poniedziałek, 28 marca 2016

Bezmyślne myślenie Europejczyków

Stanisław Lem, pisząc o inwersji jako strukturze generującej fantastyki , powołał przykład powieści Thais Anatola France'a. Krótkie ramię operatora zamienia w niej miejscami tylko dwie osoby: kurtyzanę Thais i pustelnika Pafnucego, ramię długie robi wielki przekręt metafizyczny. Obecnie ludność Europy, a być może też USA, uczestniczy w nieco podobnej operacji: zamienia miejscami dobrych i złych ideologów czyli, dotychczas dobrych, zwolenników multikulti mianuje złymi, a do niedawna złych przeciwników przyjmowania obcych, czyni dobrymi. Krótkie ramię inwersji zamienia miejscami jedynie zwolenników i przeciwników przyjmowania w Europie muzułmanów, zaś długie ramię… Co (z)robi długie ramię, nie wie nikt.

Święta powoli mijają, wiosna nadchodzi, to mogę trochę pomarudzić.

Bowiem przedmiot dyskusji uogólnił się, jak zwykle, i zamienił w pojedynek prawaków z lewakami. Prawacy i lewacy wnoszą w przestrzeń publiczną swoje bagaże poglądów ani spójnych, ani opartych na wiedzy czy, w miarę zwartych , doktrynach politycznych, społecznych, etycznych.
Niedawno rozmawiałem z panią, która najpierw skrytykowała tego pana, bo nie przepuścił przed sobą tej pani, a parę minut później wkurzyła się na tamtego pana, bo przepuścił tamtą panią. Jej doktryna, podzielana zresztą przez wielu, jest bardzo prosta: dobre jest to, co jest aktualnie dla niej korzystne. Ale, po pierwsze: tylko spróbujcie jej to uświadomić, a po drugie: na bazie tej doktryny nie da rady niczego zbudować (struktur społecznych, norm moralnych) ani rozwiązać.

Podobnie jak owa pani zachowuje się lub usiłuje zachowywać wielu ludzi oraz wszystkie państwa, prowadząc politykę zagraniczną. Przy czym, od siły państwa i skuteczności jego propagandy, zależy przyjęcie jego argumentów przez polityków i opinię publiczną. Realnie, ISIS nie jest trudnym do pokonania wrogiem. Przy pełnowymiarowej wojnie, z jego bojowników oraz ludności niewiele by zostało. W skrajnym wypadku tylko skażona ziemia, woda i atmosfera.

To nie ISIS jest trudnym do pokonania wrogiem, to my, czyli szeroko pojęty Zachód, nie decydujemy się na prowadzenie pełnowymiarowej wojny. Nie wzywam do takiej wojny, zwracam tylko uwagę na różne, niekiedy niedostrzegane, subiektywne ograniczenia , które zawsze ktoś może usunąć. O tym, że często przeciwstawne interesy różnych państw, tworzą kolejne ograniczenia, pisać szerzej nie warto. W propagandzie, nasi terroryści to bojownicy, zaś wasi bojownicy to terroryści.

Bagaż wnoszony przez prawicę, która obecnie, w związku z kolejnymi zamachami islamistów, jest na fali, obejmuje ideologie, idee, poglądy niemające nawet pośredniego związku z zagrożeniem terroryzmem islamskim. Oczywiście, partie zwane prawicowymi, czasem populistycznymi (dla mnie kryteria stosowania nazw są wysoce niejasne), wykorzystują i będą wykorzystywać uprawniony strach ludności przed islamistami, ale w zanadrzu mają ideologię, której istotnymi częściami bywają nacjonalizm i ksenofobia oraz tęsknota za starymi dobrymi czasami, niekoniecznie istniejącymi kiedykolwiek w rzeczywistości. Na Zachodzie żadna z tych partii istotnych sukcesów, na razie, nie odniosła. W Polsce , twarda odmowa przyjęcia uchodźców, być może, zwiększyła przewagę PiS nad PO.

PiS nie głosi szowinizmu, ksenofobii, antysemityzmu, rasizmu, ale bagażem tej partii są ugrupowania i ludzie takie hasła głoszący. Władza Prawa i Sprawiedliwości otwiera przestrzeń dla tych ludzi i ich ośmiela. Otwiera raczej niechcący bo, prawdopodobnie, kierownictwo partii zdaje sobie sprawę, że w wypadku poważnego kryzysu, to właśnie czarna sotnia, tworząca się na prawo od PiS, może przejąć władzę.

Wracając do pytania: co i jak orze długie ramię inwersji ? Rzecz wygląda na orkę pod powrót do przeszłości. Ale to nie będzie przeszłość kiedykolwiek istniejąca. Raz, bo powrót pójdzie po spirali; dwa, bo ludzie i lud tęsknią do przeszłości wyidealizowanej; trzy, bo kłopoty z imigrantami i zamachy islamistów dotyczą jedynie Europy i, być może (wskazuje na to narracja Trumpa), USA.* Zaś poza Europą jest parę państw o wielkiej liczbie ludności , których moc i światowe znaczenie ciągle rośnie.

Czemu odniosłem , do złożonych przecież problemów politycznych, społecznych i innych, dość prostą metodę tworzenia fantastyki? Ponieważ, moim zdaniem, równie prosto fantazjuje się na te tematy w europejskiej przestrzeni publicznej. Mędrcy, jeśli istnieją, to ich nie słychać albo mędrkują, nie potrafiąc wyjść poza szablony wyznawanej ideologii. Przerzucamy się oskarżeniami, kreślimy możliwie czarne scenariusze, grzebiąc Europę, nawołujemy do korzennego powrotu (ciekawe jak z niewierzących zrobić wierzących?), wzywamy do broni. Co najgorsze, często przyjmujemy płaszczyznę konfrontacji sugerowaną przez ISIS : chrześcijanie kontra muzułmanie. Albo, jeśli jesteśmy lewakami, marudzimy że muzułmanie to dobrzy ludzie są i tylko paru z nich to czarne owce. Nie próbując określić kto zacz owe czarne owce. Czyli kto, bo na pewno nie wszyscy muzułmanie, jest naszym wrogiem. Ewentualnie nazywany wrogiem ISIS, a ISIS podsunęło się samo jako wróg i wcale nie jest jedyną islamską organizacją terrorystyczną.

Być może, dość podobnie jak obecnie w Europie, wyglądała sytuacja, w chylącym się ku upadkowi Rzymie oraz w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Umberto Eco i Stanisław Lem nie żyją. Może choć Joanne Kathleen Rowling wyśle swojego bohatera Europie na ratunek?

* Terroryści, oczywiście, działają na Bliskim Wschodzie, w Afryce i gdzie indziej, ale kłopoty z tym związane bierze na klatę Europa.

sobota, 19 marca 2016

Czy PiS zdoła pokonać syndrom przemiany chłopa w króla?

Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna rządziła w Meksyku 71 lat, wygrywając kolejne wybory. Konrad Adenauer rządził w RFN 14 lat, Helmut Kohl 16 lat. PiS ma, moim zdaniem, również wszelkie szanse rządzić długo, a nawet bardzo długo. Bowiem prawdopodobnie zrozumiało z grubsza czego chce większość Polek i Polaków. Moim zdaniem, większość chce częściowego powrotu PRL, a ludzie bardzo młodzi oczekują szans życiowych i dochodów porównywalnych z bogatymi państwami Europy.

Stanisław August Poniatowski. Król osadzony
Już wybory w 2001 roku, w których koalicja SLD - UP uzyskała ponad 41%, sugerowały że większość wyborców chce częściowego powrotu PRL. Chodzi najprawdopodobniej głównie o bezpieczeństwo socjalne, ale też o inne elementy, okoliczności i wrażenia istniejące w PRL. Ktoś powie: tęsknota za PRL może cechować jedynie odchodzące już pokolenia. Otóż nie - pokolenie niepamiętające już tamtych czasów jest o nich informowane bezpośrednio przez uczestników i świadków przeszłości, emocjonalnie z nim związanych. Istnieje z jednej strony przepaść międzypokoleniowa , ale z drugiej - międzypokoleniowa więź.

