piątek, 31 lipca 2015

Władimir Putin - wzorzec polityka skutecznego?

Nie wiem, jak się żyje obywatelkom i obywatelom Rosji, zresztą to ich problem. Wiem, że powinnością rządzących u nas jest stworzenie warunków do możliwie szybkiego rozwoju gospodarczego i społecznego Polski, a nie koncentrowanie się na obszczekiwaniu Rosji i basowaniu władzom w Kijowie (diabli wiedzą zresztą, kto tam niebawem będzie rządził). Bo USA zmienią front, a my zostaniemy jak ratlerek pozbawiony opiekuna.

Na prezydenta Rosji sypią się gromy i pierony za aneksję Krymu i interwencję na Ukrainie, a w zasadzie za całokształt. Jednocześnie wielu polityków marzy najprawdopodobniej by mieć, podobne do niego, poparcie potencjalnych wyborców. Według sondażu Centrum im. Lewady z maja 2015 roku, działalność prezydenta popiera 86 procent respondentów, szefa rządu Dmitrija Miedwiediewa 63 procent, rządu 59 %, ale już Dumę dobrze ocenia jedynie 49 procent respondentów (chyba nigdzie nie lubią polityków zebranych do kupy). Najniższe poparcie miał Władimir Władimirowicz w maju 2013 roku - tylko 64%. Prezydentowi FR ufa 62 procent indagowanych (odpowiadali na pytanie otwarte, na drugie miejsce z 29 %, załapał się minister obrony Siergiej Szojgu). Żeby było ciekawiej, aż 60 procent pytanych uważa, że Rosja zmierza w dobrym kierunku.

Co prawda, to ostatnie może dziwić mnie, poddawanemu tępej, ale jednak jakoś działającej propagandzie. Żeby mieć własne zdanie, musiałbym żyć w Rosji i rozmawiać z wieloma ludźmi. Dalej chciałem napisać że Putin gra na tęsknocie Rosjan za Rosją jako mocarstwem i ta gra jest łatwa do powtórzenia gdzie indziej*, więc trzeba pilnować polityków. Dla których prezydent FR może być wzorcem polityka skutecznego. Ale spojrzałem na różne dane. Bezrobocie w Rosji w kwietniu 2014 roku: 5,8 %, w Polsce w tym samym okresie: 11,2%. Do Rosji ciągle napływają imigranci , którzy w 2014 roku wysłali do krajów pochodzenia prawie 21 miliardów dolarów. Ta informacja wydaje mi się istotna, świadczy bowiem o tym, że prawdopodobnie żyjąc na poziomie minimum, ci ludzie potrafili coś odłożyć. Czyli, być może, kryzys w Rosji nie uderza w jej obywatelki i obywateli tak mocno jak chciałyby nasze media. Świadczy też o tym 60% oceniających , że Rosja zmierza w dobrym kierunku. Gdyby ludzi bardzo mocno uwierał kryzys, to mogliby wprawdzie popierać prezydenta - wiadomo, bezkompromisowo walczy z USA i Zachodem, ale wątpię czy ocenialiby, że sytuacja w Rosji zmierza w dobrym kierunku.

Czyżby zatem "nasze" media uprawiały jedynie propagandę, a jeśli tak, to dlaczego? Może chodzi o "przykrycie" głupoty europolityków, którzy uderzyli sankcjami nie w Rosję, a we własnych obywateli ? No dobrze, ale skąd taka masowa akcja w czasach wolności słowa? Czy choć części mediów nie opłacałoby się wyjść poza szereg, uzyskując w ten sposób widzów, słuchaczy, czytelników? Może urząd cenzury przetrwał? Ale nawet gdyby, to cenzura potrafi jedynie zablokować określone treści, nie potrafi narzucać treści "właściwych". W sumie, może to spisek, a może normalne zachowanie stada baranów. Powtarzającego czynności przewodnika, nawet gdy nie ma ku nim powodów.

