piątek, 16 czerwca 2017

Najwyżej rozwinięta cywilizacja nie może istnieć

Stosunkowo wysoko rozwinięte ziemskie cywilizacje miały, jak dotąd, swój początek, burzliwy wzrost, jego apogeum (złoty wiek) i koniec. Po strukturach państwowych w Mezopotamii, Egipcie, Indiach powstałych około pięć tysięcy lat temu, pozostały resztki budowli, trochę tekstów rzeźb, mumii. Ten sam los spotkał imperia tworzone w Persji, w Chinach czy starożytny Rzym. Istniały rozwinięte cywilizacje nas kontynencie amerykańskim, potęgami były w swoim czasie kalifat islamski, imperium mongolskie.

Zużycie energii na głowę rocznie w niektórych państwach. Energia pierwotna wyrażona w kilogramach ekwiwalentnej ropy The World Bank (2011)

Cywilizacja grecka stworzyła fundament naszej, współczesnej cywilizacji europejskiej ale sama nie przetrwała. Dlaczego nie przetrwała, czemu inne cywilizacje nie przetrwały, jeśli były wysoko rozwinięte? Nie wiem, zresztą historycy też nie wiedzą. Podają różne przyczyny upadku. Istotnymi wydają się : zwykle powolny rozpad struktur państwowych i społecznych oraz najazdy "barbarzyńców". Czyli plemion lub ich grup znacznie mniej cywilizowanych. To znaczy: teoretycznie dysponujących słabszymi technologiami, gorzej zorganizowanych, niestosujących specjalnie wyrafinowanej taktyki walki, z przywódcami mało zdolnymi do planowania działań i myślenia strategicznego oraz długofalowego. Pewnie, w praktyce, bywało wręcz przeciwnie: to "cywilizowani" nie potrafili dostrzec strategicznego niebezpieczeństwa, stosowali nieskuteczne uzbrojenie i taktykę, lekceważyli przeciwnika. Przede wszystkim zaś, być może z różnych powodów, nie palili się do obrony państwa. Inną przyczyną upadku był rozpad wielkich imperiów, ponieważ ambitni politycy chcieli władzy przynajmniej na części terytorium.

Ktoś może zauważyć: owszem, starożytna Grecja (zarówno ta z okresu klasycznego jak hellenistycznego) oraz równie starożytny Rzym upadły, ale nasza cywilizacja stanowi ich kontynuację. Czyli państwa, imperia upadły lecz cywilizacja trwa. Jednak, moim zdaniem owa kontynuacja jest pozorna (zresztą już między cywilizacją mykeńską i okresem archaicznym prawdopodobnie nie ma ciągłości). Imperium Karola Wielkiego wprawdzie przyniosło zwrot ku kulturze starożytnej (renesans karoliński), a w odniesieniu do Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego) można chyba mówić o ciągłości instytucjonalnej, ale trudno je uznać za kontynuację Rzymu. Trudno też uznać za kontynuację Rzymu średniowieczną Europę czy dzisiejszą Unię Europejską. Zresztą , jak napisałem wcześniej, wiele cywilizacji umarło bezpotomnie.

Pisarze sf tworzą niekiedy wysoko rozwinięte cywilizacje, istniejące na planetach. To skrajnie nieprawdopodobne. Mamy przykład naszej kochanej Ziemi. Rozwój nie jest ani ciągły, ani równomierny. Poszczególne grupy ludności wybierają raczej walkę z innymi grupami niż współpracę. Jedni usiłują narzucić drugim swoją kulturę, w tym religię, obyczaje, język. Charyzmatyczny i dysponujący sprawną policją polityczną przywódca, potrafi utrzymać jedność państwa złożonego z różnych grup etnicznych, religijnych jedynie czasowo (Josip Broz Tito). Przy pierwszej lepszej okazji grupy, często podpuszczane z zewnątrz, biorą się za łby.

Ponad siedem miliardów ludzi żyjących na Ziemi, siłą rzeczy wpływa na stan naszej planety. Nasza działalność tworzy różne problemy globalne. Nie ma jednak ani woli, ani siły, ani możliwości rozwiązywania ich we właściwej, to jest globalnej skali . Bowiem państwa i ugrupowania państw rywalizują ze sobą, walczą o przewagę nad innymi, dbają o własne interesy. Zresztą, jeśli, jakimś cudem, większość państw doszlusowałaby poziomem rozwoju i dobrobytu do USA, naszą planetę diabli by wzięli.

Jednak trudno liczyć, że ludzie z krajów biednych i niebogatych ograniczą swoje apetyty w imię ocalenia planety. Coraz więcej z nich szturmuje wyspy dobrobytu: Europę i USA. Trudno też oczekiwać, że mieszkańcy owych wysp podzielą się zasobami ze znacznie biedniejszymi od siebie, a przynajmniej przestaną pogłębiać biedę i chaos, realizując własne interesy na cudzych terytoriach.

