
Magna Charta Libertatum - Wielka Karta Swobód – akt wydany w Anglii w 1215 roku. Upłynęło osiemset lat i oto w Polsce...
Jaka wiedza ogólna obowiązuje w naszej Ojczyźnie, jeśli wybrańcy Narodu potrafią pieprzyć bez sensu, spotykając się z aplauzem innych wybrańców? Bez względnie trwałych i jasnych reguł nie istniałyby nawet sportowe gry zespołowe. Potrafimy sobie wyobrazić mecz piłki nożnej, prowadzony przez sędziego, ustalającego reguły w trakcie gry? Bo nad przepisami jest dobro kibiców (jednej z drużyn, zapewne)? Ktoś wzruszy ramionami: lekceważenie przepisów jest u nas powszechne, jeden głos więcej jeden mniej nie czyni różnicy. Jednak, moim zdaniem, lekceważenie prawa i związane z tym niechlujstwo w jego tworzeniu to jedna z istotnych przyczyn naszych niepowodzeń.
Prawdę pisząc - my lekceważymy wszystko, co tworzy warunki dobrego życia jednostki, rodziny i społeczeństwa. Współpraca, odpowiedzialność - w tym odpowiedzialność za słowo, zaufanie, życzliwość, uprzejmość, brak zawiści - szczególnie tej najgłupszej, czyli bezinteresownej - te i inne cechy są w zaniku. Przynajmniej można odnieść takie wrażenie na podstawie "debaty" w przestrzeni publicznej. Zwycięstwo PiS spotęgowało styl i treść narracji narzucone przez specyficzny gatunek : malkontentów skrzyżowanych z ludźmi jednej księgi. Nie wiem, jak dalej sprawy się potoczą, na razie osoby z optymizmem oceniający siebie, bliźnich i otoczenie są w głębokiej defensywie. Na dodatek z PiS-em pewnie po drodze jest wszystkim cieszącym się z niepowodzeń i nieszczęść bliźnich. Dodajmy do tego prawdziwych patriotów, narodowców i różnych takich - niekoniecznie wezwanych przez polityków Prawa i Sprawiedliwości (mogą być zwolennikami PiS z braku innych opcji) i otrzymujemy drużynę bierną, za to niezbyt wierną.
To po prostu, w większości, nie są ludzie zdolni do tworzenia. Zaś PiS, jak każda partia rządząca, musi realizować interesy ludzi aktywnych. Nikt nie prowadzi przecież np. polityki zagranicznej w interesie bezdomnych. Nawet, jeśli kanclerz Merkel chroni miejsca pracy w Niemczech, czyli działa w interesie klasy robotniczej, to musi w tym celu zapewnić zyski pracodawcom - kapitalistom.
Swoją drogą, polscy politycy którzy doszli do władzy na początku transformacji bardzo skutecznie zmarnowali społeczny potencjał mogący znacznie przyspieszyć nasz rozwój gospodarczy. Masowy ruch drobnych kapitalistów , działających na podstawie ustawy Wilczka wygaszono jak NEP w bolszewickiej Rosji. Przemysł też wygaszono i tak się kolebiemy, licząc a to na łupki, a to na pojedynczą technologię w rodzaju wytwarzania grafenu lub, zwyczajnie, na cud.
Jeśli Prawo i Sprawiedliwość wykona zbyt wyraźny zwrot ku przedsiębiorcom, naukowcom zdolnym zaoferować przemysłowi konkretne rozwiązania, to może podpaść części żelaznego elektoratu, czego się p. Kaczyński chyba obawia. Problemem dla niego i dla partii może też być "zamach smoleński". Nie można go porzucić, bo oddziały szturmowe i wyznawcy tezy o zamachu poczują się oszukani, ryzykowne byłoby też udowodnienie że zamach był, jeśli go nie było. Wymagałoby to bowiem stworzenia legendy na dużą skalę (ktoś wniósł ładunek, ktoś go skonstruował itd. ), która spowodowałaby trudne do przewidzenia skutki. Można albo prowadzić w miarę obiektywne śledztwo, znajdując winnych ze szczególnym uwzględnieniem tych z wrażej PO, albo przeciągać je, dopóki nie wymrze większość zwolenników tezy o zamachu.
Nie wiem, na ile prawdziwe są oskarżenia prezesa PiS o chęć bycia kimś w rodzaju naczelnika państwa. Sądzę, że coś jest na rzeczy, bo trudno mi sobie wyobrazić p. Kaczyńskiego walczącego tyle lat o władzę i rezygnującego teraz z jej sprawowania. Jednak sprawować władzy w pełnym zakresie prezes nie jest w stanie, bo nie ma stosownego zaplecza (sztabu). Co prawda, przez pewien czas można się spodziewać, że ministrowie i inni będą biegali do niego z każdym głupstwem, obawiając się kary (dymisji), ale na dłuższą metę prezes tego nie wytrzyma. Powstanie (a najpewniej już istnieje) nieformalna struktura , w której zaufani ludzie prezesa będą podejmować część mniej istotnych (według niego) decyzji.
Jak sytuacja rozwinie się dalej, nie wiem. Wiem, że jeśli PiS chce porządzić dłużej, musi zadbać o gospodarkę i materialny poziom życia ludności. W tym celu może sobie wprawdzie być partią konserwatywną światopoglądowo, nawet klerykalną, ale centrową lub centrolewicową w sprawach społeczno-gospodarczych. Czy taki stan zaakceptują melancholicy, malkontenci, zapoznani rewolucjoniści, najprawdziwsi z prawdziwych patrioci? Raz uruchomiona narracja ( nie tylko i nie głównie przez PiS - to nie Prawo i Sprawiedliwość stworzyło uchodźców), bazująca na nienawiści, wrogości, rasizmie może przyczynić się do utworzenia faszyzującej partii, lokującej się na prawo od PiS.
Liberałowie są u nas niemodni , niezbyt potrafią też dotrzeć, z niby oczywistymi prawdami, do szerokich kręgów ludności. Na wszelki wypadek przypomnę: patronem spraw beznadziejnych jest święty Juda Tadeusz.
Się mi wydaje trochę, że to jest problem myślenia magicznego. Ten cały "triumf woli". Zaraz ktoś zarzuci, że nazizm znowu zarzucam, ale to naprawdę nie o to chodzi.
OdpowiedzUsuńTotalitaryzmy są zazwyczaj wsparte myśleniem magicznym. Przywódca, samą swą istotą, potrafi dokonywać fantastycznych czynów.
Łatwiej zaakceptować cudowność przywódcy, niż zaakceptować konieczność stopniowego pokonywania własnych ograniczeń (także myśląc w skali kraju). Zwłaszcza, gdy akceptują melancholicy, malkontenci i zapoznani rewolucjoniści...
Wydaje mi się - być może błędnie - że smutny los ustawy Wilczka, pogrzebanej ostatecznie w roku 2001, też się z tym wiąże. Ok, mieliśmy, i nadal mamy, dwie tendencje w polskim kształceniu ekonomii (nie tylko polskim, ale to polskie nas tu interesuje).
Jedna wzywa do maksymalnej liberalizacji, zakładając, że sami przedsiębiorcy to, w znakomitej większości, uczciwi ludzie, którzy wiedzą najlepiej, czego potrzebują, a wymiar sprawiedliwości jest wystarczająco sprawny by samodzielnie poradzić sobie z nieuczciwymi, druga żąda maksymalnej kontroli, zakładając, że wszyscy chcą wszystkich okradać, wymiar sprawiedliwości sam sobie nie poradzi, musi być sterowany światłą ręką boskiego przywódcy, w praktyce kierowaną przez wyznawców zasady maksymalnej kontroli, którzy wiedzą lepiej od przedsiębiorców, jak im robić dobrze...
Niestety, w kolejnych rządach, niezależnie od opcji politycznej, to "kontrolerzy" zyskują przewagę. Ironia sięga szczytów, kiedy "kontrolerzy" zostają prominentnymi członkami - i członkiniami - ciał w rodzaju "Narodowej Rady Rozwoju".
Kanar, naprawdę ważny zawód, ale pomysł, że wobec tego to kanar ma decydować jak będą funkcjonować miejskie tramwaje... No nie jest to dobry pomysł. Naprawdę.
Zdrówko!
Rzuciłem ostatnio okiem na parę tekstów "Gazety Polskiej". Odebrałem je jako pisane z pozycji jakiegoś papierowego bohatera - coś w rodzaju skrzyżowania szlachetnego Winnetou z nieubłaganie patriotycznym Skrzetuskim. Oni chyba naprawdę myślą magicznie - liczą na tryumf woli przywódcy, ale też, przynajmniej niektórzy, widzą świat jak obiekt ze szkolnych czytanek. Nie wiem czy to rezultat umiarkowanej inteligencji, czy może wiecznej młodości emocjonalnej. Na zdrowie!
Usuń