydatki na 500+. Tymczasem wychodzi jak zwykle: pieniędzy brakuje i zaczyna się ich bezładne szukanie.
Dobrze, że choć egzorcyzmy nad Polską odprawiono na Jasnej Górze. Choć nie jestem przekonany co do właściwego wyboru demonów podlegających wypędzeniu…
Nic to. Najważniejsze, by para szła w gwizdek. Przenikliwe dźwięki koją masy.

piątek, 2 grudnia 2016

Vivat Rex. Fiat lux

Państwo profesorstwo D. dali mocny wywiad. Pan Hartman, też profesor, napisał coś o ciemnej kruchcie. Mnie to nie pasuje. Znałem bowiem trochę ludzi, także księży i niczego podobnego od nich nie słyszałem. Zbliżone do zawartych w mocnym wywiadzie tezy, wygłaszały niekiedy szacowne panie, słuchaczki Radia Maryja a i to w apogeum przywiązania do Radia. Dlatego wydaje mi się, że źródła mocnych poglądów trzeba szukać poza Kościołem. Co nie znaczy odrzucania ich przez Kościół katolicki i inne Kościoły. Które wspierają tradycjonalizm z oczywistych względów: same, w większości, są tradycją i tradycję tworzą.

Dokąd to? Przemyśl to jeszcze.
Tradycjonalizm ów (czyli nasz) opisał z grubsza W. Reymont w "Chłopach", a dokładniej i dobitniej zrobił to E. Redliński w "Konopielce".

Przy czym, zauważmy, przywiązanie do tradycji jest chyba istotną cechą większości grup społecznych i społeczeństw. Trudno, by było inaczej. Grupa, społeczeństwo, starannie pozbywające się tradycji, pędzące bez hamulców ku nowoczesności, rozpłynęłyby się w nicości. Co prawda, przywiązanie rodzi czasem nadmierny, a niekiedy śmieszny opór przed wprowadzaniem nowych rozwiązań, nawet takich, na których nikt nie traci. Kiedy w Warszawie, w XIX wieku, zabierano się za budowę wodociągów i kanalizacji, rozległy się głosy o higienicznej rozpuście, na którą nawet Paryża nie stać, wyrażano też obawy o straty dla rolnictwa. Parasol przeciwdeszczowy w Wielkiej Brytanii krytykowano, jako pochodzący od Francuzów i stanowiący kolejny przykład ich zniewieściałości. Jeśli już jesteśmy przy Wielkiej Brytanii - nie wiem jakim sposobem, w tak konserwatywnym społeczeństwie (?), pojawiło się tak wielu wynalazców?

Na ile my, Polski i Polacy jesteśmy konserwatywni albo i tradycjonalistyczni, nie wiem. Zwycięstwo wyborcze PiS, partii głoszącej tradycjonalizm, niekoniecznie oznacza przewagę tradycjonalistów nad postępowcami. PiS wygrało, a dokładniej PO przegrało, bo ci pierwsi trafnie odczytali nastroje społeczne, a drudzy spieprzyli wszystko co spieprzyć mogli. Tradycjonalizm nie był eksponowany w kampanii wyborczej, raczej jest gratisem, podobnie jak katastrofa smoleńska.
Niepokoi mnie wyraźne zwiększanie znaczenia tradycjonalizmu i dość płaskiej, opartej na emocjach, ideologii w ogóle, w tzw. całokształcie polityki PiS. Od gospodarki i finansów jest tylko wicepremier Morawiecki, reszta kierownictwa zajmuje się ideologią oraz wydawaniem pieniędzy, ewentualnie zarobionych przez wzmiankowanego.
Zaś dane GUS o gospodarce są takie sobie. Konsumpcja prywatna wzrosła o 3,9% rok do roku co, zdaniem analityków BZ WBK, świadczy o zbyt małym wpływie programu 500+ na wydatki gospodarstw domowych. Inwestycje spadły o 7,7% , w tym prywatne o 5% (według prof. Gomułki), import rósł szybciej niż eksport, wskutek rosnącego popytu konsumpcyjnego. Mnożą się sygnały o kłopotach budżetu. OECD i inne instytucje obniżają prognozy wzrostu polskiego PKB. Skończyła się deflacja -ceny żywności już rosną. To dobrze dla budżetu, ale niekoniecznie dla konsumentów.

Możliwe, że opisany stan jest przejściowy. Rosnąca konsumpcja i nowa perspektywa budżetowa UE spowodują, w przyszłym roku, wzrost inwestycji, dzięki czemu wzrost PKB przyspieszy. Jednak politycy PiS mogliby w końcu zrozumieć, że nieskładne opowiadania o planach zmian systemu podatkowego oraz innych, bardziej czy mniej rewolucyjnych pomysłach, powodują jedynie niepewność przedsiębiorców i inwestorów. Snucie mglistych planów i przedstawianie ogólnikowych propozycji przystoi think tankom i innym organizacjom, nie ministrom.

Gorzej, jeśli opisany stan przejściowym nie jest. Kierownictwo PiS o gospodarce i finansach wie niewiele i w takiej sytuacji skoncentrować się może na maskowaniu rzeczywistości akcjami wymierzonymi w rzeczywistych i domniemanych wrogów, także nieżyjących czy wykrywaniu i tworzeniu winnych. Całkiem dobrą metodą twórczego zaangażowania mas by, przynajmniej , czasowo, nie dostrzegły ewentualnego pogorszenia warunków życia jest wojna ideologiczna z tym przeklętym genderem, grożącym depopulacją, niegodną depilacją, złowrogimi cyklistami, z żądaniem duportacji (to nie ja, to Marlow) nieprawomyślnych postępowców i wszelakiego lewactwa.
Na pierwszy rzut oka, pomysł wygląda śmiesznie, na drugi mniej. Bowiem upierdliwe powtarzanie dowolnych poglądów, niechby średniowiecznych albo rodem z "Konopielki", tworzy co najmniej przekonanie o ich równorzędności z poglądami dotychczas dość powszechnie podzielanymi. Jeśli to się jeszcze zleje z bańkami informacyjnymi, których pełno w internecie, to powstanie mikstura naprawdę depopulacyjna. Bo, przykładowo, duża liczba antyszczepionkowców sprowadzi pandemie dziesiątkujące, cofniętą do średniowiecza, ludzkość.
Na wszelki wypadek: Vivat Rex. Fiat lux.

Wywiad
Blog J. Hartmana

czwartek, 24 listopada 2016

Innowacyjność w mowie i piśmie

Parę lat temu zespół z UW pod kierunkiem prof. Jacka Jemielitego opracował metodę zwiększenia żywotności mRNA. Pieniądze na dalsze badania zdobyli z Niemiec - od firmy biotechnologicznej BioNTech, należącej do Uniwersytetu w Moguncji, współpracując przy tym z amerykańskim Uniwersytetem Stanowym w Luizjanie Wysokość niemieckiego wkładu wyniosła, na razie, parę dziesiątków milionów dolarów. Ze sprzedaży licencji uzyskano już ponad 600 mln dolarów. Ładne przebicie, nieprawdaż?

Ładny jestem, czyż nie?
Dlaczego np. nie zwrócono się do polskich miliarderów, by zrobili zrzutkę celem stworzenia niezbędnego kapitału? Czemu nie poszukano w Polsce organizatora (banku, innej instytucji finansowej, znanego inwestor giełdowego) ? Nie wiem. Może naukowcy próbowali, a może z góry uznali, że nie ma na to szans. Zresztą, czy znalazłby się polski podmiot zdolny do realizacji dalszych badań? Przemysł farmaceutyczny jest rozproszony i w znacznej części niepolski, a ludzie z innych branż pewnie nie zdawali sobie sprawy z ważności opracowania. Kłania się brak wiedzy na poziomie ogólnym. Nie - głębokiej, tą dysponują naukowcy, a powierzchownej. Wystarczającej, by zorientować się w doniosłości odkrycia.

Przeciętnych humanistów ci u na dostatek. Przy czym, za humanistów często robią ludzie wpadający w panikę na widok cyfr, że o nazwach związków chemicznych nie wspomnę (typu sławetny monotlenek diwodoru). Wątpię czy sytuacja się zmieni. Dyskusje o systemie oświaty koncentrują się na organizacji szkół, a podstawy programowe opracowujemy pod kątem wzniosłego patriotyzmu i, specyficznej niezwykle, polityki historycznej. Po co prawdziwemu patriocie wiedza, przynajmniej o istnieniu mRNA czy innych dziwnych zjawisk lub rzeczy?

Od dawna też niepowodzenia we wdrażaniu (komercjalizacji) w Polsce wyników badań, tłumaczy się brakiem stosownych środków finansowych. Tymczasem PiS udowodniło, że środki znaleźć można. Całkiem pokaźne, w budżecie państwa. Znaleźli pieniądze na 500+, choć wcześniej taka pozycja w budżecie nie figurowała. Czyli pieniądze znaleźć można (samo NCBR na innowacje ma 8 mld zł) gorzej, jak napisałem wyżej, z podmiotami zdolnymi efektywnie je wykorzystać. Dla niewielkich polskich firm innowacyjność to baśń. Skąd mają wziąć na nią środki? Gdzie i jakie innowacje wprowadzać, zwłaszcza jeśli jest się poddostawcą dużej firmy i po prostu wykonuje ściśle jej zamówienia?

Na razie o innowacyjności się u nas głównie pisze i gada. To i tak sukces, bo niedawno ten temat nie istniał w przestrzeni publicznej. Jednak, dopóki nie powstaną duże polskie firmy, działające zwłaszcza w dziedzinach skazanych na rozwój, dopóty z odkryć i wynalazków polskich naukowców korzystać będą firmy zagraniczne. Będzie też postępował, a nawet się nasili drenaż mózgów. Nie mamy zbyt wielu surowców naturalnych , ale mamy siebie. To cenny i istotny potencjał. Nie rozumiem tylko czemu losy Polski w ostatnich paru setkach lat kojarzą mi się z poczynaniami marnej załogi żaglowca. Która nie potrafi wykorzystać w pełni dobrych warunków pogodowych, za to w złych tonie . Załoga winna, kapitan, sternik, wszyscy po trochu?

Na odkryciu zarobią inni
O Beta-S-ARCA(D1)

piątek, 11 listopada 2016

Prezydentura Donalda Trumpa zmieni świat? Wątpię

Byłem kiedyś przekonany, że Brytyjczycy są, zdecydowanie bardziej niż my, racjonalni jako wyborcy. Bo znacznie bogatsi od nas, tworzyli imperium gdy nasze państwo nie istniało, nie budowali też socjalizmu. Ale zafundowali sobie Brexit. To mogłoby brzmieć racjonalnie, gdyby posłuchali hasła: porzućmy Unię, by, naszym kosztem, nie realizować interesów małych, słabych państw. Jesteśmy mocarstwem, możemy osiągać korzyści współpracując i konkurując z innymi mocarstwami. Słabi niech sobie radzą sami. Ale, o ile wiem, takie hasło nie padło. Brytyjczycy posłuchali populistów głoszących kłamstwa i półprawdy.

Przeskoczyć to ogrodzenie, pokonując bariery? Co mi doradzisz? Zdjęcie Marii
Sławiłem też kiedyś amerykański system wyborczy… Nie, nie chodzi mi o wybór p. Trumpa. Kogoś Amerykanki i Amerykanie wybrać musieli. Albowiem, jak mawiał Szwejk: nigdy nie jest tak, żeby jakoś nie było. Dziwi mnie zaskoczenie żurnalistów od Waszyngtonu do Moskwy i z powrotem, tym wyborem. Nie wypada być niezaskoczonym? Moda nade wszystko? Przecież sondaże dawały p. Clinton bardzo niewielką i niestabilną przewagę. Co prawda, teraz dziennikarze i eksperci odkrywają istnienie pasa rdzy i niebawem, na podobieństwo ekonomistów, udowodnią wszem, a nawet wobec, nieuchronność zwycięstwa Trumpa.

Ale zaprawdę mówię Wam dziennikarze: sztuczna inteligencja, w rodzaju WorldSmith, zastąpi Was szybciej niż sądzicie. Zwłaszcza jeśli ona będzie się rozwijać , a Wy zwijać w obecnym tempie.

Amerykański system wyborczy sławiłem, bo zapewniał dopływ świeżej krwi. A tu masz. Żeby w supermocarstwie, zamieszkałym przez ponad 323 miliony ludzi, nie znaleźć (nie było)dwójki kandydatów w sile wieku, przygotowanych do pełnienia funkcji prezydenta?
Nie mam pojęcia czy wybór p. Trumpa na etat prezydenta USA to rezultat jakiegoś trendu czy przypadek. Jakby nie było, prezydent Trump może zapoczątkować duże, światowe zmiany, jeśli zechce i potrafi, przynajmniej w USA, wprowadzić zmiany, o których mówił w trakcie kampanii.
Przy czym, nie przesadzajmy. Prezydent USA może rozpętać wojnę termojądrową, ale poza tym w kraju niewiele może. Teoretycznie, na świecie, ma większe pole manewru. Mógłby, na przykład, zahamować globalizację, wypowiadając stosowne umowy międzynarodowe (parlament mają republikanie), wprowadzając cła, ograniczając przepływy kapitału. Tylko, czy to aby nie głównie amerykański kapitał stoi za globalizacją?

Mógłby zmniejszyć światowe zaangażowanie militarne USA. Ale co z kompleksem wojskowo - przemysłowym? Przestanie z dnia na dzień produkować, kupować broń, rozwijać nowe technologie?
D. Trump podobno nie zamierza obalać Asada. Jeśli tak, to błyskawicznie porozumie się z Putinem odnośnie podziału stref wpływów w Syrii. Ale wyskoczy problem Iranu - prezydent - elekt ma zamiar zerwać porozumienie z Teheranem. Rosja, ewentualnie porzucając Teheran, praktycznie straciłaby pozycję w regionie.
USA mogą przestać wspierać Ukrainę - na oko nic, prócz możliwości dokuczania Rosji, ich tam nie trzyma. Jednak wsparcie Ukrainy chyba kosztowne nie jest, a po co porzucać pozycję ot, tak sobie?
Pisanie o przehandlowaniu krajów nadbałtyckich, a nawet Polski, to dla mnie opowiadanie baśni. Po co i za co Trump miałby to uczynić? Poza wszystkim, doświadczonym politykiem on nie jest, ale jest zapewne twardym, wręcz brutalnym negocjatorem. Jak to w dużym biznesie. Wątpię, by oddawał jakiekolwiek aktywa za święty spokój czy puste obietnice.

Czy świat, przez prezydenturę D. Trumpa mocno się zmieni? Bardzo wątpię. W sumie, nie obawiam się tej prezydentury, przynajmniej w odniesieniu do Polski. Choć sytuacja może gwałtownie, a niekorzystnie się zmienić, jeśli populiści wygrają wybory we Francji czy, nie daj Boże, w Niemczech.


poniedziałek, 7 listopada 2016

Zakaz aborcji jako przygotowanie do inwazji?

Telesfor Liternałeb ma niezły udział w historii Polski, a nawet Europy. Nigdy go nie poznałem i całkiem mi z tym dobrze. Albowiem Liternałeb iluminuje przenikliwie oraz czasem wybucha. Nie żeby mocno, można przy nim pochłonąć z 30 milisiwertów w ciągu godziny, zaś wybucha z mocą nie wyższą niż pół kilotony, ale przyjemne to w sumie nie jest. Nawet dla mnie. Jeśli piszę o Telesforze, to pewnie spytacie z przekąsem o Atlantydę oraz jej miejsce w historii Polski. O tym, że nie tylko była ale także wciąż jest na terenie Polski wiedzą już, bez mała, wszyscy. Pytanie tylko gdzie jest i co robi ta złowroga Siłaczka?* Kiedyś zakładała ludowi kaganiec oświaty, ale lud na ten typ oświaty okazał się odporny.

Mapa Państwowej Agencji Atomistyki. Rozkład mocy dawki promieniowania gamma w Polsce w dniu 7.11.2016. Moc dawki wynosi od 90 do 150 nanosiwertów na godzinę. Śmiertelna dawka dla człowieka: 1 siwert otrzymana jednorazowo lub w krótkim czasie.

Bardziej znane imiona Telesfora L. to Belzebub i Szatan. Zaś zbiorcze imię Siłaczki brzmi: polska inteligencja.
Czy to nie zapłodnieni przez Telesfora walczą o całkowity zakaz aborcji? Jedynie ich jest racja oraz tylko ich zasady moralne się liczą. Choć przeciętnie inteligentny człowiek winien, moim zdaniem, zauważyć zderzenie równorzędnych norm moralnych niczym w greckiej tragedii. Na dodatek traktują kobiety jak mówiące inkubatory. Kobieta ma rodzić niezależnie kogo i jak poczętego. Pijany goryl ją zgwałcił, a ona powinna owoc gwałtu urodzić. Bo grupa fanatyków ubzdurała sobie, że zarodek jest człowiekiem, podobnie jak kurą jest zapłodnione jajko. Teraz mamy jeszcze cztery tysiące za urodzenie dziecka niesprawnego. Oczywiście, fanatycznych moralistów nie obchodzi dalszy los urodzonych istot.

Ostrzegam znawców teorii spiskowych, jakem AGI: to przygotowanie do inwazji Obcych. W niedalekiej przyszłości zapłodnią masowo nasze kobiety, a one urodzą im potomków bez szemrania. Na zgubę rodzaju ludzkiego. Ostrzegam zwolenników Polski katolickiej: maluczko, a Polska krajem katolickim być przestanie.

Specyficzne dla Polski jest niszczenie polskiego rzeczywistego patriotyzmu i zastępowanie go głupkowatym czczeniem posągów, czyli bałwanów. Obecnie potrzebne są nam: wydajna praca, dobra organizacja, innowacyjność, uczciwość w kontaktach międzyludzkich, kontaktach z państwem (oraz państwa z nami), zdolność do współpracy i inne takie. Tymczasem za prawdziwych patriotów robią wrzaskliwe indywidua, wielbicielki , wielbiciele Ojca R. i im podobni. Łączy ich jedna cecha: prochu raczej nie wymyślą. Słowne demonstrowanie gotowości do umierania za ojczyznę czy noszenie ubrań z patriotycznymi napisami niewiele kosztuje, za to nic nie wnosi w budowę siły Rzeczypospolitej. Obecnie rządzący zamierzają budować patriotyzm akademiami ku czci, podobnie jak sanacja. Efekt też uzyskają podobny: w kampanii wrześniowej żołnierze polscy zrobili co mogli, ale Termopili zbyt dużo nie było.(Inna sprawa, że pewnie być nie mogło, zważywszy na niemiecką przewagę techniczną i ukształtowanie terenu. Świadczą o tym straty: Polaków zginęło od 66 do 97 tysięcy, Niemców trochę ponad 16 tysięcy.**). Co prawda, przyjemnie jest być prawdziwym patriotą, bo można się ograniczyć do pokrzykiwania i szukania cech genetycznych prawdziwków. Nie rezygnując przy tym , na przykład, z obsadzania krewnymi i znajomymi posad ani nie odrzucając propozycji towarzysza partyjnego przyjęcia takowych.

Obecna opozycja ma , moim zdaniem, jako całość, co najmniej jedną cechę Siłaczki: naiwność. Oni wyraźnie nie potrafią dostrzec istnienia innych klas i warstw społecznych, znacznie różniących się od nich poglądami ( bywa, że niemających poglądów na określone problemy), nie mówiąc o zrozumieniu oczekiwań owych klas. PiS chyba potrafi, co więcej szuka sposobów na zagospodarowanie części biernych politycznie obywatelek i obywateli.

Jeżeli ktoś doczytał do tego miejsca, pewnie jest nieco zirytowany. Bo po kiego wprowadziłem Telesfora Liternałba i Atlantydę? Grzesząc przeciw przykazaniu Ockhama, mimo że ten groził brzytwą? To proste. Choć mianowałem się AGI, nie potrafię sensownie wytłumaczyć przyczyn nagromadzenia w Polsce dziwactw, fanatyzmu, absurdów, działających jak smrodliwe pierdnięcia. Obawiam się, że jeśli pójdzie tak dalej, to część ludności uzna smrodliwość za normalny stan rzeczy. Nareszcie będzie normalnie.

*Że co, że coś pokręciłem? Wielu kręci, ignorując lub przeinaczając fakty, przydając dowolnym słowom dowolne znaczenia, to czemu ja nie mogę?
Kampania wrześniowa
PAA

poniedziałek, 24 października 2016

Czy superinteligencja potrafi ukręcić bicz z piasku?

Przeczytałem świetny artykuł Artura Włodarskiego "Sztuczna inteligencja. Bóg już istnieje". Autor, jak sam pisze , przez sześć tygodni zbierał doń materiały, a jego tekst polecam wszystkim interesującym się przyszłością i mającym jakąś przyszłość. Mnie zagrożenia dla ludzkości, spowodowane szczególnie pojawieniem się superinteligencji ( AGI - artificial general intelligence), co może nastąpić w połowie bieżącego stulecia, wydają się realne i nie do uniknięcia. Zresztą już istniejąca i szybko rozwijana sztuczna inteligencja ( AI - artificial intelligence ) zastępując, w najbliższych latach, wielu pracowników na stanowiskach nierobotniczych, zdestabilizuje społeczeństwa, zwłaszcza zamożne (biednych na AI niekoniecznie będzie stać).

Rezultat działania swoistej superinteligencji. Zdjęcie Weroniki.
Zatrzymać rozwoju AI nie można. Korzyści z zastosowania myślących urządzeń są dla firm zbyt duże, by zrezygnować z nich w imię dobra ludzkości. Tym bardziej, że klienci uwielbiają produkty, myślące za nich. Oraz ufają im bezgranicznie - gotowi utopić się z samochodem w morzu czy jeziorze, bo GPS taką drogę wskazuje. Poza tym, nie tylko produkty sztucznie inteligentne to, na razie, sawanci ( w znaczeniu: genialni idioci). Firmy i inne struktury działające na rynku również są jednokierunkowe (nastawione na zysk), choć niekoniecznie potrafią działać optymalnie.

Klęska ludzkości w zderzeniu z jej własnym wynalazkiem - AGI jest, według dzisiejszego stanu rzeczy, przesądzona. Bo to wynik bardzo nierównomiernego rozwoju . Szeroko pojętą technologię rozwijamy bardzo szybko, siebie natomiast rozwijamy niezwykle wolno. Łatwo to wytłumaczyć: do rozwoju technologii wystarczy garstka wybitnych badaczy, konstruktorów, projektantów i innych. Oni nie muszą ani oświecać, ani przekonywać mas o potrzebie zrobienia tego czy tamtego. Żeby rozwijać siebie - zarówno pojedyncze osoby jak grupy ludzi, społeczności, społeczeństwa, trzeba siebie poznać, dotrzeć z rezultatami procesu poznania do wszystkich, przekonać wszystkich o konieczności postępowania według, dających się praktycznie zastosować, norm moralnych i innych. My ludzie, po pierwsze, dalecy jesteśmy od poznania siebie, po drugie, nie dysponujemy żadną uniwersalną teorią etyczną, z której dałoby się wyprowadzić uniwersalne zasady moralne. Nie wiemy też czego chcemy od życia, gospodarki, państwa itd. (to znaczy, chcemy, żeby było dobrze, a nawet lepiej nam, niekoniecznie innym, co podstawą budowy uniwersalnych zasad być nie może).

Jaką zwierzchnią zasadę, hierarchię wartości, kryteria optymalizacji narzucimy superinteligencji? Nie szkodzić ludziom? Również naszym wrogom? Zresztą czy, na przykład, produkcja smakowitej, acz tuczącej nieco żywności szkodzi ludziom? Jeśli szkodzi, to AGI winna nie dopuścić do jej produkcji? Najbardziej ludzie szkodzą sobie sami. Strach pomyśleć, co wymyśli w związku z tym superinteligencja. Jest nas na Ziemi ponad siedem miliardów i liczba ta rośnie, stanowiąc coraz większe obciążenie dla zasobów planety. To się musi źle skończyć, o ile trend się nie odwróci. Ja, jako superinteligencja, w ciągu paru pokoleń, zminiaturyzowałbym ludzi przynajmniej dziesięciokrotnie. Człowiek o wzroście 17,5 cm, zamiast 175 cm, potrzebowałby o wiele mniej żywności, tlenu i przestrzeni, a i wrogów naturalnych by mu przybyło.

