
Władysław Skoczylas Śpiący rycerze. Czy zostaną niebawem zmobilizowani?
Rozumiałbym to, gdyby partie istotnie się różniły. Na przykład Partia Komunistyczna głosiłaby konieczność nacjonalizacji wszystkiego co się da i upaństwowienia pozostałości, zaś Partia Liberalna proponowałaby prywatyzację wszystkiego co się da oraz sprzedaż pozostałości. Albo różne partie reprezentowałyby wyraźnie interesy różnych klas, warstw i grup społecznych (zawodowych). Jedna: klasy robotniczej lub pracowników czy mieszkańców miast. Druga hołubiłaby przedsiębiorców i ludzi przedsiębiorczych, traktując resztę jako nawóz historii. Trzecia głosiłaby przodującą rolę społeczną mieszkańców małych miejscowości, jako nosicieli prawdziwych wartości tudzież ludzi aktywnych, decydujących o rozwoju kraju.
Żeby choć w ocenie roli i znaczenia wielkich i dużych grup społecznych realnie istniejące partie się różniły. Któraś, przykładowo, wysoko oceniałaby poziom polskiej oświaty, bijąc głębokie pokłony nauczycielstwu polskiemu. Inna, krytykowałaby poziom oświaty, głosząc konieczność znacznego podwyższenia jakości nauczania i poziomu nauczycieli. Następna żądałaby likwidacji nierentownego górnictwa węgla kamiennego ( w domyśle - również górników), wskazując przy tym grupę społeczną (zawodową), która na owej likwidacji zyskałaby najbardziej (Ględzenie o zyskujących podatnikach mnie irytuje - nikt, nawet z grubsza, nie policzył ile i przez ile lat podatnicy musieliby dopłacać do likwidowanej branży. Swoją drogą, nieudolność kolejnych rządów odnośnie górnictwa jest nieprawdopodobna).
Tymczasem, istniejące u nas partie polityczne nie różnią się niczym, co może mieć realny wpływ na poziom i jakość życia ogółu wyborców. Owszem, zwycięstwo PiS będzie miało znaczenie dla, mnie więcej, trzystu tysięcy ludzi, którzy zastąpią, na zazwyczaj dobrze płatnych stanowiskach, obecnych nominantów PO i PSL (publicyści i dziennikarze tzw. prawicowi pewnie czekają niecierpliwie na miejsca w TVP oraz innych, wciąż wcale licznych , instytucjach państwowych). Zaś utrzymanie się PO przy władzy, uchroni część obecnych prezesów, dyrektorów i pracowników przed utratą dochodów oraz prestiżu.
Ale czego oczekują od zwycięzcy wyborów przeciętni wyborcy? Nie wiem, ilu z nas wciąż cieszą obietnice polityków. "Rozdających" podatnikom, po uważaniu, pieniądze, zabrane im wcześniej. Ilu chce wygranej PiS/PO wyłącznie jako kibice (oby nasi wygrali!). Ilu będzie głosować na PIS przeciw PO i odwrotnie? Jak mocno ważą na podejmowanych przez nas decyzjach wyborczych (durnowate) kwestie światopoglądowe? Moim zdaniem, jako zbiorowość, społeczeństwo, jesteśmy wyjątkowo podatni na baśnie i fikcyjne "filozoficzne" problemy (gender, in vitro, aborcja, polityka historyczna), przynajmniej wśród społeczeństw państw w miarę rozwiniętych. Wątpię, by Amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi i inni dali się, tak jak my, zagdakać różnymi światopoglądowymi pierdołami, baśniami , podziałami typu: młodzi i wykształceni z miast, kontra starzy i niewykształcani ze wsi , przemysłem pogardy i innymi głupotami, zwłaszcza gdy rzeczywistość tu i ówdzie skrzeczy.
Propaganda polityczna opiera się na symbolach. Niektórzy uczeni w piśmie twierdzą, że w kampanii przed wyborami parlamentarnymi 2015 roku ścierają się różne Polski. Nie różne wizje Polski, a właśnie różne Polski. Jak to możliwe, skoro w realnym świecie istnieje tylko jedna Polska? (To takie państwo w Europie Środkowej, zamieszkałe przez 38,5 mln ludzi, obejmujące terytorium 321 679 km kwadratowych między Bałtykiem i Sudetami oraz Karpatami). Jeśli istnieje, tu i teraz, Polska realna, to ta druga Polska musi być mityczna. Znaczna część naszej, tzw. prawicy wierzy (albo udaje, na jedno wychodzi ) w istnienie Polski mitycznej. Będąc przy tym przekonana, że to Polska prawdziwa , a jeśli nawet nie, to prawdziwa być powinna. Nie znają rzeczywistego potencjału naszego państwa lub go ignorują. Gotowi są więc prowadzić politykę "mocarstwową", która zgubiła już II Rzeczpospolitą. Widzą tę swoją Polskę "okupowaną", szykują się do jej "wyzwolenia", chcą walczyć z korupcją, która podobno przeżera nasz kraj ( według rankingu Transparency International, Polska zajmowała w 2014 roku 35 miejsce na 175 państw - im korupcja mniejsza, tym miejsce wyższe) itp. Jeżeli wierzą w to co mówią, będą zmuszeni prowadzić w Polsce wojnę narodowo - wyzwoleńczą.
To nie jest całkiem nieprawdopodobne, zważywszy że czołowy prawicowy ideolog - poeta uznał, zdaje się, Tadeusza Rejtana za jedynego prawdziwego Polaka w swoim czasie. Od reszty niby - Polek i Polaków należało wtedy nasz umęczony głupotą i paranoją kraj, wyzwolić? Pisząc poważniej: prawica źle rozpoznaje przyczyny trwonienia przez nas czasu i innych zasobów. Istotniejsze niż korupcja (którą zwalczać trzeba) są niskie kompetencje polityków i wysokich urzędników, złe prawo, wadliwe struktury państwa i inne. Jeśli PiS, po zdobyciu władzy, zacznie walkę z cieniami oraz PO, straci bezpowrotnie czas - nie swój, a Polski i uzyska tyle co p. Ziobro wojujący z piratami drogowymi. Za piratów robili głównie pijani rowerzyści, łapani przez policjantów na wiejskich dróżkach.
Modernizacja Polski i jej szybszy rozwój wymagają wiedzy, umiejętności, pracowitości, determinacji. Nie paranoicznego szukania i zwalczania ZŁA oraz zastępowania go DOBREM. Takie rzeczy, to tylko w baśniach ludowych się czynią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz