niedziela, 31 lipca 2016

Najłatwiej szkodzić sobie

Tworzenie sobie wrogów i jednoczenie ich przeciwko sobie jest niezwykle głupim, a bywa samobójczym sposobem działania. Prości nacjonaliści europejscy, czy jak ich tam zwać, oskarżając o ataki terrorystyczne muzułmanów, nie wiedzą pewnie co czynią. W Europie mieszka dziś prawdopodobnie około 40 mln muzułmanów, w tym 25 mln to autochtoni. Islam jest religią dominującą w Albanii, Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie. Owe 40 mln muzułmanów ani nie przeprowadza zamachów terrorystycznych, ani się do nich szykuje. Ludzie roztropni powinni to dostrzec i próbować wytłumaczyć wrzaskliwym, że oskarżając wszystkich wierzących w Allacha o terroryzm, napędzają zwolenników "państwu islamskiemu" i ułatwiają wysłannikom tej organizacji werbunek.

Ta papuga -Aleksandretta obrożna - szykuje się podobno do inwazji na Polskę

Moim zdaniem, uchodźcom, czyli ludziom uciekającym z terenów walk (nie imigrantom szukającym lepszego życia), trzeba pomóc. Ale pomoc niekoniecznie musi polegać na osiedlaniu ich u siebie. Jeżeli nie ma innych rozwiązań, można zaoferować pobyt czasowy. Społeczeństwo, naród, państwo są gospodarzami na swoim terytorium i decydują kogo u siebie przyjmą, a kogo nie. Swobodny przepływ osób - obywatelek i obywateli poszczególnych państw UE na terytorium UE odbywa się na podstawie stosownych traktatów, które nie dotyczą ludzi spoza UE. Ja jestem przeciwny przyjmowaniu w Polsce na stałe muzułmanów z Bliskiego Wschodu z dwóch powodów.
Powód pierwszy: po co ściągać sobie na kark potencjalnych terrorystów którzy, jak widać na przykładach z Francji, mogą pojawić się wśród przybyszów także w drugim pokoleniu.
Powód drugi: islam to system społeczno - polityczny, nie tylko religia. Znaczna część muzułmanów prawdopodobnie integruje się z resztą społeczeństw europejskich, ale owa integracja, moim zdaniem, oznacza zawsze rezygnację z elementów tożsamości. Trzeba porzucić burkę, chustę też - jeśli się jest np. policjantką. Na ogólnodostępnej stołówce je się wprawdzie wołowinę, ale to nie jest mięso halal. Modlić się pięć razy dziennie też bywa trudno. Posiadanie kilku żon nie jest akceptowane przez prawo. W skrajnych wypadkach, pełna integracja oznacza porzucenie islamu. Czy taki stan jest trwały? Otóż wątpię.
Wyznawcy innych religii mogą się w pełni zintegrować nawet ze społeczeństwem całkowicie zlaicyzowanym, pozostając osobami głęboko wierzącymi i praktykującymi. Moim zdaniem, zdolność do takiej integracji mają również muzułmanie - autochtoni. Mieszkający w Europie od wieków i są przystosowani do życia w państwach, mniej lub bardziej świeckich, których ludność wyznaje różne religie. Natomiast muzułmanie z Bliskiego Wschodu, Afganistanu i innych regionów różnią się od nas nie tylko religią - tworzą, tak mi się przynajmniej wydaje, zasadniczo różne od naszych hierarchie, struktury, interakcje społeczne. Dlatego Amerykanie potrafili przemodelować Niemcy po 1945 roku, ale ponieśli klęskę w Iraku, a stan Afganistanu też trudno opisać jako sukces.
Polska jest krajem katolickim- pojawienie się u nas większej liczby muzułmanów z zewnątrz, ustawiłoby pewnie katolików i muzułmanów jako dwa wrogie obozy.