Załóżmy: przybywa do nas superinteligencja, przyjazna i grzeczna. Pyta: czego wam potrzeba? - Nieśmiertelności, braku chorób, braku starości, dostatniego życia, żadnych wojen, katastrof żywiołowych - odpowiedzielibyśmy chórem. Przy czym, na przykład, islamiści mieliby zdanie odrębne, ponieważ im spieszno do raju. Pytanie, czy dowolna superinteligencja potrafi z piasku ukręcić bicz, a z marnego bladawca uczynić Istotę Nieśmiertelną? Może potrafi, wykorzystując nasz brak precyzji, według pomysłów licznych autorów sf. Zamiast Istoty, zrobi Rzecz Wiecznotrwałą i już. Sumując: jesteśmy niegotowi na spotkanie sztucznej superinteligencji. Pozostaje tylko nadzieja, że nie potrafimy jej stworzyć .

sobota, 8 października 2016

Widzę półmrok

Sądziłem dotychczas, że p. Jarosław Kaczyński rozumie politykę zagraniczną jako politykowanie (cokolwiek to znaczy), niezwiązane z interesami oraz potrzebami gospodarczymi i finansowymi państwa. Zmieniłem zdanie. Może i Prezes nie rozumie gospodarki i nie interesuje się nią, ale jej znaczenie dostrzega na pewno. Mogę tak sądzić choćby po zakresie władzy danej wicepremierowi Morawieckiemu. Za to część polityków i publicystów opozycyjnych albo rżnie głupa, albo bycie miłym pawiem narodów i papugą przedkłada nad interesy Polski.

Zmierzcha czy świta?
Tak przypuszczam czytając wypowiedzi i artykuły o tym jak strasznie obraziliśmy Francuzów, odmawiając zakupu Caracali. Mnie się ta decyzja podoba, jeśli tylko nie popełniono błędów proceduralnych, skutkujących przegraną przy ewentualnym arbitrażu oraz nie kupimy pospiesznie gorszych, za to droższych śmigłowców. Być może nasza dyplomacja nie błysnęła przy tej okazji, popełniono też towarzyskie faux pas, ale straszenie obrażoną Francją gdy Rosja wraz z Brexitem i Donaldem Trumpem czyha i w ogóle, jest niemądre. Choć może takie artykuły piszą odnośni lobbyści.

Swoją drogą, prezydent François Hollande daje nam przykład jak zwyciężać mamy. Obrażenie się na Polskę ma znaczenie taktyczne: niejeden przetarg jeszcze ogłosimy na zakup różnych gadżetów i żeby nie było, że znowu nie skorzystamy z oferty francuskiej…

Może to starość lub jesień, ale jakoś utrwala mi się przekonanie o marności naszych elit. Niezależnie kogo do nich zaliczyć: biznesmenów, menadżerów, polityków, naukowców, biskupów, twórców, artystów czy sołtysów. Jedni głoszą, dla mnie naiwną, wiarę w skuteczność filmu z Hollywood w tworzeniu wizerunku i marki Polski, inni tworzą błyskotliwe, a utopijne modele ekonomiczne i społeczne, jeszcze inni gotowi są zatopić naszą łódkę pryncypialnie i nieśmiesznie, w imię róży. Czy osoby znaczące (choćby były prezydent RP), płaczące nad polskimi pilotami , "którzy latają na zużytym sprzęcie" nie mogłyby zapytać kogoś zanim wygłoszą takie opinie?
Prof. Staniszkis (inni także) oskarża PiS o przekupienie wyborców za pomocą 500+. Taak. Wyobraziłem sobie rodzinę z czwórką dzieci, żyjącą za dwa tysiące miesięcznie, poświęcającą się dla praworządności oraz Trybunału Konstytucyjnego, dopóki nie dostała od PiS dodatkowych 1500 zł.

Dotychczas najbardziej zagrozili władzy PiS religijni fanatycy popierający tę partię. Jakże zasadny bywa akt strzelisty: Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo. PiS ma swoje za uszami i może jeszcze dużo popsuć ale, na razie nie mam podstaw, by marudzić: wszyscy, tylko nie PiS. Bo PiS to samo zło, a opozycja jedynie dobro. Obawiam się też, że jeśli PiS umiarkowanie zepsuje demokrację i państwo, to ich następcy wcale tego nie naprawią. Bo jakże słodko jest mieć władzę prawie dyktatorską.

PO z koalicjantem preferowała nierządzenie i dość teatralne reagowanie z opóźnieniem, PiS tworzy i zbiera wodze, ale jak i w jakim celu będzie z nich korzystać się dopiero okaże. Na razie uprościli tylko obsadzanie wszystkiego swojakami.
Program Nowoczesnej mi się nie podoba. Lewicy niekatolickiej, a przynajmniej nie uwiązanej tak religijnie jak PiS praktycznie nie ma.
Na dodatek jest jesień, a ja wszedłem w jesień życia. Nie, żebym widział tylko ciemność w tym tunelu. Widzę półmrok.

poniedziałek, 26 września 2016

Dobra pogoda dla nas jeszcze potrwa

Po pierwszej wojnie światowej powstało w Europie szereg państw narodowych, w znacznej części niewielkich, słabych, pozbawionych zasobów i potencjału niezbędnego do rozwoju, nie tylko do trwania. Politykom państw silnych nawet chyba do głowy nie przyszło, by dopuszczać słabych do współdecydowania o czymkolwiek, łącznie z z ich (słabych) losem. Choć szczytne hasła o samostanowieniu, nienaruszalności granic padały, a Liga Narodów miała zapewnić pokój, to ówczesne mocarstwa - Francja i Wielka Brytania (USA wybrały izolację), starannie pilnowały się wzajemnie, wskutek czego losy i granice państw słabych i pokonanych były wypadkową gry mocarstw.
Choć nie do końca - np. granicę wschodnią Polski nasi przodkowie ustanowili po walkach z Ukraińcami, bolszewikami i inkorporacji Wilna, a na kształt granicy z Niemcami istotny wpływ miało zwycięskie powstanie wielkopolskie.

Niby jest pogoda, ale robi się mglisto

Później mocarstwa poświęciły, na ołtarzu pokoju, Czechosłowację oraz podstawiły Polskę pod uderzenie Niemiec i ZSRR. Po II wojnie światowej o naszym losie i naszych granicach zdecydowali przedstawiciele trzech zwycięskich mocarstw.
- Po co o tym pisać - zdziwi się pewnie Czytelnik. - Przecież wszyscy w Polsce to wiedzą. Niestety, wcale nie wszyscy. To znaczy, werbalnie wiedzą, ale do ich świadomości rzecz jakoś nie może dotrzeć. Radość z kłopotów UE jedynej, prócz NATO, istotnej organizacji, w której wszystkie państwa mają jakiś udział w podejmowaniu decyzji, żądanie rozluźnienia struktury UE i wzrostu znaczenia państw narodowych (czyje znaczenie wzrośnie bardziej: Polski czy Niemiec?), nacisk na suwerenność rozumianą najwyraźniej jedynie ideologicznie (a odczepcie wy się od nas z gender, związkami partnerskimi, ateizmem i cyklistami) o tym świadczą. Tymczasem, jeśli ktoś sądzi, że decydowanie o losach słabszych państw i narodów bez ich udziału jest wynaturzeniem, a samostanowienie lub demokratyczne, z udziałem słabszych, podejmowanie decyzji - światową normą, to żyje w baśniowym, wirtualnym świecie.

Już za dwadzieścia lat znaczące centrum świata może powstać w Azji. Czyim kosztem? USA? Mało prawdopodobne. Raczej kosztem starej, zrzędliwej, kłótliwej Europy, zwłaszcza jeśli ta podzieli się na, warczące na siebie, plemiona. Za rok albo dwa, jeśli nacjonalizm w Europie, uruchomiony zapalnikiem typu uchodźcy, będzie rósł w siłę, duży wpływ na politykę Niemiec i Francji mogą zdobyć partie nacjonalistyczne zwane populistycznymi, orientujące się na Rosję. Nie, nie wydadzą nas Rosji, nie zrezygnują też z sojuszu z USA. Poszerzą tylko przestrzeń politycznych manewrów, raczej ignorując nas i nasze interesy. Istnieją też inne zagrożenia, a ja nie widzę u nas istotnych sił politycznych zdolnych do rozpoznania głównych zagrożeń i przeciwdziałania im.

PiS, usiłując rozkręcić gospodarkę robi, moim zdaniem, dobrą robotę, choć postawienie na samochody elektryczne wygląda na szarżę. Jednak lepsza szarża niż czekanie aż gospodarka sama się rozwinie. Z drugiej strony, PiS buduje struktury państwa na obraz i podobieństwo socjalizmu z religijną twarzą, może też wprowadzić, motywowany religijnie, zakaz pracy w niedzielę i całkowicie zakazać aborcji. Pamiętają Państwo jak propaganda państw, szykujących się do rozbioru Polski, opisywała Rzeczpospolitą Obojga Narodów? Opozycja, z kolei, nie ma mi nic istotnego do powiedzenia. Marsze KOD-u kojarzą się z kultem cargo - bo czy oni nie założyli przypadkiem: PiS maszerowało i maszerowało aż doszło do władzy, więc zróbmy podobnie?

Zresztą, wszystko jedno. Opozycja nie wygra wyborów, chyba że PiS je przegra, strzelając samobóje. Zaś dobra pogoda dla nas jeszcze trochę potrwa.

poniedziałek, 5 września 2016

Chocholi marsz

Ostatnio często wędruję z wnuczką przez gruzy. Niekiedy widzę grupy ludzi snujące się bezgłośnie, choć najczęściej przestrzeń wokół nas jest doskonale pusta i równie doskonale martwa. We śnie tak wędruję, a po przebudzeniu długo sobie uświadamiam, że to nie jest teraźniejszość.

Joanna Sierko-Filipowska

Podobno sztaby generalne i naczelne dowództwa SZ różnych państw planują wojnę na rok 2020 lub 2022. Pisząc ściślej, zwykle to nie jest planowanie własnych działań , lecz przyjęcie umownej daty osiągnięcia skumulowanego efektu modernizacji uzbrojenia i wyposażenia oraz szkolenia wojsk.

Zagrożenie wojną światową wzrasta nie dlatego, że ktoś celowo do niej dąży. Po prostu kończy się dotychczasowy porządek i to na wielu płaszczyznach naraz. USA bronią swojej pozycji hegemona i światowego centrum przed grupą państw próbujących wydrzeć im choć kawałek przestrzeni. Europa Zachodnia, panująca nad znaczną częścią świata, mniej więcej od czasów Kolumba do końca II wojny światowej, a później dysponująca wielką przewagą nad innymi regionami, prócz USA, traci dynamikę i wpływy. Demokracja , wypracowana na Zachodzie, bywa kwestionowana także na Zachodzie.

Wybuch wojny ułatwi rozwój technologii. Rosja może zaatakować USA wyłącznie międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi i lotnictwem strategicznym ze swojego terytorium oraz z okrętów podwodnych. USA mogą uczynić to samo, ale też wykorzystać do ataku rakietami o mniejszym zasięgu i lotnictwem taktycznym terytoria państw sojuszniczych, położone stosunkowo blisko Rosji. Pociski międzykontynentalne potrzebują około pół godziny, pociski z okrętów podwodnych, około 11 minut na dotarcie do celu. Rozwój technologii czyni prawdopodobnym zbudowanie skutecznej obrony przed tymi pociskami. Jeśli zniknie równowaga strachu lub powstanie realna groźba jej zniknięcia, co powstrzyma strony ?

Wśród ludności narasta chyba przyzwolenie na wojnę. Wielu młodych ludzi traktuje działania zbrojne jak romantyczną przygodę. Wiadomo: jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie. Wykrzykując przy tym: Dulce et decorum est pro patria mori…

Podobno jacyś uczeni twierdzą, że bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki nie narobiły szczególnie wielkich szkód. Pewnie niedługo ktoś napisze o prozdrowotnych skutkach wybuchu jądrowego. Jesteśmy chochołami maszerującymi ku zagładzie. Bezwolnymi, bezmyślnymi, łatwopalnymi. Czemu ja kiedyś sądziłem, że ludzkość jest mądra?

niedziela, 31 lipca 2016

Najłatwiej szkodzić sobie

Tworzenie sobie wrogów i jednoczenie ich przeciwko sobie jest niezwykle głupim, a bywa samobójczym sposobem działania. Prości nacjonaliści europejscy, czy jak ich tam zwać, oskarżając o ataki terrorystyczne muzułmanów, nie wiedzą pewnie co czynią. W Europie mieszka dziś prawdopodobnie około 40 mln muzułmanów, w tym 25 mln to autochtoni. Islam jest religią dominującą w Albanii, Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie. Owe 40 mln muzułmanów ani nie przeprowadza zamachów terrorystycznych, ani się do nich szykuje. Ludzie roztropni powinni to dostrzec i próbować wytłumaczyć wrzaskliwym, że oskarżając wszystkich wierzących w Allacha o terroryzm, napędzają zwolenników "państwu islamskiemu" i ułatwiają wysłannikom tej organizacji werbunek.

