piątek, 28 sierpnia 2015

Martyrologiczne podejście do historii usprawiedliwia nieudolnych przywódców

Donald Trump osiąga podobno doskonałe wyniki w sondażach przedwyborczych. Być może to rezultat zmęczenia Amerykanów politykami (politykierami) albo wręcz częścią elit, którą określiłbym mianem oświeconych intelektualistów/ inteligentów. W Polsce ktoś podobny też wypłynął, niestety wygląda na ersatz Trumpa. Mnie zdumiewa niedostrzeganie u nas, niby oczywistego, faktu: polityka zagraniczna jest środkiem, nie celem. Oraz wkurza ciągłe promowanie nieudacznych, niekiedy durnowatych przywódców.

Prawdziwy przywódca
Czy te sprawy łączą się ze sobą? Oczywiście. Przedwojenne politykowanie, między innymi, doprowadziło do błyskawicznej klęski Polski w 1939 roku. Obecne wcale nie jest lepsze. Nie wiem dlaczego, polscy politycy usiłują podstawić Polskę pod uderzenie Rosji ? Skąd u nich ten histeryczny strach? Zostali gdzieś zaprogramowani ( może jednak Iluminaci naprawdę istnieją?) czy robią za czyjeś kukiełki? Jedna rzecz, to pryncypialna krytyka działań Rosji na Ukrainie, a druga - zachowywanie się jak przerażony zajączek pod miedzą.

Nawiasem: przez Rosję jedzie Rajd Katyński . Siedemdziesięciu polskich motocyklistów zamierza dotrzeć do Tobolska na Syberii. Pamiętają Państwo straszliwe Nocne Wilki? Drugim nawiasem: Polska jest zagrożona atakiem Rosji pośrednio, wskutek przynależności do NATO Litwy, Łotwy i Estonii. Te kraje nie wzmacniają NATO, nie mają kim i czym się bronić, a ich terytoria są praktycznie nie do obrony. Rosja pewnie będzie wciąż próbować ograniczyć znaczenie Sojuszu, bo potrzebuje ścisłej współpracy z Europą, (przynajmniej z Niemcami i Francją ), bez pośrednictwa USA. Inaczej Rosja, odcięta od Europy, utonie w uścisku Chin. Tak, przynajmniej, oceniam stan rzeczy.

Preferowany, przez znaczną część polskich elit (?) ogląd historii Polski jako wiecznej martyrologii narodu polskiego, ma chyba usprawiedliwić kolejnych nieudolnych przywódców, zdolnych jedynie zapewnić nam kolejne porażki i klęski? Bo nie rozumiem, czemu na pierwszym planie jest, zakończone okropną klęską, powstanie warszawskie, a nie zwycięska bitwa warszawska, jedna z przełomowych bitew w historii świata zresztą?
Przy czym, oceny powstania warszawskiego bywają coraz głupsze. Jedni usiłują znaleźć pozytywne efekty powstania, metodą sięgania prawą ręką do lewej kieszeni przez plecy. Inni potępiają powstanie oraz powstańców. A przecież to termin powstania, ustalony przez nieudolnych przywódców, był przyczyną jego klęski. Powstańcom, jak wszystkim polskim żołnierzom i partyzantom, przekonanym że walczą o niepodległość Polski, należą się uznanie i szacunek. Natomiast uznanie i szacunek nie należą się przywódcom, podejmującym głupie, niczym nieuzasadnione decyzje, doprowadzającym Polskę do stanu z 1 września 1939 roku czy rozwalającym kruchą jedność Polek i Polaków po to tylko, by dorwać się do władzy

My, społeczeństwo i naród, zbyt łatwo przyjmujemy tłumaczenia w rodzaju: sojusznicy nas zdradzili we wrześniu, Stalin nie pomógł powstaniu warszawskiemu. Owszem, zdradzili. Owszem, nie pomógł. Ale od tego są przywódcy, wyżsi dowódcy, kierownictwo państwa, by taki stan rzeczy zawczasu przewidzieć i wziąć pod uwagę. Jeśli nie potrafią, niech się nie pchają do rządzenia państwem, a po klęsce popełniają seppuku, a nie uciekają lub oddają się dostojnie do niewoli.
Nie stać nas na marnych przywódców, choć nie wiem jakie metody należałoby zastosować, by znaleźć wśród nas lepszych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz