sobota, 8 października 2016

Widzę półmrok

Sądziłem dotychczas, że p. Jarosław Kaczyński rozumie politykę zagraniczną jako politykowanie (cokolwiek to znaczy), niezwiązane z interesami oraz potrzebami gospodarczymi i finansowymi państwa. Zmieniłem zdanie. Może i Prezes nie rozumie gospodarki i nie interesuje się nią, ale jej znaczenie dostrzega na pewno. Mogę tak sądzić choćby po zakresie władzy danej wicepremierowi Morawieckiemu. Za to część polityków i publicystów opozycyjnych albo rżnie głupa, albo bycie miłym pawiem narodów i papugą przedkłada nad interesy Polski.

Zmierzcha czy świta?
Tak przypuszczam czytając wypowiedzi i artykuły o tym jak strasznie obraziliśmy Francuzów, odmawiając zakupu Caracali. Mnie się ta decyzja podoba, jeśli tylko nie popełniono błędów proceduralnych, skutkujących przegraną przy ewentualnym arbitrażu oraz nie kupimy pospiesznie gorszych, za to droższych śmigłowców. Być może nasza dyplomacja nie błysnęła przy tej okazji, popełniono też towarzyskie faux pas, ale straszenie obrażoną Francją gdy Rosja wraz z Brexitem i Donaldem Trumpem czyha i w ogóle, jest niemądre. Choć może takie artykuły piszą odnośni lobbyści.

Swoją drogą, prezydent François Hollande daje nam przykład jak zwyciężać mamy. Obrażenie się na Polskę ma znaczenie taktyczne: niejeden przetarg jeszcze ogłosimy na zakup różnych gadżetów i żeby nie było, że znowu nie skorzystamy z oferty francuskiej…

Może to starość lub jesień, ale jakoś utrwala mi się przekonanie o marności naszych elit. Niezależnie kogo do nich zaliczyć: biznesmenów, menadżerów, polityków, naukowców, biskupów, twórców, artystów czy sołtysów. Jedni głoszą, dla mnie naiwną, wiarę w skuteczność filmu z Hollywood w tworzeniu wizerunku i marki Polski, inni tworzą błyskotliwe, a utopijne modele ekonomiczne i społeczne, jeszcze inni gotowi są zatopić naszą łódkę pryncypialnie i nieśmiesznie, w imię róży. Czy osoby znaczące (choćby były prezydent RP), płaczące nad polskimi pilotami , "którzy latają na zużytym sprzęcie" nie mogłyby zapytać kogoś zanim wygłoszą takie opinie?
Prof. Staniszkis (inni także) oskarża PiS o przekupienie wyborców za pomocą 500+. Taak. Wyobraziłem sobie rodzinę z czwórką dzieci, żyjącą za dwa tysiące miesięcznie, poświęcającą się dla praworządności oraz Trybunału Konstytucyjnego, dopóki nie dostała od PiS dodatkowych 1500 zł.

Dotychczas najbardziej zagrozili władzy PiS religijni fanatycy popierający tę partię. Jakże zasadny bywa akt strzelisty: Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo. PiS ma swoje za uszami i może jeszcze dużo popsuć ale, na razie nie mam podstaw, by marudzić: wszyscy, tylko nie PiS. Bo PiS to samo zło, a opozycja jedynie dobro. Obawiam się też, że jeśli PiS umiarkowanie zepsuje demokrację i państwo, to ich następcy wcale tego nie naprawią. Bo jakże słodko jest mieć władzę prawie dyktatorską.

PO z koalicjantem preferowała nierządzenie i dość teatralne reagowanie z opóźnieniem, PiS tworzy i zbiera wodze, ale jak i w jakim celu będzie z nich korzystać się dopiero okaże. Na razie uprościli tylko obsadzanie wszystkiego swojakami.
Program Nowoczesnej mi się nie podoba. Lewicy niekatolickiej, a przynajmniej nie uwiązanej tak religijnie jak PiS praktycznie nie ma.
Na dodatek jest jesień, a ja wszedłem w jesień życia. Nie, żebym widział tylko ciemność w tym tunelu. Widzę półmrok.