Ta papuga -Aleksandretta obrożna - szykuje się podobno do inwazji na Polskę

Moim zdaniem, uchodźcom, czyli ludziom uciekającym z terenów walk (nie imigrantom szukającym lepszego życia), trzeba pomóc. Ale pomoc niekoniecznie musi polegać na osiedlaniu ich u siebie. Jeżeli nie ma innych rozwiązań, można zaoferować pobyt czasowy. Społeczeństwo, naród, państwo są gospodarzami na swoim terytorium i decydują kogo u siebie przyjmą, a kogo nie. Swobodny przepływ osób - obywatelek i obywateli poszczególnych państw UE na terytorium UE odbywa się na podstawie stosownych traktatów, które nie dotyczą ludzi spoza UE. Ja jestem przeciwny przyjmowaniu w Polsce na stałe muzułmanów z Bliskiego Wschodu z dwóch powodów.
Powód pierwszy: po co ściągać sobie na kark potencjalnych terrorystów którzy, jak widać na przykładach z Francji, mogą pojawić się wśród przybyszów także w drugim pokoleniu.
Powód drugi: islam to system społeczno - polityczny, nie tylko religia. Znaczna część muzułmanów prawdopodobnie integruje się z resztą społeczeństw europejskich, ale owa integracja, moim zdaniem, oznacza zawsze rezygnację z elementów tożsamości. Trzeba porzucić burkę, chustę też - jeśli się jest np. policjantką. Na ogólnodostępnej stołówce je się wprawdzie wołowinę, ale to nie jest mięso halal. Modlić się pięć razy dziennie też bywa trudno. Posiadanie kilku żon nie jest akceptowane przez prawo. W skrajnych wypadkach, pełna integracja oznacza porzucenie islamu. Czy taki stan jest trwały? Otóż wątpię.
Wyznawcy innych religii mogą się w pełni zintegrować nawet ze społeczeństwem całkowicie zlaicyzowanym, pozostając osobami głęboko wierzącymi i praktykującymi. Moim zdaniem, zdolność do takiej integracji mają również muzułmanie - autochtoni. Mieszkający w Europie od wieków i są przystosowani do życia w państwach, mniej lub bardziej świeckich, których ludność wyznaje różne religie. Natomiast muzułmanie z Bliskiego Wschodu, Afganistanu i innych regionów różnią się od nas nie tylko religią - tworzą, tak mi się przynajmniej wydaje, zasadniczo różne od naszych hierarchie, struktury, interakcje społeczne. Dlatego Amerykanie potrafili przemodelować Niemcy po 1945 roku, ale ponieśli klęskę w Iraku, a stan Afganistanu też trudno opisać jako sukces.
Polska jest krajem katolickim- pojawienie się u nas większej liczby muzułmanów z zewnątrz, ustawiłoby pewnie katolików i muzułmanów jako dwa wrogie obozy.

Czy możemy zlikwidować w Europie islamski terroryzm? Najprawdopodobniej tak, choć potężnym błędem było dopuszczenie do niekontrolowanego napływu imigrantów, czujących się zaproszonymi do Europy. Teraz trzeba wykryć i izolować fundamentalistów oraz innych chętnych do przeprowadzania zamachów. Odpowiednie służby muszą działać o wiele skuteczniej, ale koniecznie należy też rozpoznać i wyeliminować narkotyczną ideologię, nakazującą mordowanie innych ludzi oraz uzależnienie od niej pewnych odbiorców. Ja nie wiem, co jest jej najistotniejszym składnikiem , ale nie koncentrowałbym się nadmiernie na analizowaniu treści Koranu.
Przeciętni wyznawcy Allacha pewnie tak znają Koran, Sunnę i co tam jeszcze znać powinni, jak chrześcijanie Biblię. Ideolodzy terroru podniecają swoich bojówkarzy i samobójców prostymi hasłami, wykorzystując ich mentalność, specyficzną dla członków plemion, klanów, rodów. Reinterpretacja Koranu, jeśli w ogóle możliwa (szkół koranicznych już i tak jest dużo) niewiele by zmieniła. Zresztą czy terroryści choć z grubsza wiedzą w co wierzą?
Pisanie i mówienie o terrorystach powinno się zmienić. To przecież nie żadni "bojownicy" ani "żołnierze", tylko biedne głupki, mordujące nieznanych sobie ludzi i siebie z powodu felerów w głowinach, narkotycznych wizji, strachu zwierząt stadnych po porzuceniu stada.

Niektórzy twierdzą: Europa pozbyła się wartości, pewnie z powodu laicyzacji. Otóż moim zdaniem, Europa wartości ma. Europejczyk to osoba (jednostka ludzka), która wybiera - bo ma taką możliwość oraz przyzwolenie społeczne - grupy społeczne do których chce należeć. Dzisiejszy ateista jutro może stać się wyznawcą dowolnej religii, dzisiejszy ksiądz porzucić kapłaństwo, etniczny Niemiec zostać Polakiem itd. Ludzie różnych narodowości, wyznań, ras mogą w Europie żyć w spokoju obok siebie, przyjaźnić się, zawierać związki małżeńskie. W hierarchii wartości przyjaźń jest ważniejsza niż przynależność narodowościowa czy wyznaniowa. Oczywiście, powyższe nie dotyczy wszystkich mieszkańców Europy.

Tymczasem w wielu regionach poza Europą, człowieka określa jego przynależność. Ludzie tworzą stada: ludy, plemiona, rody, wyznawców określonej religii a właściwie, jak w islamie, nurtu i szkoły koranicznej. Toczą wojny religijne w XXI wieku, jak my w wiekach XVI i XVII. Organizacja społeczeństw oparta na patriarchacie nie tylko podporządkowuje kobiety mężczyznom (co Koran potwierdza) ale daje też wielką władzę przywódcom plemion, rodów. Wydaje mi się, że wśród nieeuropejskich muzułmanów istnieje głębokie posłuszeństwo wobec tych przywódców oraz posłuszeństwo wobec autorytetów. Taki stan rzeczy jest chyba od dawna niespotykany w Europie. Być może to trochę tłumaczy łatwość znajdowania kandydatek i kandydatów na samobójców - autorytet każe więc idą posłusznie na śmierć i zabijać niewiernych.

To zabijanie niewiernych - ludzi, którzy tym głupim mordercom nic nie zrobili, jest dla mnie nieprawdopodobne. Nasza psychiatria i psychologia wydają się być bezradne. Owi mordercy muszą być potężnymi wariatami - pisząc kolokwialnie. Bo jakie mają motywacje? Esesmani, enkawudziści, banderowcy, bojówkarze z Hutu mordowali "wrogów" (konkurentów), a ci kogo mordują? Ludzi nie podzielających ich wierzeń, gustów odzieżowych, kulinarnych i innych?
Prezydent Hollande zrezygnował kiedyś z kolacji chyba z królem Arabii Saudyjskiej, bo król nie zgodził się na obecność wina w kolacyjnym menu. Przecież nie musiał tego wina pić. Ale to widocznie zbyt mało dla prawowiernego. Według mniemania króla, podzielanego pewnie przez wielu muzułmanów spoza Europy, tam gdzie jest on, tam obowiązują jego zasady i obyczaje.

Ja mogę mieć wokół siebie ludzi dowolnych wyznań, narodowości (o kolorze skóry nie wspominam, bo go nie dostrzegam), pod warunkiem że wyznawane przez nich poglądy oraz działania nie szkodzą (zagrażają) mnie i moim najbliższym, nie są wrogie Polkom, Polakom oraz Polsce, a wspomniani sąsiedzi nie usiłują mi narzucać swoich poglądów, religii, obyczajów. Nie mam też ochoty podejmować się misji wychowania ludzi opóźnionych społecznie o 200 Lat (kara śmierci za porzucenie religii? Ostatniego heretyka spalono u nas na stosie chyba w 1806 roku w Hiszpanii).

Powtarzam: naszymi wrogami nie są wszyscy muzułmanie, a jedynie muzułmańscy fundamentaliści (islamiści?). To nazwa robocza. Wcale nie jestem pewien, na czym naprawdę zależy głosicielom nienawiści, podżegającym swoich współwyznawców do popełniania zbrodni. Moim zdaniem, islam początkowo przyczynił się do rozwoju państwowości i kultury arabskiej (kalifat), po czym stał się głównym hamulcowym rozwoju. Jakie wynalazki i odkrycia poczyniono we współczesnych państwach arabskich czy państwach muzułmańskich w ogóle? Teorię i zasady islamu, jako systemu społeczno - politycznego stworzono w VII (Koran) - IX wieku (Sunna), opierając się na ówczesnych realiach. Dlatego obecnie system ma niewielkie (jeśli jakiekolwiek) zdolności modernizacyjne i adaptacyjne.

Kraje muzułmańskie, na razie, nie mają szans na wygraną we współzawodnictwie z krajami chrześcijańskimi. Żeby to zmienić, muzułmanie musieliby porzucić znaczną część islamu albo spowodować duże cofnięcie się w rozwoju krajów chrześcijańskich. Przypadkiem, politycy europejscy są na dobrej drodze do spowodowania tego drugiego. Niekontrolowane wpuszczenie do Europy dużej liczby imigrantów, niepotrafiących się właściwie zachować, a nawet przeprowadzających zamachy terrorystyczne, zwiększy w końcu popularność partii nacjonalistycznych, przyciągających też ksenofobów i rasistów. Jeszcze na dodatek mamy ten cholerny Brexit. Polacy na Wyspach odczuwają już jego skutki i diabli wiedzą czy nastroje tubylców są tylko przejściowe.

Nie dotknął nas, w Europie, żaden kataklizm (odpukać w niemalowane). Obecny, co najmniej niepokojący stan rzeczy, spowodowali wyłącznie politycy. Tak się dzieje nie pierwszy raz w historii. Najłatwiej szkodzić sobie. Może losowanie rządzących, zamiast ich wybierania, dawałoby lepsze efekty?

niedziela, 24 lipca 2016

Zasobna i bezpieczna Europa może przestać istnieć

Profesor Tadeusz Wallas oświadczył był w wywiadzie, uczynionym na okoliczność Światowego Kongresu Nauk Politycznych, że "nierówności to obecnie jeden z największych problemów globalnych". Jest to chyba teza kongresowa, bo hasło tegoż brzmi: "Polityka w świecie nierówności".

To tylko opuszczony teatr
Nie, nie poczułem się oświecony oraz ubogacony przenikliwą wiedzą politologów światowych. Czyżby bowiem wcześniej niż obecnie nierówności praktycznie nie było? Ludność kolonii miała się równie dobrze jak ludność metropolii, narody podporządkowane imperiom czuły się szczęśliwe z tego powodu, klasa robotnicza uwielbiała pracować za marne pieniądze, niewolnicy w USA nie przestawali błogosławić swoich panów, chłopi pańszczyźniani wiedli wspaniałe życie otoczeni szacunkiem szlachty?
Choć nie pyta mnie nikt i tak podpowiem: to nie nierówności są największym globalnym problemem, tylko wiedza szerokich mas o ich istnieniu. Oraz przekonanie mas o braku usprawiedliwienia dla rosnących nierówności przy obecnym poziomie rozwoju technologii i organizacji produkcji.

