czwartek, 20 sierpnia 2015

Reindustrializację należy wesprzeć modłami o cud

W toku kampanii wyborczej nikt nie sili się na poszukiwanie rozwiązań korzystnych dla Polek, Polaków oraz Polski. Cała dyskusja toczy się obok. Mogę się dowiedzieć ile kto otrzyma od polityków, nad kim się pochylą starannie, czyje problemy będą rozwiązywać.

Poniekąd to zrozumiałe. Rozwój zapewniają wybitne jednostki, ale polityków wybierają masy. Masy, owszem, wpływają na historię (niejaki Mussolini twierdził, że w charakterze nawozu wpływają). Bywają mięsem armatnim, produkują uzbrojenie i sprzęt niezbędny do wojowania, pracują, wykorzystując kapitał przydzielony im czasowo przez kapitalistów. Dzięki czemu utrzymują się przy życiu oraz zwiększają wartość owego kapitału.

Masy potrafią się też zbuntować. Zwykle wtedy gdy poziom ich życia mocno spada. Najchętniej buntują się, gdy materialny poziom życia im spada po wcześniejszym wzroście. Jednak bunt mas może tylko zniszczyć istniejące struktury społeczne. Masy nie potrafią niczego zbudować bez przywódców. Masy nie potrafią też niczego wynaleźć, odkryć, skonstruować itd. Od tego są, bardzo nieliczni, wybitni i w miarę wybitni naukowcy, konstruktorzy, wynalazcy, a także biznesmeni, menadżerowie i różni tacy.

Rzeczywistym problemem Polski jest, między innymi, stworzenie warunków pozwalających zatrzymać w kraju ludzi wybitnych oraz mechanizmów umożliwiających przebicie się tych ludzi przez pokłady przeciętniaków okupujących wszystkie dziedziny życia, w tym dziedziny teoretycznie bazujące na dokonaniach wybitnych - np. naukę. Nasze media niekiedy z dumą obwieszczają: patrzcie jaką mamy zdolną młodzież. Informując o medalach i nagrodach zdobywanych przez młodych naukowców, konstruktorów i innych z Polski na różnych konkursach. Gdyby komukolwiek się chciało śledzić dalsze losy tej zdolnej młodzieży, odkryłby jej obecność na zachodzie Europy lub w USA, nie w Polsce. Onegdaj, przez chwilę, zainteresował publiczność grafen, zwłaszcza po informacji że firma brytyjska ma szczery zamiar produkować 5 ton tego materiału rocznie. Nie wiem czy wielu zauważyło, że współzałożycielem tej firmy jest Polak, dr Krzysztof Kozioł, absolwent Politechniki Śląskiej. Zjawisko drenażu mózgów dotyczy nie tylko Polski, ale mam wrażenie, że z Polski ludzie zdolni bywają wypychani. Oprócz wybitnych i zdolnych uciekają nam też specjaliści. Nie maleje emigracja.

Te problemy nie są łatwe do rozwiązania, tym bardziej, że w toku transformacji ustrojowej zniszczono znaczną część polskiego przemysłu. Teraz się o tym pisze i mówi głośno, za późno, bo straty są prawie nieodwracalne. Deindustralizacja następowała też w państwach zachodnich, tam jednak zamykano zakłady trujące środowisko. U nas likwidowano przemysł czysty, np. ze zbudowanych w PRL 95 zakładów przemysłu elektronicznego, zamknięto 84. Nigdzie w Europie, nawet w Wielkiej Brytanii i NRD, spadek zatrudnienia w przemyśle nie był tak głęboki jak w Polsce. Parę lat temu w Europie dostrzeżono znaczenie przemysłu, KE wydaliła stosowny dokument i to byłoby na tyle.