Nie wiem, jak się żyje obywatelkom i obywatelom Rosji, zresztą to ich problem. Irytuje mnie natomiast praktyczny brak** w polskiej przestrzeni publicznej (przynajmniej w jej części zajętej przez masowego odbiorcę) analiz sytuacji i wydarzeń w krajach ościennych, istotnych z naszego punktu widzenia. Może inni znaleźli lepsze rozwiązania niż my, a jeśli nie, to przynajmniej udałoby się wyleźć poza głupiutkie dyskusje o rozwiązaniach prostych jak konstrukcja cepa. Poza tym, np. Rosja jest obecnie, w pewnym sensie, ekonomicznym i finansowym poligonem doświadczalnym. Działania jej władz, banku centralnego, stan segmentów rynku i inne, powinny być bacznie obserwowane przez znaczących polskich ekonomistów. Może niektórzy potrafią zbudować nowe hipotezy, a nawet teorie przydatne także dla nas?

Nie wiem czego chcą i jakie przyjęli założenia politycy obecnie rządzący w Polsce, o ewentualnych przyszłych nie wspominając. Mnie wydaje się oczywiste, że Rosja obecnie nie zaatakuje Polski ani żadnego kraju NATO, a jeśli z pozaracjonalnych powodów to uczyni, USA przyjdą nam bezwarunkowo z pomocą. Muszą to zrobić, bo stracą twarz i zaufanie sojuszników oraz państw, które chcą przygarnąć i państw garnących się pod ich skrzydła. Przy przyjęciu takiego założenia wcale nie musimy błagać Amerykanów o pozostawienie w Polsce paru czołgów, oferując w zamian bogini wie co. Powinnością rządzących jest stworzenie warunków do możliwie szybkiego rozwoju gospodarczego i społecznego Polski, a nie koncentrowanie się na obszczekiwaniu Rosji i basowaniu władzom w Kijowie (diabli wiedzą zresztą, kto tam niebawem będzie rządził). Bo USA zmienią front, a my zostaniemy jak ratlerek pozbawiony opiekuna. Pewnie nie pozostawiony na pastwę losu, czyli Rosji, ale lekceważony, wręcz ignorowany przez silniejszych od niego. Zwłaszcza, jeśli na dodatek spełnią się marzenia naszych, poszkodowanych przez Czarnobyl albo diabli wiedzą co, polityków i ich fanów o rozpadzie Unii Europejskiej.

Za cholerę nie mogę zrozumieć, skąd u nas to widzenie otoczenia z pozycji ratlerka albo wręcz żaby. Przecież jesteśmy poważnym państwem zajmującym 34 miejsce na świecie pod względem liczby ludności, 70 miejsce - powierzchni, 23 - według nominalnego PKB. Tymczasem demonstrujemy Europie i światu strach przed Rosją, nieufność do Niemiec, ignorowanie i lekceważenie pozostałych sąsiadów oraz podlizywanie się USA. Straciliśmy już chyba wszystko co można było stracić, łącznie z około 150 milionami złotych, na Białorusi, popierając tamtejszą "opozycję". Przestaliśmy odgrywać jakąkolwiek rolę, nawet rekwizytu, na Ukrainie. Przy czym nachalna propaganda i polityka bezwarunkowego poparcia dla władz w Kijowie, nastawiła negatywnie do Ukrainy polską opinię publiczną. Władimir Władimirowicz Putin nie ma z naszymi porażkami nic wspólnego. To nasi politycy nie potrafią określić polskich interesów, miejsca i pozycji naszego kraju w Europie i na świecie, związanych z tym celów polityki zagranicznej i sposobów ich realizacji.

*Moim zdaniem w każdym, nawet małym, kraju istnieje liczna grupa ludności przeceniająca znaczenie swego kraju na arenie lokalnej czy międzynarodowej, gotowa zachwycić się politykiem, głoszącym wszem i wobec, że jego krajowi należy się status mocarstwa.
**W Polsce istnieją trzy struktury zajmujące się polityką międzynarodową:
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - dotowany z budżetu: ponad 8 mln zł w tym roku;
Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia – dotowany z budżetu ponad 9 mln zł w tym roku
Centrum Stosunków Międzynarodowych -niezależny, pozarządowy think tank

sobota, 25 lipca 2015

Ku porażce pchają nas durnie, zdrajcy czy bałagan organizacyjny i brak nadzoru?

Działalność organów samorządu terytorialnego i zarządów spółek Skarbu Państwa sugeruje, że Polska jest luźnym zbiorowiskiem tych samorządów i zarządów. Nie wygląda na to, by ktoś centralnie choćby je monitorował , o nadzorowaniu nie wspominając. Tymczasem Polska, zgodnie z Konstytucją jest państwem jednolitym i rząd III RP winien zabrać się za rządzenie, zgodnie ze swoimi uprawnieniami.


Nie wiem czy wybór tego śmigłowca dla polskiej armii jest racjonalny. Nie podoba mi się wzrost ceny oraz otoczka przetargu. Wygląda na to, że tylko Airbus zaproponował śmigłowiec odpowiadający wymaganiom strony polskiej???

Wiele samorządów, zamiast budować coś, co zwiększałoby ich dochody, zbudowało obiekty do których trzeba dopłacać. Człowiek patrzący z boku uznałby, że tak czynić potrafią tylko durnie, choć poszczególni członkowie władz samorządowych durniami nie są. Przykłady zakupu różnego, niezbyt potrzebnego w Polsce, złomu za granicą, radosnego wpieprzania się w niekorzystne inwestycje (Możejki), podpisywania niekorzystnych umów na dostawy gazu, zwykłego marnotrawienia środków (Gawron), tworzenia koncernów (Ciech i historia Zachemu) na zasadzie podobnej do kultu cargo, niszczenia przedsiębiorstw działaniami urzędów skarbowych przy opieszałości sądów (firma Optimus - nawiasem, jej resztki wykupił CD Projekt i, "zaledwie" po ośmiu latach wywalczył jakieś odszkodowanie) sugerują istnienie w kierowniczych strukturach państwa grup obcych agentów, czyli zdrajców albo nadmiar durniów na urzędach, albo jedno i drugie.

Choć, nie odrzucając zupełnie tych dwóch możliwości, najbardziej prawdopodobnymi przyczynami są: normalny u nas bałagan organizacyjny i, wynikający z lenistwa oraz niewiedzy polityków, brak nadzoru. Podobno opracowywane plany miejscowe ( w różnych stadiach zaawansowania), zakładają możliwość zamieszkania w Polsce 300 milionów ludzi. Powinna istnieć jakaś wersja centralnego planowania przestrzennego, ale centralne planowanie to za komuny było, a teraz mamy kapitalizm. Jak to u nas: albo planuje się roczną produkcję ilości par butów, albo wszystko puszcza na żywioł. Zezwalając na kosztowne, a zbyteczne inwestycje, chaotyczną rozbudowę przedmieść, wydawanie pieniędzy podatników na zbędne odrolnienie gruntów i rysowanie planów. Przy czym, jak zwykle przy takich okazjach, podatnicy płacą a spekulanci i łapówkarze zarabiają. Politycy i media z dumą powiadamiają ogół o bardzo dobrej absorpcji kwot unijnych dotacji. Nie rozumiem, dlaczego to jest sukces sam w sobie. Co z tego, że dostanę połowę kwoty potrzebnej do zbudowania wodotrysku, jeśli później będę zmuszony wiecznie do niego dopłacać?

Podsumowując: Jeśli Polska ma być luźnym zbiorowiskiem gmin i zarządów spółek Skarbu Państwa, to po co nam rząd? Jednak, zgodnie z Konstytucją (art. 3 ) Polska jest państwem jednolitym. Niech więc w końcu rząd III RP zabierze się za rządzenie Polską, zgodnie ze swoimi uprawnieniami.

czwartek, 23 lipca 2015

Spadające ceny złota i inne zjawiska coś sygnalizują czy to normalny stan rzeczy?

Ceny złota spadają choć rośnie ilość pieniędzy (quantitative easing!), a oprócz tego podobno kraje BRICS skupują złoto. Obligacje niektórych państw i depozyty w bankach centralnych są ujemnie oprocentowane. Różne zdarzenia (konflikt na Ukrainie, napływ uchodźców, postępy i postępki ISIS, kryzys w Grecji) przestały interesować media. Czy reagujemy jedynie wtedy gdy coś się już dzieje?


Ceny złota i innych metali spadają. Ceny ropy i innych surowców energetycznych spadają. Niektóre banki centralne:EBC, duński, szwajcarski, szwedzki, stosują ujemne stopy procentowe depozytów. Stopy obligacji, w tym rynkowe, też tu i ówdzie spadają poniżej zera. Wartość akcji na chińskich giełdach spada (?)