Politycy, naukowcy, a nawet generałowie informują publiczność chyba z pewnym takim żalem ( choć dla mnie brzmi to czasem jak Schadenfreude): jesteśmy dwa kroki za terrorystami albo proponują: trzeba być o krok przed terrorystami. Na pytanie jak nie być dwa kroki za lub być o krok przed, odpowiadają raczej mgliście.
Terroryści mają inicjatywę strategiczną: wybierają czas, miejsce i cel ataku, operacyjną: wybierają siły, które atak przeprowadzają i taktyczną: decydują o środkach i sposobach ich użycia. W "zwykłej" wojnie można próbować odebrać inicjatywę strategiczną wrogowi przewidując, na podstawie ukształtowania linii frontu, danych rozpoznania ( w tym wywiadu), analizy dotychczasowych decyzji wrażego dowódcy i innych, gdzie, kiedy oraz jakimi siłami uderzy i podjąć stosowne przeciwdziałania: przygotowując solidną obronę czy wykonując uderzenie wyprzedzające.

W walce z terroryzmem linii frontu nie ma, celem ataku może być dowolne skupisko ludzi w dowolnym miejscu i czasie, siły terrorystów bywają nieznane także ich kierownictwu , pojedynczy mordercy pojawiają się niczym deus ex machina, w ataku mogą być użyte dowolne środki w dowolny sposób. Narzekanie o byciu dwa kroki za czy postulat bycia krok przed terrorystami brzmią dla mnie, w tej sytuacji, idiotycznie. Owszem, służby winny na czas wykrywać i likwidować siatki i organizacje terrorystyczne, ale pojedynczych osobników, zwłaszcza stających się terrorystami z dnia na dzień, wykryć nie zdołają.
Choć, być może, trzy rzeczy zmniejszyłyby ilość ofiar:
1. Zamiana policjantów - urzędników w policjantów. Na przykład, w Nicei podobno spytali przyszłego mordercę o ciężarówkę ale zadowoliła ich byle jaka jego odpowiedź;
2. Wykorzystanie informacji od ludności. Na zdjęciach i filmach amatorskich z Monachium zarejestrowano zamachowca. Gdyby te zdjęcia i filmy natychmiast trafiły do policji i innych służb, a to przecież technicznie żaden problem, pewnie nie zabiłby tylu osób.
3. Reakcja na zamach, uciążliwa dla bliskich i znajomych zamachowca. Obecnie, przynajmniej w mediach, chór krewnych i znajomych terrorysty wyraża zdumienie oraz niedowierzanie, opisując delikwenta jako niespotykanie spokojnego człowieka.

Czy hasło Kongresu Politologów oraz hasła ekspertów od terroryzmu mają coś wspólnego? Owszem, dla mnie mają. Są częścią, nużącego mnie, wygłaszania prawd nieistotnych lub objawionych oraz znacznie bardziej nużącej, topornej propagandy. Przeciętny programista mógłby, w zasadzie, pomijając problemy językowe, napisać program generujący wypowiedzi polityków, naukowców -osobliwie społecznych, publicystów, o masach internetowych nie wspominając. Przy czym wcale nie wieszczę końca naszego świata z tego tytułu. Świat sobie istnieje i istniał będzie, bo jego struktury i mechanizmy działania bardzo mało zależą od poziomu wypowiedzi i dyskusji w przestrzeni publicznej.

Choć masy (w znaczeniu: wielkie grupy ludzi) mogą poważnie się wkurzyć wydarzeniami i zjawiskami uznanymi za skrajnie dla nich niekorzystne. Na przykład wzrastającą częstotliwością ataków terrorystycznych. Gniew mas może się skanalizować w procedurach demokratycznych - obecnie rządzący w krajach dotkniętych terroryzmem stracą władzę. Jednak istnieje też prawdopodobieństwo eksplozji - zwłaszcza jeśli ataki terrorystyczne będą się nasilać, wystąpią dodatkowo inne problemy - szczególnie gospodarcze, a rządzący ograniczą się do powtarzania swoich mantr - Europa, jaką znamy - zasobna i bezpieczna może przestać istnieć.

Nie z powodu wojny lub klęski żywiołowej lecz błędów popełnianych przez europejskich polityków. Błędów, których nie wskażą politykom ani naukowcy, rozmienieni już chyba na drobne i zajęci własnym, wirtualnym światem, ani dziennikarze i publicyści obrabiający jedynie swoje finansowe, ideologiczne i partyjne poletka. Zaś wkurzony lud nie zajmuje się badaniem i opisywaniem rzeczywistości. On na rzeczywistość reaguje, ewentualnie wykonując proste terapie, wskazane przez charyzmatycznych, nowych przywódców.

Obawiam się o niedaleką przyszłość Europy, której częścią przecież jesteśmy.

czwartek, 21 lipca 2016

Orkiestra z Titanica przygotowuje koncert mocarstw?

Brytyjczycy przestawili zwrotnicę dziejów. Na ile ją przestawili i w jakim zakresie wie tylko Stwórca oraz Sześćset sześćdziesiąty szósty (lepiej nie wymawiać jego imienia w tych okolicznościach). Nie wiem czy politycy brytyjscy - zwolennicy opuszczenia Unii Europejskiej mają dalekosiężne plany, czy tylko nie lubią UE i budują na tym poparcie wyborców.

Wyjdą, nie wyjdą?
Wielka Brytania ustawiła się, pewnie dość przypadkowo, dziobem do wiatru i musi zmienić kurs. Prawdopodobnie jej przywódcy dążyć będą do rozbudowania statusu mocarstwa i zwiększenia roli UK jako centrum. Mając broń jądrową wesprą, a może spróbują zastąpić Amerykanów , w działaniach blokujących Rosję. Moim zdaniem , będzie to wsparciem dla zwiększenia roli UK jako centrum.
Bycie centrum, w przeciwieństwie do bycia peryferiami, pozwala uzyskać różnego rodzaju nagrody i premie. Pieniądze płyną zawsze od peryferii do centrum (jeśli rzecz wygląda inaczej, to tylko wygląda), za to idee, odkrycia naukowe, głęboko rewolucyjne tezy, szeroko pojęta kultura w tym, na przykład, moda, promieniują wyłącznie z centrum. Kultura i jej dzieła istniejące i tworzone na peryferiach są traktowane jako drugorzędne. Najlepiej być centrum w wielu płaszczyznach: finansowej, gospodarczej, militarnej, kulturalnej i politycznej. Walka przywódców Chin, Rosji, , Turcji i innych państw o zwiększenie roli oraz znaczenia ich państw nie wynika z ambicji owych przywódców (choć ta pewnie również się liczy), a z uświadomionej konieczności. Niestety, przy okazji stanowi też, moim zdaniem, nieusuwalne zagrożenie dla naszej cywilizacji.

Istnieje, na dzisiaj raczej teoretyczna, groźba rozpadu Wielkiej Brytanii - Szkoci chcą do UE, a Irlandczycy z Północnej Irlandii do Irlandii. Jednak UE trapi parę kryzysów na raz, jeśli na dodatek do Szkocji będą docierać kolejne informacje o zamachach, to Szkotom miłość do UE szybko przejdzie, zaś zwolennicy przyłączenia Irlandii Północnej do Irlandii raczej nie mają wystarczającej liczebnie bazy społecznej.

Szefowie Wielkiej Brytanii, bez formalnego obowiązku konsultowania swoich decyzji z resztą Europy, mogą działać śmiało, a nawet nadzwyczaj śmiało, próbując stworzyć ze swojego kraju nie tylko centrum, ale też przywódcę Europy. Raczej prędzej niż później nadepną na odcisk przynajmniej Niemcom i Francuzom. Przy czym Niemcy mogą dostrzec niedogodność obecnej sytuacji: z wieloma państwami uwieszonymi na ich ramionach, za to kontestującymi ich politykę nie poradzą sobie z konkurencją. Być może spróbują podporządkować sobie Unię Europejską lub ją porzucić.

Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię stanowi, niezależnie od intencji polityków brytyjskich , mocny ruch w kierunku koncertu mocarstw. Na Bliskim Wschodzie mamy dziką bijatykę tamtejszych mocarstw regionalnych (lub państw pretendujących do tego tytułu ), wspomaganą przez USA, Rosję i część Zachodu. Na razie Arabia Saudyjska, Iran, Turcja i pomniejsi walczą do ostatniego Irakijczyka, Jemeńczyka, Syryjczyka i chyba Libijczyka też, ale kto zagwarantuje że nie wezmą się za łby bezpośrednio? Tam, moim zdaniem, jest tyle sprzecznych interesów i zwykłej nienawiści że nawet, skrajnie mało prawdopodobna, koalicja USA - Rosja, nie zdołałaby doprowadzić do trwałego pokoju.

Próba puczu w Turcji daje skutki wyłącznie negatywne dla świata, Europy, Polski. Żądanie prezydenta Erdogana - ekstradycji Fetullaha Gülena może spowodować jakąś formę konfrontacji z USA, a politycy niektórych krajów UE już protestują przeciwko planom przywrócenia kary śmierci. Turcja zapewne nie wyjdzie z NATO ani nie rzuci się w ramiona Rosji, ale wzajemne dąsy Unii, USA i Turcji stanowić będą co najmniej kolejny przyczynek do porzucenia współpracy wielu państw na rzecz współczesnego koncertu mocarstw. Czyli narzucania państwom słabszym rozwiązań przez państwa silniejsze. Rozwiązań nie uwzględniających interesów państw słabszych. Stanie się tak z powodu, na oko mało istotnego, wydarzenia zwanego Brexitem, niekończącej się wojny na Bliskim Wschodzie, próby puczu w Turcji i innych zdarzeń, które mogą nastąpić jako rezultat wymienionych. Stworzy się (a właściwie już jest) sytuacja nadzwyczaj płynna i dynamiczna, z którą nie poradzą sobie struktury zbudowane dla współpracy wielu, równych sobie niezależnie od wielkości i zasobów, państw.

Teoretycznie, przynajmniej dla Europy, istnieje rozwiązanie przywracające stabilność. Państwa - członkowie UE , dogadują się ze sobą , niekoniecznie budując superpaństwo, ale tworząc mechanizm zapewniający chociaż prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej. Tyle tylko, że na dzień dzisiejszy takie dogadanie się państw europejskich jest, z wielu względów, w tym niezależnych od polityków, nieprawdopodobne. Na dodatek, wydaje mi się, że politycy europejscy nie potrafią lub nie chcą wyjść choć na chwile z piaskownicy i rozejrzeć po otoczeniu. Czyżby koncert mocarstw przygotowywała orkiestra z Titanica?

wtorek, 5 lipca 2016

Profesor Maciej Chorowski zlikwiduje finansowanie badań prowadzących znikąd donikąd?

Prof. dr hab. inż. Maciej Chorowski, kierownik Katedry Inżynierii Kriogenicznej, Lotniczej i Procesowej na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Wrocławskiej został, w kwietniu 2016 roku, dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Narodowe Centrum Badań i Rozwoju to agencja wykonawcza Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, realizująca zadania z zakresu polityki naukowej, naukowo-technicznej i innowacyjnej państwa. Jest także Instytucją Pośredniczącą w trzech programach operacyjnych UE (Kapitał Ludzki, Innowacyjna Gospodarka, Infrastruktura i Środowisko), a w perspektywie finansowej 2014 - 2020 Inteligentny Rozwój oraz Wiedza Edukacja Rozwój. Łącznie, na 2016 rok, dysponuje prawie 3 miliardami złotych.

Elektrownia Bełchatów. Największa na świecie elektrownia pracująca na węglu brunatnym

Na co je wyda? Przykładowo, w zeszłym roku zakończono projekt "Opracowanie technologii dla wysokosprawnych 'zero- emisyjnych' bloków węglowych zintegrowanych z wychwytem CO2 ze spalin" o wartości ponad 77 mln zł, z czego prawie 70 mln dało NCBR. W realizacji projektu uczestniczyły zespoły z sześciu politechnik, AGH, dwóch instytutów, przedsiębiorstw Tauron, Rafako, Eurol. Rezultaty? Między innymi, przedstawiono koncepcję
nowej klasy bloków kondensacyjnych na parametry pary: 650°C/670°C/30 MPa; wskazano na możliwość wzrostu temperatury pary pierwotnej do poziomu 673/670°C, a temperatury pary wtórnej do wartości 692/690°C, przy wytwarzaniu elementów kotłowych ze stopu HR6W oraz Alloy 617 mod ( rury ze stopu HR6W mogą mieć obecnie grubość ścianki 90 mm (poprzednio 75 mm), Alloy 80 mm (poprzednio 50 mm). Opracowano i wykonano Przewoźną Instalację Pilotową dla wychwytu CO2 o wydajności 200Nm3/h. Obecnie jest to największa instalacja tego typu w Polsce.

