
Rafineria w Płocku, zbudowana w latach 1960 -1965. Wtedy o zdolności przerobowej 6 mln ton ropy rocznie. Obecnie podstawa największego polskiego przedsiębiorstwa -PKN Orlen. Przerabia ponad 15 mln ton ropy rocznie.
Pytanie czy my sobie poradzimy i to bez lub z garstką muzułmańskich uchodźców? Ekonomiści z uporem powtarzają swoją mantrę: musimy oszczędzać, by tworzyć polski kapitał oraz musimy znacznie więcej inwestować (w znaczeniu: tworzyć nowe lub odtwarzać moce produkcyjne). Problem w tym, że oszczędzanie i inwestowanie odbywa się kosztem konsumpcji. Przewaga inwestowania nad konsumpcją w PRL, czyli głównie budowa i rozbudowa przemysłu, niezbędne przecież dla rozwoju (bez stali i cementu trudno budować mieszkania i mosty, bez produktów ropopochodnych nie da rady rozwijać motoryzacji, nawozy sztuczne są konieczne w rolnictwie itd. ) dwukrotnie spowodowała bunt społeczny i zamieszki - w czerwcu 1956 roku w Poznaniu i w grudniu 1970 roku na wybrzeżu.
Ludzie Solidarności, którzy przejęli władzę w 1989 roku uznali (choć nie wiem: uznali czy wyszło im tak przypadkiem?), że trzeba stworzyć warunki, by ludność Polski mogła jeść, pić oraz popuszczać pasa na koszt obcego kapitału. Co prawda, jak to w kapitalizmie, daleko nie cała ludność załapała się na popuszczanie pasa, ale za to obcy kapitał okazał się złośliwie interesowny i jął pobierać opłaty za możliwość zarobienia w jego bankach, sieciach handlowych, przedsiębiorstwach przemysłowych i usługowych paru groszy.
Obecny wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki problem dostrzega, rozwiązania opisuje. Informując przy tym że zwiększenie udziału polskiej gospodarki w polskiej gospodarce potrwa długo. Jakąś rolę odegra przy tym kapitał posiadany przez państwo, ale drogę do zwiększenia zamożności Polek i Polaków oraz wzmocnienia państwa stanowi posiadanie kapitału przynajmniej przez klasę średnią (kapitału, nie majątku). Jednak, na razie, klasa średnia in spe oraz pozostała ludność biorą pokaźne kredyty, głównie na cele konsumpcyjne i wątpię, by w ciągu najbliższych dwudziestu lat to się zmieniło. Możemy jedynie liczyć na cud, jako że często przywoływany sukces Korei Południowej polegał na oszczędzaniu i inwestowaniu nie do końca dobrowolnym, bo czynionym w warunkach dyktatury.
Poza tym p. M. Morawiecki potrzebuje wsparcia innych resortów, np. MNiSW czy MEN, a wątpię czy MEN znajdzie czas oraz środki na zmianę programów, jeśli zajmie się likwidacją gimnazjów. Całkiem niejasne są też dla mnie cele i motywy działania prezesa PiS. Nie wiem czy on ma jakiś plan i go realizuje, czy po prostu inaczej nie potrafi. Tak czy inaczej mogę sądzić, że p. Kaczyński gospodarką się nie interesuje, a jego plan (jeśli istnieje) zamyka się w przestrzeni ideologiczno - społecznej. W związku z tym może, choćby nieintencjonalnie, utrudniać pracę rządowi.
PiS, zdobywając władzę absolutną, ma wszelkie możliwości, by przyspieszyć rozwój Polski, stworzyć warunki do poprawy jakości życia jej obywatelek i obywateli, poprawić pozycję naszego kraju w Europie i na świecie. Czy potrafi i chce to uczynić? Jeśli pożyję, to zobaczę. Na razie wielkim optymistą nie jestem.
Jak na razie odnoszę silne wrażenie, że aktualnie preferowaną opcją jest zapewnienie igrzysk. Zresztą zgodnie z zaleceniami politycznie rozmytej logiki - przyspieszanie rozwoju niesie ze sobą to niebezpieczeństwo, że następna ekipa zbiera owoce. Inna sprawa, że w drugiej kadencji PO też dawało się te peerelowskie koncepcje zauważyć...
OdpowiedzUsuńMorawiecki to kompetentny człowiek, i ja też bym bardzo chciał usłyszeć jego propozycje, ale albo on się nie chce wpisywać w poetykę igrzysk (co byłoby taktyką godną pochwały), albo mu strzelać nie kazano, żeby "twardy wyborca" przypadkiem nie wymiękł (co mniej jest godne pochwały, ale bardziej prawdopodobne). Tak, czy siak, nie bez racji go Rafał Woś nazwał w Polityce "Milczącą twarzą rządu".
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1641717,1,mateusz-morawiecki-milczaca-twarz-rzadu.read
Trudno szak w tej sytuacji nie zauważyć, że im bardziej twarz milczy, tym wyraźniej słychać odgłosy wydawane przez inne części ciała...
I tym, mało salonowym akcentem kończąc -
Zdrówko!
Pewnie masz rację, jak zwykle. Ale ja i tak nie rozumiem. Po co komu igrzyska, które zresztą nie mogą przecież trwać cztery lata, bo odstraszą od PiS większość wyborców. Po co mobilizować twardy elektorat? Po co zniechęcać do siebie umiarkowanych wyborców, dzięki którym PiS przecież wygrał, wyzywając ich od różnych? Mnie się coraz bardziej wydaje, że jesteśmy po prostu o około sto lat opóźnieni w stosunku do Zachodu, a marność naszych polityków jest jednym ze wskaźników tego opóźnienia. Nie ma co sie pocieszać marnością tamtejszych polityków - oni przynajmniej nie kopią bezmyślnie pod sobą dołków. Przejęcie władzy wygląda u nas jak wejście kolejnego okupanta. Czy to PiS, PO, czy ktokolwiek - zwycięzcy przejmują wszystko co się da i co się nie da też. Przy PiS to bardziej widoczne, bo robią to z hukiem, nocami i masowo. I ta zarozumiałość zwycięzców - nie wiem skąd pochodzi. Z azjatyckich stepów może? Na zdrowie!
Usuń