
Przeskoczyć to ogrodzenie, pokonując bariery? Co mi doradzisz? Zdjęcie Marii
Sławiłem też kiedyś amerykański system wyborczy… Nie, nie chodzi mi o wybór p. Trumpa. Kogoś Amerykanki i Amerykanie wybrać musieli. Albowiem, jak mawiał Szwejk: nigdy nie jest tak, żeby jakoś nie było. Dziwi mnie zaskoczenie żurnalistów od Waszyngtonu do Moskwy i z powrotem, tym wyborem. Nie wypada być niezaskoczonym? Moda nade wszystko? Przecież sondaże dawały p. Clinton bardzo niewielką i niestabilną przewagę. Co prawda, teraz dziennikarze i eksperci odkrywają istnienie pasa rdzy i niebawem, na podobieństwo ekonomistów, udowodnią wszem, a nawet wobec, nieuchronność zwycięstwa Trumpa.
Ale zaprawdę mówię Wam dziennikarze: sztuczna inteligencja, w rodzaju WorldSmith, zastąpi Was szybciej niż sądzicie. Zwłaszcza jeśli ona będzie się rozwijać , a Wy zwijać w obecnym tempie.
Amerykański system wyborczy sławiłem, bo zapewniał dopływ świeżej krwi. A tu masz. Żeby w supermocarstwie, zamieszkałym przez ponad 323 miliony ludzi, nie znaleźć (nie było)dwójki kandydatów w sile wieku, przygotowanych do pełnienia funkcji prezydenta?
Nie mam pojęcia czy wybór p. Trumpa na etat prezydenta USA to rezultat jakiegoś trendu czy przypadek. Jakby nie było, prezydent Trump może zapoczątkować duże, światowe zmiany, jeśli zechce i potrafi, przynajmniej w USA, wprowadzić zmiany, o których mówił w trakcie kampanii.
Przy czym, nie przesadzajmy. Prezydent USA może rozpętać wojnę termojądrową, ale poza tym w kraju niewiele może. Teoretycznie, na świecie, ma większe pole manewru. Mógłby, na przykład, zahamować globalizację, wypowiadając stosowne umowy międzynarodowe (parlament mają republikanie), wprowadzając cła, ograniczając przepływy kapitału. Tylko, czy to aby nie głównie amerykański kapitał stoi za globalizacją?
Mógłby zmniejszyć światowe zaangażowanie militarne USA. Ale co z kompleksem wojskowo - przemysłowym? Przestanie z dnia na dzień produkować, kupować broń, rozwijać nowe technologie?
D. Trump podobno nie zamierza obalać Asada. Jeśli tak, to błyskawicznie porozumie się z Putinem odnośnie podziału stref wpływów w Syrii. Ale wyskoczy problem Iranu - prezydent - elekt ma zamiar zerwać porozumienie z Teheranem. Rosja, ewentualnie porzucając Teheran, praktycznie straciłaby pozycję w regionie.
USA mogą przestać wspierać Ukrainę - na oko nic, prócz możliwości dokuczania Rosji, ich tam nie trzyma. Jednak wsparcie Ukrainy chyba kosztowne nie jest, a po co porzucać pozycję ot, tak sobie?
Pisanie o przehandlowaniu krajów nadbałtyckich, a nawet Polski, to dla mnie opowiadanie baśni. Po co i za co Trump miałby to uczynić? Poza wszystkim, doświadczonym politykiem on nie jest, ale jest zapewne twardym, wręcz brutalnym negocjatorem. Jak to w dużym biznesie. Wątpię, by oddawał jakiekolwiek aktywa za święty spokój czy puste obietnice.
Czy świat, przez prezydenturę D. Trumpa mocno się zmieni? Bardzo wątpię. W sumie, nie obawiam się tej prezydentury, przynajmniej w odniesieniu do Polski. Choć sytuacja może gwałtownie, a niekorzystnie się zmienić, jeśli populiści wygrają wybory we Francji czy, nie daj Boże, w Niemczech.
Oj to fakt, kandydaci byli zdecydowanie przeterminowani.
OdpowiedzUsuńWolałbym Clinton, bo to oznaczało niewielkie zmiany i parę poprawek do Obamacare i do praw o broni, ale też się z Tobą całkowicie zgadzam, że Trump zbyt wiele nie zmieni.
Więcej powiem, nie sądzę, żeby miał zamiar zmieniać.
Już w tej chwili wycofuje się z pełnej demolki Obamacare, która była jednym z głównych sloganów wyborczych - wygląda na to, że zdemontuje tzw. "giełdy ubezpieczeń", które i tak przestały spełniać swoje zadanie (choć byłoby lepiej je naprawić, niż wywalać). Plus, wstępne przymiarki do obsady gabinetu wskazują na typowy, konserwatywny i całkowicie "establiszmentowy" rząd . Ba, Christie idzie na boczny tor, więc zostają w większości kandydaci bardziej racjonalni, niż u Busha Juniora. Trudno sobie wyobrazić, żeby Flynn i Gingrich pozwalali mu rozmontowywać NATO. Dalej - pierwsze zaproszenia do Białego Domu - Enda Kenny, jeden z najważniejszych zakulisowych polityków EU i były wice Europejskiej Partii Pracy (przypomnę czytelnikom - tej od PO, nie od PiSu) i premier Japonii. Już nawet torysowski i pro-brexitowski Telegraph pisał o upokorzeniu pani premier May i o tym, że "specjalne relacje" pozostają w sferze werbalnej.
W tej chwili wiele wskazuje na to, że większość show kampanijnego w wykonaniu prowadzącego "Apprentice" była tym właśnie - czyli showem dla mniej wyrobionej części widowni. Tu bym nie chciał być źle zrozumiany - jest rzeczą złą, kiedy show zbyt intensywnie wkracza do polityki, ale z drugiej strony skoro wyborcy sami się proszą...
Inna rzecz, że trochę złego jednak wyrządzić może, a nawet będzie musiał. Jakoś tych wyborców musi zaspokajać. Obawiam się (podobnie jak moi znajomi ze Stanów), że pierwszą i zarazem najbardziej trwałą konksekwencją prezydentury Trumpa będzie odrzucenie tych i tak nielicznych restrykcji związanych z posiadaniem broni. Łatwo to przeprowadzić, wyborcy będą choć częściowo zaspokojeni, a ponowne porządkowanie bałaganu zajmie później dekady.
Obawiałem się zwycięstwa p. Clinton ze względu na głoszenie przez nią zamiaru prowadzenia twardej polityki wobec Rosji. Już i tak siły zbrojne USA i Rosji są zbyt blisko siebie - w Syrii. Państwa te prowadzą walkę pozycyjną.Przy czym na pozycje (terytorium,stan rzeczy)zajęte przez USA nie powinna wchodzić Rosja i odwrotnie. Bo eskalacja może łatwo doprowadzić do wojny termojądrowej. Na dodatek o nać pietruszki prowadzonej. Sukcesy mogą polegać na sprytnym zajęciu istotnej pozycji zanim uczyni to konkurent. Wątpię, by Trump miał kiedykolwiek zamiar rozmontować NATO. Nawiasem -gen. Flynn podobno mocno udziela się w RT (http://www.politico.com/magazine/story/2016/04/donald-trump-2016-russia-today-rt-kremlin-media-vladimir-putin-213833). Co do pewnego zafascynowania Putinem - podobno Trump uważa prezydenta FR za szołmena podobnego do siebie? May chyba podpadła za krytyczne uwagi. Swoją drogą - jak tu krytykować polityków PiS za otwierania gąb po próżnicy, dźganie widelcem Francuzów itp. jeśli przywódcy państw - sojuszników USA nie mogli się powstrzymać?
UsuńFakt, ale też polityka Obamy na Bliskim Wschodzie pozostawiała wiele do życzenia. Po części był to na pewno efekt sporu między Obamą a Clinton, po części brak wyraźnych priorytetów natury dyplomatycznej.
UsuńKiedyś, dawno temu, w rozmowie przy winie, zgodnie ze znajomymi doszliśmy do konkluzji, że Obama, wyznaczając Hilary na sekretarz stanu, bardzo skutecznie podkładał jej świnię, przy okazji rozbrajając potencjalną wzpółzawodniczkę. I chyba tak było - mam wrażenie, że gdyby kandydatem Republikanów był ktokolwiek inny, Hilary przegrałaby znacznie wyżej.
Flynn to, jak mówią Amerykanie "spook", czyli zawodowy szpieg, który - moim zdaniem - patrzy bardzo pragmatycznie na walkę z terroryzmem. (Czasem aż nazbyt pragmatycznie.) On był człowiekiem McChrystala, który wyleciał za krytykowanie w wywiadzie dla Rolling Stone polityki Joe Biddena w Afganistanie.
http://www.politico.com/magazine/story/2016/10/how-mike-flynn-became-americas-angriest-general-214362
Mam wrażenie, że Flynn chce rodzaju nie(?)formalnej koalicji amerykańsko-rosyjskiej w zwalczaniu neosalafizmu.
Co do końcówki, jedną z negatywnych części spuścizny ruchów lewicowych XIX i XX wieku, jest konsekwentne mylenie dwóch epitetów: "ludowy" i "prostacki".
Ale o tym może osobno, bo to, wbrew pozorom, bardzo złożony problem.
Paul Wolfowitz powiedział podobno kiedyś (po rozpadzie ZSRR) coś w rodzaju: rozwalmy reżimy powstałe przy wsparciu ZSRR, póki Rosja jest słaba.(To bardzo prawdopodobne, zważywszy na jego doktrynę). Jeśli głównym powodem doprowadzenia do chaosu na Bliskim Wschodzie była ta koncepcja, to nie mam dobrego zdania o politykach USA i CIA też. Rozumiałbym koncepcję obalenia Asada, choć podstawa prawna nie pasuje żandarmowi, a raczej rozbójnikowi, gdyby Amerykanie mieli i popierali określonego przywódcę. Przecież w CIA muszą być analitycy, zdający sobie sprawę kto i jak zdobywa władzę w chaosie.Koncepcja podkładania świni przez mianowanie na ważne stanowisko wydaje mi się mało prawdopodobna. Choć w świecie politycznym pewnie wszystko jest możliwe. O myleniu epitetów jako problemie nic nie wiem. Liczę że się dowiem od Ciebie.
UsuńPrzywódcę na miejsce Asada, naturalnie.
UsuńOtóż to - z tym rozbójnictwem. Ja bym to nie tylko do Asada, ale nawet już do Hussajna odniósł.
UsuńI dokładnie tak, jak piszesz - proszę bardzo i chętnie to wesprę, pod warunkiem, że mamy solidnego kandydata do sprzątania.
Jeżeli okaże się, że podejrzenia, iż Trump to w jakiejś mierze człowiek Moskwy a z globalnego punktu widzenia bardziej Chin to problem może zaistnieć gdyż takowy dostanie się do tajemnic państwowych. Jak jest? Nie wiem. Wiem natomiast, że ocieram się o hipotezy spiskowe.
OdpowiedzUsuńDobrzy politycy starali się (tak mi się wydaje) jak do tej pory nie spełniać większości swoich obietnic zwalając chociażby na to, że rzeczywistość okazała się bardziej tą skomplikowaną niż ta przedstawiana w kampanii wyborczej.
Pytanie tylko czy aby na pewno Trump na szczycie NATO w Warszawie jak Obama coś wspomniałby o niszczeniu demokracji w Polsce? Czy raczej by to olał zgodnie z polityką, biznesplanem, że jak u nas zamawiają zabawki do strzelania i biją poddańcze pokłony to mogą robić sobie co chcą? W końcu w takiej Arabii Saudyjskiej....
Bo to właśnie tak może się skończyć.
Tak czy inaczej najważniejsze chyba jest to, że wyborcy Trumpa raczej wybrali rozliczenia obecnego "establiszmentu" i ściągnięcie fabryk prezerwatyw z Chin do USA w celu stworzenia miejsc pracy dla tych, którzy nie są w stanie się rozwijać. Z różnych przyczyn.
Co się stanie jak Trump tego nie osiągnie? Będzie jeszcze bardzie gorąco. Wypuszczono demony na ulice. Biała swołocz ma oczekiwania. Nie spełnienie ich może oznaczać jeszcze większe kłopoty.
Wydaje mi się, że człowieka Moskwy lub Chin zrobiła (usiłowała zrobić) z Trumpa propaganda demokratów w trakcie kampanii wyborczej. Wątpię, by prezydent - elekt spełnił swoje obietnice wyborcze - poza wszystkim prezydent USA nie ma stosownej ku temu władzy. Marlow twierdzi wyżej, że Trump nie ma zamiaru ich spełniać, co wydaje mi się prawdopodobne. Choć w polityce gospodarczej coś zrobić musi, przynajmniej poprawić nastroje klasy niższej i części średniej.
Usuń