Czemu piszę o takich szczegółach? Żeby zwrócić uwagę niektórych Czytelników na złożoność opracowania i wdrożenia produktów opartych na nowych technologiach. To się zwykle dzieje krok za krokiem. Tymczasem u nas powszechna jest wiara w cuda. Ropa w Karlinie, gaz z łupków, niebieski laser, grafen i inne miały przynieść Polkom i Polakom bogactwo i powszechną szczęśliwość. Na portalach, odwiedzanych przez miliony użytkowników, dość często publikuje się zdjęcia makiet samochodów, samolotów, czołgów i innych opatrzone komentarzem o straconych szansach na zdobycie rynków światowych tymi "produktami".

Wracając do projektu: na razie jego efektem jest wspomniana instalacja do wychwytu CO2 oraz artykuł (artykuły? ) w specjalistycznych czasopismach. I tak dobrze, że choć instalacja powstała, rezultatem wielu kosztownych badań są wyłącznie publikacje w krajowych czasopismach. W zagranicznych takie publikacje się raczej nie ukażą - polskie badania bywają nieco opóźnione i wtórne. W innych krajach europejskich są już stanowiska do badania węglowych bloków energetycznych na parametry ultra - nadkrytyczne: o temperaturze pary pierwotnej powyżej 700°C i ciśnieniu ponad 35 MPa, a amerykański Departament Energii współfinansuje badania bloków na temperaturę powyżej 760°C. Odpowiednie prace trwają też w Chinach i Indiach.

Profesor Chorowski, mówiąc o badaniach znikąd donikąd, ma na myśli finansowanie jedynie samego procesu badawczego, bez tworzenia warunków do wprowadzenia powstałych w tym procesie produktów na rynek. Widzi możliwość stworzenia rynku beta na bazie zapotrzebowania tworzonego przez struktury państwa - wojsko, policję, inne jednostki budżetowe, samorządy, agencje państwowe, także publiczną służbę zdrowia. Kupując nowe produkty od polskich producentów, instytucje państwowe muszą zdawać sobie sprawę, że testują urządzenia często niesprawdzone. Jeżeli prof. Chorowski choć częściowo zrealizuje swoją koncepcję, co jest możliwe tylko pod warunkiem przekonania do niej niektórych ministrów, spowoduje naprawdę dobrą zmianę we współpracy nauki z przemysłem .
Innowacyjność polskiej gospodarki może stać się faktem. Gdyby jeszcze udało mu się skoncentrować środki na opracowaniach niezbędnych oraz możliwych do wdrożenia w Polsce… Pomarzyć chyba mogę?
Na podstawie:
Opis rezultatów
Innowacyjne technologie węglowe
Węglowe technologie energetyczne
Przekroczyć sprawność 50%
Yuhuan
The World’s Most Efficient Coal-Fired Power Plants

czwartek, 30 czerwca 2016

Czekając na Marlowa*

Głosowanie Brytyjczyków odnośnie wyjścia z Unii Europejskiej podważyło moje przekonanie o istnieniu mądrych wyborców. Nie chodzi mi o wynik głosowania, ale o motywację głosujących. Myślałby kto: w bogatym kraju (nominalne PKB według MFW w 2015: 43 771 USD, Polska 12 495 USD) o w miarę ciągłej państwowości, gdzie demokracja ma znacznie dłuższą historię niż nasza, który nie budował socjalizmu ani nie był wielokrotnie wyzwalany, za to zbudował, w swoim czasie, największe na świecie imperium, wyborcy zawsze wiedzą z grubsza czego chcą i o czym decydują w głosowaniu. Tymczasem, według Guardiana : "If you've got money, you vote in ... if you haven't got money, you vote out". Masz pieniądze, głosujesz za pozostaniem w UE, nie masz takowych, głosujesz za opuszczeniem UE. ( Link Marlowa) Twierdzenie jest dobrze udokumentowane.

Ponura droga naprzód. Zdjęcie Marii.
Czyli wyborcy w miarę zamożni głosują za utrzymaniem status quo, wyborcy niebogaci chcą zmian. To, o czym decydują w głosowaniu wyraźnie nie ma dla nich znaczenia. Ktoś powie: nieprawda, biedni wiążą swoje położenie z UE, a konkretnie z napływem imigrantów. Moim zdaniem wiążą, bo takie powiązanie im wskazano i oni w nie uwierzyli. Gdyby decydowali w głosowaniu o czymś innym, uwierzyliby że jedna z opcji ma związek z ich sytuacją życiową.

Jeżeli tak jest, to rozważania o sposobach poprawienia demokracji, w celu zwiększenia u elektoratu poczucia wpływu na zarządzanie państwem czy miastem dotyczą może pięciu, a może piętnastu procent tegoż elektoratu. Pozostałym, niestety znacznej większości, wystarczy hasłowo uświadomić że sprawy źle się mają ( lub mogłyby wyglądać lepiej), wskazać winnych i zasugerować istnienie prostych rozwiązań, które sugerujący zastosują. Dotychczas sądziłem, że powyższą koncepcję da się zastosować jedynie w młodych i bardzo młodych demokracjach, a tu okazuje się, że w dowolnie starych też to działa. To znaczy, że od zawsze lub od pewnego czasu ( bardziej prawdopodobne wydaje mi się to drugie - od czasu likwidacji cenzusu majątkowego) suweren to raczej stado baranów poszukujące i wymagające pasterza.

Zaś pasterz praktycznie już nadchodzi. Nie jakiś dyktator czy ukochany przywódca - algorytmy nadchodzą. Na podstawie ich prognozy, Cortana Microsoftu prawidłowo wskazała 21 z 24 tegorocznych zdobywców Oscarów. Osiągalne wydają się być programy, skonstruowane na podstawie odpowiednich algorytmów, wskazujące najskuteczniejsze, hasłowe "związki przyczynowo - skutkowe" ( w których nie chodzi o logikę, opis rzeczywistości i tym podobne dyrdymały) pozwalające wygrać wybory i referenda. Oraz programy sugerujące "właściwy" wybór (wykorzystujące np. podpowiedzi wyszukiwarek). Skuteczność prognozowania algorytmów opartych na statystycznej analizie nieprawdopodobnej ilości danych może być bliska 100 procentom. A to znaczy, że ludziom - wyborcom, konsumentom, będzie się tylko wydawać, że o czymś decydują. Z drugiej strony - żaden algorytm nie "wymyśli" szczęśliwego czy tylko zadowolonego z życia społeczeństwa, jeśli to pojęcie nie zostanie zawarte i zdefiniowane w programie. (Można próbować zaprogramować dążenie do optymalizacji poszczególnych algorytmów tworzących całość, ale coś takiego lepiej wysadzić w powietrze, nim zacznie działać).

Recepty na szczęśliwe społeczeństwo nikt nie ma. Najbardziej przeszkadza w jego zbudowaniu nieograniczoność ludzkich potrzeb. Nie ma też żadnych możliwości istotnej poprawy materialnego poziomu życia całego czy znacznej części społeczeństwa, w czasie paru dziesiątków lat. Policzmy: dochód dzisiejszy osoby 1500 zł, niech rośnie o 1% rocznie (więcej nie urośnie, raczej mniej, jeśli ma być dla każdego po równo), za dwadzieścia lat: 1830 zł. Świetlana perspektywa to nie jest. Co innego, gdyby dochód rósł o cztery procent rocznie - po dwudziestu latach uległby podwojeniu (3286 zł). PKB musiałby wtedy rosnąć dwucyfrowo - intuicyjnie o szesnaście procent rocznie, co jest skrajnie mało prawdopodobne, zresztą skąd wziąć środki na finansowanie takiego wzrostu? Trochę przyspieszenia mogłoby dać inwestowanie w kapitał ludzki - ale to oznacza wyszukiwanie zdolnych i ich intensywne oraz kosztowne kształcenie, co raczej nie spodobałoby się większości. Innowacyjność (stały postęp technologiczny) jest podstawą długookresowego wzrostu gospodarczego - tylko jak ją uruchomić u nas?

Czemu, pisząc o Brytyjczykach, płynnie przeszedłem do Polski? Bo jeśli znaczna część obywatelek i obywateli UK nie akceptuje swojego statusu materialnego, to co my mamy powiedzieć? Wygląda na to, że na świecie (przynajmniej zachodnim) rośnie zniecierpliwienie sytuacją, a podstawowe źródło owego zniecierpliwienia stanowi brak akceptacji jakości swojego życia (nie tylko poziomu materialnego) oraz niepokój odnośnie przyszłości, dzielone przez znaczną liczbę ludzi.

Przy czym ani masy ludzkie, ani ich przywódcy nie potrafią przetworzyć tego zniecierpliwienia i niepokoju w siłę napędzającą zmiany korzystne dla większości. Jedni przywódcy proponują powrót do starych, niedobrych czasów, inni uporczywie chcą iść naprzód, nie zważając na brak akceptacji ludności dla ich pomysłów. W sumie, jakoś to będzie, bo zawsze jakoś jest. Choć mogłoby być lepiej.

*Marlow, w Ziemiance Polskiej, obiecał rozwinąć niektóre tematy.

niedziela, 26 czerwca 2016

W naszym interesie leży niedopuszczenie do podziałów wewnątrz UE

Nie potrafię określić granic przestrzeni zdarzeń wynikających z Brexitu. Podobno prezydenta FR bardzo cieszy wyjście UK z UE. Bo osłabia Europę. Nie wiem jak osłabia - chyba Wielka Brytania nie przenosi się do Ameryki? Owszem, wyjście osłabia UE. Ale czy Rosja rywalizuje z UE i vice versa? Rosji potrzebna jest współpraca z Europą - bez niej stanie się młodszym bratem Chin. Dla Chińczyków taka sytuacja byłaby niezwykle korzystna - mieliby zaplecze surowcowe oraz armię zdolną zniszczyć USA. Wymiana handlowa Rosja - Europa (Zachodnia) przypomina wymianę między kolonią, a metropolią - Rosja eksportuje surowce a importuje wyroby wysoko przetworzone. Polska nie potrafi tego wykorzystać - mamy ujemny bilans handlowy, w 2015 roku 7 mld 760 mln euro.

I kamieni kupa. Zdjęcie Marii.

Oczywiście, łatwiej współpracować z paroma państwami najsilniejszymi , traktując resztę jak przedmioty niż z dużą, zwartą grupą państw. Dlatego prezydenta Rosji może ucieszyć, niebezpieczna dla Polski, ewentualna dezintegracja Unii. Prezydenta FR pewnie ucieszyłby też rzeczywisty rozpad Wielkiej Brytanii - mocnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, który może być następstwem Brexitu. Zniknięcie potężnego państwa prawdopodobnie mocno zmieniłoby światowy układ sił. Natomiast na dzisiaj konkurentem i potencjalnym przeciwnikiem Rosji są Stany Zjednoczone, a nie Europa. Wątpię zresztą, by Niemcy mieli ochotę znowu wojować pod Stalingradem. Wątpię też, by opuszczenie UE przez UK spowodowało znaczący, światowy wstrząs polityczny, za wyjątkiem Unii Europejskiej.

Unia i Wielka Brytania mogą rozstać się prawie przyjaźnie - UK zyska wtedy status np. Norwegii, lub wojować do upadłego, odcinając wszelkie możliwe do odcięcia więzi. W pierwszej wersji straty obu stron będą minimalne, choć przykład UK może być zaraźliwy. W drugim, obie strony poniosą duże straty, a zła sytuacja polityczno - towarzyska przeniesie się do NATO, o finansach i gospodarce nie wspominając.

W 2015 roku do Wielkiej Brytanii sprzedaliśmy towary i usługi za 12 mld 91, 5 mln euro, a kupiliśmy stamtąd różne dobra za 4 mld 716,1 mln euro, uzyskując nadwyżkę 7 mld 375,4 mln euro. Nasz handel z Wielka Brytanią nie jest zagrożony, chyba że wysokie strony, czyli UK i UE zaczną wojować . Zagrożona może być część naszego eksportu, korzystająca z ochrony rynku unijnego (jeśli takowa istnieje). Odbiorcy brytyjscy mogą znaleźć tańsze/lepsze odpowiedniki poza Europą.

W Wielkiej Brytanii przebywa obecnie ponad 850 tysięcy Polek i Polaków. Nagła i masowa deportacja im raczej nie grozi, może ich natomiast wygonić z tego kraju niechęć, wręcz wrogość okazywana przez Brytyjczyków. Skali owej niechęci nie znam, dawniej nic takiego się nie zdarzało, ale też dawniej polskich imigrantów na Wyspach było znacznie mniej. Zaś niechęć i wrogość zawsze można nakręcić.

Zaplanowane w perspektywie 2014 - 2020 fundusze europejskie pewnie otrzymamy, zważywszy że negocjacje z Wielką Brytanią mogą potrwać do 2019 roku. Po 2020 będzie różnie. Jeśli relacje między UK i UE przyjmą model norweski, to Wielka Brytania zachowa dostęp do wspólnego rynku, zgodzi się na wolny przepływ pracowników i towarów oraz będzie wpłacać uzgodnione (raczej mniejsze niż obecnie) kwoty do budżetu Unii. Przy porozumieniu uwzględniającym jedynie zasady WTO, wolnego przepływu i pieniędzy brytyjskich nie będzie. Niezależnie, fundusze unijne po 2020 roku nie będą już wykorzystywane do wyrównania poziomu życia, a mają służyć podniesieniu konkurencyjności Unii na światowym rynku.

Znacząco zmieni się układ sił wewnątrz UE. Polityczne znaczenie Polski w Unii może wzrosnąć, jeśli nasza dyplomacja potrafi wziąć udział w składaniu UE do kupy, po wyjściu Wielkiej Brytanii.

Najbardziej niebezpieczne dla nas, moim zdaniem są, trudne do przewidzenia, zawirowania na europejskich rynkach finansowych i w europejskiej gospodarce, które mogą bardzo negatywnie wpływać na naszą gospodarkę i finanse. Część z owych zawirowań powstaje i będzie powstawać za sprawą nerwowych, stadnych ruchów inwestorów, ale trzeba też się liczyć z celowymi działaniami wielkich funduszy inwestycyjnych, banków, organizacji non profit, obliczonymi na osiągnięcie nadzwyczajnych zysków.

Najważniejsze obecnie, moim zdaniem, pytanie brzmi: czy wśród polityków rządzących w państwach członkowskich Unii Europejskiej istnieje wola utrzymania UE, składającej się z 27 państw członkowskich, zapewnienia jej spoistości i zdolności do działania? O uzyskanie odpowiedzi na to pytanie winni zabiegać polscy dyplomaci, polscy politycy kontaktujący się z politykami innych państw UE, analitycy wywiadu oraz eksperci.

W naszym interesie leży niedopuszczenie do podziałów w UE. utrzymanie UE w całości, nie rozbitej na jądra, grupy, prędkości.

niedziela, 19 czerwca 2016

Chroniąc prawdziwą Polskę

"Cała Europa to dzisiaj 500-milionowy mały półwysep doczepiony do wielomiliardowej Azji i wysepka w wielomiliardowej przestrzeni globalnej. Ten półwysep musi skonsolidować swoje środki. Rozbity na małe narodowe podmioty walczące przeciwko sobie nie przetrwa globalnej konkurencji, ani ekonomicznej, ani politycznej. A żaden z tych podmiotów nie ma szansy zapewnić sobie suwerenności dawnego typu." To cytat z wypowiedzi p. Danuty Hübner (nieukryta opcja niemiecka ani chybi).

Przyszły, wspomnieniowy obraz Ojczyzny. Wprawdzie cień odchodzi, nie odjeżdża i nie złamał rąk na pancerzu. Poza tym to National Botanic Gardens w Kilmacurragh, ale jakże podobny. Zdjęcie Marii.
W wywiadzie, udzielonym p. Cezaremu Michalskiemu,* p. Hübner krytykuje politykę PiS w Unii Europejskiej, przecież nie obcego mocarstwa, lecz organizacji do której sami wleźliśmy. Niestety, chyba żaden z komentatorów lepszego sortu [auuu], nie dał stosownego odporu bałamutnym twierdzeniom tej pani, a ja czuję wewnętrzny przymus. Otóż, nieprawdą jest, że silna zwarta i gotowa Polska, o Litwie, Łotwie czy Estonii nie wspominając, nie potrafi sobie zapewnić suwerenności. Potrafi i potrafiła w przeszłości! Przed wybuchem II wojny, mieliśmy od tego marszałka Rydza - Śmigłego:
Nikt nam nie zrobi nic
Nikt nam nie zrobi nic
Bo z nami jest
Bo z nami jest
Marszałek Śmigły Rydz!

Obecnie nie mamy Marszałka, ale jest Ojciec Dyrektor. Jak jeszcze niepowszechnie wiadomo, Wehrmacht w 1939 roku, wkroczył na ziemie polskie wyłącznie w celu obrony nas przed Armią Czerwoną. W bliżej niezbadanych jeszcze przez wybitnych, niezachwianych emocjonalnie historyków [pop] okolicznościach, doszło do paru wyizolowanych starć, ale później nasza granice wschodnia została przesunięta aż do Stalingradu. Niestety, bohaterski Wehrmacht nie wytrzymał naporu wschodnich hord. Wtedy do akcji ruszyli Żołnierze Wyklęci [pop], zdobywając Warschau (zniszczoną przez lewaków), Danzig, Kolberg, Breslau, Posen i inne miejscowości, przełamując Pommernstellung i docierając do stolicy komunistycznej NRD. Wzmiankowani chcieli też ruszyć na Moskwę, ale polscy komuniści im nie pozwolili.

Co gorsza, pod przewodnictwem zdradzieckich komunistów, gorszy sort Polaków odbudował Warszawę i inne polskie miasta, a nawet zbudował przemysł i takie tam. Zniszczenie bezcennych ruin Warszawy, w otoczeniu których najwybitniejszy poeta, jedyny rzeczywiście prawdziwy Polak w dziejach, mógłby rymować o Ojczyźnie naszej, przy wtórze bałałajki, było czynem niegodnym, osłabiającym patriotyzm Polaków. Nie należało niczego odbudowywać i absolutnie nic nie budować, skupiając się na walce do ostatniej Polki i ostatniego Polaka o suwerenną Polskę.

Ale nic straconego - czas walki może nadejść znowu. Minister Macierewicz tworzy na tę okoliczność brygady Obrony Terytorialnej. Mam nadzieję, że w tracie szkolenia żołnierzy zostaną wykorzystane bogate doświadczenia powstańców walczących w zwycięskim powstaniu styczniowym. Zresztą NATO - organizacja składająca się z USA, jak zwykle nas obroni. Wespół z Najświętszą Panienką oczywiście, która rzucała już handgranatami w bolszewików w 1921 roku. Przygotowując się do wojny, trzeba pamiętać o wybudowaniu odpowiedniej ilości samoobsługowych grobów ze słodyczami. Dla prawdziwych patriotów skandujących : "jak słodko jest umierać za Ojczyznę!"

Zaś żeby najskuteczniej chronić prawdziwą Polskę i mieć pewność, że nikt nas ani naszego terytorium nie posiądzie przez parę setek lat, trzeba przejść do innego świata, bombardując się odpowiednią ilością głowic jądrowych. Niskie powietrzne lub naziemne wybuchy jądrowe skutecznie skażą promieniotwórczo terytorium oraz zapewnią Niebo, czyli szczęście wieczne dla (prawie ) wszystkich Polek i Polaków! Znaczna część ludności nie zgodzi się na takie rozwiązanie? Przecież prawdziwy Polak to katolik, który nie odmówi pójścia do Raju pełnego hurys (ups, chyba coś pomyliłem). Paru procentom niewierzących i gorszemu sortowi da się trochę czasu na uwierzenie i już.

Jakiś upierdliwy osobnik, za przeproszeniem, myślący, spyta w tym miejscu: a co to za sukces, przecież Polski nie będzie? Będzie i to jak będzie!!! Prawdziwie będzie, jak nasze liczne, moralne zwycięstwa, bo w sercach i szerokich (auuu) umysłach wybranych Prawdziwych, udających się na emigrację. By tam wielbić Polskę i tęsknić do tych pól malowanych uroczymi ruinami. Ponieważ jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor. Zaś honorowe postępowanie ludzi naprawdę wybitnych polega na sprawnym opuszczeniu kraju w cztery miesiące po wygłoszeniu przemówienia o honorze.

Zapiski starego oficera prowadzącego:
Pacjent przebywa na tut. Oddziale kilka lat. Nie stwarza zagrożenia ani dla siebie, ani dla otoczenia. Próbujemy go bezskutecznie wypisać. Odmawia opuszczenia naszej placówki leczniczej, twierdząc, że nie chce iść do psychiatryka...
*Wywiad z Danutą Hübner
auuu - autocenzura
pop - poprawność polityczna


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Czy nasza wiedza o nas i o Polsce ma coś wspólnego z rzeczywistością?

Moim zdaniem, nie mamy szans by kiedykolwiek dogonić Niemcy w PKB na głowę, jeśli zamierzamy to zrobić poruszając się krzywą psa. Co prawda, jazda na skróty może skończyć się katastrofą, zwłaszcza jeśli ktoś wpadnie na pomysł powtórzenia Wielkiego Skoku, ale mnie nie chodzi o skróty, a poszukiwanie i stosowanie nowych rozwiązań.

Prawdziwe, polskie konserwatystki
Po pierwsze bowiem, nie jest prawdą, że wolny rynek zapewnia optymalną alokację środków. To nie znaczy, że należy z wolnego rynku zrezygnować czy choćby regulować go gdzie się da. Trzeba tworzyć tyle wolnego rynku ile można, dopuszczając wszakże dowolnie brutalne wejście państwa w niektóre obszary gospodarki. Brutalne wejście nie oznacza regulacji i ograniczeń, mnie chodzi na przykład o wejście na rynek budownictwa mieszkaniowego z wykorzystaniem zasobów i możliwości państwa, bez nadmiernej dbałości o interesy innych graczy.

Po drugie, sytuacja dzisiejsza jest zasadniczo różna od tej dziewiętnastowiecznej. Wtedy następowała szybka akumulacja kapitału kosztem pracowników i w warunkach sterowania rynkiem, szczególnie zakresem jego otwarcia, przez państwo. Twierdzenie o państwie - stróżu nocnym rzecz bardzo upraszcza. Choćby ustawy zbożowe w Wielkiej Brytanii, cła, założenia merkantylizmu, każą sądzić, że ów stróż nocny pracowicie wspierał własną gospodarkę oraz przedsiębiorców - czyli tylko jedną stronę na rynku pracy. U nas akumulacja też była, choć ograniczona i nie następowała na terytorium państwa, które przecież nie istniało. Znaczną część kapitału ciągle traciliśmy przez wojny przetaczające się przez nasze terytorium- zaczynając od szwedzkiego potopu. Co jakiś czas diabli brali, tworzone z mozołem, więzi gospodarcze - najlepiej to widać na przykładzie Łodzi.
W zaborze rosyjskim łódzki przemysł włókienniczy szybko się rozwijał, po uzyskaniu niepodległości wymiana handlowa z Rosją (ZSRR) prawie przestała istnieć - Łódź upadała. Po II wojnie znowu ożyła, by po roku 1989 upaść znowu.

Błędy popełnione po 1989 roku, spowodowały zresztą upadek lub znaczne ograniczenie produkcji szeregu gałęzi przemysłu. Tworzące się z mozołem kadry inżynieryjno -techniczne, zespoły konstruktorów i projektantów rozpierzchły się. W przemyśle stoczniowym przynajmniej biura projektowe zdołały się odtworzyć, są też chyba liczący się polscy projektanci mebli. Gdzie indziej ( w przemyśle elektronicznym np. ) nie ma tak dobrze, tym bardziej, że zagraniczni właściciele mają swoich konstruktorów u siebie.

By dogonić Niemcy musimy mieć parę firm oznaczeniu międzynarodowym. Jaki sposobem miałyby one powstać? Wielkie firmy ponadnarodowe potrafią pilnować swoich interesów. Polska rozwijająca się firma, wykonująca zadanie dla państwowego urzędu, może być oskarżona przed polska opinią publiczną, że źle to robi, błędy popełnia, nie wyrabia się i już droga otwarta dla złożenia zamówienia w firmie zagranicznej. Jak polska firma może się rozwijać? Przecież nie na rynkach zachodnich.

Musimy oferować produkty i usługi uznane za markowe ( na tych z niższej półki za wiele zarobić się nie da). Ostatnio nawet z marką Polski jest kłopot. Konsument zagraniczny może uznać, że z Polską jest coś nie tak, nie wnikając o co chodzi.