Jak już to ostatnie, za polskimi mediami, napisałem, sprawdziłem na Bloomberg Business. Giełda w Shenzhen: Stock Exchange Composite Index wzrósł dzisiaj (23 lipca 2015 r.) o 2,83%. A tak w ogóle, to w lipcu zeszłego roku wynosił 1133,8, w czerwcu 2015 podskoczył do 3140,5, po czym spadał do 7 lipca do 1955,3, a teraz wzrasta. Na giełdzie w Szanghaju było i jest podobnie, w Hong Kongu również. Nie wiem, z jakiego powodu nasze media informowały o strasznej sytuacji na chińskich giełdach, gdy tam po gwałtownym skoku nastąpił równie gwałtowny spadek, w którym tylko w Hong Kongu wartość indeksu spadła poniżej jego wartości z lipca zeszłego roku.

Dlaczego ceny złota spadają choć powinny rosnąć, bo pieniędzy przybyło na rynkach znacznie (quantitative easing), a złota nie? Podobno inwestorzy odwracają się od złota, bo wolą kupować dolary. Ceny ropy spadają, bo jej ilość na rynku rośnie, a popyt na nią nie bardzo. Prywatni inwestorzy kupują ujemnie oprocentowane obligacje, bo liczą na upadek strefy euro, na przykład. Albo trzymają ujemnie oprocentowane depozyty w danej walucie, licząc na wzrost jej wartości w stosunku do innej waluty. Przykładowo, Rosjanie wolą trzymać środki we frankach, bo dewaluacja rubla powoduje, że na tym nie tracą.

Ale co z szeroko zapowiadanym krachem dolara jako pieniądza światowego? Chińczycy i inne kraje BRICS mają podobno intensywnie skupować złoto, ponieważ zamierzają oprzeć swoje waluty na złocie i wprowadzić je na rynki, wypierając dolara. Choć, o ile ja wiem, to Chińczycy żądają wprowadzenia SDR jako pieniądza światowego albo przynajmniej zastosowania yuana w koszyku walut wyznaczających wartość SDR. Część handlu z Chinami odbywa się też bezpośrednio z użyciem yuana. (¥ renminbi, kod: CNY).

W sumie, wszystko wygląda jak zwykle. Jak zwykle dzieją się rzeczy, których nikt wcześniej nie przewidział i jak zwykle, fachowcy od ekonomii potrafią wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. Wiadomo, nauka radziecka ekonomia zna nie takie przypadki. Poza tym, wszystko już było. Henry Ford powiedział kiedyś: "Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja". Nie wiem, o co mu w szczególności chodziło, ale tak podobno powiedział. Gospodarka chińska hamuje. Co prawda, szkoda że nasza tak nie hamuje - ich PKB ma wzrosnąć w tym roku o, 6,8%, nasz o 3,5% (tyle samo co światowy, według MFW) Gospodarka Rosji ma się skurczyć o 3%, za to USA wzrosnąć o 3,6%. Strefa euro (ciągle według MFW) zaliczy wzrost o 1,2%.

W sumie, na oko nie jest źle. Grecja dostała nowe kredyty, dzięki którym może spłacać kredyty poprzednie. Na Ukrainie coś się dzieje, ale dokładnie nie wiadomo co. Eksperci przestali wzywać Rosję, by zaatakowała w końcu kraje nadbałtyckie, bo inaczej ich prognozy się nie sprawdzą. ISIS nie dostarcza nowych, ciekawych newsów. Imigranci albo przestali masowo napływać, albo znudzili się mediom. Jednak nawet nie zaczęto rozwiązywać żadnego z owych problemów. Tymczasem nikt nie może powiedzieć: nie zajmujemy się tymi problemami bo to róże, a płoną lasy.

Może politycy, naukowcy, eksperci masowo uwierzyli w przeznaczenie? A może zwykle tak było jak jest obecnie: zachowujemy się jak stado antylop na widok lwów. Lwy się ruszają, to antylopy biegają. Lwy leża - antylopy skubią trawę nie zwracając na nie uwagi.

niedziela, 19 lipca 2015

Inni zarabiają na naszych rezerwach dewizowych?

Rezerwy dewizowe NBP bywają obiektem rozważań zwolenników teorii spiskowych oraz propozycji polityków i ekonomistów. Być może, zachowując warunki bezpieczeństwa, część z nich można użyć do, np., zmniejszenia zadłużenia zagranicznego sektora rządowego.


Rezerwy dewizowe NBP są rzędu ponad 100 miliardów dolarów. NBP przechowuje je w innych, podobno bezpiecznych bankach na oprocentowanych kontach - około 2% rocznie. Czyli nasz bank centralny daje porządny depozyt tym bankom. Mogą na nim nieźle zarobić. Rezerwy dewizowe powstają przy zakupie walut za złotówki od inwestorów zagranicznych, krajowych eksporterów i innych. Są realnym pieniądzem, choć odpowiadająca im ilość złotówek już została przez NBP wprowadzona do obiegu ( bo bank kupił od inwestorów, eksporterów dewizy, zapłacił za nie złotówkami , które wymienieni używają w Polsce).

Od czasu do czasu słychać postulaty użycia rezerw dewizowych w gospodarce, a prof. Kołodko proponował zmniejszenie rezerw o połowę i użycie ich części do spłacenia części długu. Zadłużenie zagraniczne Polski pod koniec 2014 roku wynosiło prawie 290 miliardów euro, w tym zadłużenie sektora rządowego prawie 120 mld euro. Załóżmy: użycie całej rezerwy pozwoliłoby spłacić zadłużenie sektora rządowego. Czyli w budżecie państwa po stronie wydatków, zmalałaby kwota konieczna do obsługi zadłużenia (nie zniknęłaby, bo zostałoby zadłużenie krajowe). Być może, zniknęłaby konieczność pożyczania pieniędzy do budżetu, bo zniknąłby deficyt (to mało prawdopodobne) - planowany na 46 mld zł w roku 2015. Jeśli nie trzeba by było pożyczać do budżetu, to oceny wiarygodności kredytowej Polski nie miałyby znaczenia. Jednak bez rezerwy dewizowej, lub z rezerwą zbyt niską, Polska nie mogłaby się oprzeć byle atakowi spekulacyjnemu. Inwestorzy zagraniczni obawialiby się inwestować w Polsce, a ewentualne polskie obligacje i bony byłyby bardzo dla nas kosztowne. Na dodatek, około 25% kredytów zaciągniętych przez polskie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa, to kredyty walutowe. Nieuchronna, spowodowana utratą zaufania do złotówki, jej dewaluacja /deprecjacja zaszkodziłaby mocno tym gospodarstwom i przedsiębiorstwom i pewnie spowodowałaby inflację, bo duża część towarów na polskim rynku pochodzi z zagranicy.

- Dobrze - powie ktoś- ale czy złotówka musi być wymienialna? Spłacamy długi zagraniczne i zostajemy u siebie ze złotówką. Jak ktoś chce inwestować w Polsce, to niech ryzykuje, bez gwarancji otrzymania za złotówki innych walut. (Napisałem to jedynie, by zaznaczyć zakres możliwości). Już sama taka akcja wywołałaby znaczne skurczenie się gospodarki (zmiany w latach 1990 -1991 spowodowały spadek PKB o około 14%). Poza wszystkim, moglibyśmy nie kupować za granicą cytryn czy bananów, ale trudno byłoby się obejść bez gazu i ropy. A na takie zakupy trzeba obecnie mieć dolary lub euro (ZSRR i RWPG już nie ma, gdyby ktoś pytał).

Napisałem, co napisałem, bo często napotykam rozważania o rezerwach dewizowych, sugerujące, że to kolejny element spisku wiadomych sił. Pisze się o rozwiązaniu tych rezerw (rozwiązaniu podlega rezerwa rewaluacyjna), zamianie na złotówki i "wpuszczeniu" do gospodarki (nie wiem, na jakiej zasadzie. Wartość pieniądza wielkiej mocy w gospodarce: poniżej 200 mld zł, wartość pieniądza w obiegu przekracza bilion zł, "wpuszczenie" dodatkowych 400 mld pewnie spowodowałoby inflację), podejrzewa władzę o machlojki itp. Cała ta wrzawa, jak zwykle, uniemożliwia rzeczową dyskusję w przestrzeni publicznej. A problem jest istotny, bo wielcy bawią się w quantitative easing (QE) oraz udzielanie bankom komercyjnym w strefie euro, bardzo nisko oprocentowanych kredytów (przez EBC), a u nas królują albo równie wrzaskliwi, co źle poinformowani rewolucjoniści, albo zaprogramowani na sztywno fachowcy. Tymczasem, w ramach warunków koniecznych, pewnie istnieje jakaś przestrzeń swobodna do działania.

piątek, 17 lipca 2015

Kto wyzwoli Polskę?

