Nie ma w Polsce, inaczej niż w Niemczech, warunków do długotrwałych rządów dowolnej partii czy koalicji. Znaczna część rodzin i osób w Niemczech z łatwością dopina domowy budżet, nie musi kupować używanych samochodów, dysponuje oszczędnościami. Niespodziewany wydatek rzędu kilkuset euro nie stanowi dla nich problemu. Tymczasem znaczna część rodzin i osób w Polsce z trudnością równoważy dochody i wydatki, jeśli kupuje samochód to raczej używany, nie ma oszczędności, niespodziewany wydatek rzędu tysiąca zł bywa dla nich sporym wyzwaniem.
Niemieccy wyborcy stawiają na tych samych rządzących, jeśli tylko nie ma groźby pogorszenia poziomu życia, a rządzący mocno nie podpadli elektoratowi. Zaś polscy wyborcy oczekują od rządzących wyraźnej poprawy warunków życia, szczególnie warunków materialnych. A tego żadna partia dokonać nie potrafi w ciągu jednej czy dwóch kadencji.
Kluczowym wskaźnikiem jest PKB per capita. Bardzo optymistyczne prognozy sugerują osiągnięcie w roku 2040 przez nasz kraj 85 procent niemieckiego PKB per capita, liczonego według parytetu siły nabywczej. Inne - przy założeniu dwukrotnie szybszego od niemieckiego tempa rozwoju, wskazują rok 2060, jako termin dogonienia Niemców.
Odpowiednia wartość PKB na głowę, warunkuje nie tylko poziom dochodów rodzin i osób, lecz również jakość i dostępność opieki zdrowotnej, poziom bezpieczeństwa socjalnego, sprawność wymiaru sprawiedliwości, zdolność Sił Zbrojnych RP do odparcia ewentualnej agresji i skuteczne wypełnianie innych zadań przez struktury państwowe oraz samorządowe.
Na początku III RP jedna kadencja wystarczała by, zwykle totalnie, rozczarować wyborców. Koalicja PO i PSL przetrwała dwie kadencje, niekoniecznie ze względu na gospodarcze sukcesy. Pewnie ważna, jeśli nie decydująca była obawa elektoratu przed oddaniem władzy temu nieobliczalnemu PiS-owi.
Obecnie, pod rządami PiS, polska gospodarka rozwija się w dobrym tempie, maleje bezrobocie, rośnie dochód rozporządzalny gospodarstw domowych. Niestety, dzieje się to wewnątrz ograniczającego pudełka, którego ścian szybko rozwalić się nie da.
Brakuje chociaż jednej firmy europejskiej czy globalnej, mającej główną siedzibę w Polsce. Niewiele polskich firm wytwarza produkty finalne, wysoko przetworzone, uznane za markowe. Robią takie produkty firmy zagraniczne działające u nas, ale ich instytucje badawczo -rozwojowe, biura projektowe, centra marketingu, wytwarzające znaczną część wartości dodanej są poza Polską i tam płyną uzyskane środki.
Ekonomiści straszą demografią - niebawem ma zabraknąć rąk do pracy, zaś o gastarbeiterów ze Wschodu konkurować będziemy z bogatszymi sąsiadami. Teoretycznie wprawdzie istnieje poważna rezerwa rąk do pracy na terenach rolniczych, ale czy ktoś potrafi ją zmobilizować?
Łatwo też mówić i pisać o inwestycjach oraz innowacyjności - tylko na czym ma polegać inwestowanie i innowacyjność w niewielkiej firmach, bez zaplecza badawczego i projektowego?
Wyborców rozczarują rezultaty reform sądownictwa i służby zdrowia. Wymiana kadr w sądownictwie i gdzie indziej nie spowoduje istotnego skrócenia czasu postępowania ani jego jakości. Poza tym sądy zawsze będą niesprawiedliwe w opinii stron przegrywających.
Poziom publicznej opieki zdrowotnej, w krajach znacznie bogatszych od nas, nie satysfakcjonuje tamtejszych pacjentów. Z kolei prywatna służba zdrowia w USA jest bardzo kosztowna i ogranicza dostęp niebogatych świadczeniobiorców do niektórych procedur. Wątpię, by nasi (dowolni) politycy, w warunkach chronicznego braku środków, znaleźli i i zastosowali rozwiązania w miarę satysfakcjonujące pacjentów i personel medyczny.
PiS będzie miał też problem z katastrofą smoleńską. Lud smoleński stworzono, pytanie jak go spacyfikować? Ciągnięcie śledztw w nieskończoność może, nawet u fanów partii , generować różne podejrzenia i obawy.
Teoretycznie, z opisanych i nieopisanych wyżej uwarunkowań i ograniczeń powinna zdawać sobie sprawę opozycja. Ale teksty pisane/wygłaszane przez jej przedstawicieli oraz działania jakoś na to nie wskazują. Marna opozycja może wręcz zagrozić polskiej demokracji. Na bieżąco, zamiast merytorycznej krytyki poczynań rządzących, prób wyjaśnienia wyborcom czemu poczynania rządzących mogą szkodzić ludności i Polsce, słyszymy hasła i zaklęcia, a widzimy dość nieudolne próby poszukiwania wsparcia zagranicą.
Zaś gdy PiS rozczaruje totalnie wyborców i tak nadal będzie rządził wobec braku konkurencji. Lub, co gorsza, władza wpadnie w ręce nieobliczalnych partii skrajnej prawicy.
