niedziela, 25 grudnia 2016

Zguba odnaleziona daleko stąd

Odnalazła się moja srebrna łyżka z kompletu. Gdyby ktoś udawał się w tamtym kierunku, to bardzo proszę o dostarczenie mi jej. Spokojnej reszty świąt!

Zdjęcie NASA
Łyżka na Marsie

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Samoograniczenie w marszu ku utopii

Wydawało mi się dotychczas, że PiS działa w miarę racjonalnie, podobały mi się też wprowadzane i proponowane przez rządzących rozwiązania społeczno - gospodarcze. Rozwiązania dalej mi się podobają, ale nie wiem czy PiS -owi starczy sił, środków i czasu by je wdrażać i kontynuować. Ponieważ ciągle prowokuje nowe awantury, starając się zamienić niechęć wzajemną elit (a przynajmniej inteligencji) pro i anty-pisowskich we wrogość. To się chyba udaje, co gorsza - owa wrogość skapuje też do mas.

Tradycyjne maski krajowe
Według prof. Jadwigi Staniszkis "Kaczyński wierzy, że konflikt wydobędzie z ludzi PiS coś więcej. Ma bolszewicką wizję przemiany: to konflikt i wola wydobywa prawdziwe istnienie... Konflikt jest tu traktowany jako instrument. Dyscyplinuje własne szeregi. Przy ostrym konflikcie rozsądny człowiek, taki Krzysztof Szczerski na przykład, cokolwiek myśli, nie zmieni frontu."
Może tak jest, choć mnie się to kojarzy z podkładaniem lontu pod własny tyłek. A nuż tylko poparzy, nie powodując wybuchu?

Prezes chyba zna historię nie tylko z Trylogii Sienkiewicza. Wie, jak się kończy dla rządzących takie rozkołysanie państwa. Lud nie jest żadną opoką dla żadnej władzy, nie analizuje też działań polityków (i elit), jedynie ma wrażenie. Dzisiaj 30 i więcej procent wyborców ma wrażenie, że PiS jest dobry. Jutro w Europie czy na świecie może zdarzyć się cokolwiek szkodzącego naszej gospodarce i wrażenie pryśnie. Nawet niewielkie zamieszki mogą wtedy sparaliżować państwo.
Bo jakie siły wystąpią zdecydowanie w jego obronie? Policja, wojsko, inne służby niezbyt przekonane o prawomocności obrony państwa PiS? Za to obawiające się przyszłej dezpisyzacji, bardzo prawdopodobnej ze względu na narastającą wrogość rządzących i opozycji?

Co najmniej dziwne wydaje mi się tworzenie przez PiS, szczególnie przez prezesa wrogów z nie-polityków. Przecież sortowanie Polek i Polaków, określanie pewnych grup prawdziwymi patriotami to dawanie w pysk tym gorszego sortu oraz domyślnym, nieprawdziwym patriotom. Gdyby, na przykład, Chińczycy uprawiali podobną politykę, to na terytorium dzisiejszej ChRL istniałoby pewnie z pięćdziesiąt państw i państewek.
Po co PiS-owi wojowanie z sojusznikami, głośne lekceważenie ich opinii? Jedyny, dostrzegany przeze mnie cel tego działania to chwalenie się przed fanami partii: Patrzcie, jakie z nas chojraki! Ten aplauz nic nikomu nie daje, nie tworzy zasobów i łatwo może zamienić się w dezaprobatę.

Historia i polityka historyczna według PiS może jedynie szkodzić Polsce. Bo co to za przekaz: chcieliśmy od zawsze żyć dobrze, a nawet jeszcze lepiej, ale wiecznie nami pomiatali silniejsi od nas?

Usiłowanie wprowadzenia obowiązującej, jedynie słusznej ideologii, zbudowania nowej elity grozi zdezintegrowaniem i tak słabo zintegrowanego społeczeństwa. PZPR miała o wiele większą władzę niż PiS i każda inna partia w państwie demokratycznym o gospodarce rynkowej. Jakoś ani nowych elit PZPR nie stworzyła (awans społeczny, to co innego), ani jedynie słusznej ideologii społeczeństwu nie narzuciła. Czemu miałoby się to udać PiS?