Czy możemy zlikwidować w Europie islamski terroryzm? Najprawdopodobniej tak, choć potężnym błędem było dopuszczenie do niekontrolowanego napływu imigrantów, czujących się zaproszonymi do Europy. Teraz trzeba wykryć i izolować fundamentalistów oraz innych chętnych do przeprowadzania zamachów. Odpowiednie służby muszą działać o wiele skuteczniej, ale koniecznie należy też rozpoznać i wyeliminować narkotyczną ideologię, nakazującą mordowanie innych ludzi oraz uzależnienie od niej pewnych odbiorców. Ja nie wiem, co jest jej najistotniejszym składnikiem , ale nie koncentrowałbym się nadmiernie na analizowaniu treści Koranu.
Przeciętni wyznawcy Allacha pewnie tak znają Koran, Sunnę i co tam jeszcze znać powinni, jak chrześcijanie Biblię. Ideolodzy terroru podniecają swoich bojówkarzy i samobójców prostymi hasłami, wykorzystując ich mentalność, specyficzną dla członków plemion, klanów, rodów. Reinterpretacja Koranu, jeśli w ogóle możliwa (szkół koranicznych już i tak jest dużo) niewiele by zmieniła. Zresztą czy terroryści choć z grubsza wiedzą w co wierzą?
Pisanie i mówienie o terrorystach powinno się zmienić. To przecież nie żadni "bojownicy" ani "żołnierze", tylko biedne głupki, mordujące nieznanych sobie ludzi i siebie z powodu felerów w głowinach, narkotycznych wizji, strachu zwierząt stadnych po porzuceniu stada.

Niektórzy twierdzą: Europa pozbyła się wartości, pewnie z powodu laicyzacji. Otóż moim zdaniem, Europa wartości ma. Europejczyk to osoba (jednostka ludzka), która wybiera - bo ma taką możliwość oraz przyzwolenie społeczne - grupy społeczne do których chce należeć. Dzisiejszy ateista jutro może stać się wyznawcą dowolnej religii, dzisiejszy ksiądz porzucić kapłaństwo, etniczny Niemiec zostać Polakiem itd. Ludzie różnych narodowości, wyznań, ras mogą w Europie żyć w spokoju obok siebie, przyjaźnić się, zawierać związki małżeńskie. W hierarchii wartości przyjaźń jest ważniejsza niż przynależność narodowościowa czy wyznaniowa. Oczywiście, powyższe nie dotyczy wszystkich mieszkańców Europy.

Tymczasem w wielu regionach poza Europą, człowieka określa jego przynależność. Ludzie tworzą stada: ludy, plemiona, rody, wyznawców określonej religii a właściwie, jak w islamie, nurtu i szkoły koranicznej. Toczą wojny religijne w XXI wieku, jak my w wiekach XVI i XVII. Organizacja społeczeństw oparta na patriarchacie nie tylko podporządkowuje kobiety mężczyznom (co Koran potwierdza) ale daje też wielką władzę przywódcom plemion, rodów. Wydaje mi się, że wśród nieeuropejskich muzułmanów istnieje głębokie posłuszeństwo wobec tych przywódców oraz posłuszeństwo wobec autorytetów. Taki stan rzeczy jest chyba od dawna niespotykany w Europie. Być może to trochę tłumaczy łatwość znajdowania kandydatek i kandydatów na samobójców - autorytet każe więc idą posłusznie na śmierć i zabijać niewiernych.

To zabijanie niewiernych - ludzi, którzy tym głupim mordercom nic nie zrobili, jest dla mnie nieprawdopodobne. Nasza psychiatria i psychologia wydają się być bezradne. Owi mordercy muszą być potężnymi wariatami - pisząc kolokwialnie. Bo jakie mają motywacje? Esesmani, enkawudziści, banderowcy, bojówkarze z Hutu mordowali "wrogów" (konkurentów), a ci kogo mordują? Ludzi nie podzielających ich wierzeń, gustów odzieżowych, kulinarnych i innych?
Prezydent Hollande zrezygnował kiedyś z kolacji chyba z królem Arabii Saudyjskiej, bo król nie zgodził się na obecność wina w kolacyjnym menu. Przecież nie musiał tego wina pić. Ale to widocznie zbyt mało dla prawowiernego. Według mniemania króla, podzielanego pewnie przez wielu muzułmanów spoza Europy, tam gdzie jest on, tam obowiązują jego zasady i obyczaje.

Ja mogę mieć wokół siebie ludzi dowolnych wyznań, narodowości (o kolorze skóry nie wspominam, bo go nie dostrzegam), pod warunkiem że wyznawane przez nich poglądy oraz działania nie szkodzą (zagrażają) mnie i moim najbliższym, nie są wrogie Polkom, Polakom oraz Polsce, a wspomniani sąsiedzi nie usiłują mi narzucać swoich poglądów, religii, obyczajów. Nie mam też ochoty podejmować się misji wychowania ludzi opóźnionych społecznie o 200 Lat (kara śmierci za porzucenie religii? Ostatniego heretyka spalono u nas na stosie chyba w 1806 roku w Hiszpanii).

Powtarzam: naszymi wrogami nie są wszyscy muzułmanie, a jedynie muzułmańscy fundamentaliści (islamiści?). To nazwa robocza. Wcale nie jestem pewien, na czym naprawdę zależy głosicielom nienawiści, podżegającym swoich współwyznawców do popełniania zbrodni. Moim zdaniem, islam początkowo przyczynił się do rozwoju państwowości i kultury arabskiej (kalifat), po czym stał się głównym hamulcowym rozwoju. Jakie wynalazki i odkrycia poczyniono we współczesnych państwach arabskich czy państwach muzułmańskich w ogóle? Teorię i zasady islamu, jako systemu społeczno - politycznego stworzono w VII (Koran) - IX wieku (Sunna), opierając się na ówczesnych realiach. Dlatego obecnie system ma niewielkie (jeśli jakiekolwiek) zdolności modernizacyjne i adaptacyjne.

Kraje muzułmańskie, na razie, nie mają szans na wygraną we współzawodnictwie z krajami chrześcijańskimi. Żeby to zmienić, muzułmanie musieliby porzucić znaczną część islamu albo spowodować duże cofnięcie się w rozwoju krajów chrześcijańskich. Przypadkiem, politycy europejscy są na dobrej drodze do spowodowania tego drugiego. Niekontrolowane wpuszczenie do Europy dużej liczby imigrantów, niepotrafiących się właściwie zachować, a nawet przeprowadzających zamachy terrorystyczne, zwiększy w końcu popularność partii nacjonalistycznych, przyciągających też ksenofobów i rasistów. Jeszcze na dodatek mamy ten cholerny Brexit. Polacy na Wyspach odczuwają już jego skutki i diabli wiedzą czy nastroje tubylców są tylko przejściowe.

Nie dotknął nas, w Europie, żaden kataklizm (odpukać w niemalowane). Obecny, co najmniej niepokojący stan rzeczy, spowodowali wyłącznie politycy. Tak się dzieje nie pierwszy raz w historii. Najłatwiej szkodzić sobie. Może losowanie rządzących, zamiast ich wybierania, dawałoby lepsze efekty?

7 komentarzy:

  1. Bo logika, to ona jest irytująca i w ogóle czucie i wiara itd itp...
    Ale, ale. Trochę do Twojego wpisu, a trochę do komentarza @Marek Marczuk pod moim ostatnim wpisem (tego o św. Wojciechu) - wprawdzie faktycznie ostatnim straconym heretykiem był Cayetano Ripoll, stracony w Walencji w 1826, z wyroku sądu biskupa Simona Lopeza [ https://goo.gl/NNh290 ], ale ostatni oficjalny proces o herezję odbył się dopiero w roku 1956, w Nowej Zelandii, i nawet nie prowadzili go katolicy ale nowozelandzcy prezbiterianie. Pozwano zaś Lloyda Geeringa, teologa i filozofa nowozelandzkiego - za "błędy doktrynalne". Wiele rzeczy Lloyd Gerring powiedział, duża część to racjonalistyczne argumenty deistyczne, które specjalnie mnie nie zajmują, ale powiedział też coś bardzo mądrego, to mianowicie, że każdy fundamentalizm religijny, czy to chrześcijański, czy muzułmański, jest "złem społecznym".
    Dobrze to jest powiedziane, i muszę się całkowicie zgodzić. Nb. nowozelandzcy prezbiterianie, ludzie jednak niegłupi, pozew odrzucili, a pozywających odsunęli od metaforycznego strzyżenia owieczek, wysyłając ich do zwykłego strzyżenia owiec.
    ;-)
    Strzyżenie owiec wysłanym wciąż przecież cuś nie pasuje...
    https://goo.gl/b0okkp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacja inkwizytora z 1719 roku:
      (Przywiązany do pala skazaniec) "...rzekł spokojnie 'Chciałbym nawrócić się na wiarę Jezusa Chrystusa' .... Ucieszyło to w najwyższym stopniu wszystkich duchownych, którzy poczęli ściskać go z czułością i nieskończenie dziękować Bogu za to, że uchylił im wrota prowadzące do jego zbawienia... Obecny przy tym wyznaniu zakonnik wyświęcony w regule Seraficznego Ojca, zapytał go:'W jakiej wierze umierasz ?' Ten, obróciwszy ku niemu oczy, odparł:'Powiedziałem już, ojcze, że umieram w wierze Jezusa Chrystusa', czym wywołał wielką radość i ukontentowanie wszystkich obecnych. Zakonnik powstał z klęczek i wyściskał rzeczonego oskarżonego, co z najwyższą satysfakcją uczynili również wszyscy pozostali, składając dzięki Bogu za Jego nieskończoną dobroć...Bojąc się, by nie zmarnowała się owa dusza, która dała tyle dowodów swego nawrócenia, niepostrzeżenie przesunąłem się na tył pala, gdzie czekał oprawca i wydałem mu rozkaz, aby czym prędzej nałożył obręcz i zacisnął ją bez zwłoki, co też uczynił z niemałą zręcznością... Wyściskali go i niezwłocznie ukatrupili, by się nie rozmyślił? Dla mnie to bardzo dziwny sposób myślenia, ale może oni tak mocno byli zatopieni w religii, tak mocno wierzyli w życie wieczne? Być może niektórzy terroryści islamscy też tak mocno wierzą w swoje życie wieczne. Co prawda, ta ich wiara może być potęgowana niedogodnościami życia ziemskiego. Na przykład, hurysy straciłyby nieco na powabie w oczach młodych muzułmanów, gdyby tabu seksualne nie było tak restrykcyjne. Gdyby formalni przywódcy Kościołów zgodzili sie z Lloydem Geeringiem odnośnie fundamentalizmu, świat stałby się piękniejszy. Ale to skrajnie nieprawdopodobne.