Moim zdaniem, w Polsce otwiera się istotna przestrzeń dla nowych partii i przywódców. Niestety, wypłynięcie na szersze polityczne wody, wymagać będzie odrobiny charyzmy, trafnego rozpoznania potrzeb i poglądów potencjalnych wyborców, co najmniej, kilkuletniej, wytężonej pracy organizacyjnej. Czy komuś się zechce?
Niemieccy wyborcy stawiają na tych samych rządzących, jeśli tylko nie ma groźby pogorszenia poziomu życia, a rządzący mocno nie podpadli elektoratowi. Zaś polscy wyborcy oczekują od rządzących wyraźnej poprawy warunków życia, szczególnie warunków materialnych. A tego żadna partia dokonać nie potrafi w ciągu jednej czy dwóch kadencji.
Kluczowym wskaźnikiem jest PKB per capita. Bardzo optymistyczne prognozy sugerują osiągnięcie w roku 2040 przez nasz kraj 85 procent niemieckiego PKB per capita, liczonego według parytetu siły nabywczej. Inne - przy założeniu dwukrotnie szybszego od niemieckiego tempa rozwoju, wskazują rok 2060, jako termin dogonienia Niemców.
Odpowiednia wartość PKB na głowę, warunkuje nie tylko poziom dochodów rodzin i osób, lecz również jakość i dostępność opieki zdrowotnej, poziom bezpieczeństwa socjalnego, sprawność wymiaru sprawiedliwości, zdolność Sił Zbrojnych RP do odparcia ewentualnej agresji i skuteczne wypełnianie innych zadań przez struktury państwowe oraz samorządowe.
Na początku III RP jedna kadencja wystarczała by, zwykle totalnie, rozczarować wyborców. Koalicja PO i PSL przetrwała dwie kadencje, niekoniecznie ze względu na gospodarcze sukcesy. Pewnie ważna, jeśli nie decydująca była obawa elektoratu przed oddaniem władzy temu nieobliczalnemu PiS-owi.
Obecnie, pod rządami PiS, polska gospodarka rozwija się w dobrym tempie, maleje bezrobocie, rośnie dochód rozporządzalny gospodarstw domowych. Niestety, dzieje się to wewnątrz ograniczającego pudełka, którego ścian szybko rozwalić się nie da.
Brakuje chociaż jednej firmy europejskiej czy globalnej, mającej główną siedzibę w Polsce. Niewiele polskich firm wytwarza produkty finalne, wysoko przetworzone, uznane za markowe. Robią takie produkty firmy zagraniczne działające u nas, ale ich instytucje badawczo -rozwojowe, biura projektowe, centra marketingu, wytwarzające znaczną część wartości dodanej są poza Polską i tam płyną uzyskane środki.
Ekonomiści straszą demografią - niebawem ma zabraknąć rąk do pracy, zaś o gastarbeiterów ze Wschodu konkurować będziemy z bogatszymi sąsiadami. Teoretycznie wprawdzie istnieje poważna rezerwa rąk do pracy na terenach rolniczych, ale czy ktoś potrafi ją zmobilizować?
Łatwo też mówić i pisać o inwestycjach oraz innowacyjności - tylko na czym ma polegać inwestowanie i innowacyjność w niewielkiej firmach, bez zaplecza badawczego i projektowego?
Wyborców rozczarują rezultaty reform sądownictwa i służby zdrowia. Wymiana kadr w sądownictwie i gdzie indziej nie spowoduje istotnego skrócenia czasu postępowania ani jego jakości. Poza tym sądy zawsze będą niesprawiedliwe w opinii stron przegrywających.
Poziom publicznej opieki zdrowotnej, w krajach znacznie bogatszych od nas, nie satysfakcjonuje tamtejszych pacjentów. Z kolei prywatna służba zdrowia w USA jest bardzo kosztowna i ogranicza dostęp niebogatych świadczeniobiorców do niektórych procedur. Wątpię, by nasi (dowolni) politycy, w warunkach chronicznego braku środków, znaleźli i i zastosowali rozwiązania w miarę satysfakcjonujące pacjentów i personel medyczny.
PiS będzie miał też problem z katastrofą smoleńską. Lud smoleński stworzono, pytanie jak go spacyfikować? Ciągnięcie śledztw w nieskończoność może, nawet u fanów partii , generować różne podejrzenia i obawy.
Teoretycznie, z opisanych i nieopisanych wyżej uwarunkowań i ograniczeń powinna zdawać sobie sprawę opozycja. Ale teksty pisane/wygłaszane przez jej przedstawicieli oraz działania jakoś na to nie wskazują. Marna opozycja może wręcz zagrozić polskiej demokracji. Na bieżąco, zamiast merytorycznej krytyki poczynań rządzących, prób wyjaśnienia wyborcom czemu poczynania rządzących mogą szkodzić ludności i Polsce, słyszymy hasła i zaklęcia, a widzimy dość nieudolne próby poszukiwania wsparcia zagranicą.
Zaś gdy PiS rozczaruje totalnie wyborców i tak nadal będzie rządził wobec braku konkurencji. Lub, co gorsza, władza wpadnie w ręce nieobliczalnych partii skrajnej prawicy.
Moim zdaniem, w Polsce otwiera się istotna przestrzeń dla nowych partii i przywódców. Niestety, wypłynięcie na szersze polityczne wody, wymagać będzie odrobiny charyzmy, trafnego rozpoznania potrzeb i poglądów potencjalnych wyborców, co najmniej, kilkuletniej, wytężonej pracy organizacyjnej. Czy komuś się zechce?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz