
Kot i fretka potrafią się dogadać. W przeciwieństwie do Homo Sapiens Polonicus. Zdjęcie Małgorzaty
Spójrzmy z zewnątrz na insurekcję kościuszkowską, na przykład. Po drugim rozbiorze (1793 rok) Polska, z ludnością 3,4 mln, zajmowała obszar 222 tys km2. Ludność Rosji, już w trakcie panowania Katarzyny II, liczyła 35 mln. Tadeusz Kościuszko zdecydował się na wojnę z Rosją, Prusami i Austrią bez żadnego wsparcia, żadnego sojusznika. Państwo polskie przegrało ją i przestało istnieć.
Powstanie listopadowe rozpoczęli podchorążowie pod wodzą podporucznika (Piotra Wysockiego). Do niewielkiej grupy podchorążych i cywilnych spiskowców dołączyło warszawskie pospólstwo i plebs, przydając powstaniu narodowemu cechy rewolucji społecznej. Elity usiłowały negocjować z carem, ale ten zażądał bezwarunkowej kapitulacji. Powstanie zakończyło się klęską i spowodowało likwidację polskiej armii, zniesienie Sejmu, ograniczenie autonomii Królestwa Polskiego, Wielką Emigrację i inne negatywne skutki dla Polski. Co ciekawe, radykalni przywódcy z tego okresu, na przykład Joachim Lelewel czy Roman Sołtyk nie poświęcili życia na ołtarzu Ojczyzny, wybierając emigrację.
Powstanie styczniowe (1863 rok), choć przyjęte pozytywnie przez część europejskiej opinii publicznej, nie miało najmniejszych szans na powodzenie. Autonomia Królestwa Polskiego przestała istnieć, na jego terytorium utworzono dziesięć guberni.
Trzy wzmiankowane powstania nie przyniosły najmniejszej korzyści ani Polkom i Polakom, ani Polsce. Wręcz przeciwnie. Spowodowały likwidację państwa polskiego, niesuwerennego wprawdzie, ale polskiego. Polski nie było w czasie tworzenia się nowoczesnych narodów, ludność Europy zapomniała o naszym istnieniu, polska kultura nie istniała w jej świadomości. Poza tym, powstania ograniczyły polskie wpływy na carskim dworze i w carskim rządzie. Gdyby ich nie było, polska inteligencja i polscy fachowcy staliby się szybko istotną częścią establishmentu Imperium. Bo na nadmiar wykształconych kadr rosyjskich, carska Rosja raczej nie narzekała. Polska stałaby się ważną częścią wielonarodowego imperium, zachowując jednocześnie znaczną część narodowej odrębności. Po ewentualnym rozpadzie Cesarstwa, mielibyśmy własne państwo z własną administracją i, być może, armią. Rozwijałaby się polska kultura - dostrzegana na zewnątrz jako odrębna od rosyjskiej. Wielka emigracja, zamiast uświetniać Paryż uświetniałaby Warszawę.
Opisując historię, usiłujemy znaleźć pozytywne skutki powstań (choć jedynym takim było powstanie wielkopolskie) i innych działań, co można zrozumieć, bo trudno opisywać własną historię jedynie jako ciąg błędów. Ale jedną rzeczą są próby upiększania własnej historii, a drugą wzorowanie się na bezkompromisowych, radykalnych przywódcach, którzy godnie, z zadęciem, grzmiąc o honorze oraz konieczności rzucania się na stos, prowadzą naród do klęski. Zwykle nie rzucając się przy tym na stos i zapominając o honorze.
Radykalni bezkompromisowcy, może niezbyt liczni, ale łatwo podporządkowujący sobie tłumy, istnieją chyba w każdym polskim pokoleniu. Zawsze głoszą konieczność wyzwalania Polski, niezależnie od aktualnego stanu naszej niepodległości i suwerenności. Po obaleniu komuny przez gen. Kiszczaka - jak wskazują najnowsze dociekania niektórych badaczy, radykałowie najwyraźniej próbują obalić obalenie komuny przez p. Wałęsę et consortes. Wyzwalają też nasz kraj spod okupacji PO. Radykałowie tworzą radykałów. Kiedyś PiS straci władzę i wtedy nowi rządzący zaczną wyzwalać Polskę spod okupacji PiS. Podczas wyzwalania nie ma przeproś. Złych okupantów należy pozbawić stanowisk i mianować na ich miejsce dobrych czyli swoich. Kompetencje dobrych są całkiem nieistotne, ważne by byli dobrzy.
Tego procederu nie zmieni nikt, bo po co? Będzie trwał i trwał, na obraz i podobieństwo wyzwalania Polski metodą kolejnych powstań. Czyli, dopóki nie skończy się Polska. Choć zawsze można liczyć na cud.
Cudem to jest,że się jeszcze nie skończyła.
OdpowiedzUsuńA tak naprawdę,to tylko prawda nas wyzwoli!
Ale która prawda? Комсомольская правда czy Правда?
UsuńG. prawda!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń@Henryk Et consortes, powiadasz - bo też to, w dużej mierze, spór między temy konsortamy jest.
OdpowiedzUsuńJak to niegdyś Bill Włóczniotrzęsny napisał był: nie zna niebo gorszej furii, niż wzgardzona konsorta!
