
Prawdziwe, polskie konserwatystki
Po pierwsze bowiem, nie jest prawdą, że wolny rynek zapewnia optymalną alokację środków. To nie znaczy, że należy z wolnego rynku zrezygnować czy choćby regulować go gdzie się da. Trzeba tworzyć tyle wolnego rynku ile można, dopuszczając wszakże dowolnie brutalne wejście państwa w niektóre obszary gospodarki. Brutalne wejście nie oznacza regulacji i ograniczeń, mnie chodzi na przykład o wejście na rynek budownictwa mieszkaniowego z wykorzystaniem zasobów i możliwości państwa, bez nadmiernej dbałości o interesy innych graczy.
Po drugie, sytuacja dzisiejsza jest zasadniczo różna od tej dziewiętnastowiecznej. Wtedy następowała szybka akumulacja kapitału kosztem pracowników i w warunkach sterowania rynkiem, szczególnie zakresem jego otwarcia, przez państwo. Twierdzenie o państwie - stróżu nocnym rzecz bardzo upraszcza. Choćby ustawy zbożowe w Wielkiej Brytanii, cła, założenia merkantylizmu, każą sądzić, że ów stróż nocny pracowicie wspierał własną gospodarkę oraz przedsiębiorców - czyli tylko jedną stronę na rynku pracy. U nas akumulacja też była, choć ograniczona i nie następowała na terytorium państwa, które przecież nie istniało. Znaczną część kapitału ciągle traciliśmy przez wojny przetaczające się przez nasze terytorium- zaczynając od szwedzkiego potopu. Co jakiś czas diabli brali, tworzone z mozołem, więzi gospodarcze - najlepiej to widać na przykładzie Łodzi.
W zaborze rosyjskim łódzki przemysł włókienniczy szybko się rozwijał, po uzyskaniu niepodległości wymiana handlowa z Rosją (ZSRR) prawie przestała istnieć - Łódź upadała. Po II wojnie znowu ożyła, by po roku 1989 upaść znowu.
Błędy popełnione po 1989 roku, spowodowały zresztą upadek lub znaczne ograniczenie produkcji szeregu gałęzi przemysłu. Tworzące się z mozołem kadry inżynieryjno -techniczne, zespoły konstruktorów i projektantów rozpierzchły się. W przemyśle stoczniowym przynajmniej biura projektowe zdołały się odtworzyć, są też chyba liczący się polscy projektanci mebli. Gdzie indziej ( w przemyśle elektronicznym np. ) nie ma tak dobrze, tym bardziej, że zagraniczni właściciele mają swoich konstruktorów u siebie.
By dogonić Niemcy musimy mieć parę firm oznaczeniu międzynarodowym. Jaki sposobem miałyby one powstać? Wielkie firmy ponadnarodowe potrafią pilnować swoich interesów. Polska rozwijająca się firma, wykonująca zadanie dla państwowego urzędu, może być oskarżona przed polska opinią publiczną, że źle to robi, błędy popełnia, nie wyrabia się i już droga otwarta dla złożenia zamówienia w firmie zagranicznej. Jak polska firma może się rozwijać? Przecież nie na rynkach zachodnich.
Musimy oferować produkty i usługi uznane za markowe ( na tych z niższej półki za wiele zarobić się nie da). Ostatnio nawet z marką Polski jest kłopot. Konsument zagraniczny może uznać, że z Polską jest coś nie tak, nie wnikając o co chodzi.
Czy możemy przestać być krajem peryferyjnym (pół-peryferyjnym)? Nie widzę dziedziny, w której staniemy się centrum. Przeładunki w polskich portach morskich (2015): Gdańsk 32,3 mln ton; Gdynia 19,41 mln ton, Szczecin i Świnoujście 23,4 mln ton. Razem 75,11 mln ton. W Hamburgu: 137,8 mln ton. Liczba pasażerów na lotniskach w Polsce (2014): ponad 27 mln osób. Na lotnisku we Frankfurcie nad Menem: 60 mln pasażerów. Turystów zagranicznych w Polsce: ponad 16 mln; w Niemczech: 71 mln.
Nowe technologie? Pojedyncza technologia niewiele zmienia, trzeba mieć nowy produkt, a do tego niezbędny jest szeroki front fachowców, dysponujących stosownym zapleczem. Sypnięcie groszem państwowym uczelniom i instytucjom badawczym nie uruchomi innowacyjności sensu stricto. Najwyżej innowacyjność w zdobywaniu funduszy.
Literatura: w zestawieniach światowej znaleźć czasem można Quo Vadis Sienkiewicza i twórczość Lema. Zresztą wybitni pisarze, a też świetnie sprzedający się pisarze i inni twórcy pojawiają się w centrum i na peryferiach.
Film: pewnie cała Europa, zjednoczona filmowo, nie pokonałaby Hollywood. Mamy fachowców od filmów animowanych, tylko chyba scenarzystów brakuje.
Sport: kluby angielskiej Premier League dostaną w ciągu trzech lat ponad 3 miliardy funtów tylko za sprzedaż zagranicę praw telewizyjnych. To ponad 16,5 miliarda zł. Legia Warszawa w ciągu 18 miesięcy 2013/2014 roku uzyskała przychody z działalności podstawowej w wysokości 138 mln zł, przy kosztach 165 mln zł. Wiele prywatnych klubów jest sponsorowanych przez samorządy (Legii to nie dotyczy).
Społeczeństwo: tworzymy marne społeczeństwo. Moim zdaniem, wcale nie jesteśmy indywidualistami, jedynie nie potrafimy działać zespołowo. Nasz nacjonalizm to zaściankowość raczej niż nacjonalizm.
Podsumowując: tylko siadłszy płacz. Aż do końca naszego świata będziemy tu, gdzie jesteśmy teraz? Niekoniecznie. Teoretycznie, możemy coś osiągnąć jeśli zasadniczo zmienimy siebie i nasze myślenie o nas.
Szwajcarzy ostatnio odrzucili w referendum pomysł, by każda dorosły Szwajcar otrzymywał miesięcznie od państwa 2500 franków. Aż 78 procent głosujących nie chciało dostawać pensji , za to że żyją. Oni w ogóle są bardzo dziwaczni. Kim jest prawdziwy Szwajcar - katolikiem, protestantem? Jaki językiem się posługuje? Kto to widział, by w kraju zamieszkałym przez trochę ponad 8 milionów ludzi, wprowadzać aż cztery języki urzędowe? Jak to możliwe, że mimo znacznych różnic kulturowych, Szwajcarzy czują się wspólnotą i tworzą wspólnotę?
Może przeglądnijmy się w Szwajcarii jak w lustrze i spróbujmy zrozumieć co tworzy prawdziwą siłę społeczeństwa, narodu, państwa? Ja nie wiem, na razie, co ją tworzy. Sądzę jedynie, że większość naszych mniemań o nas, o Polsce, polskiej historii, potencjale, możliwościach, to wyłącznie mniemanologia. Która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
Ja sobie wypraszam. To była (chwilowa) kontuzja łapy, nic więcej. I mandat był absolutnie niesprawiedliwy. A ten cały balonik, to on był zepsuty i nie w ogóle się nie nadmuchiwał. A w ogóle to jest wsteczny gatunkizm, i autor powinien się wstydzić.
OdpowiedzUsuńInna sprawa, że kiedy spojrzeć na jeden z krajów, które w XX wieku wykonały największy skok ekonomiczny, czyli na Japonię, to może coś z tą koordynacją poruszania się jest na rzeczy.(Pomijając niedopaszczalny, psi przykład. Psy chodzą prosto. dlatego wredne zające uciekają, bo one zygzakiem zapodają.)
Na poniższym wideo oni się tam najpierw rozgrzewają, dopiero gdzieś od 2 minuty, nomen omen, idą na całość...
https://youtu.be/E7cQtbMtODk
Przyznać muszę, że to jest znakomita definicja: wcale nie jesteśmy indywidualistami, jedynie nie potrafimy działać zespołowo
Naprawdę tak jest. I to chyba o to samo chodzi, czyli od mniemania- naprawdę chcielibyśmy działać zespołowo, ale jak już się zbierze kolejna silna grupa pod wezwaniem, to standardowo musi zacząć od wykazywania, dlaczego poprzedni zespół nie działał tak, jak wg jej mniemania działać należy. I na tym wykazywaniu mija czas. Potem pojawia się kolejna silna grupa pod wezwaniem i...
Choroba, a może spróbujmy założyć taką akademicką ligę chodu synchronicznego?
Świetny ten japoński synchronized walking. My powinniśmy rozpocząć od intensywnych treningów musztry. Kontuzja łapy, kontuzja łapy. Każdy ma jakieś wytłumaczenie, a potem wielcy przywódcy narodów idą trop w trop.Niemożność działania zespołowego objawia się nie tylko tworzeniem silnych grup, zajmujących się głównie krytyką poczynań poprzedników. Spowodowanie wspólnego działania jakiejkolwiek grupy osób, która ma (winna mieć) wspólny cel, graniczy z cudem, jak pewnie doskonale wiesz.Ile to ludzie muszą się nagadać, poględzić o sprawach niezwiązanych z problemem, nie zgodzić się z przedmówcą w zupełnie nieistotnych kwestiach itd. O realizacji podjętej decyzji lepiej nie wspominać. Typowy słomiany zapał dominuje. Chyba bardzo daleko nam do rzeczowych Amerykanów i innych nacji. Liga chodu synchronicznego? Przecież my uwielbiamy chody możliwie dziwaczne.
Usuń