
Tradycyjne maski krajowe
Według prof. Jadwigi Staniszkis "Kaczyński wierzy, że konflikt wydobędzie z ludzi PiS coś więcej. Ma bolszewicką wizję przemiany: to konflikt i wola wydobywa prawdziwe istnienie... Konflikt jest tu traktowany jako instrument. Dyscyplinuje własne szeregi. Przy ostrym konflikcie rozsądny człowiek, taki Krzysztof Szczerski na przykład, cokolwiek myśli, nie zmieni frontu."
Może tak jest, choć mnie się to kojarzy z podkładaniem lontu pod własny tyłek. A nuż tylko poparzy, nie powodując wybuchu?
Prezes chyba zna historię nie tylko z Trylogii Sienkiewicza. Wie, jak się kończy dla rządzących takie rozkołysanie państwa. Lud nie jest żadną opoką dla żadnej władzy, nie analizuje też działań polityków (i elit), jedynie ma wrażenie. Dzisiaj 30 i więcej procent wyborców ma wrażenie, że PiS jest dobry. Jutro w Europie czy na świecie może zdarzyć się cokolwiek szkodzącego naszej gospodarce i wrażenie pryśnie. Nawet niewielkie zamieszki mogą wtedy sparaliżować państwo.
Bo jakie siły wystąpią zdecydowanie w jego obronie? Policja, wojsko, inne służby niezbyt przekonane o prawomocności obrony państwa PiS? Za to obawiające się przyszłej dezpisyzacji, bardzo prawdopodobnej ze względu na narastającą wrogość rządzących i opozycji?
Co najmniej dziwne wydaje mi się tworzenie przez PiS, szczególnie przez prezesa wrogów z nie-polityków. Przecież sortowanie Polek i Polaków, określanie pewnych grup prawdziwymi patriotami to dawanie w pysk tym gorszego sortu oraz domyślnym, nieprawdziwym patriotom. Gdyby, na przykład, Chińczycy uprawiali podobną politykę, to na terytorium dzisiejszej ChRL istniałoby pewnie z pięćdziesiąt państw i państewek.
Po co PiS-owi wojowanie z sojusznikami, głośne lekceważenie ich opinii? Jedyny, dostrzegany przeze mnie cel tego działania to chwalenie się przed fanami partii: Patrzcie, jakie z nas chojraki! Ten aplauz nic nikomu nie daje, nie tworzy zasobów i łatwo może zamienić się w dezaprobatę.
Historia i polityka historyczna według PiS może jedynie szkodzić Polsce. Bo co to za przekaz: chcieliśmy od zawsze żyć dobrze, a nawet jeszcze lepiej, ale wiecznie nami pomiatali silniejsi od nas?
Usiłowanie wprowadzenia obowiązującej, jedynie słusznej ideologii, zbudowania nowej elity grozi zdezintegrowaniem i tak słabo zintegrowanego społeczeństwa. PZPR miała o wiele większą władzę niż PiS i każda inna partia w państwie demokratycznym o gospodarce rynkowej. Jakoś ani nowych elit PZPR nie stworzyła (awans społeczny, to co innego), ani jedynie słusznej ideologii społeczeństwu nie narzuciła. Czemu miałoby się to udać PiS?
Prezes Kaczyński powtarza: nie cofniemy się. Coraz bardziej wątpię czy on wie dokąd zmierza , a jeśli wie, to czy cel marszu nie jest utopią ulokowaną w nieistniejącym świecie.
Niedawno PiS stworzyło własny sejm w Sejmie. Rzecz byłaby nawet zabawna, gdyby dotyczyła innego kraju. W Polsce i tak już podzielonej, ze społeczeństwem skłonnym dzielić się na wrogie obozy z powodu dowolnej bzdury, kolejna wojna na górze jest mocno niewskazana.
Kto potrafi przystępnie , a skutecznie wytłumaczyć kierownictwu PiS pojęcie i konieczność samoograniczenia?
Z punktu widzenia mechanizmów rozwoju partii politycznych i pozyskiwania głosów, to faktycznie nie ma za wiele sensu.
OdpowiedzUsuńTylko, czy nie powinniśmy na to patrzeć inaczej - z punktu widzenia mechanizmów tworzenia religii?
Ściśle rzecz biorąc, to nie jest mój zarzut pod adresem Prezesa, ale raczej konstatacja pewnego zjawiska społecznego - potrzeby religijności skierowanej poza głównym kościołem. Bardzo długo nie mieliśmy normalnego systemu budowania partii, nie wytworzyły się więc - w każdym razie nie w pełni - mechanizmy takiego procesu i stąd dwa dominujące podejścia, które są zarazem praktyczne i zrozumiałe dla wyborców. Pierwsze to budowa partii w oparciu o straszenie wyolbrzymianym wrogiem, drugie to budowa partii wzorowana na tworzeniu religijnej wspólnoty.
PO stosowało zasadę zasadę horroru i marchewki, na zmianę strasząc Szalonym Kaczorem i organizując mistrzowstwa w piłce kopanej.
