czwartek, 31 grudnia 2015

Życzenia noworoczne

Życzę Państwu Wszystkiego Najlepszego w 2016 roku. Co komu najlepsze, każda i każdy wie sam. Bułat Okudżawa potrafił to, w swoim czasie, uściślić.
Modlitwa Bułata Okudżawy

sobota, 26 grudnia 2015

Świat jest zły i tyle

Drażnią mnie okołoświąteczne marudzenia o stanie dzisiejszego świata "bezwzględnego, nieczułego, niemiłosiernego , w którym pogłębia się przepaść między ludźmi sytymi i przymierającymi głodem"*, ze społeczeństwami "często upojonymi konsumpcjonizmem i przyjemnościami, obfitością i luksusem, pozorami i narcyzmem"**, świata pełnego wrogości, nienawiści, wojen i w ogóle. Bo czy kiedykolwiek świat był lepszy? Owszem, dla ludzi starych przeszłość zwykle bywa lepsza od teraźniejszości . Zwłaszcza gdy teraz zdrowie nie dopisuje i trudno nadążyć za wszelkimi zmianami. Ale świat zawsze był bezwzględny, nieczuły i niemiłosierny.

Czy Oświecenie w Polsce kogokolwiek oświeciło?
"Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich" - może opat Arnaud tego nie powiedział, ale raportował papieżowi Innocentemu III o wydaniu mieczowi dwudziestu tysięcy mieszkańców, niezależnie od posady, wieku czy płci . Parę setek lat wcześniej z dwa miliony Mongołów, zebrawszy do kupy inne ludy koczownicze, pod wodzą Czyngis Chana zabrało się za podbój stu dwudziesto milionowych Chin. Mongołowie podbili Chiny, mordując bezpośrednio i pośrednio połowę ludności. Czyngis Chan, prawdopodobnie jako pierwszy władca, stworzył stosowną ideologię. Ludy żyjące na stepie miały być zdrowsze moralnie od zdegenerowanych ludów osiadłych.

Wojen i wojenek na świecie, prowadzonych z całą bezwzględnością i, często, świadomym okrucieństwem, nikt pewnie nie zliczył. Mordowano, by przestraszyć innych, terroryzowano ludność niewalczącą, w nadziei że ta zmusi do kapitulacji "swoich" walczących. Niemieckie naloty na miasta brytyjskie czy alianckie naloty na miasta niemieckie ,w trakcie II wojny światowej, to przykłady takich działań. Częściowo odtajnione amerykańskie plany strategicznych uderzeń jądrowych na szereg miast potencjalnego wroga - w tym na Warszawę oraz uderzeń operacyjnych na inne polskie miasta, miały widoczny cel: osłabienie potencjału wroga przez zniszczenie jego ludności i infrastruktury. Obecnie jesteśmy potencjalnym wrogiem Rosji -jako członek NATO i , najprawdopodobniej, plany rosyjskie są całkiem podobne. Nawiasem: ogłoszenie przez nas neutralności byłoby i tak nieskuteczne.

Przepaść między sytymi i przymierającymi głodem też bywała o wiele większa w przeszłości niż teraz. Gdy bogata szlachta jadła i piła ile wlezie, biedni chłopi zbierali lebiodę, by jeść cokolwiek. Do wielkiego głodu w Irlandii (1845 - 1849) i śmierci ponad miliona ludzi doszło nie tylko z powodu zarazy ziemniaka. Wielki głód w ZSRR, głównie na Ukrainie, w latach 1932 - 1933 spowodowali bolszewicy, wdrażając kolektywizację opartą na księżycowej ideologii.

Jeżeli ktoś sądzi, że w naszych czasach myślenie przywódców, polityków rządzących (autokratycznych lub demokratycznych), dowódców, prezesów i innych takich się zmieniło, a masy stały się niepodatne na wpływy prymitywnych ideologii , szczególnie sugerujących wyjątkowość tychże mas - myli się głęboko. Milion ludzi umrze czy dwa? Ma, ewentualnie, znaczenie jeśli to nasi ludzie albo ich śmierć źle wpłynie na notowania polityków w demokracji. Jest kilka milionów bezrobotnych? Kogo to realnie obchodzi, prócz bezrobotnych? Politycy pochylą się nad nimi troskliwie w słowach, przed wyborami. Licząc na głosy wyborców.

Dlaczego tak się dzieje i, moim zdaniem, długo jeszcze dziać będzie? Ponieważ politycy i inni realizują interesy swoje i określonych grup społecznych. Interesy, nie żadne zasady moralne, których zresztą nie ma. (Niekiedy politycy -np. bolszewicy realizują program wynikający z fałszywej teorii - wtedy bywa jeszcze gorzej). Ktoś z Państwa zaprotestuje - jak to nie ma zasad moralnych? Przecież jest Dekalog! Niestety, Dekalog zawiera zasady moralne dla pojedynczego człowieka. Nie mówi nic o zbiorowości i nie zawiera wskazówek dla przywódców. Nie znajdziemy w nim odpowiedzi na pytanie: co jest moralne: zamykanie nierentownych kopalń, przez co wielu górników straci pracę i popadnie w biedę czy dotowanie kopalń , odbywające się kosztem wszystkich podatników?

Dla przywódców przydatniejszy byłby utylitaryzm, głoszący że celem działania winno być szczęście jak największej liczby ludzi. Jednak na pytania: co zrobić z nieszczęśliwymi, jak usuwać przeszkadzających w osiągnięciu tego celu i inne nie ma dobrych odpowiedzi. Zresztą w podsumowaniu i tak jestem zmuszony unieważnić moje poszukiwanie uniwersalnych zasad moralnych. Ponieważ żadne struktury złożone z ludzi (niezłożone też) nie posługują się, jako całość, jakimikolwiek zasadami moralnymi. Państwo ma trwać i się rozwijać, przedsiębiorstwo przynosić zyski, adwokaci wygrywać sprawy klientów, sądy orzekać według prawa itd.

Biskupi Kościoła katolickiego i innych Kościołów, ateiści, osobliwie lewicowi i inni, usiłują zastosować skalpel (to chyba prawie coś z Lema) zasad moralnych do badania pancerza, budowy i przeznaczenia czołgu. Wielu ludzi chce, by było moralnie oraz by politycy pochylali się nad nimi z troską , to i jest moralnie oraz politycy się pochylają. Po czym okazuje się, że precyzyjne bomby zabijają winnych razem z niewinnymi, kolejne wojny o pokój, demokrację oraz wolność powodują setki tysięcy i miliony ofiar, wcale nie przynosząc pokoju, demokracji oraz wolności, a pochylanie się nad biednymi raczej obszary biedy powiększa.

Jedną z przyczyn hipokryzji przywódców jest bardzo uproszczone widzenie świata przez masy. Starannie pielęgnowane przez wszelakich moralistów. Może zresztą lepiej, że my, lud, nie znamy i nie chcemy znać prawdy, nawet w zarysie. Stwierdzenie: świat jest zły całkiem wystarcza, po co się męczyć szukaniem odpowiedzi: dlaczego tak jest? Fizjolodzy oraz filozofowie też tego nie wiedzą.

*Kard. Stanisław Dziwisz
**Papież Franciszek

piątek, 18 grudnia 2015

Świat prezesa PiS i mój praktycznie się skończył

Nie wiem co sądzić o koncepcji i planie PiS, bo ich nie znam. Niektóre, ujawnione już elementy odbieram pozytywnie. Na przykład: likwidację dętych konkursów na różne stanowiska (w dziedzinach zarządzanych przez PSL zawsze wygrywał człowiek PSL). Właściwy minister lub premier winni decydować o obsadzie stanowisk i za to odpowiadać. W Polsce, w ogóle odpowiedzialność jest rozmyta, zamiast konkretnych osób, decydują sowiety lub komitety (komisje).