8 komentarzy:

  1. No ale, przecież może to być półmroczność jasna!
    ;-)
    Co do Caracali - nie podobał mi się cały ten, dość dziwny przetarg, ale też nie podoba mi się forma załatwienia sprawy.
    Raz, że za dużo jest tu niedomówień, i nie ma sensu zasłaniać wszystkiego rzekomą tajemnicą wojskową. To co, był w ogóle jakiś offset, czy go nie było? Mieli Francuzi coś w tej Łodzi montować, czy nie mieli?
    U nas tą tajemnicą się szafuje jednak nazbyt swobodnie.
    Druga sprawa, z tego co czytam, to sami Francuzi byli bliscy zerwania rozmów - i tak trzeba było to rozegrać. Pod względem dyplomatycznym wyglądałoby to zupełnie inaczej.
    A takich rozmów producent nie może faktycznie prowadzić w nieskończoność, bo on też musi mieć jakiś plan produkcji.
    Najgorsze jest w tym wszystkim to, że właściwie nadal nie wiemy, czego chcemy. Nie było tego widać w przetargu (chcieliśmy helikopter do wszystkiego, i, najwyraźniej, pod warunkiem, że nie made in Poland), ale też nie widać tego teraz. Zupełnie jajcarska doktryna wymyślona przez faceta, który oglądał poligon na ekranie komputera na swoim biurku została zastąpiona luźnymi fantazjami któregoś z asystujących MONowi Adonisów drugiej kategorii.

    Program Nowoczesnej przynajmniej jest, dotyczy głównie ekonomii, może się nie podobać - i to już duża zaleta.
    Znaczy, jest przynajmniej w miarę konkretny.

    Jest problem z brakiem współczesnej lewicy, nie ma więc konkretnej dyskusji, w której takie programy mogłyby się ścierać i, w optymistycznym wariancie, ewoluować.
    Np. przeciwieństwem dla 3x16 mógłby być poprawiony system progów ze realistyczną kwotą wolną od podatku.
    Zamiast pisowskiego 500+ lewica mogłaby wyraźnie określić podobne zasiłki, ale już wyraźnie związane z poziomem dochodów (a Nowoczesna mogłaby postulować ich likwidację właśnie przy zwiększeniu kwoty wolnej etc.)
    Ja bym bardzo chciał tego typu dyskusję zobaczyć i posłuchać konkretnych argumentów. Ale... Na razie nie ma szans. Wyborcy wolą programy z gatunku "zrobimy wam dobrze" (PiS i PO), bo one nie wymagają logicznego myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba większość ministrów obrony III RP nie miała wcześniej styczności z wojskiem.To,moim zdaniem, nie feler. Pod warunkiem, że ktoś taki nie usiłuje wdrażać np.własnej taktyki działań wojsk pancernych na terenie podmokłym. Też sądzę, że forma załatwienia sprawy Caracali jest do kitu. My od dawna nie wiemy czego chcemy, nie tylko w obronności. Raz w lewo, a raz w drzewo - w zależności, głosiciel której koncepcji zyskał akurat dostęp do i posłuch decydentów.Większość wyborców pewnie od zawsze woli program "zrobimy wam dobrze" od wymagającego elementarnej wiedzy i myślenia. Jednak w takich USA, na przykład, moim zdaniem większość, podzielona na dwie dość równe części, głosuje tradycyjnie na "swoich", a o wyniku głosowania decyduje chwiejna i w miarę myślącą 15 -20 procentowa mniejszość. U nas tej mniejszości nie widzę. Pozdrawiam Cię po opuszczeniu pustelni!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko dla wyjanienia - tu oczywiście się zgadzam, MON nie musi, chyba nawet nie powinien być zawodowym wojskowym. On jest po to, żeby posłuchać dobrych doradców (zawodowych wojskowych z rzeczywistym doświadczeniem) i wykorzystywać (lub odrzucać) ich pomysły w zależności od sytuacji międzynarodowej, ale też ekonomicznej, politycznej, społecznej etc.

    Nie, ja tu słynnego Shoguna miałem na myśli. Trudno uwierzyć, ale można u nas zostać generałem (wprawdzie jednogwiazdkowym, ale zawsze), przy zupełnie minimalnym czasie rzeczywistej służby. W wypadku Szoguna to było formalnie pięć lat późnego Gomułki, 1965-70, w trakcie których tylko część była w jednostce polowej (i chyba od razu w sztabie jednostki? Strasznie są oszczędne wszystkie jego biografie). Facet, który nigdy nie był na misji wojskowej, który niczym poważnym nie dowodził, który ma minimalną ilość lat "w polu", który większość życia spędził za biurkiem przeżuwając i powielając przestarzałe, radzieckie opracowania teorii wojskowych z lat 40., konstruuje zupełnie irracjonalną, niezborną reformę armii - co odbija się na irracjonalności przetargu, który z tą reformą jest związany.

    Był wyraźnie w ostatnich latach PO taki układ, w którym MON funkcjonował w oparciu o (pseudo)teorię wychodzącą z Krakowskiego Przedmieścia - gdzie nie było bodajże ani jednego wojskowego z autentycznym doświadczeniem i nowoczesnym wyszkoleniem.
    Teraz oczywiście Krakowskie Przedmieście nie ma w ogóle znaczenia, ale sytuacja w MON nie jest lepsza - głównym doradcą jest jakiś były chorąży od lutowania tranzystorów... (Naprawdę, niewiele tu przesadzam, raczej ciut maskuję rzeczywiste postacie, żeby nikogo prawnie nie obrazić).

    To, że to jeszcze działa, wynika tylko z tego, że w samym wojsku wciąż mamy dobrych profesjonalistów, którzy zwyczajnie robią swoje, nie oglądając się na Warszawę.Sorry, ale mnie %^&**a ta akurat szopka maksymalnie, jesień, czy nie jesień... Caracale, czy karakany...
    :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałem jego biografię.On musiał błyszczeć politykom -profesor nauk wojskowych, autor wielu publikacji itd.Pewnie górował w ich (polityków) odbiorze nad liniowymi generałami. To jedna z polskich przypadłości, moim zdaniem: jest fachowiec wśród niefachowców, w miarę kontaktowy i on zostaje guru. Co zaproponuje, zostaje przyjęte bezkrytycznie.

      Usuń
    2. A jeśli jeszcze polować potrafi...
      ;-)
      Czasem mam wrażenie, że jest u nas wręcz jakiś lęk przed fachowcami,,,

      Usuń
    3. Czy ci doradcy, to nie są po prostu znajomi ministra na posadkach, takich dawniej zatrudniano tłumnie w gabinetach politycznych? Są, bo cieszą się względami, ale doradzają wybór krawatu? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek radził się speca od lutowania, np. w jakie stacje radiolokacyjne wyposażyć armię? Czytałeś zapewne, że MON ma zamiar kupić śmigłowce S -70i. Nie wiem: dobry pomysł czy zły, ale wymusi zmiany m.in w taktyce. Bo trzeba dwukrotnie więcej S-70i by przewieźć tę samą liczbę żołnierzy co śmigłowcami Mi-8 (które i tak trzeba wymienić, bo kończy im się resurs w 2018 roku). Pytania za 10 pkt: czy ktokolwiek analizował skutki zakupu? Czy zakup mieści się w ramach jakiejkolwiek ogólnej koncepcji? Raczej wątpię i to Polska właśnie. Odnośnie fachowców: albo lęk pomieszany z czołobitnością, albo totalne lekceważenie...

      Usuń
  4. Czytałem, czytałem. Jaśniepaństwo byli tak zachwyceni, że od razu kazali sobie przesłać kilka sztuk.
    No sorry, ale tak to się buty kupowało dla ordynata na Michorowie.

    Co oczywiście nie znaczy, że BlackHawk nie jest dobrym śmigłowcem, nawet jeśli nie jest to najnowocześniejsza konstrukcja.
    Z tą pojemnością to chyba nawet lepiej. Mi8 miał taki dziwny załadunek, jak przez mgłę pamiętam, że trzy drużyny plutonu musiały być dzielone między dwa śmigłowce, więc ten Jastrząbek to może nawet lepiej będzie wojskowym pasował włąśnie pod względem logistycznym. (Choć akurat wojska specjalne operują innymi zespołami).

    W kwestii doradców, Pan Minister nadzwyczaj ceni zjawisko akustyczne zwane "echem". Dlatego też w wypowiedziach doradcy powinny się echem odbijać złote myśli Pana Ministra. Podstawą wyboru doradcy jest więc badanie na odbicie akustyczne.
    Doradca służy poza tym do wymyślania duperelnych szczegółów, którymi Pan Minister nie ma czasu zaprzątać sobie głowy. Np. modelu śmigłowca. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duperelne szczegóły... Jeżeli choć po części jest tak jak piszesz, jestem za intronizacją Chrystusa na króla Polski. Taniej, a równie skuteczne jak zbrojenie się według mniemanologii doradców MON.
      Choć Prezes wspomniał, że Caracale nie uczyniłyby przełomu czyli jakaś tam wymiana zdań na szczeblu była. Jesteśmy najwyraźniej państwem sezonowym - kolejne ekipy głównie chyba zajmują się sezonową zmianą czego tylko można.Jak niektóre gospodynie domowe.

      Usuń