
Ceny złota i innych metali spadają. Ceny ropy i innych surowców energetycznych spadają. Niektóre banki centralne:EBC, duński, szwajcarski, szwedzki, stosują ujemne stopy procentowe depozytów. Stopy obligacji, w tym rynkowe, też tu i ówdzie spadają poniżej zera. Wartość akcji na chińskich giełdach spada (?)
Jak już to ostatnie, za polskimi mediami, napisałem, sprawdziłem na Bloomberg Business. Giełda w Shenzhen: Stock Exchange Composite Index wzrósł dzisiaj (23 lipca 2015 r.) o 2,83%. A tak w ogóle, to w lipcu zeszłego roku wynosił 1133,8, w czerwcu 2015 podskoczył do 3140,5, po czym spadał do 7 lipca do 1955,3, a teraz wzrasta. Na giełdzie w Szanghaju było i jest podobnie, w Hong Kongu również. Nie wiem, z jakiego powodu nasze media informowały o strasznej sytuacji na chińskich giełdach, gdy tam po gwałtownym skoku nastąpił równie gwałtowny spadek, w którym tylko w Hong Kongu wartość indeksu spadła poniżej jego wartości z lipca zeszłego roku.
Dlaczego ceny złota spadają choć powinny rosnąć, bo pieniędzy przybyło na rynkach znacznie (quantitative easing), a złota nie? Podobno inwestorzy odwracają się od złota, bo wolą kupować dolary. Ceny ropy spadają, bo jej ilość na rynku rośnie, a popyt na nią nie bardzo. Prywatni inwestorzy kupują ujemnie oprocentowane obligacje, bo liczą na upadek strefy euro, na przykład. Albo trzymają ujemnie oprocentowane depozyty w danej walucie, licząc na wzrost jej wartości w stosunku do innej waluty. Przykładowo, Rosjanie wolą trzymać środki we frankach, bo dewaluacja rubla powoduje, że na tym nie tracą.
Ale co z szeroko zapowiadanym krachem dolara jako pieniądza światowego? Chińczycy i inne kraje BRICS mają podobno intensywnie skupować złoto, ponieważ zamierzają oprzeć swoje waluty na złocie i wprowadzić je na rynki, wypierając dolara. Choć, o ile ja wiem, to Chińczycy żądają wprowadzenia SDR jako pieniądza światowego albo przynajmniej zastosowania yuana w koszyku walut wyznaczających wartość SDR. Część handlu z Chinami odbywa się też bezpośrednio z użyciem yuana. (¥ renminbi, kod: CNY).
W sumie, wszystko wygląda jak zwykle. Jak zwykle dzieją się rzeczy, których nikt wcześniej nie przewidział i jak zwykle, fachowcy od ekonomii potrafią wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. Wiadomo,
W sumie, na oko nie jest źle. Grecja dostała nowe kredyty, dzięki którym może spłacać kredyty poprzednie. Na Ukrainie coś się dzieje, ale dokładnie nie wiadomo co. Eksperci przestali wzywać Rosję, by zaatakowała w końcu kraje nadbałtyckie, bo inaczej ich prognozy się nie sprawdzą. ISIS nie dostarcza nowych, ciekawych newsów. Imigranci albo przestali masowo napływać, albo znudzili się mediom. Jednak nawet nie zaczęto rozwiązywać żadnego z owych problemów. Tymczasem nikt nie może powiedzieć: nie zajmujemy się tymi problemami bo to róże, a płoną lasy.
Może politycy, naukowcy, eksperci masowo uwierzyli w przeznaczenie? A może zwykle tak było jak jest obecnie: zachowujemy się jak stado antylop na widok lwów. Lwy się ruszają, to antylopy biegają. Lwy leża - antylopy skubią trawę nie zwracając na nie uwagi.
Zaś Harrison Ford powiedział: gdybym był człowiekiem poważnym, prawdopodobnie zajmował bym się prawdziwą robotą...
OdpowiedzUsuń;)
Ale (odrobinę) poważniej - kilka lat temu, kilka państw Ameryki Łacińskiej o wyraźnie lewicowych rządach postanowiło demonstracyjnie zakupić pakiety chińskich obligacji. I nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie to, że kraje te ogłaszały to w formie: rząd postanowił kupić obligacje chińskie o wartości 50 mln. dolarów USA.
Forbes kiedyś słusznie pisał, że giełda chińska i chińska ekonomia są dwie rzeczy odrębne (parafrazują Feliksa Jasieńskiego!) Są, rzeczywiście, ale jednak nie do końca - są częściami tego samego systemu.
Zaś gospodarka chińska i renminbi są bardzo trudne do oceny i analizy, bo nigdy nie wiadomo, ile jest w tym rynku, ile interwencji państwa (nie, żeby interwencja państwa była złem wcielonym, ale trudno o analizy, kiedy nie wiadomo, jaki dokładnie jest jej zasięg), a ile oficjalnych komunikatów.
Tu jest niezły i całkiem aktualny tekst z Economisty:
[ http://www.economist.com/blogs/freeexchange/2015/07/chinese-economy ] (I bardzo dobry komentarz podpisany Adam Morgan - zwróć uwagę na fragment o Singapurze.)
Spowolnienie gospodarki chińskiej jest faktem. Ale faktem też jest, że to spowolnienie WZROSTU tej gospodarki - wzrostu nadal całkiem pokaźnego.
Problemem jednak jest możliwość, iż bańki z giełdy szanghajskiej - jak ostatnia, sama w sobie mało groźna (choć sporo inwestorów umoczyło dość potężnie) - spowodują powstawanie realnych "baniek produkcyjnych" (w rodzaju słynnej Galerii Duchów, czyli New South China Shopping Mall), zwłaszcza, gdy rząd chiński podtrzymuje tempo wzrostu poprzez stymulację wewnętrznego rynku budowlanego.
Taka reakcja łańcuchowa baniek giełdowych i produkcyjnych, prowadząca do czkawki systemu bankowego, to chyba jest to, co od paru lat spędza sen z oczu bankowym analitykom zajmującym się rynkami chińskimi...
Tak mi się, w każdym razie, wydaje?
Zdrówko!
PS. Rasowy polityk czeka, aż problem sam się rozwiąże.
;-)
Ich jest tak dużo, są podobno pracowici i zorganizowani. Wydawało by się, że wzrost dochodów pewnej grupy osób w małym miasteczku (zamieszkałym zaledwie przez milion ludzi) powoduje reakcję łańcuchową: gospodarka w tym miasteczku rośnie. Czemu tempo wzrostu gospodarki w Chinach dostaje zadyszki? Przecież daleko im do osiągnięcia znośnego PKB na głowę. Jeśli eksport zmalał, to popyt wewnętrzny powinien to zrównoważyć. Coś jest mocno nie tak, tylko nie wiem co. Na zdrowie!
OdpowiedzUsuń