Przykładem druga wojna światowa. Ja jej nie przeżyłem, ale wchodzi w zakres mojej historii, bo mam o niej informację niejako pierwotną - od rodziców, krewnych znajomych, którzy ją przeżyli. Dla pokolenia moich dzieci druga wojna to historia równie odległa jak bitwa pod Grunwaldem. Może być bliska jedynie dla nielicznych, zainteresowanych historią, potrafiących wyobrazić sobie czas (oś czasu), przestrzeń przeszłych zdarzeń, sposób myślenia tamtych ludzi i wiele innych rzeczy. Reszta będzie coś wiedzieć, jeśli wykuje na pamięć daty i fakty oraz póki o nich nie zapomni.

Podobnie wygląda, moim zdaniem, sprawa tęsknoty za PRL. Przy czym PIS, sugerujący ochotę przywrócenia pewnych elementów PRL ma zasadniczą przewagę nad SLD - odwołuje się do tradycji katolickiej i swojskości. Czyli Prawo i Sprawiedliwość dysponuje potężną bazą społeczną. Poparcie dla PiS może zniweczyć jedynie PiS lub wydarzenia od tej partii niezależne - na przykład światowy kryzys gospodarczy. Ktoś spyta: to dlaczego oni dopiero teraz zdobyli pełnię władzy? Nie tylko moim zdaniem, dotychczas skutecznie przeszkadzał p. Jarosław Kaczyński, prowadząc kampanie wyborcze. Siłą rzeczy uwaga wyborców koncentrowała się na nim, a on zawsze potrafił zniechęcić lub przestraszyć wielu z nich.

SLD, w swoim czasie, stracił wielkie poparcie społeczne głównie przez głupotę i arogancję. Głupotą było wsadzenie sobie pod tyłki miny (afery Rywina) i oddanie zapalnika tej miny p. Michnikowi, a arogancją ogłaszanie planu Hausnera elektoratowi oczekującemu zupełnie czegoś innego. Arogancja to rezultat przemiany chłopów w królów.

Swoją drogą, nie rozumiem jakim cudem polscy politycy tak szybko i dokładnie potrafią oderwać się od mas. O oderwaniu świadczy choćby opisana wyżej klęska SLD, przekonanie PO że będzie rządzić wiecznie i wiele innych zjawisk. Rozumiałbym oderwanie się od mas w warunkach długotrwałego istnienia uwarstwienia społecznego (stratyfikacji społecznej). Na Zachodzie, od zawsze, istnieją klasy i warstwy społeczne raczej izolujące się od siebie. Tam przedstawiciele klasy wyższej mogą wręcz nie mieć pojęcia o życiu klasy niższej. Natomiast my dopiero zaczynamy wyrastać z bezklasowego, czyli homogenizowanego społeczeństwa. Przedwczoraj taki polityk mieszkał w bloku i był "zwykłym człowiekiem", wczoraj został posłem, a dzisiaj opowiada o "zwykłych ludziach", sugerując własną, osobistą niezwykłość. To wynik nadmiaru inteligencji czy wręcz przeciwnie?

Przy czym główny element syndromu transformacji "z chłopa król" stanowi niedostrzeganie potrzeb większości społeczeństwa, połączone z komicznym przekonaniem polityków o posiadaniu przez nich wiedzy lepszej. Młodych ludzi pewnie mocno wkurzała narracja p. Komorowskiego i PO o szczęściu w postaci wolności, w tym wolności podróżowania oraz o zasobności sklepów wszelakich. PiS pewnie takich błędów nie popełni.

