środa, 11 maja 2011

Widzę polityków

Pochodzą od nas. Są przez nas namaszczani - my decydujemy o sile każdej partii oraz wybieramy jedną czy więcej do rządzenia. Są, oprócz pogody, świetnym materiałem do narzekań. Na początku założyliśmy, że potrafią zapewnić bogactwo, zdrowie, szczęście, młodość i co tam komu jeszcze potrzeba. Wybieraliśmy w tym celu a to solidaruchów a to komuchów. Raz omal nie udało nam się wybrać przybysza z Peru.
Po paru kadencjach chyba przestaliśmy oczekiwać, że zrobią cokolwiek dla ogółu. Teraz obserwujemy pojedynki partii jak mecze piłkarskie. Kibicujemy to jednym to drugim, nie oczekując niczego istotnego od zwycięzców. Ktoś powie - nieprawda, to partie same wybrały pole walki. Wybrały, bo pojedynki na krzesła, samoloty i uroczystości pasowały elektoratowi, czyli nam.
Pilnie śledzone przez polityków sondaże pokazywały skoncentrowanie naszego zainteresowania prawie wyłącznie na dwóch walczących partiach. Po katastrofie smoleńskiej jest jeszcze gorzej. Walki toczą się na obszarze całkowicie bezużytecznym dla elektoratu: zamach czy nie, jak wielkim prezydentem był śp.Lech Kaczyński, jak i gdzie go upamiętnić.
Co prawda ostatnio słychać też inne hasła opozycji, ale wystarczy jakaś mała prowokacja, by wrzawa rozgorzała od nowa. Jak na razie straciliśmy nad tym kontrolę, my elektorat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz