środa, 3 lutego 2016

Odstraszanie potencjalnego agresora: metodą jeżozwierza czy jeża?

Pan Stanisław Pięta, obecnie poseł, za czasów PRL przygotowywał z kolegami powstanie i ,w ramach owego przygotowania, podobno ukradł portmonetkę z czyjegoś malucha. Być może powstania to jego żywioł, bo onegdaj proponował zorganizowanie w Polsce sprawnie działającej partyzantki, na okoliczność agresji rosyjskiej. Można to nazwać folklorem, niestety nie tylko poseł Pięta roztacza kapitulancką wizję obrony Polski przed agresją militarną.

Wikipedia. Prawie zamaskowany snajper.

Moim zdaniem, w dzisiejszych czasach, trzeba koncentrować wysiłek na niedopuszczeniu do agresji. Założenie, że wróg najpierw zajmie nasze terytorium, a następnie będziemy z nim bohatersko walczyć (może jak w powstaniu styczniowym: mróz 15 stopni, śniegu po pas, a my w żyto?), licząc ewentualnie na kontrofensywę sojuszników ,to zgoda na samobójstwo. Już moc konwencjonalnych środków walki jest wystarczająca, by zrujnować kraj, a prawdopodobieństwo nieużycia operacyjnej broni jądrowej* (oczywiście, jedynie na naszym terytorium, próbując tak uniknąć wojny globalnej) jest zbliżone do zera. Czyli odstraszanie, inaczej zniechęcanie potencjalnego agresora , winno być myślą przewodnią polityki obronnej RP.

Pytanie, jak odstraszać:
1.sposobem jeżozwierza - tylko spróbuj, a wystrzelę moje piekielnie bolesne igły w twoim kierunku (tak naprawdę, jeżozwierz nie potrafi świadomie strzelać igłami);
2. sposobem jeża - spróbujesz zaatakować, pokłujesz się igłami i nic nie osiągniesz (podobno lis ma sposób na jeża).
Stawiam tezę: obecnie nie istnieje skutecznie odstraszająca, pojedyncza, konwencjonalna broń ofensywna (masa to co innego). Różne rakiety mogą sobie mieć zasięg 1000 i więcej km (swoją drogą, filozofujący o potrzebie ich posiadania przez MW, na przykład, mogliby wziąć mapę i cyrkiel i zobaczyć gdzie taka rakieta doleci), ale co może zniszczyć głowica, załóżmy, z toną przeliczeniową TNT? (Głowice jądrowe rakiet manewrujących mogą mieć moc 200 tysięcy razy większą). Koszty zakupu i utrzymania wysokie, a efektywność niewielka. Ktoś zauważy: głowice jądrowe, w razie zagrożenia, moglibyśmy otrzymać od Amerykanów. Obecnie nie ma takiej opcji. Zresztą, poza wszystkim, takie założenie oznaczałoby utrzymywanie przez nas kosztownych atrap, które Amerykanie zechcą albo i nie zechcą zamienić na broń.

Moim zdaniem, skuteczną i możliwą do zrealizowania przez nas koncepcją odstraszania jest jeż. Do tego potrzeba, po pierwsze, porządnej obrony powietrznej. Niekoniecznie zdolnej od razu do niszczenia wszelkich środków napadu, np. rakiet Iskander. Na początek chodzi o to, by byle samoloty nie wchodziły w naszą przestrzeń powietrzną, odpalając bezkarnie pociski bez wchodzenia w strefy ognia nielicznych środków obrony. Po drugie, potrzeba silnego lotnictwa wojsk lądowych, czyli głównie śmigłowców bojowych. Bo raczej nie dotrzymamy kroku Rosji w ilości dywizji, ale śmigłowce, zwłaszcza uzbrojone w rakiety o zasięgu większym niż zasięg większości środków przeciwlotniczych wojsk lądowych przeciwnika, mogą skutecznie niwelować jego przewagę na określonych kierunkach.
Bardzo istotny jest kompleksowy system dowodzenia, w tym rozpoznania. Najlepiej czasu realnego i odporny na zakłócenia.
Efektywne środki i metody walki radioelektronicznej mogą wręcz sparaliżować dowolnie finezyjny system dowodzenia przeciwnika.

Odpowiedzialni za rozwój SZ powinni też zdawać sobie sprawę z kierunków rozwoju współczesnych sił zbrojnych: robotyzacji, automatyzacji, zdalnego sterowania uzbrojeniem i sprzętem i innych. To działa wielostronnie, na przykład załoga czołgu z bezzałogową wieżą czy operator wyrzutni pocisków przeciwpancernych ukryty w okopie. walczą efektywniej, bo z mniejszą obawą o swoje życie i zdrowie.

Siły obrony terytorialnej mogą istotnie zwiększać nasze możliwości obronne, jeśli zostaną uzbrojone w niewyszukane, ale skuteczne uzbrojenie i sprzęt oraz będą się systematycznie szkolić. Przy nieprawdopodobnej ilości środków rozpoznania - od satelitów, przez samoloty, drony itp., bardzo istotne jest maskowanie, pozorowanie i wszelkie inne sposoby dezinformowania przeciwnika. Jednostki obrony terytorialnej mogą być tu bardzo przydatne - tworząc fałszywe obiekty, maskując rzeczywiste, grając SD sojuszników a też wydając rozkazy przeciwnikom.

Zapytacie Państwo: po co ja właściwie napisałem ten tekst? Odpowiadam: właśnie ze względu na dziwaczne dla mnie poglądy pana posła Pięty i wielu innych polityków, że o prawdziwych patriotach głoszących gotowość umierania za Ojczyznę nie wspomnę. Obronność, jak zresztą wszystkie obszary działania społeczeństwa i państwa jest dziedziną dość złożoną i nie może być odfajkowana pomysłem nieekologicznego biegania po lasach i parkach, osobliwie narodowych.

*Właściwie podział broni jądrowej jest nieostry. W odniesieniu do traktatów mówi się o strategicznej i taktycznej ( inaczej niestrategicznej ) broni jądrowej.

20 komentarzy:

  1. Lis, zwierzątko praktyczne, zamiast zasuwać w żyto na mrozie za jeżem, idzie na dobrze zmrożone żyto (jeno nie do sowy! Nie do sowy!!! ;-)

    A poza tym, się czepiasz. Wystarczy duży cyrkiel do małej mapy, i wyniki są bardzo obiecujące!

    W kwestii ewentualnych konsekwencji koncepcji walki partyzanckiej finansowanej za pieniądze ukradzione z malucha...

    http://i.imgur.com/tBsNEA5.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lis nawet do sowy mógłby się udać. Nie kłapałby mordką po próżnicy, jedynie otwierał ją celem spożycia żyta (zimą preferuję schłodzone raczej niż zmrożone). Twój pomysł z dużym cyrklem do małej mapy nasi wybitni politycy oraz przywódcy stosują chyba od dawna. Bardzo pesymistycznie oceniasz konsekwencje. Rząd na uchodźstwie na Falklandach by się jeszcze ostał.

      Usuń
    2. A, rząd!
      Nie no, rząd to się zawsze ostanie!
      Amerykanie i ZSRR, drogą symulacji komputerowych, ustalili niegdyś, że w stastystycznie przyjętym typowym kraju rozwiniętym, ewentualną trzecią wojnę światową przetrwa rząd i grupa wybitnych ekspertów...
      :-/

      Usuń
    3. Tak, zwłaszcza takich ekspertów od partyzantki, zwalczania in vitro, teorii płodzenia dzieci, polityki historycznej...

      Usuń
  2. +Henryk Możemy zacząć od wystrzelenia, zlecenia komuś oczywiście naszego satelity telekomunikacyjnego. To dzięki niemu nasz wywiad gdzieś w jakiś częściach świata (bo informacje warto zbierać) przez niego mógłby się z centralą komunikować. W Afganistanie nasi się komunikowali przez satelitę....... Gazpromu. Kiedy ten zezwolił oczywiście bo ponoć to dobry biznes i chętnych na korzystanie nie brakuje. Nie wiem czy już ale chyba Egipt ma swojego także, możemy gonić.

    Rakiety wielkiego zasięgu z tego co się orientuję ich skuteczność jest uzależniona od GPS albo jakiegoś Awaksa także nie wiem czy taki system Patriot da nam jakąś niezależność.

    A mam do Ciebie pytanie. Czy taki system Izraelski Iron Dome by się u nas sprawdził? Mówią, że nie musi się Izrael przejmować najnowocześniejszą bronią Rosyjską ale może jest to jakiś system rozwojowy, który można lokalnie stosować? Nie wiem, dlatego pytam. Czuję, że wiesz więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. +Henryk Możemy zacząć od wystrzelenia, zlecenia komuś oczywiście naszego satelity telekomunikacyjnego. To dzięki niemu nasz wywiad gdzieś w jakiś częściach świata (bo informacje warto zbierać) przez niego mógłby się z centralą komunikować. W Afganistanie nasi się komunikowali przez satelitę....... Gazpromu. Kiedy ten zezwolił oczywiście bo ponoć to dobry biznes i chętnych na korzystanie nie brakuje. Nie wiem czy już ale chyba Egipt ma swojego także, możemy gonić.

