środa, 9 marca 2016

Czy kierownictwo PiS wie czego chce i czy to czego chce nie jest zbyt kosztowne dla Polski?

Pan Kaczyński strasznie łaje KOD. Czemu on to czyni, nie wiem. Usiłuję się dowiedzieć od innych, ale spotykam tylko albo uwielbienie, albo jojczenie. Przecież zwolennicy Prezesa w Łomży nie uciekną mu na demonstracje, robione przez inteligentów w obronie jakichś, abstrakcyjnych dla ogółu, wartości. Pan Kaczyński trafnie rozpoznał nastroje wyborców, co widać po rezultatach ostatnich wyborów . Czyli jest politykiem wybitnym, przynajmniej w polskiej skali i na tle reszty naszej klasy politycznej. Jeśli tak, to wie co robi. Być może KOD , w przypadku przyszłego większego kryzysu, ma być całkiem użytecznym wrogiem ludu. Odpowiedzialnym za sprowadzenie wszelkich nieszczęść na Polskę.

Fretka też nie wie czego chce. Zdjęcie Małgorzaty

Ktoś powie: p. Kaczyński nie jest wybitnym politykiem, a jedynie doskonałym fachowcem od marketingu, zręcznie stosującym odpowiednie techniki, by przywabić ludzi biernych, przeciętnych, wrogich wszelkim nowinkom, niepotrafiących poradzić sobie z natłokiem sprzecznych informacji itd.

Pozwolę sobie złośliwie zauważyć: przecież większość z nas jest właśnie taka. Ja, na przykład, nie lubię ideologicznych wegetarian, męczenie się (ćwiczeniami) po to, by się zmęczyć, uważam za bezcelowe (choć, wstyd się przyznać, kiedyś ćwiczyłem też), znaczną część koncepcji OZE uważam za kosztowną dziecinadę (krytykuję, co prawda, nie tyle samą koncepcję, co metody jej wprowadzenia), wykorzystywanie gazu, jako paliwa którego nie mamy, zamiast węgla kamiennego i brunatnego, który mamy, mam za głupotę (co nie znaczy, że akceptuję wydobywanie węgla celem palenia go i zatruwanie w ten sposób środowiska - mamy my w końcu naukowców, którzy potrafiliby opracować inne metody pozyskiwania energii z węgla?).

PiS stawiało od dawna na konserwatyzm społeczeństwa, właściwie na swojskość - widział to ktoś dawniej, by po kościele iść do galerii handlowej, kina, parku rozrywki? Do knajpy się statecznie szło, a żona z dzieciakami do domu pędziła, obiad gotować. Stawianie na swojskość dawało tej partii najwyżej 30% poparcia, resztę zapewniły nieudolne rządy oraz traktowanie Polski jako łupu przez PO i PSL. Dobra zmiana tradycję podziału łupu najwyraźniej kontynuuje, lecz nikogo już to chyba nie obchodzi.

Mnie niepokoi nie tyle przywiązanie do swojskości - choć istnieje groźba narzucania jej wszystkim, ile, będący pochodną swojskości, ogląd rzeczywistości z pozycji żaby. Przekonanej, że błotnisty stawek, w którym żyje, to centrum świata. Spójrzmy, na przykład, na krytyków UE, żądających wyjścia z tej struktury lub wyrażających radosną nadzieję, że ów eurokołchoz się rozpadnie. Jeśli to nie punkt widzenia żaby, to najwyżej pogląd ubogiego wiejskiego gospodarza. Odmawiającego współdziałania z bogatszymi gospodarzami na wsi, bo oni chcą mu dyktować warunki, a on nie jest na tyle sprytny, by porozumieć się z innymi ubogimi. Biedak nie zdaje sobie sprawy, że ktoś z zewnątrz woli załatwiać interesy z jednym czy trzema zamożniejszymi mieszkańcami wsi niż użerać się z całą wioską. Nie rozumie też, że to on będzie zwykle stratny i stanie się jedynie przedmiotem porozumień czynionych przez bogatych gospodarzy z bogaczami spoza wioski.

Innym problemem jest przecenianie przez PIS pozycji i znaczenia Polski, podzielane przez elektorat partii. Polska jest wciąż krajem peryferyjnym czy, jak chcą niektórzy, półperyferyjnym. Po prostu, centra zarządzania gałęziami gospodarki europejskiej i światowej oraz centra naukowo - badawcze, rozwojowe, technologiczne, finansowe, kulturalne i inne znajdują się poza Polską. Co prawda, przez dwadzieścia lat z hakiem, można było spróbować stworzyć jedną lub dwie gospodarcze struktury międzynarodowe z kwaterą główną w Polsce, ale do tego potrzeba mądrych i sprytnych przywódców. Kompradorska inteligencja, to za mało.* Wojenka z politykami i mediami kilku państw naraz, w tym z najważniejszymi naszymi sojusznikami ** nie poprawi pozycji Polski. Jaki cel ma ta wojenka, prócz usatysfakcjonowania swojaków, nie wiedzą nawet niektórzy zwolennicy PiS.

Politycy PiS, podobnie zresztą jak politycy innych partii, nie dostrzegają też różnicy między umiejętnością czarowania elektoratu - dzięki której zdobyli władzę, a umiejętnością rządzenia. Pospieszne obsadzenie swoimi ludźmi wielu stanowisk niechybnie spowoduje, przynajmniej przejściowe, obniżenie efektywności pracy instytucji - nowi muszą się wdrożyć. Ogłaszanie chęci likwidacji tego czy tamtego, gdy nie ma nawet wstępnej koncepcji, na pewno nie zmotywuje urzędników do lepszej pracy. Dołóżmy do tego konflikt z sędziami oraz diabli wiedzą z kim jeszcze w najbliższej przyszłości i co otrzymujemy? Bardzo teoretyczne państwo.

Zamienienie go w państwo sprawne może zająć nawet kilka lat. Ideologiczne kierownictwo PiS naprawdę mogłoby się zastanowić czego właściwie chce i czy to czego chce nie jest zbyt kosztowne. Dla Polski, ale dla partii też.

*Należy przyjąć dawkę roztworu wodnego alkoholu etylowego przed sprawdzeniem hasła w internecie. Na trzeźwo nie da się czytać części tekstów odnoszących się do tematu. Dla mnie negatywna rola kompradorskiej inteligencji , polegała na ochoczym uczestnictwie w krytykowaniu zaangażowania polskich firm np. w tworzeniu programu dla ZUS. Oskarżano, rzucano podejrzenia, po czym angażowano firmy zagraniczne. Albo w jazgocie na temat konieczności prywatyzacji w ogóle, a tego czy innego przedsiębiorstwa w szczególności. Po czym przedsiębiorstwo sprzedawano jego zagranicznemu konkurentowi...

** Por. tekst Marlowa na podstawie artykułu w ABC News

8 komentarzy:

  1. @Henryk Całe szczęście, że przyjąłem właściwą dawkę! ;-)

    Ale tak poważniej, to jest dziwna sprawa trochę z tymi kompradorami - dlaczego u nas to jest chyba głównie zarzut padający ze strony prawicy (Uważamrze, Slalom24, Ziemkiewicz, Michalkiewicz), gdy oryginalnie to był element postkolonialnej dyskusji (neo)marksistowskiej (neo w nawiasie, bo nie zawsze była jakoś wyraźnie "neo"). Można rzec, takie już jest w tym kraju dziwne materii pomieszanie> Można, ale...

    Jacuś tu wód.. Się tu cuś zgodzić nie mogę, bo choć widzę w miarę wyraźnie rzeczywistą funkcję takich terminologicznych wygibasów, to one raczej rozmywają, niż klarują obraz sytuacji. Kiedy mówimy o kompradorskich elitach intelektualnych, musimy myśleć najpierw o brytyjskiej i postbrytyjskiej Kenii, francuskiej i postfrancuskiej Algierii, etc. To byłaby, swoją szosą, ciekawa dyskusja; porównajmy je np. z krajami sąsiednimi, gdzie znaczenie "kompradorskich elit" było mniejsze, lub zostało siłą zredukowane - ale to już insza inszość.

    W naszej części świata mamy chyba bardziej uniwersalny i ponadgrupowy, ani nie ograniczony do inteligencji, ani nie elitarny, kompleks aktora prowincjonalnego, u którego chęć imitowania oskarowych twórców miesza się z agresją wobec tychże. (Bo jak się nie wk****ć, gdy on przecie nie gorszy, jeno nie docenili, rzucali kłody pod nogi, miał pod górkę do teatru itd.)

    Dlaczego więc teoria "kompradorskiej inteligencji" jest u nas użytecznym narzędziem walki politycznej gł. z prawej strony barykady? Szak jak wiadomo, klasyczną odpowiedzią na zagrożenie "kompradorską inteligencją" jest odwołanie się do "nacjonalizmu uciśnionej większości". (To neomarksizm w czystej postaci. Naszej prawej stronie to nie przeszkadza.)

    "Uciśniona większość" też, oczywiście jest w naszych warunkach złudzeniem, bo ani to większość, ani większość większości nie jest uciskana. Jest duża grupa, która dostrzega istnienie uciśnionych i na tym dostrzeganiu buduje swoją tożsamość (samych uciśnionych to specjalnie ani nie ziębi, ani nie grzeje)
    Ale... To już polityczne mitologie.

    Strasznie jest chaotyczny ten komentarz. Chyba muszę jeszcze nad sprawą pomyśleć. Wracam do dawkowania.
    Zdrówko!
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy Ty ich nie przeceniasz? To propagandziści, może coś tam przeczytali gdy zaczęli napieprzać o kondominium. Twoje rozważania pasują ewentualnie do prawicowych naukowców. Kompleks aktora prowincjonalnego wydaje mi się podstawową motywacją istnienie dzisiejszej prawicy. Dawni komuniści sądzili, że maja świetne rozwiązanie zapewniające szczęście ludu, naziści wierzyli, że ich ideologia jest nieodzowna dla narodu niemieckiego. Większość dzisiejszych, polskich prawicowców, moim zdaniem, to frustraci - trzeciorzędni, prowincjonalni twórcy, przekonani o swojej wielkości i o istnieniu spisku blokującego im drogę do sławy. W Polsce i tak już panuje kult przeciętności, a teraz te hufce zaczną tworzyć kult miernot. Ludzi, którzy wprawdzie niczego istotnego nie zrobili ale, przeniknięci genetycznym patriotyzmem, zrobić chcieli. Ileż wzniosłych postaci można wynaleźć w ten sposób, podstawiając je ludowi dla uczczenia. Pytanie tylko czy lud uwierzy, że cyrk to nie cyrk. Na zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Henryk Nawet mi nie mów... Co tu się czepiać, jak słusznie piszesz, propagandzistów, gdy od łbów się szproty psuć zaczynają.
    Taki przykład (akurat ciut związany z tematem).
    Kiedyś, bodaj jeszcze w latach 80. jeden z far..., znaczy się, jeden z koryfeuszy polskiej myśli socjologicznej, popełnił drobny błąd. Mianowicie, przekręcił imię Enzo Faletto - średnio znanego socjologa chilijskiego i współautora teorii "zależności i rozwoju" (drugim autorem był FHC, socjolog i prezydent Brazylii). Koryfeusz nasz, w najlepszej tradycji "kakoj że on Pierre Doliński, piszy jemu Jebakow", przemianował Enzo na bez porównania szlachetniejszego Eduardo (poza tym mu się z Gierkiem skojarzyło, bo za Gierka szlify zdobywał. A szlifował mistrzowsko...)
    Błąd drobny i bez znaczenia strategicznego.
    Jeno czemu po dziś dzień, w kraju naszem malowanem zbożem rozmaitem, doktory i inne profesory, na fali globalnego ocipienia odgrzewają i radośnie publikują "Eduardo Faletto", nieświadomi, iż demonstrują nie tylko opanowanie techniki grupowego odcycania alla Polacca, ale również powierzchowność własnych tzw. "badań"?


    ______________________
    * Żeli któryś z czytelników się nie zna na metodologii, odcycanie klasyczne (arch. "odcytanie cytatu") jest wyższym stopniem cytowania, a wygląda mniej więcej tak:
    1. Profesor Yak Mutam tworzy i publikuje teorię w swoim narzeczu, nieznanym profesorowi Przyczajonemu.
    2. Profesor V. Useful zna narzecze prof. Mutama, więc pisząc na podobny temat, czyta jego publikację, cytuje teorię i podaje stosowny przypis, i to w książce napisanej w języku znanym profesorowi Przyczajonemu.
    3. Profesor Przyczajony znajduje stosowny przypis w pracy profesora Usefula, i spokojnie go odcyca, stwarzając wrażenie, iż pracę prof. Mutama zna na wylot, a nawet na dwa.
    W postmodernistycznym wariancie alla Polacca odcycanie traci zbędny związek z nieznajomością narzeczy, no bo ludzie, po h** to wszystko czytać gdy ktoś już to kiedyś przeczytał, bo gdyby nie przeczytał, to by nie wsadził do przypisu, nie?
    Zdrówko!

    OdpowiedzUsuń
  4. ...Lewicowcy z kolei, to ludzie zwyczajnie leniwi, usiłujący znaleźć uzasadnienie żądania podzielenia się z nimi dochodami przez nieleniwych. To gwoli uzupełnienia mojego poprzedniego komentarza. Sprawdziłem informacje o Twoim Enzo Faletto, tylko w Wikipedii. Są krótkie, jednobrzmiące notki w hiszpańskim, francuskim, portugalskim. Wymieniają dzieło , o którym wspomniałeś: Dependencia y Desarrollo en América Latina (skopiowałem), napisane razem z Fernando Henrique Cardoso (może dlatego tylko o nim piszą). Ciekawe ile osób w Polsce, prócz Ciebie, słyszało o Enzo Faletto... Nie znam się na metodologii, ale uważam, że odcycanie to świetny wynalazek. Dzięki niemu każdy może zostać naukowcem, realizując hasło równości. Mimo mojej niezwykłej przenikliwości oraz innowacyjności na to nie wpadłem. Mam tylko prośbe do przepisywaczy - odcycaczy: niech sobie zwiększają objętość własnych dokonań naukowych, ale nie występują jako eksperci, fachowcy, biegli

    OdpowiedzUsuń
  5. @Henryk Niestety, z mojego doświadczenia wynika, że właśnie odcycacze najbardziej garną się do rozmaitych funkcji eksperckich. Trudno coś na to poradzić. Osobnicy, jak mawia moja szanowna Babcia, "starej daty" (chodzi o archaiczny sposób myślenia, niekoniecznie o datę urodzenia ;-), są zainteresowani samymi badaniami, i w te pieczeniarskie układy wchodzą nader niechętnie.
    :-\

    OdpowiedzUsuń
  6. Swoją drogą, trzeba być wielkim leniem oraz, z założenia, pisać do archiwum, ewentualnie dla niewielkiej grupki ludzi od piszącego zależnych, jeśli "cytuje" się kogoś, kto praktycznie nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to jest najdziwniejsze w tym wszystkim, ale właśnie chyba nie do archiwum i nie tylko dla zależnych.
      Znam odcycaczy absolutnie przekonanych, że ich prace to kroki milowe na drodze rozwoju ludzkości, i tylko dureń czepiałby się takich drobiazgów. Naprawdę.

      To jakiś szczególny stan umysłu, w którym wyobraźnia magiczna zyskuje przewagę nad rzeczywistością, i który jakoś chyba odnosi się i do głównego pytania Twojego wpisu, i do wymiany zdań pod moją "Śmiercią w Wenecji".

      Na pewno nie jest charakterystyczny wyłącznie dla Polski, ale u nas jest chyba silnie związany z percepcją narodowych dziejów - i ich szkolnym wykładem.

      Romantyczność polska jako permanentny stan schizotypowy?

      Tu trzeba zdrowia - Na zdrowie!
      ;-)

      Usuń
  7. Coś w tym może być. Podobno 20% Polek i Polaków cierpi na zaburzenia psychiczne, w tym jakaś część na zaburzenia osobowości, powodujące trudności w funkcjonowaniu społecznym. Osobowość schizotypową charakteryzują: poczucie, że jest się przedmiotem szczególnej uwagi, koncentracja na sobie, myślenie magiczne, niekonsekwentne i nielogiczne zachowania, pozorny chłód emocjonalny, doszukiwanie się we wszystkim ataku na siebie. Osobowości: schizotypową i schizoidalną cechuje niezdolność do nawiązywania kontaktów społecznych. A my przecież tworzymy marne społeczeństwo. Poza tym, wydaje mi się, że niektórych ludzi w Polsce, bedących autorytetami dla mas, cechuje myślenie magiczne oraz wygłaszanie sądów, sugerujących urojenia pananoiczne. Teorie spiskowe, z kolei, wyznają pewnie ludzie na całym świecie, ale chyba rzadko bywają, tak jak my, przekonani że wszyscy wokół spiskują akurat przeciw nim. Duża część z nas wierzy, że wszyscy sprzysięgają się przeciwko Polsce i, z jakiegoś powodu, chcą nas zniszczyć. Wszyscy nas zdradzali i zdradzają, Zachód uczynił z Polski swoją kolonię itd. No i ten dziwaczny romantyzm: podejmowanie niewłaściwych działań, w niewłaściwym czasie i zbyt małymi siłami, a potem uzasadnianie konieczności owych działań i przerabianie okropnych klęsk na "romantyczne" sukcesy. Trzeba koniecznie zwiększyć w Polsce dostępność opieki psychiatrycznej oraz psychoterapii!
    Na zdrowie!

    OdpowiedzUsuń