
Profesor Edgar Hertwich, wykładowca na Norweskim Uniwersytecie Nauki i Technologii, żąda od krajów rozwijających się, by nie powielały zachodniego wzorca nieograniczonej konsumpcji. Żądanie zawarł w raporcie ONZ „Assessing the Environmental Impacts of Consumption and Production". Około 2050 roku na planecie Ziemia będzie żyło ponad dziewięć miliardów ludzi . Według autorów raportu, dla takiej liczby ludzi nie będzie można wyprodukować odpowiedniej ilości mięsa i nabiału. Już teraz rolnictwo ma 70-cio procentowy udział w światowej konsumpcji wody pitnej , wytwarza 19% gazów cieplarnianych i zajmuje prawie 40% powierzchni lądów. Wyjście jest teoretycznie proste: trzeba wprowadzić światową dietę wykluczającą spożywanie mięsa i nabiału.
Nie ma to, jak naukowe podejście do problemu. Ot, wystarczy, by ludność krajów nierozwiniętych zadowoliła się tym co ma, a wszyscy ludzie na Ziemi zapomnieli o mięsie i nabiale. Jak osiągnąć taki stan, autorzy raportu nie piszą. W przeszłości tworzono już (zresztą wciąż propagowane) koncepcje tego typu: zero growth i , sugerującą wyczerpanie się zapasów ropy naftowej, peak oil . Mają one wspólną cechę: są niewykonalne. Nie można zmusić całej ludzkości do porzucenia mięsa i nabiału ani ludności krajów rozwijających się do porzucenia starań o lepsze życie. Za to można np. zwiększać koszty użytkowania środowiska, wymuszając w ten sposób rozwój odpowiednich technologii produkcji (białko nie musi koniecznie biegać po pastwiskach i tuczyć się w chlewniach). Poza tym, żadne trendy ani struktury nie są wieczne. Także wzrost liczby ludzi na Ziemi.
4 września 2015 rok
Człowiek, który siedząc przy domowym komputerze, załamał amerykańską giełdę
Giełdy realizują transakcje na zasadzie: kto pierwszy ten lepszy.* Szybszy wygrywa, wolniejszy osiąga gorsze wyniki lub jego zlecenia są anulowane. Podobno Eurex Exchange potwierdza wykonanie transakcji w ciągu 1 milisekundy od złożenia zlecenia z budynku giełdy. Potwierdzenie wykonania transakcji z miejsc oddalonych od tego budynku opóźnia się o 1 milisekundę na każde 100 kilometrów odległości. Zlecenia wysyłają setki tysięcy uczestników i kolejność ich przyjęcia do arkusza zleceń mierzona jest pewnie w mikro, jeśli nie w nanosekundach. (Mikrosekunda to jedna milionowa sekundy, nanosekunda to jedna miliardowa część sekundy. Czas dostępu do danych w najnowszych pamięciach komputerów RAM wynosi 0,8 nanosekundy).Czytaj dalej
Nie jedzcie żyraf. Są niebezpieczne

Obrazek ze strony http://przepisy.me/
Tak przynajmniej twierdzi Sabrina Corgatelli, myśliwy (diana, myśliwa?) z Idaho. To znaczy, nie zabrania jedzenia, tylko twierdzi że żyrafy są niebezpieczne. Sabrina Corgatelli zażywa zasłużonej sławy w internecie, bo publikuje na facebooku zdjęcia upolowanej przez siebie zwierzyny w Afryce. Poluje zupełnie legalnie, na pewno nie jest jedyną dianą na świecie, ale te zdjęcia i podpisy pod nimi wywołują wściekłość dziesiątków tysięcy internautów (choć kilkanaście tysięcy osób ją popiera). Reakcję zapoczątkował dentysta z Minnesoty - Walter Palmer, zabijając w Zimbabwe sławnego, podobno, lwa o imieniu Cecil.
Większość komentatorów na stronie Sabriny Corgatelli miesza ją z błotem, pisząc na przykład: "Unbelievable that human garbage like you exists." (Niewiarygodne, że istnieje taki ludzki śmieć jak ty), ale Sabrina się tym najwyraźniej nie przejmuje. Raz zacytowała teksty z Księgi Rodzaju: 9.3 Wszystko, co porusza się i żyje ma wam służyć za pokarm, podobnie jak i rośliny zielone; wszystko to daję wam. (Bóg do Noego i jego synów) 27.3 Weź więc swoją broń, sajdak i łuk, idź w step i ubij mi coś ze zwierzyny. (Izaak do Ezawa), które chyba niezbyt pasują do polowania dla przyjemności. Usiłowałem znaleźć drugie dno: może to zakamuflowana forma pojedynku Demokratów z Republikanami? Ale zwątpiłem: komentatorzy pochodzą nie tylko z USA, część z nich to niejako "zawodowi" obrońcy zwierząt, niektórzy chyba są bardzo młodzi. CNN zamieściła artykuł: "Idaho huntress Sabrina Corgatelli defiant despite social media backlash" i w końcu nie wiem: to jest coś istotnego czy też Sabrina robi za potwora z Loch Ness?