Prezes Kaczyński uznał (tu właściwie utożsamiam jego wolę z wolą całości PiSu, ale chyba inaczej się nie da), że w w takiej dyskusji słabo wypada, ale zauważył jednocześnie, że jest grupa wyborców, która woli inne, para-religijne podejście. To, co widzimy, to - mam wrażenie - przekuwanie religii smoleńskiej na szerszą religię pisowską. Z zagrażającymi jej demonami i ich sługami (Donald Tusk obsadzony w roli Lucyfera, KOD jako zastępy piekielne), z nawróconymi grzesznikami w rodzaju Piotrowicza (jak nie lubię Urbana, to jego wypowiedź o Piotrowiczu była w swej eleganckiej wredności wręcz rewelacyjna) i, oczywiście, z męczennikami. Istotą jest tworzenie zwartego zastępu oddanych wyznawców. Neofici dołączają powodowani siłą wiary demonstrowaną przez wyznawców, nie sensownością przekazu.
Jest w PiSie trochę ludzi sensownych, i to jest fakt, ale w budowie formacji religijnej sensowność, choć ma swą rolę, musi być podrzędna w stosunku do religijnego zapału...
Więc to chyba cały czas jednak jest przekaz do już istniejących wyznawców. Jeśli zachęci kogoś z zewnątrz do nawrócenia - to dobrze, ale nie to jest najważniejsze.
Tak mi się, w każdym razie, wydaje.
Ciekaw jestem czy jakiś politolog dostrzegł koncepcję budowy partii jako religijnej wspólnoty. Może sam Prezes nie wie, że coś takiego czyni.Ale Twój opis, moim zdaniem, pasuje do rzeczywistości. Partia na wzór religijnej wspólnoty, z mocnymi akcentami sekty (wiara w Proroka i bezwzględne posłuszeństwo). Dla nas (dla Polski) brzmi nieciekawie, bo partia - wspólnota religijna, zajmuje się raczej światem transcendentnym, czyli leżącym poza rzeczywistością...Urbana kiedyś podziwiałem za język ale irytuje mnie jego, wyrachowane chyba,przesadne skandalizowanie. Szkoda, bo mógłby nauczyć inteligentów naprawdę wrednego języka politykowania.
OdpowiedzUsuńMiędzy innymi jedna zmilitaryzowana mama w Stanach zauważyła:
Usuńhttp://organized31.com/11-signs-that-your-political-party-is-your-cult/
Całkiem rozsądny jest ten jej zestaw pytań, choć odnosi się głównie do zagadnień praktycznych i łatwych do zdefiniowania (może bardziej "ponieważ" niż "choć";)
Co do Urbana - pełna zgoda.
Może religijne partyjniactwo, może partyjna religijność - to się okaże za jakiś czas. Ja bym dodał jeszcze jedno spostrzeżenie: partia stworzona przez polityków z kompleksami dla obywateli z kompleksami. Im większe kompleksy, tym człowiek bardziej pasuje do tej partii.
OdpowiedzUsuńTrochę to bardziej przyziemne, niż świadome wykorzystywanie religijnych chwytów do panowania nad wyborcami, ale według mnie też pasuje do opisu tego tworu zwanego "Prawem i Sprawiedliwością".
Na boku sobie pozwolę zwischenruf popełnić: otóż Twój komentarz był tak sugestywny, że musiałem go przeczytać ponownie tylko po to, by upewnić się, iż nie ma w nim dwuznacznego fragmentu "Im większe kompleksy, tym członek bardziej pasuje do tej partii..." ;-)
UsuńCzłowiek z kompleksami nie tylko chyba pasuje - czuje się dobrze w tym towarzystwie, bywa bowiem doceniany za to, że jest. Swoją drogą, dla mnie jest coś dziwnego w sondażowym poparciu PiS na poziomie 30-35%. Ono to rośnie to spada w tych granicach. Zjawisko rzeczywiście sugeruje niepolityczne przywiązanie zwolenników PiS do tej partii.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWłaśnie obejrzałem przedstawienie, zorganizowane w stylu gomułkowskim przez PiS w Centrum Prasowym Foksal.
OdpowiedzUsuńMoże tak być, że nieświadomie palce na klawiaturze wystukały "człowiek", chociaż w głowie siedział "członek".
Przestępcy, siedzący za stołem prezydialnym, wypominali demonstrantom popełnianie wykroczeń. Pośrodku, jako osoby najważniejszej, nie usadzono pani premier. To bardzo symboliczne. Czy PiS ma swój plan? Jak najbardziej! Szczęśliwi jednak ci, którzy go jeszcze nie dostrzegają
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo jest coś niepokojącego w tym powrocie "gomułkizmu". Piotr Duda nawet robi sobie stylizację na Moczara i marzy mu się przewodzenie grupom ORMOwców i aktywu robotniczego w walce z chuliganerią...
OdpowiedzUsuńI ta fotka z plenum... Powrót do przeszłości.
:-(
Podobno Prezes ekscytuje się rodeo, podziwia jeźdźców potrafiących okiełznać byki. Może okiełznanie (kogo, czego?)jest jego celem i wizją?
UsuńJeśli tak, to nieźle mu idzie...
Usuń;-)
http://i.imgur.com/UcLX5Lm.png
Nie dziwię się, że akurat jego ekscytuje odwaga tych "kołbojów". To takie męskie i nieosiągalne...
OdpowiedzUsuńO osiołku, na którym wielbiciel rodeo siedzi, machając mu przed nosem marchewką na kiju, nie będę się rozpisywał, bo on jest klasyfikowanyjeszcze o dwa poziomy niżej w tej kategorii.