
Prototyp nowej Syrenki z Kutna
Wcześniej, co prawda, dając cynk mediom o toczących się negocjacjach nie wspominał o chęci zablokowaniu tej inwestycji. Komentując decyzję Tata Motors, który postanowił wybudować fabrykę na Słowacji, p.Piechociński rzekł: "Rozumiemy, że w rachunku rządu słowackiego było do zapłacenia kilkakrotnie więcej wprost z budżetu na jedno planowane miejsce pracy, niż mogliśmy to obronić w racjonalności ekonomicznej i społecznej w Polsce". Jeśli dobrze zrozumiałem to wielce zawiłe zdanie: rząd Słowacji zaproponował większy udział finansowy (podobno 360 mln euro) w kosztach inwestycji niż rząd Polski. Nie sądzę, by Słowacy nie potrafili liczyć, zresztą policzenie wydatków i dochodów budżetu związanych z inwestycją, leży chyba w granicach możliwości Ministerstwa Gospodarki RP?
Wicepremier oskarżył też firmę Jaguar Land Rover o zbyt wysokie wymagania odnośnie lokalizacji fabryki. Owym wymaganiom odpowiadała działka w Jaworze. Prawdopodobnie chodzi o działkę o powierzchni ponad 327 ha, której właścicielem jest Agencja Nieruchomości Rolnych. Radni Jawora w maju tego roku podjęli uchwałę w sprawie włączenia tej działki do Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Według p. Piechocińskiego koszty udostępnienia działki dla inwestora wyniosłyby około 550 mln zł. Skąd się wzięła ta suma, nie powiedział.
Być może na decyzję firmy Jaguar Land Rover miały wpływ także inne czynniki: udział Słowacji w strefie euro, istnienie tamże zakładów wielkich firm motoryzacyjnych m.in. Volkswagena, Peugeota, Kia Motors.Jednak i tak nie wiem, dlaczego mała Słowacja (niecałe 5,5 mln ludzi, 49 tysięcy km² powierzchni) dysponuje przygotowanymi terenami, odpowiednimi pod duże inwestycje przemysłowe, a w Polsce ciągle to wszystko jest bardziej na papierze (monitorze) niż w rzeczywistości. Pewnie ma na to wpływ chaos w planowaniu przestrzennym , a właściwie brak takiego planowania na szczeblu centralnym i brak jakiejkolwiek spójnej koncepcji wydatkowania środków z UE.
Niezależnie, mam wrażenie że wicepremier opowiada zasłyszaną historię, a nie relacjonuje wydarzenie w którym brał udział. Moim zdaniem, nie mamy odpowiedniej jakości kadr w służbie państwowej. Nie chodzi tylko o polityków, również wysocy urzędnicy państwowi i samorządowi, posiadający często stopnie i tytuły naukowe, nie są przygotowani do np. prowadzenia negocjacji z zakresu ekonomii biznesu (business economics). W rezultacie, jak Stadion Narodowy trzeba było budować, na szefa Narodowego Centrum Sportu powołano p. Rafała Kaplera, robiącego dotychczas w nafcie, nie w sporcie, ale otrzaskanego w anglojęzycznym świecie biznesu. Bo ktoś musiał dogadywać się z Michelem Platinim.
Jestem też umiarkowanie zdumiony, zdziwieniem p. Piechocińskiego wymogami Tata Motors odnośnie lokalizacji. Chcieli, między innymi, działki z dostępem do bocznicy kolejowej, sieci energetycznej gazowej i wodociągowej o odpowiedniej przepustowości. To straszne wymagania, jak na fabrykę produkującą, w założeniu, 300 tysięcy aut rocznie?
Utrata takiego inwestora stanowi porażkę, graniczącą z klęską. Polski kapitał i polscy przedsiębiorcy nie są w stanie uruchomić podobnego zakładu, produkującego samochody tej klasy. Pieniądze, owszem, by się znalazły, ale technologie, know how projekty, konstrukcje, a zwłaszcza marka? Usłużni propagandziści natychmiast ruszyli z odsieczą wicepremierowi: Jaguara nie będzie, ale może Panda wróci do Tychów? Ot, taki skecz, trochę już meczący. Zmiana rządzących pewnie niewiele zmieni. Zresztą, mało kto tego od nich oczekuje. Ponieważ publika u nas, w większości , myli politykę z piłką nożną. Kibicuje jednej czy drugiej partii, bo tych cosik lubi ,a tamtych nienawidzi. Taka nasza karma?
Jedną tajemnicę wyjaśnię od razu - otóż, jak wiadomo, taki zdolny rolnik, jak gospodarz Piechociński, spokojnie osiąga wydajność 65 ton buraka ćwikłowego z hektara. Działka ma 327 hektarów, co nam daje 21225 ton buraka ćwikłowego rocznie. Przy obecnej cenie w skupie, 250 zł za tonę, otrzymujemy 5 306 250 złotych rocznie.
OdpowiedzUsuńJak łatwo wyliczyć, już w ciągu 100 lat, prężny rolnik postępowy wygospodaruje kwotę, którą pan wicepremier podał w zaokrągleniu, z uprzejmości dla takich ciemnych mas, jak my...
A nieco poważniej - zgadzam się całkowicie co do opisu mechanizmów, ale w tym, konkretnym przypadku, czyli fabryki JLR Taty, to jednak, trochę przekornie, myślę, że być może dobrze się stało.
Całość produkcji JLR wynosi coś koło 420 tys. (? nie chce mi się sprawdzać dokładnie...)
Kilka lat temu Tata postawił na sprzedaż JLR na rynku chińskim, gdzie, po początkowym sukcesie, nastąpił spadek sprzedaży - i nic nie wskazuje na zmianę w najbliższym czasie przy kolejnej "antyburżuazyjnej" kampamnii KC.
Tak, czy siak, ten rynek obsługują zakłady w Changshu.
Owszem, jest niewielki wzrost sprzedaży w US - głównie Jaguarów, które z trudnych do wyjaśnienia powodów zyskały tam status "limuzyn etnicznych" (wiem, to politycznie niepoprawne, ale naprawdę, miałem takie, bardzo mocne, wrażenie).
Ten rynek obsługuje fabryka Taty pod Rio de Janeiro.
I lekki wzrost sprzedaży Range Roverów w UK - tu oczywiście macierzyste zakłady brytyjskie.
Pytanie brzmi - co właściwie, na zdrowy rozum, Tata chce robić w Europie Środkowej? Czy przypadkiem nie jest tak, że dość efekciarskie nagłaśnianie konstrukcji nowych zakładów ma odwrócić ostatni spadek walorów, który spowodował, że Tata, po raz pierwszy od ponad dekady, nie wypłacił dywidendy akcjonariuszom? A jednocześnie, ma ta ekspansja podwyższyć zaufanie do marki i, jak ma nadzieję indyjski zarząd, w końcu zwiększyć sprzedaż?
Z tym, że nie czarujmy się, szanse, że ta sprzedaż wzrośnie niemal dwukrotnie w ciągu 2 lat, a trzykrotnie w ciągu czterech... No, nie powalają, bym powiedział.
Forbes niedawno sporządził niezłą analizę:
http://www.forbes.com/sites/greatspeculations/2015/04/01/tata-jaguar-land-rover-stepping-up-investment-to-boost-sales/
Bardzo ryzykownie to brzmi, i też kończy Forbes takim zastanawiającym:
However, spending a lot on model makeovers and new production facilities, while unit sales remain low, could pressure Jaguar Land Rover’s margins in the near term...
Pytanie więc, czy te nieznane nam warunki lokalizacji nie dotyczyły także braku kar za ewentualną rezygnację w przyszłości z zakładu, po wykorzystaniu rządowego dofinansowania?
To wszystko takie burzowe spekulacje są, trochę pod wpływem pogody. Inna sprawa, że to nie zmienia zasadniczego przesłania twojego tekstu - całkowicie się zgadzam, że bezsensowne, biurokratyczne przepychanki i zbyt słaba ifrastruktura zniechęcają potencjalnych inwestorów.
:-(
Wszystko jest możliwe, choć to mało prawdopodobne, moim zdaniem. Cała inwestycja ma kosztować 6 miliardów zł na Słowacji ( u nas miałaby kosztować 7,5 mld). Słowacy dopłacą 1,4 mld zł, chyba nie dadzą tych pieniędzy na wstępie, zresztą to pewnie w większości nie jest gotówka. Czyli jak Tato wycofałby się, straciłby z 5mld zł. To jego ryzyko, nie Słowacji. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś będzie pilnował losów tej działki w Jaworze.
UsuńZnaczy, mnie, między innymi, o tę zależność trybów gramatycznych tu chodzi, z warunkowym "ma kosztować". I bezwarunkowym: "Słowacy dopłacą".
UsuńZobaczymy za dwa, trzy lata.
Trochę dwuznacznie brzmi to "zobaczymy", ale naprawdę po prostu sam jest ciekaw, jak to się dalej potoczy: czy Jaguar ma jakieś, nieznane nam, poważne plany, i autentycznie podwoi sprzedaż w następnych 2-3 latach, czy całość była tylko grą pod giełdę, a na Słowacji powstanie fabryczka wypuszczająca 300 tysięcy klamek rocznie? Czy coś pośrodku?