      Usuń
    2. Nie jestem pewien, czy w ogóle można być przywódcą religii nie będąc fundamentalistą? Często myślimy o fundamentalistach, jako o osobach prymitywnych intelektualnie i podatnych na wpływy. Tacy oczywiście istnieją i to zapewne w dużej ilości, być może w większości, ale mam wrażenie, że fundamentalizm jest jednak przede wszystkim kondycją psychiczną. Fundamentalista może być w wybranej specjalności osobą całkiem sprawną intelektualnie, nawet wybitną, niepozbawioną empatii i szczerze troszczącą się o inne osoby, a jednocześnie w obrębie swej religii - lub w religijnopodobnej grupie politycznej - może przejawiać cechy fanatyczne. Trochę jak ci hiszpańscy inkwizytorzy z Twojego cytatu.

      Tu ci zacytuję taki fragment wstępu z wydanego na Berkeley tekstu dra Moyersa, który to tekst ogromnie mi się podoba, a to za sprawą oczywistości, z jaką autor podchodzi do fundamentalizmu:

      Problemy psychologiczne byłych fundamentalistów często związane są z ich dawnymi wierzeniami i praktykami. Leczenie wiąże się z dokładnym badaniem odziaływań, jakie ich dawna religia wywiera na dzisiejsze życie. Zrozumienie podstawowych wierzeń i praktyk fundamentalizmu jest więc przydatne dla psychologów pracujących z takimi osobami.

      [ http://www.icsahome.com/articles/psychological-issues-former-fundamentalists-csj-11-2 ]

      Usuń
    3. Pewnie nie można. Przywódca musi głosić jednoznaczne poglądy. Mnie fundamentalista nie kojarzy się z prymitywem (dla Czytelników: swoją drogą, pojęcie ma różne znaczenie - np. fundamentalizm to nurt w teologii protestanckiej, stanowiący odpowiedź na liberalną teologię), prymityw to raczej fanatyk religijny, a pojęciu fundamentalista bliżej do ortodoksa. Wydaje mi się (pewnie Ty lepiej znasz problem), że ktoś kiedyś użył pojęcia fundamentaliści do zbiorczego określenia ortodoksów, wojujących klerykałów,fanatyków religijnych i im podobnych. Albo jakoś tak samo wyszło. Bo jeśli uznać, że fundamentalizm to ideologia skrajnie konserwatywna, sprzeciwiająca się jakimkolwiek zmianom w dziedzinie, której dotyczy, to i tak trzeba być fanatykiem oraz osobą mocno zaburzoną, by mordować głoszących i czyniących co innego. Bywają przywódcy sekt usiłujący utrzymać przy sobie wiernych nie tylko prośbą. Z kolei pewnie nie tylko hierarchowie Kościoła katolickiego usiłują wprowadzić głoszone zasady moralne w formie prawa państwowego. W sumie, ja i tak nie rozumiem, czemu akurat wśród wyznawców Allacha pojawiają się zamachowcy "religijni", a zwłaszcza zamachowcy - samobójcy.

      Usuń
    4. Zbigniew Parafinowicz akurat całkiem ciekawy tekst popełnił na ten właśnie temat:
      http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/528081,.html

      Się na islamie za bardzo nie znam (ani w ogóle się nie znam), ale mam wrażenie, że wyjaśnieniem jest nie tyle przekaz religijny islamu, co bardzo luźna struktura hierarchiczna, będąca zarazem siłą i słabością tej religii. To wyjątkowo dynamiczna struktura, o hierarchii wyłanianej niejako samoistnie, poprzez akceptację wspólnot religijnych. Nawet irański klerykalizm - wyjątkowy w świecie islamu i budowany w oparciu o system seminariów - ma znacznie luźniejszą strukturę niż większość kościołów chrześcijańskich. W konsekwencji relatywnie łatwo jest rozmaitym uzurpatorom (w sumie, chyba faktycznie całkiem podobnym do tych z Dostojewskiego), uzyskiwać wpływy, zwłaszcza w takich grupach społecznych, w których kompletny brak perspektyw i idący za nim brak nadziei mogą prowadzić do wyboru zniszczenia - nawet samozniszczenia.
      Luźne struktury kształtują różnorodność islamu i stymulują dyskusje, ale też ułatwiają zadanie demagogom.

      Usuń
    5. Luźna struktura najpewniej ma znaczenie - osoba głosząca niezgodne z linią poglądy zostałaby wyrzucona np. z Kościoła katolickiego. U muzułmanów nie ma kto tego uczynić.Najciekawsze u p. Parafinowicza jest odwołanie się do Dostojewskiego.Islamizm jest, oczywiście, ideologią, ale bazującą na konkretnej religii.Nie tylko moim zdaniem, istnieje duże prawdopodobieństwo przekształcenie się islamizmu w zwartą ideologię usiłującą realizować interesy wielkich grup ludności, nie wyłącznie Arabów czy muzułmanów. Na razie najskuteczniej blokują jej rozwój... islamscy terroryści. Nihilizm to chyba wróg i strach Dostojewskiego, choć diabli wiedzą skąd biorą się ludzie gotowi poświęcić życie dla rewolucji, na przykład (poświęcenie własnego życia doczesnego dla raju z hurysami, to inna historia). Nie stawiałbym znaku równości między terrorystami z przeszłości - oni atakowali konkretnych "wrogów", a terrorystami islamskimi, zwykle atakującymi dowolnych ludzi. Kompletny brak perspektyw i nadziei grupy społeczne często same sobie stwarzają, ale poza środowiskami muzułmańskimi, inne takie grupy nie reagują terrorem.W sumie,coraz mocniej wydaje mi się, że za islamskim terroryzmem w Europie, stoi coś więcej niż brak nadziei, rozczarowanie, wrogość do "niewiernych". Nie, nie tajny komitet centralny, raczej idea, całkiem niereligijna, wykoncypowana i rozwijana prawdopodobnie w Arabii Saudyjskiej i w innych, zamożnych państwach arabskich. Wspierana celowo i mimochodem przez przywódców państw niearabskich.Nie jestem pewien czy ośrodki, naukowcy, politycy europejscy są w stanie choćby wykryć i nazwać zagrożenie. Prawdę pisząc, mocno w to wątpię. Wystarczy poczytać przenikliwe analizy ekspertów o straszliwym przesmyki suwalskim...

      Usuń
    6. To już bardzo głęboka analiza, i chyba bez zapasu półlitrówek tego nie rozbierzemy. ;-)
      Fakt, bogate kraje arabskie, zwłaszcza AS, w pewnym sensie są siłą napędową terroryzmu, choć czynią to niejako wbrew sobie.
      AS, jak by to wynikało z prasy zachodniej, jest miejscem tyleż bogatym, co pełnym bardzo dynamicznych, ukrytych konfliktów, w których rozmaite grupy i frakcje usiłują zaatakować rodzinę panującą lub zmienić układ następstwa tronu (bo część tych frakcji jest ponoć z rodziną królewską związana). A jedną z form tej walki jest finansowanie rozmaitych form religijnego ekstremizmu - niekiedy przechodzące wprost w finansowanie terroryzmu. Z drugiej strony, rodzina królewska "ucieka w fundamentalizm" sponsorując najbardziej skrajne wcielenia ideologii wahabickiej - co, na przykład i między innymi, doprowadziło ostatnio do wyraźnej "refundamentalizacji" meczetów kaszmirskich, wcześniej, generalnie, tolerancyjnych i stosunkowo liberalnych.
      Stąd też np. wyraźnie krytyczne stanowisko Obamy wobec Saudyjczyków:
      http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2016/04/the-obama-doctrine/471525/

      Usuń