Za to już popełnia inne - skutkujące pełzającym pogarszaniem relacji z sojusznikami , o paleniu mostów między nami, a Rosją nie wspominając. Oraz pogarszaniem wizerunku, czyli gospodarczej, kulturalnej, politycznej marki Polski. Elektoratu to nie zraża, niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że ich zarobki zależą także od marki wykonywanego przez nich produktu oraz marki kraju pochodzenia. Podobnie jak nie zraża większości awantura z Trybunałem Konstytucyjnym. Owszem, chcielibyśmy, by się skończyła, ale nie dostrzegamy, by nam jakoś zagrażała. Nie wiem też, czemu p. Macierewicz obsobacza kolejne kraje, może się z kimś założył, że przykładowo do końca roku, obsobaczy wszystkich członków ONZ?

Swoją drogą, opowiadanie p. Macierewicza o demokracji w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, obejmującej w porywach najwyżej dziesięć procent ludności, ludności namaszczonej najgłupszym z możliwych kryteriów ( na Zachodzie, od dawna, w demokracji uczestniczyli ludzie zamożni, niekoniecznie szlachetnie urodzeni ), nie świadczy dobrze o rozumieniu procesów społecznych.

Natomiast odgrzewanie Smoleńska uważam za racjonalne z jego punktu widzenia. Bo w PiS i wśród zwolenników tej partii jest chyba wielu zwolenników teorii zamachu smoleńskiego i p. Macierewicz reprezentując ich, jest silny ich poparciem. Najprawdopodobniej chodzi mu o gonienie króliczka, nie o jego złapanie.

Naszych sojuszników może uwierać , raczej niespotykana w demokracjach, pozycja p. Kaczyńskiego - jest tylko prezesem partii i posłem, a podejmuje kluczowe dla państwa decyzje. Ale kiedyś p. Kaczyński i p. Macierewicz przejdą, być może, na emeryturę i PiS stanie się jedną ze zwykłych, europejskich partii. Katolicką i konserwatywną, przewidywalną, broniącą, czasem swoiście pojmowanych, interesów Polski.

Opozycja , jak wcześniej napisałem, nie przeszkodzi Prawu i Sprawiedliwości w dowolnie długim sprawowaniu władzy. Przynajmniej obecna opozycja - ma szczęście, że rządzący proponują jej wojnę o Trybunał Konstytucyjny oraz podają na tacy różne, dziwaczne decyzje personalne, kabaretowe wypowiedzi i inne. Bo, poza tym, opozycja nie ma w ofercie ani znaczących przywódców ani idei. (To znaczy ma jedną ideę - wolność, ale na razie trudno wskazać zagrożenie wolności ). Jej nadzieją jest najpewniej prezes PiS, który swoim barwnym językiem, okraszonym inwektywami, niejako przydzieli opozycji elektorat.

Jeśli Prawo i Sprawiedliwość pokona syndrom przemiany chłopa w króla, a także nie zderzy się z wydarzeniami i zjawiskami, na które nie będzie miało wpływu, to rządzić będzie długo. Zacofania Polski, wywołanego paroma setkami lat trwania gospodarki folwarcznej, opartej na niewolniczej pracy, wprawdzie szybko usunąć się nie da, ale państwo nie musi być jedynie stróżem pilnującym (cudzych ) interesów. Żaden kapitał prywatny przed wojną nie zbudowałby Gdyni ani COP, bo prywatnego kapitału potrzebnej wielkości po prostu w kraju nie było. Obecnie wcale nie jest relatywnie lepiej.

Rządzący (dowolni) albo potrafią skoncentrować wysiłek na rozwoju wybranych gałęzi gospodarki (to zawsze będzie ryzyko), albo Polska z wolna zaniknie. Młodzi, aktywni, wartościowi (cokolwiek to znaczy), wyjadą tam gdzie życie łatwiejsze i można coś osiągnąć, a między Odrą i Bugiem powstanie skansen. Choć, może to całkiem dobra perspektywa?

środa, 9 marca 2016

Czy kierownictwo PiS wie czego chce i czy to czego chce nie jest zbyt kosztowne dla Polski?

Pan Kaczyński strasznie łaje KOD. Czemu on to czyni, nie wiem. Usiłuję się dowiedzieć od innych, ale spotykam tylko albo uwielbienie, albo jojczenie. Przecież zwolennicy Prezesa w Łomży nie uciekną mu na demonstracje, robione przez inteligentów w obronie jakichś, abstrakcyjnych dla ogółu, wartości. Pan Kaczyński trafnie rozpoznał nastroje wyborców, co widać po rezultatach ostatnich wyborów . Czyli jest politykiem wybitnym, przynajmniej w polskiej skali i na tle reszty naszej klasy politycznej. Jeśli tak, to wie co robi. Być może KOD , w przypadku przyszłego większego kryzysu, ma być całkiem użytecznym wrogiem ludu. Odpowiedzialnym za sprowadzenie wszelkich nieszczęść na Polskę.

Fretka też nie wie czego chce. Zdjęcie Małgorzaty

Ktoś powie: p. Kaczyński nie jest wybitnym politykiem, a jedynie doskonałym fachowcem od marketingu, zręcznie stosującym odpowiednie techniki, by przywabić ludzi biernych, przeciętnych, wrogich wszelkim nowinkom, niepotrafiących poradzić sobie z natłokiem sprzecznych informacji itd.

Pozwolę sobie złośliwie zauważyć: przecież większość z nas jest właśnie taka. Ja, na przykład, nie lubię ideologicznych wegetarian, męczenie się (ćwiczeniami) po to, by się zmęczyć, uważam za bezcelowe (choć, wstyd się przyznać, kiedyś ćwiczyłem też), znaczną część koncepcji OZE uważam za kosztowną dziecinadę (krytykuję, co prawda, nie tyle samą koncepcję, co metody jej wprowadzenia), wykorzystywanie gazu, jako paliwa którego nie mamy, zamiast węgla kamiennego i brunatnego, który mamy, mam za głupotę (co nie znaczy, że akceptuję wydobywanie węgla celem palenia go i zatruwanie w ten sposób środowiska - mamy my w końcu naukowców, którzy potrafiliby opracować inne metody pozyskiwania energii z węgla?).

PiS stawiało od dawna na konserwatyzm społeczeństwa, właściwie na swojskość - widział to ktoś dawniej, by po kościele iść do galerii handlowej, kina, parku rozrywki? Do knajpy się statecznie szło, a żona z dzieciakami do domu pędziła, obiad gotować. Stawianie na swojskość dawało tej partii najwyżej 30% poparcia, resztę zapewniły nieudolne rządy oraz traktowanie Polski jako łupu przez PO i PSL. Dobra zmiana tradycję podziału łupu najwyraźniej kontynuuje, lecz nikogo już to chyba nie obchodzi.

Mnie niepokoi nie tyle przywiązanie do swojskości - choć istnieje groźba narzucania jej wszystkim, ile, będący pochodną swojskości, ogląd rzeczywistości z pozycji żaby. Przekonanej, że błotnisty stawek, w którym żyje, to centrum świata. Spójrzmy, na przykład, na krytyków UE, żądających wyjścia z tej struktury lub wyrażających radosną nadzieję, że ów eurokołchoz się rozpadnie. Jeśli to nie punkt widzenia żaby, to najwyżej pogląd ubogiego wiejskiego gospodarza. Odmawiającego współdziałania z bogatszymi gospodarzami na wsi, bo oni chcą mu dyktować warunki, a on nie jest na tyle sprytny, by porozumieć się z innymi ubogimi. Biedak nie zdaje sobie sprawy, że ktoś z zewnątrz woli załatwiać interesy z jednym czy trzema zamożniejszymi mieszkańcami wsi niż użerać się z całą wioską. Nie rozumie też, że to on będzie zwykle stratny i stanie się jedynie przedmiotem porozumień czynionych przez bogatych gospodarzy z bogaczami spoza wioski.

Innym problemem jest przecenianie przez PIS pozycji i znaczenia Polski, podzielane przez elektorat partii. Polska jest wciąż krajem peryferyjnym czy, jak chcą niektórzy, półperyferyjnym. Po prostu, centra zarządzania gałęziami gospodarki europejskiej i światowej oraz centra naukowo - badawcze, rozwojowe, technologiczne, finansowe, kulturalne i inne znajdują się poza Polską. Co prawda, przez dwadzieścia lat z hakiem, można było spróbować stworzyć jedną lub dwie gospodarcze struktury międzynarodowe z kwaterą główną w Polsce, ale do tego potrzeba mądrych i sprytnych przywódców. Kompradorska inteligencja, to za mało.* Wojenka z politykami i mediami kilku państw naraz, w tym z najważniejszymi naszymi sojusznikami ** nie poprawi pozycji Polski. Jaki cel ma ta wojenka, prócz usatysfakcjonowania swojaków, nie wiedzą nawet niektórzy zwolennicy PiS.

Politycy PiS, podobnie zresztą jak politycy innych partii, nie dostrzegają też różnicy między umiejętnością czarowania elektoratu - dzięki której zdobyli władzę, a umiejętnością rządzenia. Pospieszne obsadzenie swoimi ludźmi wielu stanowisk niechybnie spowoduje, przynajmniej przejściowe, obniżenie efektywności pracy instytucji - nowi muszą się wdrożyć. Ogłaszanie chęci likwidacji tego czy tamtego, gdy nie ma nawet wstępnej koncepcji, na pewno nie zmotywuje urzędników do lepszej pracy. Dołóżmy do tego konflikt z sędziami oraz diabli wiedzą z kim jeszcze w najbliższej przyszłości i co otrzymujemy? Bardzo teoretyczne państwo.

Zamienienie go w państwo sprawne może zająć nawet kilka lat. Ideologiczne kierownictwo PiS naprawdę mogłoby się zastanowić czego właściwie chce i czy to czego chce nie jest zbyt kosztowne. Dla Polski, ale dla partii też.

*Należy przyjąć dawkę roztworu wodnego alkoholu etylowego przed sprawdzeniem hasła w internecie. Na trzeźwo nie da się czytać części tekstów odnoszących się do tematu. Dla mnie negatywna rola kompradorskiej inteligencji , polegała na ochoczym uczestnictwie w krytykowaniu zaangażowania polskich firm np. w tworzeniu programu dla ZUS. Oskarżano, rzucano podejrzenia, po czym angażowano firmy zagraniczne. Albo w jazgocie na temat konieczności prywatyzacji w ogóle, a tego czy innego przedsiębiorstwa w szczególności. Po czym przedsiębiorstwo sprzedawano jego zagranicznemu konkurentowi...

** Por. tekst Marlowa na podstawie artykułu w ABC News

piątek, 4 marca 2016

Wyzwalanie Polski jako niekończący się proces

Usiłuję zrozumieć mechanizm tworzący bieg wydarzeń w Polsce (historię) i nie potrafię. Czyżby nasza historia była wyłącznie zbiorem przypadków tworzących ciąg tylko z powodu upływu czasu? Może pewnym czynnikiem wpływającym na bieg wydarzeń był nieprawdopodobny konserwatyzm warstw rządzących, brak uznawanych powszechnie elit i, trochę podobnie jak w państwach afrykańskich, zdolność wywoływania powstań przez podporuczników, ewentualnie generałów?

Kot i fretka potrafią się dogadać. W przeciwieństwie do Homo Sapiens Polonicus. Zdjęcie Małgorzaty

Spójrzmy z zewnątrz na insurekcję kościuszkowską, na przykład. Po drugim rozbiorze (1793 rok) Polska, z ludnością 3,4 mln, zajmowała obszar 222 tys km2. Ludność Rosji, już w trakcie panowania Katarzyny II, liczyła 35 mln. Tadeusz Kościuszko zdecydował się na wojnę z Rosją, Prusami i Austrią bez żadnego wsparcia, żadnego sojusznika. Państwo polskie przegrało ją i przestało istnieć.

Powstanie listopadowe rozpoczęli podchorążowie pod wodzą podporucznika (Piotra Wysockiego). Do niewielkiej grupy podchorążych i cywilnych spiskowców dołączyło warszawskie pospólstwo i plebs, przydając powstaniu narodowemu cechy rewolucji społecznej. Elity usiłowały negocjować z carem, ale ten zażądał bezwarunkowej kapitulacji. Powstanie zakończyło się klęską i spowodowało likwidację polskiej armii, zniesienie Sejmu, ograniczenie autonomii Królestwa Polskiego, Wielką Emigrację i inne negatywne skutki dla Polski. Co ciekawe, radykalni przywódcy z tego okresu, na przykład Joachim Lelewel czy Roman Sołtyk nie poświęcili życia na ołtarzu Ojczyzny, wybierając emigrację.

Powstanie styczniowe (1863 rok), choć przyjęte pozytywnie przez część europejskiej opinii publicznej, nie miało najmniejszych szans na powodzenie. Autonomia Królestwa Polskiego przestała istnieć, na jego terytorium utworzono dziesięć guberni.

Trzy wzmiankowane powstania nie przyniosły najmniejszej korzyści ani Polkom i Polakom, ani Polsce. Wręcz przeciwnie. Spowodowały likwidację państwa polskiego, niesuwerennego wprawdzie, ale polskiego. Polski nie było w czasie tworzenia się nowoczesnych narodów, ludność Europy zapomniała o naszym istnieniu, polska kultura nie istniała w jej świadomości. Poza tym, powstania ograniczyły polskie wpływy na carskim dworze i w carskim rządzie. Gdyby ich nie było, polska inteligencja i polscy fachowcy staliby się szybko istotną częścią establishmentu Imperium. Bo na nadmiar wykształconych kadr rosyjskich, carska Rosja raczej nie narzekała. Polska stałaby się ważną częścią wielonarodowego imperium, zachowując jednocześnie znaczną część narodowej odrębności. Po ewentualnym rozpadzie Cesarstwa, mielibyśmy własne państwo z własną administracją i, być może, armią. Rozwijałaby się polska kultura - dostrzegana na zewnątrz jako odrębna od rosyjskiej. Wielka emigracja, zamiast uświetniać Paryż uświetniałaby Warszawę.

Opisując historię, usiłujemy znaleźć pozytywne skutki powstań (choć jedynym takim było powstanie wielkopolskie) i innych działań, co można zrozumieć, bo trudno opisywać własną historię jedynie jako ciąg błędów. Ale jedną rzeczą są próby upiększania własnej historii, a drugą wzorowanie się na bezkompromisowych, radykalnych przywódcach, którzy godnie, z zadęciem, grzmiąc o honorze oraz konieczności rzucania się na stos, prowadzą naród do klęski. Zwykle nie rzucając się przy tym na stos i zapominając o honorze.

Radykalni bezkompromisowcy, może niezbyt liczni, ale łatwo podporządkowujący sobie tłumy, istnieją chyba w każdym polskim pokoleniu. Zawsze głoszą konieczność wyzwalania Polski, niezależnie od aktualnego stanu naszej niepodległości i suwerenności. Po obaleniu komuny przez gen. Kiszczaka - jak wskazują najnowsze dociekania niektórych badaczy, radykałowie najwyraźniej próbują obalić obalenie komuny przez p. Wałęsę et consortes. Wyzwalają też nasz kraj spod okupacji PO. Radykałowie tworzą radykałów. Kiedyś PiS straci władzę i wtedy nowi rządzący zaczną wyzwalać Polskę spod okupacji PiS. Podczas wyzwalania nie ma przeproś. Złych okupantów należy pozbawić stanowisk i mianować na ich miejsce dobrych czyli swoich. Kompetencje dobrych są całkiem nieistotne, ważne by byli dobrzy.

Tego procederu nie zmieni nikt, bo po co? Będzie trwał i trwał, na obraz i podobieństwo wyzwalania Polski metodą kolejnych powstań. Czyli, dopóki nie skończy się Polska. Choć zawsze można liczyć na cud.