
Pozostałość po, prawdopodobnie wysoko rozwiniętej, cywilizacji. Wyspa Wielkanocna. Zdjęcie z Wikipedii
Tym bardziej, że masowi zwolennicy prawicy nie mają wiedzy pozwalającej rozróżnić co głosi i czyni prawica, a co lewica. Za wszystko co im się nie podoba, łącznie z neoliberalizmem w gospodarce i globalizacją, winią lewaków.
Moim zdaniem, upraszczając, zasadnicza różnica między politykami prawicy i lewicy obecnie, polega na odwoływaniu się do różnych elementów ludzkiego mózgu oraz informacji zapisanych w nim różnymi oddziaływaniami.
Prawica odwołuje się głównie do mózgu emocjonalnego (układu limbicznego) i struktur zapisanych przez ewolucję, lewica stawia na mózg racjonalny (neo cortex) i treści zapisane przez cywilizację (kulturę).
Nasi praprzodkowie, dysponując na początek jedynie węchomózgowiem, automatycznie uznawali obcego (innego) za wroga, obiekt seksualny, pożywienie lub rzecz nieistotną. Atakowali go lub uciekali, zaspokajali chuć , zabijali zanim ucieknie albo mijali obojętnie. Później, choć mózgi im się rozwijały (podobno dzięki myśleniu jak oszukać innych), reakcje emocjonalne górowały nad analitycznymi. Tak nam zostało do dzisiaj, a gotowość naszych mózgów do reagowania emocjonalnego tworzy też przewagę emocji nad myśleniem racjonalnym. Politycy prawicy potrafią to wykorzystać chyba lepiej niż lewicowcy, bo na dodatek uruchamiają wdrukowane niejako w nasze mózgi atawizmy .
Kiedy nasi praprzodkowie zaczęli już myśleć (np. co lepsze: seks czy żarcie), musieli prawdopodobnie oswoić dla siebie świat, uczynić go jakoś zrozumiałym. Bo w świecie tajemniczym, nieuporządkowanym, żyć się nie da. Oprócz religii, a może jako dodatek do przeróżnych religii, wymyślili też spiskową teorię dziejów. To świetna pożywka, ułatwiająca zdobycie władzy paranoikom (osobowościom paranoicznym).
Lewacy, odwołując się do kultury, mają z góry przechlapane. Demokracja, wolność, tolerancja, przyzwoitość, sprawiedliwość, praworządność, wolność słowa, równość i inne pojęcia, brzmią abstrakcyjnie, są rozciągliwe i nieprecyzyjne.
Demokracja zachodnia, współczesna rozwinęła się w zasadzie w ciągu ostatnich stu lat a współczesne zasady moralne dotyczące grup społecznych i ich przywódców zaczęły się kształtować dopiero po II wojnie światowej. Weźmy szacunek dla ludzkiego życia (nie chodzi mi o zakaz aborcji, który traktuję jako tabu raczej). Podczas I wojny światowej i później posyłano na śmierć oraz mordowano setki tysięcy i miliony ludzi. Wydaje mi się, że dopiero sprzeciw Amerykanów wobec wojny w Wietnamie, a szczególnie ponoszonych tam strat w ludziach przerwał lub przynajmniej utrudnił traktowanie przez polityków ludzi jak mięsa armatniego. Nawet w ZSRR, gdzie życie człowieka nie było szczególnie istotne, straty w Afganistanie zaczęto przyjmować krytycznie.
Kto dawniej w Europie zawracałby sobie głowę "dzikimi" tonącymi w Morzu Śródziemnym? Takich najwyżej pokazywano w zoo. Dowolnie wielkie różnice w materialnym poziomie i jakości życia czy niewolnictwo nie budziły oburzenia większości.
Moralność nabyta dzięki cywilizacji, poprzez kulturę, a nie w toku ewolucji jest chwiejna i nietrwała. W złych czasach praktycznie zanika. Demokracja, wolność i inne takie są nieistotne dla mas. Dlatego lewacy ( centrum i lewica) mają pod górkę, której stromizna może wzrastać. Ponieważ emocje oparte na atawizmach są łatwe do wzniecenia i byle propagandą mogą być wzmacniane Dodatkowo prawica stosuje stare, ale ciągle skuteczne metody, zwiększające jej wpływ na masy. Wynajdywanie wrogów, dzielenie społeczeństwa, szczucie mas przeciw warstwom i klasom zajmującym nieco wyższe miejsca w hierarchii społecznej, utwierdzanie zwolenników w poczuciu bycia solą tej ziemi, tworzenie zagrożenia zewnętrznego, to chwyty o skuteczności trudnej do zniwelowania. Na dodatek nie jest tak, że nie istnieją żadne racjonalne przesłanki prawicowej propagandy.
Moim zdaniem, zagrożeniem są nie tyle rządy prawicy, ile kierunek zmian poglądów i mentalności społecznej. To samonapędzające się, regresywne zmiany . Czeka nas regresywna ewolucja (devolution)?
Cel (efekt publicystyczny) uświęca środki (uproszczenia w opisie tego, co w naszych rozgrzanych ideologią łepetynach fizycznie się znajduje). Inaczej się nie da, bo kto by się porwał na czytanie rozprawy doktorskiej zamieszczonej na blogu?
OdpowiedzUsuńJeden z tuzów naszej dzisiejszej wiedzy o odczuwaniu człowieka prof. Antonio Damasio twierdzi, że warto słuchać pozarozumowych podpowiedzi swojego ciała i uwzględniać je w podejmowaniu decyzji.
Uwzględnianie tych "irracjonalnych" podszeptów ciała, może budzić sprzeciw twardego racjonalisty, ale kluczem jest tutaj zalecenie "wsłuchiwania się" w sygnały, jakie docierają do nas za pośrednictwem rozmaitych elementów naszego niezbadanego systemu neurologicznego.
Tego fanatycy podziału świata na prawaków i lewaków z pewnością nie czynią należycie.
Powody, dla których głupcy ulegają tak chętnie ordynarnym manipulacjom, zostawmy w spokoju. Te mają bowiem jedynie głupcy na wyłączność.
Ze specjalnym pozdrowieniem dla czytających to zwolenniczek i zwolenników świata atakowanego zewsząd przez "lewaków". :)
Na pewno warto słuchać podpowiedzi z bliżej nieokreślonych źródeł, jeśli tylko potrafi się oddzielić, na przykład, emocjonalny odbiór nadawcy od treści komunikatu.Ponieważ bardzo rzadko wiemy wszystko co niezbędne do prawidłowego podjęcia decyzji. Odnośnie głupców (cokolwiek to pojęcie oznacza): jest ich zbyt wielu, by można było ich głosy ignorować. Ktoś musi choć próbować zaburzyć ich błogie przekonanie o niebywałej prostocie przyczyn i uwarunkowań życia na planecie, kontynencie, w kraju, w mieście i wiosce.
UsuńTak mi przyszło do głowy (odrobinę przekornie), że może to właśnie jest powrót jeszcze bardziej tradycyjnej prawicy? Że może właśnie cała zabawa z ekonomią była (a właściwie "bywa") dla obu stron rodzajem kamuflażu, który też obie strony zawdzięczają między innymi Karolowi M?
OdpowiedzUsuńByć może powraca właśnie "bardziej" tradycyjne rozróżnienie między między poczuciem konieczności wyrazistego definiowania własnej grupy dla obrony przed niebezpieczną rzeczywistością, a poczuciem konieczności wyjścia poza własną grupę i "odminowania" przynajmniej części rzeczywistości? Obie postawy są, na swój sposób, idealistyczne. Być może Karol M. i jeszcze paru innych ludzi "z różnych stron barykady" - jak mawiał mój wykładowca taktyki :D - po prostu dostrzegło irracjonalizm wywodu i próbowało to towarzystwo jakoś sprowadzić do rzeczywistości przy pomocy wskazania na portfele? Co się, jak już wiemy, nie do końca udało...
Tak, czy siak, mamy też faktycznie dość ostry konflikt innego rodzaju - między niesamowitym właściwie postępem technologicznym i związanymi z nim możliwościami dostępu do informacji, a zagubieniem w "całej tej technice" i odrzuceniem informacji na rzecz konfabulacji.
Aktualnie i lewaki, i prawiczki entuzjastycznie nucą
"Wenn ihr keine Antwort wisst, richtig ist, was richtig ist"
(jak to pięknie Till Lindemann śpiewa, subtelny bard niemieckiej poezji śpiewanej), więc bez zasadniczej zmiany w systemie nauczania - być może właśnie technologicznej - chyba się nie poprawi?
Się obawiam.
(Dyskretny pesymizm komentarza może być wynikiem wyjątkowo ciężkiej harówy, której końca nie widać i nie słychać. :/ )
Jeśli to jest powrót do bardziej tradycyjnego rozróżnienia między wczesnymi ideami prawicy i lewicy, to trzeba założyć że idee podzielane przez znaczne lub istotne grupy społeczne nie bywały i nie są próbami w miarę racjonalnego opisu rzeczywistości? To tylko spekulacje, bazujące na czymś bliżej mi nieznanym? Na początku było Słowo - czemu akurat słowo? (katolicka interpretacja, to inna sprawa). Czyli, w sumie, idee i oparte na nich ideologie były, są oraz będą irracjonalne. To bardzo prawdopodobne choć smutne. No tak, prawidłowe jest to co jest prawidłowe. Nawiasem: zaprowadzasz Kulturordnung w Niemczech?
Usuń