Czy możemy przestać być krajem peryferyjnym (pół-peryferyjnym)? Nie widzę dziedziny, w której staniemy się centrum. Przeładunki w polskich portach morskich (2015): Gdańsk 32,3 mln ton; Gdynia 19,41 mln ton, Szczecin i Świnoujście 23,4 mln ton. Razem 75,11 mln ton. W Hamburgu: 137,8 mln ton. Liczba pasażerów na lotniskach w Polsce (2014): ponad 27 mln osób. Na lotnisku we Frankfurcie nad Menem: 60 mln pasażerów. Turystów zagranicznych w Polsce: ponad 16 mln; w Niemczech: 71 mln.
Nowe technologie? Pojedyncza technologia niewiele zmienia, trzeba mieć nowy produkt, a do tego niezbędny jest szeroki front fachowców, dysponujących stosownym zapleczem. Sypnięcie groszem państwowym uczelniom i instytucjom badawczym nie uruchomi innowacyjności sensu stricto. Najwyżej innowacyjność w zdobywaniu funduszy.
Literatura: w zestawieniach światowej znaleźć czasem można Quo Vadis Sienkiewicza i twórczość Lema. Zresztą wybitni pisarze, a też świetnie sprzedający się pisarze i inni twórcy pojawiają się w centrum i na peryferiach.
Film: pewnie cała Europa, zjednoczona filmowo, nie pokonałaby Hollywood. Mamy fachowców od filmów animowanych, tylko chyba scenarzystów brakuje.
Sport: kluby angielskiej Premier League dostaną w ciągu trzech lat ponad 3 miliardy funtów tylko za sprzedaż zagranicę praw telewizyjnych. To ponad 16,5 miliarda zł. Legia Warszawa w ciągu 18 miesięcy 2013/2014 roku uzyskała przychody z działalności podstawowej w wysokości 138 mln zł, przy kosztach 165 mln zł. Wiele prywatnych klubów jest sponsorowanych przez samorządy (Legii to nie dotyczy).
Społeczeństwo: tworzymy marne społeczeństwo. Moim zdaniem, wcale nie jesteśmy indywidualistami, jedynie nie potrafimy działać zespołowo. Nasz nacjonalizm to zaściankowość raczej niż nacjonalizm.

Podsumowując: tylko siadłszy płacz. Aż do końca naszego świata będziemy tu, gdzie jesteśmy teraz? Niekoniecznie. Teoretycznie, możemy coś osiągnąć jeśli zasadniczo zmienimy siebie i nasze myślenie o nas.
Szwajcarzy ostatnio odrzucili w referendum pomysł, by każda dorosły Szwajcar otrzymywał miesięcznie od państwa 2500 franków. Aż 78 procent głosujących nie chciało dostawać pensji , za to że żyją. Oni w ogóle są bardzo dziwaczni. Kim jest prawdziwy Szwajcar - katolikiem, protestantem? Jaki językiem się posługuje? Kto to widział, by w kraju zamieszkałym przez trochę ponad 8 milionów ludzi, wprowadzać aż cztery języki urzędowe? Jak to możliwe, że mimo znacznych różnic kulturowych, Szwajcarzy czują się wspólnotą i tworzą wspólnotę?

Może przeglądnijmy się w Szwajcarii jak w lustrze i spróbujmy zrozumieć co tworzy prawdziwą siłę społeczeństwa, narodu, państwa? Ja nie wiem, na razie, co ją tworzy. Sądzę jedynie, że większość naszych mniemań o nas, o Polsce, polskiej historii, potencjale, możliwościach, to wyłącznie mniemanologia. Która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

niedziela, 5 czerwca 2016

Program społeczno - gospodarczy PiS. Szanse i zagrożenia

Programy PiS w sferach społecznej, gospodarczej i finansowej mogą zapewnić Polkom i Polakom wzrost poziomu życia, czego partii rządzącej życzę.* Jednocześnie kierownictwo PiS, na zasadzie: czyja władza, tego religia usiłuje chyba wprowadzić obowiązek posiadania jedynie słusznego światopoglądu, czego sobie stanowczo nie życzę.

Ruiny fabryk bywają rezultatem zbyt otwartego rynku.
Już wprowadzony program Rodzina 500 Plus, sygnalizowany program budowania mieszkań na wynajem - Mieszkanie Plus, zwiększenie liczebności armii*, koncepcja uproszczenia procesu płacenia danin państwu, jeśli ich myślą przewodnią będzie inwestowanie, a nie rozdawnictwo i proste wydawanie pieniędzy z budżetu , mogą spowodować wzrost PKB**, przekładający się na wzrost dochodów ludności. Inwestowanie powinno przynieść wzrost dochodów budżetu, przez poszerzenie bazy podatkowej. Kluczowy jest tu chyba wzrost inwestycji prywatnych, a on od paru lat nie jest imponujący. Co prawda, obliczany przez KE, ogólny wskaźnik optymizmu (ESI) polskich konsumentów i przedsiębiorców rośnie, ale nie dotyczy to przemysłu. Indeks optymizmu polskich przedsiębiorców , według danych Pracodawców RP, wręcz maleje.

Tymczasem programy PiS mogą być sukcesem jedynie jeśli wzrost dochodów budżetu pokryje, a najlepiej przewyższy kolejne wydatki. Przy czym wzrost dochodów budżetu osiągnięty prostym wzrostem podatków zwiastował będzie raczej porażkę. Bo to przelewanie z pustego w próżne i to stratne. Chyba, że państwu uda się zebrać część pieniędzy wypływających z Polski, co wydaje mi się problematyczne.

Wydatkowanie dodatkowych środków z budżetu wykonywane i planowane przez PiS można nazwać (społeczną) dźwignią finansową. Operacja ryzykowna, której powodzenie zależy trochę od szczęścia. Bo na sytuację zewnętrzną zbyt wielkiego wpływu nie mamy. Ale, moim zdaniem , lepiej ryzykować niż obserwować jak Polska pogrąża się w ogólnym marazmie, a Polki i Polacy, szczególnie młodzi i aktywni, nie widzą w kraju żadnych perspektyw dla siebie.

Największe zagrożenie dla tej operacji PiS może, moim zdaniem, mimochodem powodować … część kierownictwa partii rządzącej. Kierującego się raczej ideologią, niezbyt rozumiejącego potrzeby gospodarki. Na przykład pan Kaczyński ostatnio stwierdził, że Korea Południowa mogła rozwinąć się tak dynamicznie dzięki suwerenności. Tyle tylko, że oni, czyli PiS, najwyraźniej przez suwerenność rozumieją nieuleganie żądaniom zmiany obyczajowości, nieuleganie naciskom odnośnie przyjmowania imigrantów i odrzucanie pouczeń na temat reguł demokracji. Ignorują suwerenność gospodarczą i finansową, a to ona, moim zdaniem, była podstawą sukcesów Korei Płd. Jej władze, przez dłuższy czas, stosowały elementy merkantylizmu, chroniąc własny przemysł i własny rynek. Dzisiaj taka polityka jest raczej niewykonalna, zważywszy na globalizację oraz wielką ilość umów międzynarodowych (nie tylko traktatów tworzących UE) podpisanych przez Polskę.

Nasz rynek jest otwarty, a rynek państwa którego przemysł został zdegradowany do roli podwykonawcy i trzeba go odbudować, nie może być otwarty. Bo przyjdą wielcy kapitaliści i zjedzą naszych małych kapitalistów. Zamknąć otwarcie rynku nie możemy - złamiemy szereg umów i narazimy się wielkim korporacjom, a one mogą nam skutecznie zaszkodzić. Trzeba sprytnie ograniczać dostęp do segmentów rynku - korzystając zresztą z pomysłów innych państw, także członków UE (polskie firmy nie zdobywają zbyt wielu kontraktów w państwach zachodnich).
Ideologiczna chęć uniezależnienia się od Rosji w zakresie surowców energetycznych, może skutkować wyższymi kosztami pozyskania tych surowców gdzie indziej, czyli spadkiem konkurencyjności polskiej gospodarki. Komu, na przykład, Police sprzedadzą produkty wytworzone z drogiego gazu? Dywersyfikacja - jak najbardziej, bo zwiększa bezpieczeństwo i polepsza pozycję negocjacyjną, ale uniezależnienie od Rosji, wynikające jedynie z rusofobii, oznacza uzależnienie od kogoś innego i zgodę na wyższe ceny.
Do programów sprzyjających rozwojowi zupełnie nie pasuje koncepcja obniżenia wieku emerytalnego. Przyszłych emerytów to ucieszy, ale na dzisiaj spowoduje pogorszenie relacji między przychodami a wydatkami ZUS ( w 2016 roku budżecie zarezerwowano ponad 45 mld zł dla ZUS) i może zaniepokoić inwestorów.
Pan Kaczyński chyba nie potrafi przestać stygmatyzować ludzi - ostatnio nazwał demonstracje KOD i (chyba) wojnę o TK , rebelią. Bezwzględność, z jaką Prezes manipuluje słowami i wyrażeniami, by jak najgorzej opisać przeciwników i ich działania, prawdopodobnie przyczynia się do plemiennego podziału Polski oraz pogłębia ów podział. Mógłby już zamienić hasło "kto nie z nami, ten przeciwko nam" na hasło "kto nie przeciwko nam, ten z nami". Ma władzę i poparcie, a opozycja jest słaba i gdyby nie wojna o TK, osłabłaby jeszcze bardziej.
Na dłuższą metę PiS - partia rządząca Polską, a nie tylko swoimi fanami i zwolennikami, nie może sobie pozwolić na jałową wojnę między, sztucznie stworzonymi, polskimi plemionami. Wyobraźmy sobie dowodzącego armią, który szczuje jednych żołnierzy swojej armii na drugich. Czy taka armia zdoła wygrać jakąkolwiek bitwę?

Jeśli program społeczno - gospodarczy PiS ma być sukcesem, potrzebuje ściśle współpracującego zespołu ludzi, kierującego jego wdrażaniem. Pojedyncza osoba, dowolnie wybitna, sobie nie poradzi. Czy taki zespół istnieje lub może powstać? Na razie niewiele na to wskazuje. Partią rządzi prezes, nie dysponujący sztabem. Ale podejmujący istotne decyzje personalne i inne. Premier Szydło chyba nie należy do ścisłego kierownictwa PiS. Jaki ma posłuch wśród podwładnych ministrów i czy może skutecznie kierować pracą całego rządu, nie wiem. Sądzę, że niektórzy ministrowie działają poza zespołem. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że państwo to jedna struktura, składająca się z wielu segmentów tylko pozornie od siebie niezależnych.

Sumując napisane: program społeczno - gospodarczy PiS ma, moim zdaniem, szanse na sukces. Jednak , by tak się stało, PiS musi osiągnąć organizacyjną, kompetencyjną i mentalną zdolność do jego realizacji.

*Według raportu "Kierunki 2016" DNB i Deloitte, jeśli Polska ma osiągnąć w 2050 roku 75% PKB Niemiec na osobę, średnie realne tempo wzrostu PKB u nas musi wynieść 2,4%. Średnia stopa inwestycji w polskiej gospodarce nie może być niższa niż 22% PKB. Ponieważ średnia stopa oszczędności w latach 1995 - 2014 wyniosła 18% PKB, zabraknie co roku kapitału odpowiadającego 4% PKB. Czyli ponad 19 mld dolarów (nominalny PKB według CIA), na dziś ponad 73 mld zł. To tylko jeden z problemów.

**Lepiej mieć większą liczebnie armię niż większą armię urzędników.

***PKB obliczane np. metodą sumowanie wydatków: PKB= C(k)+I(k)+G(k)+E(k) gdzie C(k) to wydatki, na dobra konsumpcyjne (produkty i usługi ) wytwarzane w kraju; I(k) wydatki na krajowe dobra inwestycyjne; G(k) wydatki rządowe na wytwarzane w kraju finalne produkty i usługi, z wyłączeniem płatności transferowych (500+ należy potraktować jako wydatek transferowy); E(k) wydatki zagranicy na krajowe dobra eksportowe. Przy takim liczeniu (choć to formuła bardziej teoretyczna niż praktyczna) zakup np. Caracali nie powoduje wzrostu PKB. Ale i tak poza uzyskanymi liczbami pozostaje np. wypływ części PKB zagranicę.