
Trudno znaleźć polityka skutecznego i pozbawionego wad.
Ktoś zauważy może w tym miejscu: - A czemuż to oni są tacy przewrażliwieni? Dlaczego Zachód miałby uwierzyć propagandzie rosyjskiej? Otóż, nie tylko moim zdaniem, Zachód, a konkretnie najsilniejsze państwa zachodnie, uwierzyłby, bo mógłby wtedy zignorować Polskę. Prawdopodobnie bowiem szykuje się coś w rodzaju nowej Jałty. Porozumienie państw najsilniejszych ponad głowami państw słabszych. Porozumienie, nie uwzględniające interesów państw średnich i małych. Co wcale nie oznacza rzucenia tych państw - przynajmniej członków NATO i UE, przykładowo, na pastwę Rosji . Przy czym, do nowego podziału stref wpływów nie dojdzie z wtorku na środę. To raczej będzie proces, niekiedy chaotyczny i pełen zawirowań.
Polska nie musi , mimo swojej słabości, być jedynie pionkiem w tej grze. Nie zawsze przecież, zwłaszcza w dyplomacji, liczy się jedynie siła państwa. Mierzona wielkością gospodarki, PKB na głowę, jakością państwa, jego potencjałem militarnym. Ważna bywa zdolność do tworzenia sojuszy, choćby taktycznych, skuteczne, możliwe do przyjęcia przez innych, pomysły rozwiązywania problemów NATO czy UE, a także tworzenie dla europejskiej , a nawet światowej opinii publicznej, wizerunku Polski pragmatycznej i miłej . Takiej, której należy się wsparcie, szacunek oraz przyjemnie mieć ją za sojusznika i przyjaciela.
Niestety, polska dyplomacja z uporem tworzy wizerunek Polski, będący skrzyżowaniem strachliwego zajączka spod miedzy z krnąbrnym dzieciakiem, który niezbyt wie czego chce, za to wiecznie marudzi. Ostatnio, 22 września 2014 roku, ministrowie spraw wewnętrznych państw UE przegłosowali podział 120 tysięcy uchodźców. Polska głosowała za, mimo wcześniejszych uzgodnień w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Moim zdaniem, bardzo dobrze się stało, że Polska głosowała za - poza wszystkim nasza "pryncypialność" w przeszłości , bywała dla nas skrajnie niekorzystna. Natomiast o pomstę do nieba woła taktyka polskiego rządu odnosząca się do wypracowania rozwiązania problemu. Najpierw bojowe okrzyki: nie zgadzamy się na obligatoryjne kwoty, nie zgadzamy się na to i na tamto, po czym potulne głosowanie za.
Dlaczego nie próbowano ustalić na co się możemy nie zgodzić, by następnie ogłosić sukces, bo większość państw UE przyjęła nasz punkt widzenia? Można było protestować np. przeciw koncepcji osiedlania uchodźców na stałe, ogłaszając następnie, że zostaną u nas tylko czasowo. Propagandziści związani z rządem mogli przy tym wskazywać publice: uchodźcy i tak u nas nie zostaną, wyjadą do Niemiec, więc o co tu wojować? Również moralizatorstwo dla ubogich (należało je chyba zostawić publicystom), zamiast racjonalnych argumentów, w tym konieczności budowania pozycji Polski w UE itp. było nieskuteczne i brzmiało fałszywie. PO prawdopodobnie pogorszyła wizerunek Polski w Europie ze strachu przed PiS oraz wskutek wyraźnego braku fachowców od PR, zdolnych do analizy rzeczywistości i prognozowania rozwoju wydarzeń, choćby na parę miesięcy naprzód.
Sytuacja w Europie i na świecie będzie się komplikować. Nie wiem czy mamy fachowców - polityków i ekspertów, zdolnych określić, jak nie optymalne, to chociaż racjonalne sposoby wykorzystywania sytuacji korzystnych i reagowania na zagrożenia. Dwie jaskółki, wspomniane na początku wpisu, nie czynią wiosny.
*Ambasador powiedział w wywiadzie dla TVN 24: „Polityka Polski doprowadziła do tej katastrofy we wrześniu 1939 roku, bo w ciągu lat 30. XX wieku Polska przez swoja politykę wielokrotnie blokowała zbudowanie koalicji przeciwko Niemcom hitlerowskim. Częściowo Polska była więc odpowiedzialna za tę katastrofę, do której doszło we wrześniu.”