Politycy polscy głoszą hasło o konieczności reindustrializacji, ale nie wiedzą czy polityka przemysłowa powinna być horyzontalna, czy sektorowa, a jeśli sektorowa, to na rozwoju czego się skoncentrować? Reindustrializacji nie da się zrobić bezboleśnie i bez podejmowania ryzykownych decyzji. Na pewno zawiedzie ulubiona metoda naszych polityków: powoływania struktur urzędniczych, spółek, sowietów, na które politycy zrzucą odpowiedzialność za rozbudowę przemysłu.
W sumie czarno to widzę, ale proponuję dołożyć katechetom, kapelanom oraz funkcyjnym urzędnikom po stówie, żądając od nich w zamian modlitwy o cud.

Co się stało z polskim przemysłem

2 komentarze:

  1. No bo oni nie myślą, nie myślą po prostu, i taka jest prawda.

    Sadząc z trwającej już, dyskretnej promocji w mediach, to zaraz się dowiemy, że w przygotowywanym właśnie przetargu na uniwersalne terenówki wojskowe, wymagania zostały tak opracowane, że może wygrać jeden model, mianowicie izraelski Storm3, który rzekomo będzie "montowany" w Polsce (jak te Junaki Almotu...).


    Tymczasem, choć to nie jest ogromne zamówienie (ponoć koło 1500), to można by się było pochylić, i pogadać z jednym, czy drugim z obecnych już w Polsce wytwórców, i coś przy okazji trwałego ugrać. Niech ten samochód rzeczywiście będzie u nas przerabiany, a przy okazji niech producent coś tam dorzuci - jakąś rozbudowę, inwestycję, cuś. To jeden z tych projektów o których wspominałem. W dodatku to kasa, którą i tak trzeba wydać - więc niech będzie z niej więcej niż jeden pożytek.


    Jeno tu zaznaczę, że nie proponuję polskiego przerabiania Jeepa Wranglera - choć to jedna firma z Fiatem - bo to naprawdę cholernie awaryjne samochody, i US Marines, którym amerykańscy politycy je wepchnęli (wszystkie inne służby się wymigały), właśnie na gwałt szukają zamiennika. I co z tego, że fajnie Jeepy wyglądają, skoro psują się jak cholera, i naprawiać w warunkach polowych się nie da. Wspominam, bo te Trzy Sztormy to Wranglery są właśnie, przerabiane w Izraelu.

    Nie ukrywam, że mam tu faworyta, i powiem wprost, że to jest PHO konkretnie - to, co jest dobre dla US Rangers i dla Blackwatersów, będzie dobre i dla naszych. Fakt, osobnik, który wymyślił nazwę projektu PHO ma IQ równe ilości liter w tej nazwie, ale ostatecznie to ma jeździć, się nie psuć, a jak się zepsuje, to ma być łatwe do naprawy. Nazywać się nie musi.

    Ale pomarzyć można, a przetargi nie są dla marzycieli. Ani dla gospodarki. Ani dla tych, którym rzekomo mają służyć. Ch** wie, dla kogo są te przetargi?

    ("Cholera" miałem na myśli)

    Sztorm idzie, panie bosman!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przetarg ogłosili, ma kryptonim Mustang. Nie wiem, czemu go ogłosili - w wersji nieopancerzonej (841 sztuk), auto ma mieć parametry podobne do Honkera. Bez "nowoczesnych" samochodów terenowych wojsko polegnie na polu chwały? Poza tym, zgadzam się z Tobą - niechby coś ugrali przy tej okazji. Lubelski Ursus wprowadził w 2014 roku do swojej oferty produkty firmy izraelskiej, teraz gotów jest montować Storm-3. W szranki staje też PHO z Łomotem i Wirusem na bazie Toyoty Hilux. Przynajmniej w samochodach terenowych mogliby się nasi fachowcy zdecydować: kupić coś, co będzie rozwijane w Polsce przy współpracy badawczo -rozwojowej i projektowej z producentem i stanowić wyposażenie wszystkich lub większości struktur państwowych. Twoje informacje o awaryjności Jeepa Wranglera oraz o ustawieniu przetargu pod Storm-3 nie wyglądają na pozyskane z internetu...

      Usuń