Święta powoli mijają, wiosna nadchodzi, to mogę trochę pomarudzić.
Bowiem przedmiot dyskusji uogólnił się, jak zwykle, i zamienił w pojedynek prawaków z lewakami. Prawacy i lewacy wnoszą w przestrzeń publiczną swoje bagaże poglądów ani spójnych, ani opartych na wiedzy czy, w miarę zwartych , doktrynach politycznych, społecznych, etycznych.
Niedawno rozmawiałem z panią, która najpierw skrytykowała tego pana, bo nie przepuścił przed sobą tej pani, a parę minut później wkurzyła się na tamtego pana, bo przepuścił tamtą panią. Jej doktryna, podzielana zresztą przez wielu, jest bardzo prosta: dobre jest to, co jest aktualnie dla niej korzystne. Ale, po pierwsze: tylko spróbujcie jej to uświadomić, a po drugie: na bazie tej doktryny nie da rady niczego zbudować (struktur społecznych, norm moralnych) ani rozwiązać.
Podobnie jak owa pani zachowuje się lub usiłuje zachowywać wielu ludzi oraz wszystkie państwa, prowadząc politykę zagraniczną. Przy czym, od siły państwa i skuteczności jego propagandy, zależy przyjęcie jego argumentów przez polityków i opinię publiczną. Realnie, ISIS nie jest trudnym do pokonania wrogiem. Przy pełnowymiarowej wojnie, z jego bojowników oraz ludności niewiele by zostało. W skrajnym wypadku tylko skażona ziemia, woda i atmosfera.
To nie ISIS jest trudnym do pokonania wrogiem, to my, czyli szeroko pojęty Zachód, nie decydujemy się na prowadzenie pełnowymiarowej wojny. Nie wzywam do takiej wojny, zwracam tylko uwagę na różne, niekiedy niedostrzegane, subiektywne ograniczenia , które zawsze ktoś może usunąć. O tym, że często przeciwstawne interesy różnych państw, tworzą kolejne ograniczenia, pisać szerzej nie warto. W propagandzie, nasi terroryści to bojownicy, zaś wasi bojownicy to terroryści.
Bagaż wnoszony przez prawicę, która obecnie, w związku z kolejnymi zamachami islamistów, jest na fali, obejmuje ideologie, idee, poglądy niemające nawet pośredniego związku z zagrożeniem terroryzmem islamskim. Oczywiście, partie zwane prawicowymi, czasem populistycznymi (dla mnie kryteria stosowania nazw są wysoce niejasne), wykorzystują i będą wykorzystywać uprawniony strach ludności przed islamistami, ale w zanadrzu mają ideologię, której istotnymi częściami bywają nacjonalizm i ksenofobia oraz tęsknota za starymi dobrymi czasami, niekoniecznie istniejącymi kiedykolwiek w rzeczywistości. Na Zachodzie żadna z tych partii istotnych sukcesów, na razie, nie odniosła. W Polsce , twarda odmowa przyjęcia uchodźców, być może, zwiększyła przewagę PiS nad PO.
PiS nie głosi szowinizmu, ksenofobii, antysemityzmu, rasizmu, ale bagażem tej partii są ugrupowania i ludzie takie hasła głoszący. Władza Prawa i Sprawiedliwości otwiera przestrzeń dla tych ludzi i ich ośmiela. Otwiera raczej niechcący bo, prawdopodobnie, kierownictwo partii zdaje sobie sprawę, że w wypadku poważnego kryzysu, to właśnie czarna sotnia, tworząca się na prawo od PiS, może przejąć władzę.
Wracając do pytania: co i jak orze długie ramię inwersji ? Rzecz wygląda na orkę pod powrót do przeszłości. Ale to nie będzie przeszłość kiedykolwiek istniejąca. Raz, bo powrót pójdzie po spirali; dwa, bo ludzie i lud tęsknią do przeszłości wyidealizowanej; trzy, bo kłopoty z imigrantami i zamachy islamistów dotyczą jedynie Europy i, być może (wskazuje na to narracja Trumpa), USA.* Zaś poza Europą jest parę państw o wielkiej liczbie ludności , których moc i światowe znaczenie ciągle rośnie.
Czemu odniosłem , do złożonych przecież problemów politycznych, społecznych i innych, dość prostą metodę tworzenia fantastyki? Ponieważ, moim zdaniem, równie prosto fantazjuje się na te tematy w europejskiej przestrzeni publicznej. Mędrcy, jeśli istnieją, to ich nie słychać albo mędrkują, nie potrafiąc wyjść poza szablony wyznawanej ideologii. Przerzucamy się oskarżeniami, kreślimy możliwie czarne scenariusze, grzebiąc Europę, nawołujemy do korzennego powrotu (ciekawe jak z niewierzących zrobić wierzących?), wzywamy do broni. Co najgorsze, często przyjmujemy płaszczyznę konfrontacji sugerowaną przez ISIS : chrześcijanie kontra muzułmanie. Albo, jeśli jesteśmy lewakami, marudzimy że muzułmanie to dobrzy ludzie są i tylko paru z nich to czarne owce. Nie próbując określić kto zacz owe czarne owce. Czyli kto, bo na pewno nie wszyscy muzułmanie, jest naszym wrogiem. Ewentualnie nazywany wrogiem ISIS, a ISIS podsunęło się samo jako wróg i wcale nie jest jedyną islamską organizacją terrorystyczną.
Być może, dość podobnie jak obecnie w Europie, wyglądała sytuacja, w chylącym się ku upadkowi Rzymie oraz w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Umberto Eco i Stanisław Lem nie żyją. Może choć Joanne Kathleen Rowling wyśle swojego bohatera Europie na ratunek?
* Terroryści, oczywiście, działają na Bliskim Wschodzie, w Afryce i gdzie indziej, ale kłopoty z tym związane bierze na klatę Europa.
Choroba, muszę dłużej pomyśleć...
OdpowiedzUsuńAle tekst - znakomity.
Zdrówko!
+Henrykspol
OdpowiedzUsuńTekst rzeczywiście świetny. Pozdrawiam.
AMANDA RAY,Marlow The Dog
OdpowiedzUsuńDzięki. Choć tekst żadnych odkrywczych myśli nie zawiera.Niestety,ludzie niewątpliwie bardziej inteligentni niż ja, a nawet, być może (choć to mało prawdopodobne), dorównujący inteligencją Wam, piszą i wygłaszają teksty, tworząc wrażenie tańca chochołów. Wygląda na to, że w miarę rzetelna ocena sytuacji jest nieopłacalna i szkodliwa.Reszta, jak napisał Marlow.oferuje radosną konsumpcję medialnego ogórasa, serwowanego i konsumowanego w atmosferze postępującego skretynienia...