    Rakiety wielkiego zasięgu z tego co się orientuję ich skuteczność jest uzależniona od GPS albo jakiegoś Awaksa także nie wiem czy taki system Patriot da nam jakąś niezależność.

    A mam do Ciebie pytanie. Czy taki system Izraelski Iron Dome by się u nas sprawdził? Mówią, że nie musi się Izrael przejmować najnowocześniejszą bronią Rosyjską ale może jest to jakiś system rozwojowy, który można lokalnie stosować? Nie wiem, dlatego pytam. Czuję, że wiesz więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydałyby się też z dwa satelity szpiegowskie. Rakiety balistyczne nie muszą polegać na GPS, rakiety przeciwlotnicze nie są uzależnione od GPS (chyba, że chodzi o określenie położenia zestawu rakietowego). AWACS to głównie system dowodzenia lotnictwem. Samoloty systemu latają z dala od frontu, toteż nie "widzą" celów naziemnych i nie mogą na nie naprowadzać samolotów czy rakiet. O Iron Dome wiem tyle co przeczytałem.
      Iron Dome to system do zwalczania pocisków artyleryjskich i rakiet domowej roboty. Podobno przechwyci i zniszczy też rakietę z wyrzutni Grad. Bardziej interesujący jest ich system Arrow 2 - zasięg maksymalny rakiety to prawie 150 km, maksymalny pułap nawet 60 km. Diabli wiedzą jednak jakich celów dotyczy ten zasięg i pułap. Próby (block -4) z rakietą - celem Blue Sparrow, która imitowała irańskie rakiety Shahab -3, lecące z prędkością 2,4 km/s na wysokości 30 km chyba wyszły średnio. Interesująco wygląda stacja radiolokacyjna systemu - Green Pine. Ma elektronicznie sterowany fazowany szyk antenowy (nieruchoma antena składająca się z wielu elementów promieniujących pozwalająca, dzięki zmianie fazy w tych elementach, błyskawicznie zmieniać położenie wiązki). Potrafi wykryć cele na odległość max 400 km i prowadzić jednocześnie 30 celów lecących z prędkością około 3
      km/s. Podobno naprowadza rakietę na cel z dokładnością 4m. Iskander leci na wysokości poniżej 50 km z prędkością 2,1 km/s, czyli niby jest w zasięgu możliwości Arrow. Ale amerykańskie i rosyjskie nowe systemy mają większe możliwości niż Arrow lecz, zdaje się, ich możliwości zwalczania rakiet w rodzaju Iskanderów są ograniczone. Nie mam pojęcia które systemy są rozwojowe i czy w ogóle są takie. Tu w każdej chwili może nastąpić skok jakościowy (przejście od ilości w jakość) i nie ładowałbym potężnej forsy w kupno czegoś straszliwie zaawansowanego.

      Usuń
    2. +Henryk Jak się dłużej pomyśli to się nie zadaje głupich pytać (Awacs itp) ale co mi tam. Nie znam się. Pytam bo kiedyś słyszałem, że IRON DOME chcieliśmy my kupić, czy jakoś tak było. Nawet gdzieś słyszałem, że minister jakiś chwalił, chyba był pod wpływem lobbysty jakiegoś. W każdym razie Izraelowi się nie dziwię bronią się przed z czego do nich strzelają. Fajnie by było jakbyśmy sami jakiś projekt zaczęli tworzyć. Ta broń rakietowa na różnym poziomie , do różnych celów, stosunkowo łatwa w obsłudze to brzmi ciekawie. Najlepiej to mieś wiele wyrzutni, które mogą same identyfikować cele (różne, czołgi, samoloty, helikoptery, rakiety w zależności od typu rakiety, wyrzutni, systemu po włączeniu) i je niszczyć bez prawie obsługi człowieka. Ale to chyba może być dzisiaj zbyt ryzykowne. Dla takiego kraju jak nasz zbyt kosztowne....

      Usuń
    3. @Qielih Że zapodam, jak w słynnych odpowiedziach na listy słuchaczy:
      Istotnie tak było, z tym tylko, że to nie był minister, tylko wiceminister, i nie Iron Dome (system obrony powietrznej), a drony (większe, małe sami eksportujemy), i nie chwalił, tylko napisał list do izraelskiego generała, że nie ma jeszcze decyzji, ale można zacząć opracowywać logistykę przedsięwzięcia, wreszcie nie tyle był pod wpływem lobbysty, co lobbysta konkurencyjnej firmy go skutecznie pogrążył zgrabnie podłożoną świnką.
      ;-)
      To Skrzypczak był. A piszę o tym, bo ja akurat mam wrażenie, że Skrzypczak jest naprawdę wysokiej klasy profesjonalistą, i to, co mówi - i co robił - w sprawach wojska, było, całkiem sensowne (niekiedy nawet bardzo sensowne!)
      Jeno byłoby dobrze, żeby przestał się wypowiadać o polityce, bo tu sobie zupełnie niepotrzebnie niszczy wizerunek zupełnie chaotycznymi chlapnięciami.
      Ale, podkreślam, jego teksty dotyczące wojska zawsze warto poczytać z uwagą - szkoda, że bloga wykasował.
      Więc uczciwie mówiąc, to trochę szkoda, pewnie, listu pisać nie powinien, ale...
      Przetarg na drony nadal - po trzech latach - ciągnie się jak meksykańska telenowela (z podobnymi zwrotami akcji). Czytałem całkiem niedawno, że jednym z głównych kandydatów jest dziś konkurencyjna firma (od lobbysty ze świnką), też izraelska, którą Skrzypczak wtedy odrzucał, bo Rosjanie mieli kody do jej dronów (to fakt był, z tymi kodami, wyszło później przy okazji wikileaks)...
      Plus, Skrzypczak nie znosi Maciorro, co muszę mu zaliczyć na duży plus!
      ;-)

      Usuń
    4. +Marlow The Dog; +Henryk Nie no zmasakrowaliście mnie niemiłosiernie :) czemu sam sobie jestem winien. Tak rodzi się plotka, tak ona się rodzi : http://www.tokfm.pl/blogi/adam-jezierski/2014/08/izraelska_zelazna_kopula__iron_dome_jest_polsce_zupelnie_nieprzydatna/1
      Adam Jezierski zadał pytanie, delikatnie coś insynuując o polskich "patriotach" a ja sobie zaznaczam nie interesując się tym specjalnie, a do tego wtedy były takie czasy, że miałem komfort totalnego wyalienowania z polityki (piękne to były czasy gdzie owszem kradli, kradli jak wszędzie ale wariaci z brzytwami nie biegali), poszedłem na spacer o jeden most za daleko. Jeżeli nie dwa... To właśnie najlepszy dowód na to jak trzeba sceptycznie podchodzić do rewelacji wszelakich, że hipoteza nie jest prawdą objawioną...
      Niechcący w dwóch miejscach napisałem ale co mi tam....

      Usuń
    5. Nie przesadzaj, to nie mecz przecież. Swoją drogą, Iron Dome na pewno jest bardzo zaawansowany technicznie. Radzi sobie z wielką ilością małych ( o małej skutecznej powierzchni odbicia) celów, wykrywając je, prowadząc, określając ich przyszłą trajektorię i decydując o zniszczeniu tylko tych, które trafiłyby w tereny zaludnione (koszt rakiet Iron Dome wielokrotnie przewyższa koszt rakiet palestyńskich). Choć zadanie ma ułatwione -owe cele nie manewrują i nie stosują zakłóceń. Być może Iron Dome mógłby być podstawą do opracowania jakiegoś systemu frontowego. Co do nawigacji: Kolumb nie korzystał z GPS.Nawigacja,wszystko jedno dla jakich potrzeb, polegała zawsze na ustalaniu kursu,prędkości i czasu poruszania się tym kursem. Przy czym trzeba znać swoje położenie wyjściowe i uściślać swoje położenie w punktach zmiany kursu. Problemy z automatyczną identyfikacją celów są , co najmniej, trzy: przeciwnik usiłuje często odpowiadać jako "swój"; stosuje zakłócenia zwodzące, imitując np wielką ilość celów; stosuje pozorację -typu nadmuchiwane , gumowe czołgi. Choć jak tak dalej pójdzie, to pewnie Twoje przewidywanie się spełni: jako wojska obydwu stron wystąpią roboty, które walić będą do siebie bez pardonu oraz bez głębszej analizy: obcy on czy swój...

      Usuń
  4. Czytam i czytam,a o "Gawronie",nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gawron to odpowiedź na Mistrale, które przerobiliśmy na Caracale, których nie chcemy kupić. Chyba że Hollande się mocno wkurzy, to kupimy. Jeszcze sobie polatasz na morzu!

      Usuń
    2. Ło jeżu... Toż ja zawsze sobie myślałem, że do nazwy łódki ptak nijak nie pasuje! Teraz wszystko jasne!
      :-)

      Usuń
    3. Pasuje,pasuje.Jeno pływający.Kaczor na przykład.

      Usuń
    4. Też prawda... W dodatku to niezły nurek. Dobra nazwa dla okrętu podwodnego.
      ORP KACZOR, to brzmi dumnie!
      ;-)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Caracal za bardzo z karakanem się kojarzy,stąd ta niechęć nowej władzy.

    OdpowiedzUsuń