wtorek, 20 października 2015

Należy rozwijać co się ma, a nie marzyć o cudownych odkryciach i technologiach w nieistniejących u na dziedzinach

Niedawno prof. Kołodko, który wydaje mi się ekonomistą "czującym" gospodarkę powiedział: "Polska gospodarka nie może opierać się na służbach mundurowych, wieprzowinie i węglu zamiast na wiedzy… Trzeba zwiększać nakłady, ale na naukę, oświatę i służbę zdrowia ". Nakłady na wymienione dziedziny dobrze byłoby zwiększyć, byle nie mechanicznym dosypywaniem pieniędzy z budżetu. Pieniądze, zwłaszcza na naukę, powinna dołożyć gospodarka, płacąc za nowe technologie, projekty, innowacje. Przeciwstawianie wojska, węgla i wieprzowiny wiedzy sugeruje, że Caracale i inne kupuje się bezwiednie, węgiel kopią górnicy kilofami i łopatami itd.

Prototyp Aermacchi M-346 Wikimedia Commons zdj. SCDBob. Ten samolot zakupiliśmy jako następcę PZL TS 11 Iskra.

Gospodarka oparta na wiedzy polega generalnie na nakłanianiu naukowców do prowadzenia badań zapewniających tworzenie nowych technologii, know how, optymalizacji organizacji produkcji i usług oraz na tworzeniu sieci gromadzących, przetwarzających i zapewniających dystrybucję wiedzy i informacji (danych). Kiedyś naukowcy badali obszary rzeczywistości wedle własnych zainteresowań, dzisiaj (przynajmniej teoretycznie) winni znajdować nowe rozwiązania dla gospodarki i społeczeństwa.

Wojsko, a właściwie przemysł zbrojeniowy, tworzy doskonałą przestrzeń dla rozwoju nowych technologii i szeroko pojętej innowacyjności. Ponieważ państwo, tak czy inaczej, wydaje duże pieniądze na uzbrojenie, wyposażenie i utrzymanie sił zbrojnych. Znaczną część tego uzbrojenia i wyposażenia należy po prostu zamawiać i kupować w kraju. Że u nas, jak to u nas, musi być burdel na każdym kroku, to inna sprawa. Przykładem armatohaubica Krab. Program rozpoczęto w 1991 roku, potem były problemy finansowe, następnie producent nie potrafił sobie poradzić z pękaniem podwozia, spalinami w środku, przeciekającym silnikiem i w końcu zakupiono podwozie w Korei. Nie, na razie nie w Północnej, w Południowej.

Teoretycznie, jeśli w kraju istnieje wielki sektor gospodarki - jak u nas górnictwo węgla kamiennego, powinna też istnieć odpowiednia gałąź przemysłu, zaopatrująca ów sektor we wszystko co niezbędne. Oraz porządne zaplecze naukowe i badawczo -rozwojowe pilnie poszukujące nowych technologii wydobycia i przetwórstwa węgla, oferujące nowe rozwiązania w zakresie organizacji pracy, bezpieczeństwa pracujących itd. Przemysł górniczy, mając duży rynek krajowy, na którym zdobywa wiedzę i doświadczenie, winien też eksportować znaczne ilości sprzętu . Nasz przemysł jakoś nie błyszczy. Sprzedają maszyny i urządzenia do Chin, Rosji, Argentyny i gdzie indziej, ale wartość eksportu to zaledwie kilkadziesiąt milionów dolarów. Jeszcze mniej błyszczy zaplecze naukowe i badawczo - rozwojowe górnictwa. Czy w kopalniach, zwłaszcza tych szczególnie zagrożonych wybuchem metanu, nie powinny pracować roboty i automaty wydobywcze? Podobno w KWK Pniówek pracuje od 2012 roku automatyczna ściana węglowa... Przez lata dla górnictwa nie opracowano nowych technologii, nie uzyskano też żadnego postępu w obniżce kosztów wydobycia.

Produkcja wieprzowiny i produkcja żywności w ogóle nie może być zastąpiona sieciami zbierającymi i przekazującymi wiedzę. Bo nawet programiści, podobno, czasem muszą coś zjeść. Wieprzowinę można wytwarzać, niszcząc środowisko odpadami, szczególnie gnojowicą. Można też wykorzystywać wszelkie produkty z korzyścią dla środowiska i ludzi też. Bardzo celowe byłoby wyeliminowanie świń z łańcucha produkcyjnego wieprzowiny.

W sumie: w pierwszej kolejności trzeba pogłębiać wiedzę, dokonywać odkryć, tworzyć nowe technologie, rozwijać innowacyjność w sektorach gospodarki już istniejących u nas, a nie marzycielsko liczyć na cud, w postaci pojedynczego odkrycia czy pojedynczej technologii. Bo liczy się końcowy produkt, który może być użytkowany. Na przykład karabin Kałasznikowa,( a nie tylko suwadło z tłokiem gazowym), głowica jądrowa, telefon komórkowy, motocykl Harley-Davidson.
Tu trzeba zauważyć: posiadanie niezbyt dużych zasobów w postaci kadry, aparatury badawczej i przemysłu plus idiotyczne polskie piekiełko, nie gwarantuje sukcesu. Przykładem próba wyprodukowania następcy samolotu PZL TS 11 Iskra. * Nawiasem: zakupione we Włoszech, za 280 mln dolarów, samoloty Aermacchi M-346 są oparte na konstrukcji Jaka -130.

Polskie zasoby są naprawdę szczupłe** i sukces w tym czy w tamtym możemy odnieść jedynie koncentrując wysiłek na wybranych dziedzinach. Oraz działając konsekwentnie, systematycznie, poskramiając wybujałe ambicje i oczekiwania szefów struktur państwowych, (np. SZ RP). To musieliby czynić politycy. Niestety, wątpię czy oni chcą i potrafią.
* Krótka historia Irydy
** Na przykład, w latach siedemdziesiątych otrzymaliśmy z Wietnamu samolot F-5E. Przymierzano się do skopiowania silnika tego samolotu, ale okazał się zbyt technologicznie zaawansowany...

2 komentarze:

  1. Znaczy, pies Szarik mówił mi przy piwie, że pomysł zakupu technologii podwozia w Korei Północnej był już bardzo zaawansowany, ale kiedy przystąpiono do testów praktycznych, to ten pluton, który miał zbiorowo nosić haubicę na plecach, zbuntował się kompletnie, dali szwejki w długą, i do dziś ich szuka żandarmeria wojskowa... Więc trzeba było błyskawicznie zmienić dostawcę technologii, a że Korea Południowa leży najbliżej, więc jak błyskawicznie, to błyskawicznie!

    Ale tak poważnie, to jednak trudno czasem zrozumieć, dlaczego, w regularnych odstępach czasu, przerywane jest połączenie między zbrojeniówką, WP i MON. Czy może raczej - dlaczego tak rzadko to połączenie jest nawiązywane.

    Z Caracalem to aż trudno się dziwić, że opozycja doszukuje się podejrzanych motywów całej sprawy. Alternatywnie, trzeba byłoby przyjąć skrajną głupotę całej grupy osób.

    No, w sumie...

    Mimo wszystko - zdrówko!
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katastrofa Irydy 24 stycznia 1996, sugeruje istnienie (poważnego?) błędu konstrukcyjnego. Samolot o takim przeznaczeniu chyba nie powinien rozlatywać się w powietrzu. Charakterystyczne u nas jest wzajemne udowadnianie przez przedstawicieli np. wojska i producenta posiadania racji absolutnej. Druga strona racji nie ma wcale. Próby, w miarę obiektywnego, wyjaśnienia przyczyn niepowodzeń poczytywane są za słabość. Obecnie można to wyjaśnić kapitalistyczną chęcią zysku, ale czym wyjaśnić ów stan rzeczy w PRL? Może my jednak, Polki i Polacy jesteśmy jakoś popie.doleni? Bladego pojęcia nie mam dlaczego wybrano Caracale, a zwłaszcza dlaczego tak mętnie się tłumaczono? Może nasi politycy uznali, że oto w wielkiej mocarstwowej grze biorą udział - blokując sprzedaż Rosji Mistrali? W rezultacie Francja zarobiła dużo, Rosja nie straciła, prawdopodobnie też zarobi, a my - jak zwykle...
      Na zdrowie!

      Usuń