Rozwój jest rzeczywistością, moim zdaniem. Przynajmniej w społeczeństwach mniej więcej wolnych od wielkiej liczby żywotnych nakazów i zakazów religijno - obyczajowych. Motorem rozwoju są chciwość, konkurencja, potrzeby - także kreowane. Postępuje po spirali, jest mocno nierównomierny społecznie i terytorialnie. Prawdopodobnie, przy odpowiednio dużej różnicy poziomu życia między grupami społecznymi, społeczeństwami żyjącymi na różnych terytoriach , następuje skokowy wzrost migracji oraz, przynajmniej częściowa, dezintegracja dotychczasowych centrów wysoko rozwiniętej cywilizacji. Cywilizacja rozlewa się szerzej ale też spada jej poziom. Centra przenoszą się gdzie indziej. Tak było ze starożytnym Rzymem i chyba tak jest obecnie z Europą i USA.

To proces wieloletni, sądzę że istotne zmiany pojawią się nie prędzej niż za pięćdziesiąt lat. Przy czym Europa i USA nie cofną się w rozwoju technologicznym, jedynie będą wyprzedzane przez inne państwa. Wyższy poziom życia Chińczyków, Hindusów i innych, tak czy inaczej będzie oznaczał zwiększone zużycie zasobów planety. Które zahamuje rozwój, jeśli nie zdewastuje Ziemi. Ziemianie w ciągu pięćdziesięciu lat szczególnie nie zmądrzeją, za to będzie ich znacznie więcej - ponad dziesięć miliardów.

Jakim cudem mogłaby powstawać w takich warunkach najwyżej rozwinięta cywilizacja? Przy kurczących się zasobach, bezwładnych, niezbyt rozgarniętych masach ludzkich, podatnych na manipulacje niczym przedszkolaki, gotowych wierzyć w dowolne bzdury, za to o nieograniczonych potrzebach? Poszukiwanie w kosmosie najwyżej rozwiniętych cywilizacji czy marzenie o stworzeniu takich na Ziemi są bezcelowe. Bo takich cywilizacji nie ma, nie było i nie będzie.
Choć może w Raju...

5 komentarzy:

  1. Jestem za, a nawet przeciw...
    ;)
    Trochę jest szak problem z definicją - co to znaczy "cywilizacja"? Te syćkie, Panie, akademiki, to jednak używają tego terminu w sensie wyraźnie ograniczonym ramami geograficznymi i czasowymi. Inaczej mówiąc, to raczej nie jest termin służący określaniu kontynuacji, a bardziej przydatny do definiowania specyfiki. Jakakolwiek "cywilizacja" będzie definiowana poprzez cechy, które ją wyróżniają, i których kombinacja będzie dla niej wyjątkowa.
    Nie piszę tu o "cywilizacji zachodniej", bo to jest wyjątkowo zły termin. Czy Japonia i Korea Południowa (nb. kraj, w którym największą grupą religijną są chrześcijanie), są częścią cywilizacji zachodniej, czy nie są?
    Czy może Korea Płd. tak - bo chrześcijanie, ale Japonia już nie (bo jednak mało chrześcijańska)? A jeśli Korea i Japonia owszem, należą do CZ, to dlaczego nie Chiny(67 milionów chrześcijan, więcej niż w Polsce...)? Czy naprawdę mieszkańcy Chin tak bardzo różnią się kulturowo od Japończyków i Koreańczyków? A Japończycy od, na ten przekład, Niemców? Ale Chiny komunistyczne? No ale my też byliśmy, i nawet całe NRD.
    To trochę pytania retoryczne, bo jest problem z łączeniem stosowanego w naukach humanistycznych terminu "cywilizacja", z tym bardziej literackim (pojawiającym się zazwyczaj po kilku literatkach*) określeniem "cywilizacja zachodnia", które generalnie wiąże się z poziomem dostępu do wykształcenia, opieki medycznej, papieru toaletowego (stąd problem z komunizmem) itd. itp. W tym sensie Chiny zmierzają powoli ku cywilizacji zachodniej, a ewentualne przesunięcie centrum w stronę Azji Wschodniej nie musi być równoważne z pojawieniem się koczowników na gruzach Galerii Mokotów...
    Tak mi się, w każdym razie, wydaje.
    Zgodzę się za to całkowicie, że niezależnie od terminologii, nie może być "najbardziej rozwiniętej cywilizacji", zawsze się pojawi jakaś bardziej wyewoluowana cholera.
    Na koniec przydługiego komentarza sobie bezczelnie pozwolę zasugerować, że żeby mówić o przetrwaniu, to chyba jednak lepiej może mówić "kultura mykeńska", nie "cywilizacja mykeńska".
    Czy coś z niej przetrwało w kulturze archaicznej Grecji? O! I to jest bardzo ciekawe pytanie. (Wężykiem!)
    Zez ogromną nieśmiałością przypomnę, że podstawą wew kuchni archaicznego Greka był niejaki Homar, na którym Grek się opierał zez podziwienia godną konsekwencją. ;)
    Bo być może ten kulturalny survival nie zależy od przeciąga nia okresu politycznej i technologicznej dominacji, a raczej od skłonności następcy do odwoływania się do archetypów kulturowych prawuja.
    Wuja! Wuja słuchał będziesz! - jak to pięknie wyłożył Pan Zagłoba.
    I tym post-staropolskim zapodaniem kończąc...
    Zdrówko!
    ____________
    *) Gimnazjalistom (R.I.P.) wyjaśniam, że literatka to taka mała szklanka do picia wódki, o pojemności 125 ml. Wyjaśniam przy okazji, że podobne naczynie o pojemności podstępnie ograniczonej do 100 ml. to ani nie pięćdziesiątka, ani nie literatka, tylko zwykła grafomanka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Pisząc komentarz wspomagałem się literatką. I to jest fakt. W ten oto sposób powstaje literatura faktu!
      :D

      Usuń
    2. Się zastanawiałem przez chwilę, ale na nic lepszego nie wpadłem. Mógłbym użyć słowa formacja na określenie tego czegoś. Co powstaje, rozwija się i upada.Jakieś dziedzictwo zwykle się ostaje i bywa wykorzystywane przez następców. Mnie dziwi właśnie upadek - czyżby budowane przez nas struktury były obciążone błędem pierworodnym lub miały wbudowaną apoptozę? Inna rzecz, że akademicy chyba na razie nie zdefiniowali terminu cywilizacja. Samuel Huntington był przecież akademikiem i nazywał "cywilizację zachodnią". Oczywiście, przesunięcie centrum nie musi polegać na zniszczeniu Europy. Pewnie po prostu zostanie wyprzedzona w rozwoju. Choć konsekwencje i tak będą bardzo nieprzyjemne dla Europejczyków. Czemu każesz gimnazjalistom, odchodzącym w mroki, jeszcze czegoś się uczyć?

      Usuń
    3. I stąd wziął się termin "pląsawica Huntingtona"!
      ;)
      Ale bez czarnego humoru - nie przepadam za Samem H., nie wiem, czy pamiętasz, ale on w pewnym momencie był doradcą niejakiego, za przeproszeniem, Bothy, i to pod jego wpływem Botha wzmocnił rolę i poszerzył uprawnienia tajnej policji, zezwolił na bezterminowe aresztowania i tortury - co doprowadziło do fali okrucieństw, za które Sam oczywiście w ogóle nie poczuwał się do winy...
      No bo jakże to, on tylko doradzał.
      Później, w osławionej książeczce, Sam zmyślnie zapomniał o "cywilizacji białego człowieka", której utrwalaniu poświęcił tyle energii.
      I jeśli Huntington nie pojawił się w tekście Sokala i Bricmonta, który kiedyś przywołałem przy okazji ostrej
      dyskusji z panem Orzechowskim na Portalu Opinii (choroba, trochę mi brakuje tych kłótni na dobrym poziomie ;), to dlatego, że ich książeczka jest jednak też upolityczniona i wyraźnie skupia się na lewej stronie nonsensursu (dyskursu nonsensownego, copyright Marlow The Dog! ;).
      http://75klicksarchiwum.blogspot.com/2015/03/po-nas-chocby-pomo.html
      No sorry, ale te jego "cywilizacje", to kotu o ogon potłuc. Cywilizacja Wschodu z Indiami i Japonią, ale Japonia to w ogóle wyjątkowo ucywilizowana? No sorry Jose (Samuel), ale to pierdoły po prostu. (A już za wpakowanie Koreańczyków do tej samej cywilizacji z Wietnamem i Taiwanem, to lepsi od Sama studenci bywali wyrzucani na kopach z egzaminu - i zasłużenie! I żaden sąd za to kopiącego nie skazał i nie skarze! Nawet sędzina Smutas nie skarze!)
      Ale w sumie i sam Sam ostatecznie uznał określenie "cywilizacja" za zbyt niejasne, i przestawił się na dychotomię państwo - kultura. Nb. ten ostatni jego okres (już po tym, jak pokojowy upadek apartheidu rozwalił mu sporą część pomoteorii) jest chyba najciekawszy.
      .
      Czemu ja im się uczyś każę? Bo ja wredny pies jestem, i nieuctwo mnie wq****ia! :(
      .
      Sorry za tzw. "anti-Huntington runt", czyli wycie antysamowe, ale on mnie wyjątkowo irytuje, a już zwłaszcza za podpierniczenie poptytułu z potwornie przekręconej wypowiedzi Camusa (tego, oczywista, bardzo cenię, nawet jeśli się czasem nie zgadzam). To cały Sam - zajumał, przekręcił, rozpieprzył, wstawił na okładkę, a tłumaczenie, że tak nie można, zajęłoby spory artykuł...
      Zdrowie odchodzących gimnazjalistów! ;)

      Usuń
    4. Samuel Huntington nie jest moim idolem, jego teksty "znam" wtórnie z opracowań i nie wydają mi się one szczególnie odkrywcze. Moim zdaniem, nie można stosować pojęcia "wojna cywilizacji" niezależnie od definicji owej cywilizacji. Bo to brzmi podobnie jak "wojna gór', na przykład.
      Przywołałem jego nazwisko, bo akademikiem był jak najbardziej. Twoje i Moje zdrowie!

      Usuń