Wyzwolenie Teatr Na Woli Zdjęcie Krzysztofa Bielińskiego

Dawno temu, p. Jarosław Kaczyński, wykrył obecność kondominium rosyjsko - niemieckiego w Polsce. Przed wyborami prezydenckimi myśl ową twórczo rozwinął Grzegorz Braun, zresztą kandydat na etat Prezydenta RP. Stwierdził:
"Mówię: kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym. Taka jest rzeczywistość".
Co prawda, Grzegorz Braun uzyskał jedynie 0,83% głosów w pierwszej turze (głosowało na niego ponad 120 tysięcy wyborców), ale światła koncepcja kondominium, w różnych wariantach, jest chyba dość szeroko obecna w świadomości społecznej.

Kondominium to kolonia lub terytorium zarządzane wspólnie przez dwa lub więcej państw. Zarząd powierniczy polega na zarządzaniu przez powiernika powierzonymi rzeczami lub prawami majątkowymi, będącymi jego własnością, w obcym interesie. Czyli, według Brauna, Żydzi są właścicielami Polski, którą zarządzają w interesie Niemiec I Rosji. Które to państwa zarządzają razem Polską. Czy jakoś tak. Zostawiam już w spokoju nieszczęsnego p. Brauna, bo ogarnia mnie niepokój.

Czy Stany Zjednoczone nasz, wprawdzie pośredni (poprzez NATO), ale sojusznik mogą dopuścić, by Polska, ot tak sobie, była kondominium współzarządzanym przez Rosję? Może w Pentagonie przygotowują już plan wyzwolenia, zakładający uderzenie lotnicze na Warszawę - niewątpliwie siedlisko zarządców kondominium? Dalej nie kontynuuję żartobliwego tonu, bo zbyt ponuro brzmi. Pal diabli G. Brauna - podobni mu kandydaci występują chyba we wszystkich państwach demokratycznych.

Ale p. Jarosław Kaczyński jest szefem partii która, być może, zacznie niebawem rządzić w Polsce. Znamy poetykę wypowiedzi p. Kaczyńskiego - niedomówienia, sugestie że coś wie, ale nie powie, określenia typu: "to, na 99%, był zamach". Pasuje mi ona do redaktora pisma "Opowieści nie z tej Ziemi" lub kogoś, kto chce koniecznie zwrócić na siebie uwagę publiczności, a nie ma lepszego pomysłu.
Nie wiem czy po ewentualnym wzięciu władzy przez PiS, Polska zostanie automatycznie wyzwolona, czy trzeba będzie prosić kogoś o wyzwolenie naszego kraju? Kto w końcu nas wyzwoli i od kogo/czego? Może sami się wyzwolimy?

środa, 15 lipca 2015

Rezultaty badań nad klimatem mogą być wykorzystane niekoniecznie dla dobra ludzkości



By spowodować uznanie przez ogół jakiejś koncepcji za niewiarygodną, głupią, obciachową, dobrze jest nagłośnić wypowiedzi popierających ją badaczy - amatorów i fanów. Głoszących , oczywiste dla większości słuchaczy, bzdury. Przykładami sztuczna mgła, wielki magnes, rozpylony hel jako metody zamachu w Smoleńsku. Teza o zamachu stała się w ten sposób niewiarygodna dla znacznej części opinii publicznej, zanim jeszcze rozpoczęto badanie przyczyn katastrofy.

Metodą na uczynienie informacji niewiarygodną, bywa też jej rozpowszechnianie przez osoby uznawane za niekompetentne w sprawach, do których informacja się odnosi. Onegdaj o. Stanisław Tomoń z Jasnej Góry pisał o chemtrails, twierdząc że te smugi to nie tylko efekt spalania paliwa przez silniki samolotów. Zakonnik, zdaniem ogółu, zna się na teologii , nie na geoinżynierii. Gdyby ktoś coś rozpylał nad Polską, poinformowanie o tym fakcie zakonników, poetów czy polonistów byłoby dobrą metodą ukrycia procederu. Nawiasem: rozpyla ktoś coś czy nie rozpyla to jedno, a istnienie koncepcji sterowania klimatem - SRM*, drugie. Czyli, coś jest na rzeczy.

Problem właśnie w tym, że bardzo często coś jest na rzeczy, ale natychmiast do akcji wkraczają wyznawcy spiskowej teorii dziejów, ludzie przekonani, że za wszystkim stoją Żydzi oraz, ewentualnie, agenci, komuchy, Reptilianie i próby ustalenia stanu rzeczywistego diabli biorą. Nie tylko w Polsce tak to wygląda, ale w USA, na przykład, światy wierzących w spisek powszechny są bardziej zróżnicowane - mniej lub bardziej unaukowione, niejednoznaczne ideologicznie. No cóż, my jesteśmy chyba poetycko uduchowieni (co widać na przykładzie korwety Gawron) i ci prości Amerykanie nigdy nam nie dorównają w swobodnym żeglowaniu po szerokim stepie mniemań.

Badania nad klimatem prowadzone pod egidą ONZ (IPCC **) i niezależnie od tej organizacji dostarczyły pewnie wielu danych przydatnych do sterowania klimatem. Danych, możliwych do wykorzystania i użycia nie tylko dla dobra ludzkości. Także choćby w ramach kryptowojen.

*SRM Sterowanie promieniowaniem słonecznym - Solar radiation management - SRM zakłada odbijanie światła słonecznego za pomocą rozpylonych w stratosferze siarczanowych aerozoli.
**IPCC Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu - Intergovernmental Panel on Climate Change -IPCC Organizacja założona w 1988 przez dwie organizacje ONZ – Światową Organizację Meteorologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) w celu oceny ryzyka związanego z wpływem człowieka na zmianę klimatu. W 2014 roku opublikowali piąty raport -IPCC Fifth Assessment Report

Czy polski dług publiczny jest kreowany sztucznie?

Pierwotnie pieniądzem bywało cokolwiek, co miało wartość. Potem biciem monet zajęli się władcy. Pojawili się też bankierzy, przyjmujący złoto na przechowanie i wydający pokwitowania właścicielom ( Szwedzi stworzyli w tym celu Szwedzki Bank Państwowy w 1668 roku). Pokwitowania (weksle, banknoty) zaczęły być samodzielnym środkiem płatniczym, a bankierzy wydawali coraz więcej banknotów, licząc że nie wszyscy na raz przyjdą je wymienić. W końcu zaczęto tworzyć banki centralne, na wzór szwedzkiego, jedynie uprawnione do emisji pieniądza.

Od 1971 roku funkcjonuje wyłącznie pieniądz fiducjarny, niewymienialny na złoto i niemający wartości sam w sobie. Suma gotówki (banknotów i bilonu) w obiegu plus pieniądze banków komercyjnych (rezerwy obowiązkowe i nadobowiązkowe) znajdujące się na rachunkach NBP (banku centralnego) to baza monetarna albo pieniądz wielkiej mocy. Pieniądz wielkiej mocy emituje NBP. W I kwartale 2015 roku wartość banknotów i monet w obiegu to prawie 144 miliardy zł. Łączna podaż pieniądza jest, mniej więcej, dziewięć razy większa. Tę wielką wartość kreują banki komercyjne z niczego.

Pan Nowak przynosi do banku 1000 zł, bank musi sobie zostawić jako rezerwę 3,5% (odprowadzić 35 zł na rachunek w NBP) resztę (965 zł) pożycza p. Kowalskiemu. Ten kupuje lodówkę, sklep deponuje 965 zł otrzymane za lodówkę w banku. Bank ma depozyt 965 zł, odprowadza z tego 3,5% na rachunek NBP, resztę przeznacza na udzielenie kredytu p. Begler. P. Begler kupuje dywan, sklep z dywanami deponuje 931 zł w banku, bank odprowadza z tej sumy 3,5%.... Itd. Z tysiąca zł p. Nowaka bank (banki) może/mogą wykreować ponad 28,5 tysiąca zł.

Wielu ludzi pyta, dlaczego państwa pozwalają zarabiać bankom komercyjnym na kreowaniu pieniędzy, zastrzeżonym zresztą dla banków centralnych? Autorzy amerykańskiego filmiku na You Tube oskarżają banki w ogóle, w tym banki centralne o całe zło. Twierdzą, że prezydenci: Lincoln, Garfield, Kennedy zostali zamordowani, a prezydenta Jacksona usiłowano zamordować w związku z ich próbami przejęcia emisji pieniądza przez państwo.
Odnośnie Polski: p. Robert Brzoza oskarża byłego prezydenta Kwaśniewskiego o konstytucyjny szwindel. Chodzi o zapis w Konstytucji: Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa. Czyli zakazuje finansowania deficytu budżetowego przez NBP. P. Brzoza pyta: dlaczego? Wskutek tego zapisu, Polska jest zmuszona pożyczać pieniądze od rentierów, banków komercyjnych , MFW. Czym się różni NBP od MFW?

P. Józef Kamycki również odrzuca zakaz finansowania potrzeb budżetowych przez NBP i twierdzi, że polski dług publiczny został wykreowany sztucznie i nie powinien istnieć. Jego zdaniem, o zwiększeniu ilości pieniądza w gospodarce powinny decydować matematyczne formuły emisyjne, a nie potrzeby budżetowe państwa. Kreować pieniądz " z powietrza" winna Rada Polityki Pieniężnej na podstawie wspomnianych formuł emisyjnych, eliminując banki komercyjne z tego interesu.

Poglądy wyrażone w filmie oraz poglądy p. Brzozy, a szczególnie p. Kamyckiego, wydają mi się miejscami istotne. Niestety, odwoływanie się do spiskowej teorii dziejów oraz do antysemityzmu , umożliwia lekceważenie i ignorowanie tych poglądów przez naukowców i publicystów ekonomicznych. Może to właśnie stanowi główną oś spisku? Koncepcje lepiej opisujące rzeczywistość niż oficjalnie głoszone przedstawić tak by wyglądały na mało wiarygodne?

Przywileje emerytalne

Dość systematycznie publicyści przeróżni, osobliwie ekonomiczni, krytykują przywileje emerytalne rozmaitych grup społecznych.Onegdaj jakiś dziennikarz znowu szczuł publikę na emerytów policyjnych - odnosił się do przykładu rzecznika prasowego policji, który odszedł na emeryturę w kwiecie wieku. Tymczasem ani nikt nie rodzi się górnikiem czy policjantem, ani te zawody nie są zarezerwowane ,na przykład, dla arystokracji. Jeśli emerytalne uprzywilejowanie niektórych grup społecznych odbierane jest jako krzycząca niesprawiedliwość, to już dwadzieścia pięć lat temu można było rzecz zmienić. Po prostu, wydać przepisy, znoszące wszelkie przywileje emerytalne dla osób nowozatrudnionych.

Można to zrobić i obecnie. Przyjęci do pracy , na przykład, po 1 stycznia 2016 roku w górnictwie, policji, wojsku itd., będą mogli uzyskać emeryturę na ogólnych zasadach, czyli dzisiaj, po 67 roku życia. Jednocześnie, w celu zapewnienia sprawności wojska czy policji, ustalić maksymalny wiek dla danych stopni i etatów. Prawdopodobnie skutkiem będzie zmniejszenie ilości chętnych, które trzeba będzie zniwelować podwyżkami płac i lud będzie zadowolony?

Czemu dotychczas politycy takiego ruchu nie uczynili? Może to tylko siła inercji, a może ktoś policzył, że te zmiany byłyby nieopłacalne finansowo i społecznie? Upór niektórych publicystów ekonomicznych, szukających możliwości obniżenia wydatków na emerytury i obniżenia wydatków państwa w ogóle, mnie zadziwia. To nie lepiej poszukać metod przyspieszenia rozwoju gospodarki, zwiększenia dochodów ludności, dzięki czemu więcej pieniędzy wpływałoby do skarbu państwa?