Wielu ludzi twierdzi, że prezes PiS ma gotowy plan. Ponieważ p. Kaczyńskiego gospodarka najwyraźniej mało obchodzi, plan taki, o czym już pisałem, może dotyczyć głównie sfer ideologii i polityki. Teokracji (hierokracji) prezes raczej nie wprowadzi - nie po to zdobył władzę, by ją oddać. Zresztą wydaje się, że J. Kaczyński traktuje Kościół katolicki instrumentalnie - jako instytucję przydatną do szerzenia moralności narodu oraz stania na straży tej moralności. Ostrzeżenie o podnoszeniu ręki na Kościół wygłosił u o. Rydzyka, nie np. w siedzibie Episkopatu Polski, co może świadczyć o chęci wpływania na ideologię tego Kościoła. Choć nie musi - o. Rydzyka wkurzyły prawdopodobnie groteskowo czołobitne podziękowania i akty strzeliste uwielbienia. Bo okazały się jedyną zapłatą, którą chce się wykpić PiS, za poparcie w wyborach.

Wśród wielu posiadanych rzeczy, a nawet zjawisk mamy też koniec świata.

Prezes osobiście i część "ideologicznych polityków" PiS ma, zdaje się, szczery zamiar nauczyć naród polski patriotyzmu, a nawet prawdziwego patriotyzmu. Podobno już szykują nowe podstawy programowe, w których między innymi, zwiększą ilość zajęć z historii. Otóż moim zdaniem, będzie to czas stracony. Młodzi ludzie,,zamiast opanowywać wiedzę i umiejętności niezbędne, by oni i Polska odnosili sukcesy we współczesnym świecie, zostaną poinformowani o wydarzeniach sprzed wieków i lat. Po czym większość od razu to wszystko zapomni, a mniejszość zada sobie pytania, skutecznie podważające patriotyczny przekaz. Ponieważ, by być patriotą, szczególnie prawdziwym, niekoniecznie trzeba znać historię. Zaryzykuję twierdzenie: o wiele lepiej jest nie znać naszej historii.

Przekonanie, że naród czy społeczeństwo można natchnąć patriotyzmem albo inną ideologią ,ustawiając ją najwyżej w hierarchii wartości , opiera się na oglądzie świata, którego już nie ma. Został zniszczony przez niebywały rozwój sił wytwórczych oraz przez internet (inne czynniki też). Dawniej człowiek w łachmanach był, najprawdopodobniej, biedakiem. Dzisiaj człowiek w podartym ubraniu, jeżdżący przyniszczonym samochodem, zwykle należy do określonej subkultury. To jeden z rezultatów obfitości dóbr i usług, która likwiduje dawną spoistość wizerunku. Przestała istnieć hierarchia szeroko pojętej kultury. Dla wielu ludzi (chyba już większości), nie istnieje ani hierarchia kanałów informacji, ani treści tej informacji.

W świecie p. Kaczyńskiego i moim ilość ideologii, idei, grup społecznych do których można było należeć, była bardzo ograniczona. Obecnie jest tego wszystkiego bez liku. Można być porządnym albo fanatycznym ekologiem, obrońcą zwierząt, wyznawcą różnych religii, ateistą, fanatycznym kibicem drużyny piłkarskiej, hipsterem, osobą wierzącą lub nie w globalne ocieplenie spowodowane działalnością człowieka, squattersem (z wyboru), nacjonalistą, prawicowcem, fanatycznym wielbicielem prezesa PiS, patriotą, prawdziwym patriotą, kosmopolitą itd. Przy czym, już dla ludzi z pokolenia moich dzieci, te idee, ideologie i grupy bywają równorzędne. Czyli, próba uczynienia patriotyzmu, zresztą swoiście rozumianego, nadrzędną ideologią, skończy się uzupełnieniem różnych niszowych ideologii pojedynczymi frazesami. I to w najlepszym wypadku, bo w gorszym, znaczna część młodego pokolenia może odrzucić głoszony (dość siermiężny, jak na razie) patriotyzm razem, z miejscami cokolwiek dziwacznym, moralizatorstwem hierarchii kościelnej, przyjmując (relatywny) nihilizm (rozumiany jako negowanie uznawanych wartości bez proponowania innych) jako swoją filozofię życiową.

Obecnie patriotyzm można, moim zdaniem, budować jedynie na dumie z teraźniejszych osiągnięć Polek, Polaków i Polski, przekonaniu ludności że państwo tworzy dla niej warunki do dobrego życia i wynikającej stąd chęci przynależności do takiego narodu i państwa oraz gotowości uczestnictwa w kosztach utrzymania państwa, łącznie z ryzykowaniem zdrowia i życia w warunkach zagrożenia jego egzystencji.