;-)
Jeno w kwestii Kościuszki, musimy pamiętać o specyfice sytuacji, to było jeszcze przed III rozbiorem, przy, delikatnie mówiąc, niejasnej strukturze rządów na terenach pozostałych Polsce i w kilka lat po wojnie polsko-rosyjskiej i konfederacji Targowickiej, która szak też ogłosiła swój manifest z charakterystyczną nutą "wyzwalania":
Żądamy wolności, narodowi naszemu przyzwoitej, bo w niej przodkowie nasi od wieków żyli, bośmy się w niej porodzili i umierać chcemy.(...) Nigdy jeszcze sztuka zwodzenia w tym u nas nie była widoczna stopniu, w którym się okazała w ostatnich czasach. [...] tego szlachetny naród polski doświadczył, sztuką i zwodzeniem wolność mu wydarto. Częściowo tylko, gdzie się udać mogło podkopywano gmach Rzeczypospolitej, gotowano rzeczy, aby go raptem wywrócić.
Więc w zasadzie było to starcie dwóch koncepcji wyzwalania, z Rewolucją Francuską w tle.
:-\
Podobno proklamację targowicką napisano w Petersburgu? Zresztą wszystko jedno, na pewno były co najmniej dwie koncepcje wyzwalania. Fragment przytoczony przez Ciebie jakoś mi współgra z wyliczaniem dzisiejszych "zdrajców narodu" (w Ziemiance zamieściłeś link). Pytanie odnośnie fragmentu i zdrajców brzmi: jakiego narodu? Bo chyba nie polskiego - Targowiczanom chodziło pewnie o "naród szlachecki", a dzisiejszym o jakąś krzyżówkę.
UsuńGdyby pochylić się nad specyfiką sytuacji przed każdym powstaniem to, być może, okazałoby się, że przywódcy powstań niewiele mieli do powiedzenia - insurekcja kościuszkowska bez Kościuszki i tak by wybuchła, wsparcie powstania listopadowego przez drobnych mieszczan i biedotę uczyniło powstanie niesterowalnym itd. Bo w tle była rewolucja francuska oraz, bardziej czy mniej świadome, dążenie do zmian społecznych. Moją intencją, oczywiście, nie było wykazanie nieuchronności powstań. Historycy mogliby spróbować określić co właściwie napędzało nasze powstania i dlaczego tak krzepko trzymały się beznadziejnie konserwatywne elity.
Może i w Petersburgu, ale szak całkiem zręcznie dostosowując ją do lęków nie tak znowu małej części społeczeństwa polskiego. Nie jest tak, że była garstka targowiczan, 12 milionów dzielnych patriotów (z czego 11 980 000 było chwilowo niedysponowane), i rosyjskie bagnety. Gdyby prowadzono wówczas badania opinii społecznej, to zapewne co najmniej te standardowe 30% by Targowicę poparło.
UsuńKościuszko... Też myślę, że bez niego jakaś insurekcja by wybuchła, ale z drugiej strony chyba jednak z Kościuszką tam był jakiś cień szansy, i sam Kościuszko niekoniecznie wchodził w to jak kamikadze do Ki-115. Maciejowice, trochę jak Waterloo, były możliwe do wygrania - zawinił brak komunikacji, zła ocena terenu (zapewne wynikająca ze złych map), i nie tyle może pech, co "brak szczęścia". Inna sprawa, czy wygranie - odpowiednio Maciejowic przez Kościuszkę i Waterloo przez Napoleona - byłyby w stanie zmienić losy obu kampanii.
Anglicy, Francuzi i Niemcy o Waterloo wciąż dyskutują, nie tylko historycy, i całkiem ciekawie, a u nas w popularnej dyskusji jest tylko zdradziecka Targowica, demoniczna Katarzyna i szlachetny Naczelnik padający w beznadziejnym boju na duży nos.
Choroba, Winnetu w sukmanie, normalnie.
Aż się chce zawołać: Schnell! Schnell, Inczuczuna!
:-)
Zdrówko!
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Może w republikach bananowych, przy miażdżącej przewadze USA, dało się instalować i utrzymywać reżimy, wpierane jedynie przez parę tysięcy najbogatszych, a i w to wątpię. Targowica, bez wsparcia dużej grupy ludności, nie mogłaby istnieć. Klęska pod Maciejowicami to chyba wynik operacyjnego błędu Kościuszki - Poniński chyba nie mógł zdążyć dotrzeć przed bitwą. Swoją drogą, tak jak piszesz, diabli wiedzą czy zwycięstwo w tej bitwie zmieniłoby losy wojny - Polska nie miała wystarczających zasobów, by walczyć z trzema państwami jednocześnie. Nie wiedziałem, że wciąż publicznie dyskutuje się o Waterloo. U nas, jak to u nas. "Cwałuje przez las najdzielniejszy z Apaczy/ My konia dosiedliśmy razem z nim/ Cóż to chłopcze, ty płaczesz?/Nie, to ogniska gryzący dym." I tak trzymać! Wzniośle ma mi być oraz płaczliwie i romantycznie. Bo inaczej Правда nas wyzwoli!
UsuńNa zdrowie!