Sport w szkole. Reprezentacja dziewcząt z Gimnazjum w Poniatowej w sztafetowych biegach przełajowych. Zdjęcie z http://gimnazjumjp2.eu/?start=32. Niestety, zwykle niewielka grupa dzieci uczestniczy w różnych formach zajęć pozalekcyjnych. A powinny wszystkie.
Teoretycznie wprawdzie, w dzisiejszym świecie istnieje wielka ilość zajęć, pozwalających osiągnąć wysoki status społeczny bez konieczności posiadania dużych środków finansowych. Nie trzeba kończyć Yale University, by zostać sławnym i bogatym sportowcem (np. piłkarzem nożnym), aktorką, piosenkarzem. Dobry rzemieślnik, prowadzący własną firmę, potrafi w Polsce mieć o wiele większy dochód niż przeciętny profesor wyższej uczelni. Autorki i autorzy filmików zamieszczanych na You Tube, blogów tematycznych poświęconych dziedzinom interesujących wielu ludzi, typu moda czy przepisy kulinarne, również mogą zarabiać wielokrotność średniej krajowej. Specjaliści (lekarze, konstruktorzy, prawnicy i inni), zwłaszcza specjaliści wysokiej klasy, muszą wprawdzie wiele lat nabywać stosowną wiedzę i umiejętności, ale głodem też nie przymierają.
Niezależnie od tych wszystkich możliwości, ścieżek i typów zajęć, część ludności osiąga, i pewnie długo będzie osiągać, bardzo małe dochody. W zależności od zamożności kraju, w którym żyją (mierzonej PKB na głowę), oznacza to niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych albo, najwyżej, możliwość zaspokojenia tych potrzeb i niewiele więcej. Czy ubogie masy mogą zanikać? Wydaje mi się, że nie. Nawet w największej światowej gospodarce, czyli w USA, podobno około 50 mln ludzi żyje po prostu w biedzie. Próby zasadniczego wyrównanie stanu posiadania i dochodów ludzi, tak czy inaczej prowadziłyby do PRL -bis.
Można jednak, na przykład, tworzyć młodym ludziom warunki, pozwalające wykryć i uświadomić im ich talenty i predyspozycje. To zadanie szkoły podstawowej i gimnazjum. Uczennice i uczniowie wyższych klas szkół podstawowych i gimnazjów, winni obowiązkowo uczestniczyć w zawodach sportowych, różnych konkursach, należeć do kół zainteresowań. Oczywiście, do tego trzeba lepiej przygotowanych nauczycieli i pieniędzy. Oraz generalnej zmiany podstaw programowych . Jednak te i podobne rozwiązania niewiele zmienią, jeśli w Polsce dominować będą przekonania o nieistotności własnych wysiłków. Bo kariera czy choćby tylko zdobycie dobrze płatnej, a niemęczącej posadki zależą wyłącznie od znajomości. Już samo tworzenie , głównie przez polityków, takich posadek niszczy społeczne morale. Ale marni, bezpretensjonalnie chciwi politycy nie spadają z Księżyca. Wybieramy ich my, wyborcy. Najwyraźniej: marni wyborcy. I tak kółko graniaste się zamyka.
Sumując: nie potrzebujemy żadnych rewolucji ani obijania się o ściany, w rodzaju likwidacji gimnazjów czy NFZ. Po to, by następni rządzący mogli gimnazja oraz NFZ wprowadzić. Potrzebujemy nowych koncepcji, pomysłów i pracy organicznej. Niestety, żadnych śladów takiego myślenia w dotychczasowej kampanii wyborczej nie znalazłem.