Patriotyzm jest dużo trudniejszy niż prawdziwy patriotyzm polegający głównie, zdaje się, na uczestnictwie w cyklicznych spędach w Warszawie, wznoszeniu okrzyków oraz wielbieniu Prezesa.

wtorek, 15 grudnia 2015

Czy PiS potrafi i chce pracować dla Polski?

Polscy internauci wyrażają niepokój o przyszłość Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii okupowanych przez muzułmańskich imigrantów. Szanowni Państwo, proszę się tak nie martwić. Ludność wspomnianych państw tworzy o wiele lepsze społeczeństwa niż my. Więcej tam zaufania, więzów społecznych, osobliwie słabych, umiejętności współpracy i współdziałania, uargumentowanej dyskusji, liczenia się z potrzebami innych. Mają o wiele lepsze niż my kadry - naukowe, inżynierskie, menadżerskie, urzędnicze oraz fachowców, zarówno własnego chowu jak importowanych np. z Polski. Dysponują najnowocześniejszymi technologiami, międzynarodowymi firmami, świetną infrastrukturą, wielkimi kapitałami. Poradzą sobie z garstką islamistów - terrorystów oraz nawiedzonymi zwolennikami szariatu. Choć, na wszelki wypadek, przypomnę doskonałą na taką okoliczność koncepcję radziecką: zamykania w psychiatrykach ludzi kręcących nosem na najdoskonalszy z ustrojów. Tak czy inaczej oni sobie poradzą.

Rafineria w Płocku, zbudowana w latach 1960 -1965. Wtedy o zdolności przerobowej 6 mln ton ropy rocznie. Obecnie podstawa największego polskiego przedsiębiorstwa -PKN Orlen. Przerabia ponad 15 mln ton ropy rocznie.

Pytanie czy my sobie poradzimy i to bez lub z garstką muzułmańskich uchodźców? Ekonomiści z uporem powtarzają swoją mantrę: musimy oszczędzać, by tworzyć polski kapitał oraz musimy znacznie więcej inwestować (w znaczeniu: tworzyć nowe lub odtwarzać moce produkcyjne). Problem w tym, że oszczędzanie i inwestowanie odbywa się kosztem konsumpcji. Przewaga inwestowania nad konsumpcją w PRL, czyli głównie budowa i rozbudowa przemysłu, niezbędne przecież dla rozwoju (bez stali i cementu trudno budować mieszkania i mosty, bez produktów ropopochodnych nie da rady rozwijać motoryzacji, nawozy sztuczne są konieczne w rolnictwie itd. ) dwukrotnie spowodowała bunt społeczny i zamieszki - w czerwcu 1956 roku w Poznaniu i w grudniu 1970 roku na wybrzeżu.

Ludzie Solidarności, którzy przejęli władzę w 1989 roku uznali (choć nie wiem: uznali czy wyszło im tak przypadkiem?), że trzeba stworzyć warunki, by ludność Polski mogła jeść, pić oraz popuszczać pasa na koszt obcego kapitału. Co prawda, jak to w kapitalizmie, daleko nie cała ludność załapała się na popuszczanie pasa, ale za to obcy kapitał okazał się złośliwie interesowny i jął pobierać opłaty za możliwość zarobienia w jego bankach, sieciach handlowych, przedsiębiorstwach przemysłowych i usługowych paru groszy.

Obecny wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki problem dostrzega, rozwiązania opisuje. Informując przy tym że zwiększenie udziału polskiej gospodarki w polskiej gospodarce potrwa długo. Jakąś rolę odegra przy tym kapitał posiadany przez państwo, ale drogę do zwiększenia zamożności Polek i Polaków oraz wzmocnienia państwa stanowi posiadanie kapitału przynajmniej przez klasę średnią (kapitału, nie majątku). Jednak, na razie, klasa średnia in spe oraz pozostała ludność biorą pokaźne kredyty, głównie na cele konsumpcyjne i wątpię, by w ciągu najbliższych dwudziestu lat to się zmieniło. Możemy jedynie liczyć na cud, jako że często przywoływany sukces Korei Południowej polegał na oszczędzaniu i inwestowaniu nie do końca dobrowolnym, bo czynionym w warunkach dyktatury.

Poza tym p. M. Morawiecki potrzebuje wsparcia innych resortów, np. MNiSW czy MEN, a wątpię czy MEN znajdzie czas oraz środki na zmianę programów, jeśli zajmie się likwidacją gimnazjów. Całkiem niejasne są też dla mnie cele i motywy działania prezesa PiS. Nie wiem czy on ma jakiś plan i go realizuje, czy po prostu inaczej nie potrafi. Tak czy inaczej mogę sądzić, że p. Kaczyński gospodarką się nie interesuje, a jego plan (jeśli istnieje) zamyka się w przestrzeni ideologiczno - społecznej. W związku z tym może, choćby nieintencjonalnie, utrudniać pracę rządowi.

PiS, zdobywając władzę absolutną, ma wszelkie możliwości, by przyspieszyć rozwój Polski, stworzyć warunki do poprawy jakości życia jej obywatelek i obywateli, poprawić pozycję naszego kraju w Europie i na świecie. Czy potrafi i chce to uczynić? Jeśli pożyję, to zobaczę. Na razie wielkim optymistą nie jestem.

niedziela, 6 grudnia 2015

Tymczasem w Polsce

Parę setek lat temu ludzie w Anglii (na początek szlachta angielska) uznali za konieczne powołanie sędziów niezależnych od króla, zapoczątkowali stanowienie prawa przez parlament - nie przez króla. Wartość względnie stałego prawa dla poszczególnych ludzi i społeczności dostrzegli nie tylko Rzymianie bardzo starożytni. Nawet plemiona całkiem pierwotne nie wymyślają z wtorku na środę zasad obowiązujących członków, a odwołują się do tradycji. Tymczasem w Polsce, jak to w Polsce, doktor, pracownik naukowy i polityk Kornel Morawiecki potrafi oznajmić : "...nad prawem jest dobro Narodu!" , otrzymując owację na stojąco części posłów na Sejm - odpowiedzialnych za stanowienie prawa.

Magna Charta Libertatum - Wielka Karta Swobód – akt wydany w Anglii w 1215 roku. Upłynęło osiemset lat i oto w Polsce...

Jaka wiedza ogólna obowiązuje w naszej Ojczyźnie, jeśli wybrańcy Narodu potrafią pieprzyć bez sensu, spotykając się z aplauzem innych wybrańców? Bez względnie trwałych i jasnych reguł nie istniałyby nawet sportowe gry zespołowe. Potrafimy sobie wyobrazić mecz piłki nożnej, prowadzony przez sędziego, ustalającego reguły w trakcie gry? Bo nad przepisami jest dobro kibiców (jednej z drużyn, zapewne)? Ktoś wzruszy ramionami: lekceważenie przepisów jest u nas powszechne, jeden głos więcej jeden mniej nie czyni różnicy. Jednak, moim zdaniem, lekceważenie prawa i związane z tym niechlujstwo w jego tworzeniu to jedna z istotnych przyczyn naszych niepowodzeń.

Prawdę pisząc - my lekceważymy wszystko, co tworzy warunki dobrego życia jednostki, rodziny i społeczeństwa. Współpraca, odpowiedzialność - w tym odpowiedzialność za słowo, zaufanie, życzliwość, uprzejmość, brak zawiści - szczególnie tej najgłupszej, czyli bezinteresownej - te i inne cechy są w zaniku. Przynajmniej można odnieść takie wrażenie na podstawie "debaty" w przestrzeni publicznej. Zwycięstwo PiS spotęgowało styl i treść narracji narzucone przez specyficzny gatunek : malkontentów skrzyżowanych z ludźmi jednej księgi. Nie wiem, jak dalej sprawy się potoczą, na razie osoby z optymizmem oceniający siebie, bliźnich i otoczenie są w głębokiej defensywie. Na dodatek z PiS-em pewnie po drodze jest wszystkim cieszącym się z niepowodzeń i nieszczęść bliźnich. Dodajmy do tego prawdziwych patriotów, narodowców i różnych takich - niekoniecznie wezwanych przez polityków Prawa i Sprawiedliwości (mogą być zwolennikami PiS z braku innych opcji) i otrzymujemy drużynę bierną, za to niezbyt wierną.

To po prostu, w większości, nie są ludzie zdolni do tworzenia. Zaś PiS, jak każda partia rządząca, musi realizować interesy ludzi aktywnych. Nikt nie prowadzi przecież np. polityki zagranicznej w interesie bezdomnych. Nawet, jeśli kanclerz Merkel chroni miejsca pracy w Niemczech, czyli działa w interesie klasy robotniczej, to musi w tym celu zapewnić zyski pracodawcom - kapitalistom.

Swoją drogą, polscy politycy którzy doszli do władzy na początku transformacji bardzo skutecznie zmarnowali społeczny potencjał mogący znacznie przyspieszyć nasz rozwój gospodarczy. Masowy ruch drobnych kapitalistów , działających na podstawie ustawy Wilczka wygaszono jak NEP w bolszewickiej Rosji. Przemysł też wygaszono i tak się kolebiemy, licząc a to na łupki, a to na pojedynczą technologię w rodzaju wytwarzania grafenu lub, zwyczajnie, na cud.

Jeśli Prawo i Sprawiedliwość wykona zbyt wyraźny zwrot ku przedsiębiorcom, naukowcom zdolnym zaoferować przemysłowi konkretne rozwiązania, to może podpaść części żelaznego elektoratu, czego się p. Kaczyński chyba obawia. Problemem dla niego i dla partii może też być "zamach smoleński". Nie można go porzucić, bo oddziały szturmowe i wyznawcy tezy o zamachu poczują się oszukani, ryzykowne byłoby też udowodnienie że zamach był, jeśli go nie było. Wymagałoby to bowiem stworzenia legendy na dużą skalę (ktoś wniósł ładunek, ktoś go skonstruował itd. ), która spowodowałaby trudne do przewidzenia skutki. Można albo prowadzić w miarę obiektywne śledztwo, znajdując winnych ze szczególnym uwzględnieniem tych z wrażej PO, albo przeciągać je, dopóki nie wymrze większość zwolenników tezy o zamachu.

Nie wiem, na ile prawdziwe są oskarżenia prezesa PiS o chęć bycia kimś w rodzaju naczelnika państwa. Sądzę, że coś jest na rzeczy, bo trudno mi sobie wyobrazić p. Kaczyńskiego walczącego tyle lat o władzę i rezygnującego teraz z jej sprawowania. Jednak sprawować władzy w pełnym zakresie prezes nie jest w stanie, bo nie ma stosownego zaplecza (sztabu). Co prawda, przez pewien czas można się spodziewać, że ministrowie i inni będą biegali do niego z każdym głupstwem, obawiając się kary (dymisji), ale na dłuższą metę prezes tego nie wytrzyma. Powstanie (a najpewniej już istnieje) nieformalna struktura , w której zaufani ludzie prezesa będą podejmować część mniej istotnych (według niego) decyzji.

Jak sytuacja rozwinie się dalej, nie wiem. Wiem, że jeśli PiS chce porządzić dłużej, musi zadbać o gospodarkę i materialny poziom życia ludności. W tym celu może sobie wprawdzie być partią konserwatywną światopoglądowo, nawet klerykalną, ale centrową lub centrolewicową w sprawach społeczno-gospodarczych. Czy taki stan zaakceptują melancholicy, malkontenci, zapoznani rewolucjoniści, najprawdziwsi z prawdziwych patrioci? Raz uruchomiona narracja ( nie tylko i nie głównie przez PiS - to nie Prawo i Sprawiedliwość stworzyło uchodźców), bazująca na nienawiści, wrogości, rasizmie może przyczynić się do utworzenia faszyzującej partii, lokującej się na prawo od PiS.

Liberałowie są u nas niemodni , niezbyt potrafią też dotrzeć, z niby oczywistymi prawdami, do szerokich kręgów ludności. Na wszelki wypadek przypomnę: patronem spraw beznadziejnych jest święty Juda Tadeusz.