Zobaczymy.
Na razie raczej się dopiszę do ostatniego komentarza Ryszarda Petru, który słusznie zganił gospodarza Piechocińskiego za "robienie szopki w sprawie Jaguara."
Zdrówko!
PS.W tej chwili, z kaszkietu i na podstawie niedawnych informacji ekonomicznych, mogę zaproponować co najmniej dwa projekty, w których dofinansowanie rządowe w wysokości 1,4 mld zł. będzie miało znacznie większą szansę by wygenerować konkretną ilość miejsc pracy, i by w perspektywie kilku lat przynieść konkretne zyski - ekonomiczne, społeczne, a nawet polityczne (to ostatnie w sensie wzmocnienia wizerunku gospodarczego Polski)..
:-|
Chyba Jaguar musiałby zrezygnować na tym etapie - listu intencyjnego. Wykorzystując np. sprzeciw KE odnośnie pomocy publicznej. Bo jeśli szumnie zapowiada uruchomienie produkcji samochodów, a uruchomi jedynie produkcję czegoś tam, to pewnie wizerunkowo polegnie i jego produkt też. Zobaczymy, znaczy Ty zobaczysz, bo ja nie wiem czy dożyję. Ciekawią mnie te dwa projekty. Mógłbyś coś bliżej?
UsuńHenrykspol
OdpowiedzUsuńTa nowa Syrenka wygląda jak stara Mazda 121 sprzed 25 lat haha. Co do Piechocińskiego - na 100% nie spieprzy pieprzu, bo on jest już spieprzony ...
Nie wierzę w sukces rynkowy pojazdu o nazwie Syrenka. Czy ten samochód można uznać za kultowy? Wątpię. P. Piechociński? No cóż... W czasie ostatnich stu lat,jedynymi ministrami od gospodarki godnymi zapamiętania byli minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski i minister przemysłu Mieczysław Wilczek.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń+Amada Ray
OdpowiedzUsuńMam takie samo wrażenie. Mazda 121, w dodatku z lekką nadwagą. Dodaj do tego fakt, że konkurencyjna ekipa robi Syrenę, (w odróżnieniu od "Syrenki" z fotki powyżej), a owa Syrena wygląda jak Porsche 911 na emeryturze (z brzuszkiem...)
Czytałem, że jako społeczeństwo, tyjemy w ostatnich latach na potęgę, ale czy oni ciut nie przesadzają z tą symboliką?
Albo, pytając inaczej, czy wszyscy dobrzy projektanci zdążyli już z tego kraju wyjechać???
:-(
+henrykspol Wiesz, wiara całkiem energicznie kupuje Junaki "made in China" (mój znajomy Anglik prawie spadł z krzesła, gdy mu powiedziałem, że sprzedają u nas chiński motocykl pod nazwą "Junak" - po angielsku bardzo podobnie wymawia się słowo "eunuch"...) Kupują więc te chińskie, hm... junaki, przez czysty sentyment, i w braku rzeczywiście rodzimej produkcji...
Wiem. Ludzie kupują też produkty Rometu, częściowo na podobnej zasadzie. Junak, moim zdaniem, był kultowy. Dobrzy projektanci, konstruktorzy i im podobni już dawno porzucili Polskę, bo co mieliby tu robić? Są wprawdzie wyjątki, np. PESA, Solaris, firmy kosmetyczne i inne, ale biura projektowe chyba większości firm działających w Polsce są poza Polską.
Usuń+Henryk
OdpowiedzUsuńTeraz to mnie zdołowałeś...
To było retoryczne pytanie - ja miałem cichą nadzieję, że do podziemia zaszli. O projektach kiedy indziej, bo jeszcze ciągle mnie szlak trafia, jak o tym pomyślę.
Już nie retorycznie - mam wrażenie, że ekipa zajmująca się sprzętem wojskowym, naprawdę ma nad drzwiami hasło:
_co by tu jeszcze spieprzyć, panowie?_
😞
Znałem parę firm, niezbyt dużych, których właściciele weszli do struktur większych firm niemieckich, dzięki czemu nie muszą samodzielnie szukać odbiorców. Ale projektanci u nich okazali się zbędni: firmy dostają dostają stosowne rysunki techniczne oraz inną dokumentację z Niemiec i robią. O tej ekipie sprzętowej nic nie wiem, natomiast, według relacji znajomych, w Warszawce panuje nihilizm, wcale nie filozoficzny.
Usuń