Nie jestem myśliwym, kiedyś zapraszano mnie do tego, niewątpliwie, zacnego grona, ale uznałem że polowania mocno szkodzą wątrobie. Za dziczyzną też nie przepadam, za wyjątkiem kiełbasy z dzika. Pamiętam z dawnych czasów misję: kilku członków koła, które nie wyrabiało z planem odstrzału dzików, udało się do lasu by wymordować biedne zwierzęta. Wrócili po czterech dniach, bo skończył się im zapas pełnych butelek. Nie zużyli ani jednego naboju, podobno dziki nie buchtowały w pobliżu.
Parę lat temu w Poznaniu, z okazji Dni Kuchni Kenijskiej, można było zjeść potrawkę z gazeli, pieczeń z zebry w sosie naturalnym, medaliony z krokodyla, gulasz z żyrafy i inne takie. Podobno to tradycyjne potrawy kenijskie. Akurat. Masowo dostępne są u nas: rolada żyrafa, rolada "szyja żyrafy" i tym podobne.
Legalne polowania w Afryce szczególnie mnie nie zachwycają, ale są prawdopodobnie istotnym źródłem dochodów tamtejszych społeczności. Swoją drogą to ciekawy przyczynek do kondycji moralnej dużych grup ludzi w krajach rozwiniętych: łatwo wywołać ich współczucie dla dużych i małych zwierzątek , a bardzo trudno dla ludzi mordowanych w ramach kolejnych wojenek i rewolucji . Poza tym świat składa się ze zjadanych i zjadających (cokolwiek to znaczy). Mam wrażenie, że część ludności żąda od reszty, by przeszła na pozycje zjadanych. Reptilianie i inni, jeszcze nie zdemaskowani, tylko na to czekają.
Wiesz, bo Cecil najwyraźniej był słynny mniej więcej w podobny sposób, jak pani Doda. W niczym nie pomniejszając ogromnego talentu obojga.
OdpowiedzUsuń;-)
Ale w USA na tego biednego dentystę urządzono chyba prawdziwe polowanie. Ukrywał się biedak, zdaje się, wciąż nie wrócił do pracy. Reakcje komentatorów na wpisy i obrazki Sabriny Corgatelli naprawdę mnie zdumiewają. Poluje najzupełniej legalnie i cieszy się z sukcesów. Może się komuś nie podobać strzelanie do zwierząt, ale skąd taka nienawiść? Masy są jednak bardzo głupie. Znajdują wrogów głównie wyimaginowanych.
UsuńGłupota ludzka nie zna granic. Czytałem, że jeden z łowczych (zarządców terenów łowieckich) w Nowej Zelandii dostał groźby śmierci dla siebie i dla swojej rodziny, bo gościł panią Sabrinę. No, tu głupota przekracza dozwolone standardy, bo trudno Nowozelandczyków oskarżać o lekceważenie przyrody - tam przepisy ochronne są wyjątkowo wręcz surowe, i bardzo rygorystycznie sprawdza się ich przestrzeganie.
OdpowiedzUsuńZ dentystą to sam nie wiem. Nadal uważam, że - nomen omen - nagonka na stomatologa nie jest w porządku, ale z drugiej strony, to nie tylko sami nieuczciwi przewodnicy ponoszą winę. Z tego, co słyszałem od znajomych - myśliwych, w takich wypadkach prawie zawsze klient dobrze wie, że to podejrzana sprawa, ale przymyka oczy, bo mu zależy na trofeum.
Pewnie można to jakoś rozwiązać, ale nie bardzo wiem jak - na polowaniach czasem bywam, owszem, ale w charakterze zapraszanego gościa, uzbrojonego wyłącznie w nóż i widelec.
(Nb. słuchaj, te dziki, to potwornie cwane bestie są! Ile razy mnie znajomi zapraszali, tyle razy dziki też akurat nie buchtowały w pobliżu! Na szczęście zapraszający zawsze mieli stosowne zaopatrzenie, więc i tak czas mijał w miłej atmosferze, a ile się nasłuchałem o udanych polowaniach... ;-) )
Też podejrzewam, że dentysta co nieco wiedział. Może nawet wszystko wiedział i sławy był głodny? Co nie zmienia mojej oceny reakcji niektórych ludzi. Wydaje mi się (pewnie nie wszystkich kół to dotyczy), że głównym celem polowań zbiorowych nie jest zabijanie zwierzyny. Pokazać się tutaj trzeba z nową bronią, strojem i oporządzeniem. Oraz godnie udzielić się towarzysko.
OdpowiedzUsuń