Prezes Kaczyński powtarza: nie cofniemy się. Coraz bardziej wątpię czy on wie dokąd zmierza , a jeśli wie, to czy cel marszu nie jest utopią ulokowaną w nieistniejącym świecie.
Niedawno PiS stworzyło własny sejm w Sejmie. Rzecz byłaby nawet zabawna, gdyby dotyczyła innego kraju. W Polsce i tak już podzielonej, ze społeczeństwem skłonnym dzielić się na wrogie obozy z powodu dowolnej bzdury, kolejna wojna na górze jest mocno niewskazana.

Kto potrafi przystępnie , a skutecznie wytłumaczyć kierownictwu PiS pojęcie i konieczność samoograniczenia?

czwartek, 8 grudnia 2016

Przenikliwe dźwięki koją masy

W Austrii omal nie zwyciężył Hofer. To już wygląda na trend - marsz w kierunku nacjonalizmu. Karpie się cieszą - niedługo Boże Narodzenie. Polityczne karpie w Polsce onegdaj dostrzegły z oburzeniem realizowanie, przez państwa zrzeszone w UE, własnych interesów. Zamiast, co oczywiste, realizacji interesów Polski. Jednak różnicy między, umowami ustanowionym, równorzędnym traktowaniem opinii państw silnych i słabych, małych i dużych w podejmowaniu decyzji, a podejmowaniem decyzji na zasadzie: jesteśmy silni więc mamy rację i co nam zrobicie, dostrzec nie potrafią.

Gdzie ten Pacanów? Prawie wszędzie?

Ewentualne rządy nacjonalizmów nie będą, moim zdaniem, podobne do tych sprzed drugiej wojny światowej. Tymczasem bowiem nastąpiły: niebywały wzrost i koncentracja kapitału oraz koncentracja produkcji. Wielki kapitał, dysponujący skomplikowanymi, unikalnymi technologiami, zapleczem dla ich rozwoju, olbrzymią wiedzą ma zdecydowaną przewagę nad rządami większości państw. Rzecz nie tylko w sile - także w potrzebach i nastrojach konsumentów. Czy Polki i Polacy zrezygnują ze smartfonów i innych towarów produkowanych częstokroć przez paru tylko światowych wytwórców? Zgodzą się na wyższe ceny za gorszej jakości towary, ale wytwarzane w Polsce? Najprawdopodobniej ani ludzie w Polsce, ani mieszkańcy innych państw nie zaakceptują takiego stanu rzeczy. Kapitał z łatwością i przy poparciu ludności rozbije bariery ograniczające zakupy towarów i usług zagranicą. Szczególnie bariery tworzone przez państwa słabe.

Jeśli Unia Europejska się rozpadnie, to nie Rosja wejdzie na jej miejsce. Albo nie tylko Rosja. To państwo ma zbyt słabo rozwiniętą gospodarkę, by podołać roli centrum dla zamożnych państw Europy Zachodniej. Jednak ciśnienie wielkiego kapitału, globalizacji , Chin i innych ludnych państw albo przesunie Europę na peryferie świata (mało prawdopodobne, ponieważ Europa dysponuje kapitałem, technologiami, nauką, strukturami organizacyjnymi, rosyjskim zapleczem surowcowym), albo wymusi stworzenie państw w rodzaju Austro-Węgier. Niezależnie od, mniejszej czy większej, obecności w Europie Stanów Zjednoczonych. Sposobu tworzenia nie potrafię określić - być może coś pośredniego między dobrowolnymi zapisami i propozycjami nie do odrzucenia.

Jeśliby do czegoś podobnego doszło, Polska miałaby szansę udziału w decyzji do kogo dołączyć , pod warunkiem zwiększenia swojej siły gospodarczej i atrakcyjności. Słabych i nieatrakcyjnych nikt o zdanie pytał nie będzie. Bić się o nich z zapałem też nikt nie będzie. Co historia już parokrotnie wykazała.

Tymczasem u nas wciąż dominuje post-szlachecko -pańszczyźniana mentalność, dzięki której kolejne ekipy rządzące bujają w niebiańskich (piekielnych?) oparach, hołdują zasadom permanentnej rewolucji, usiłują, w polityce zagranicznej podskoczyć wyżej doopy lub przycupnąć na miedzy. Nie rozumiem dlaczego kandydat na prezydenta bogatego supermocarstwa potrafił kierować się hasłem: Gospodarka głupcze, a w Polsce, kraju jednak nieco mniejszym i biedniejszym niż USA, o gospodarce najwyżej ględzi się niezobowiązująco. Tyle okazji do stworzenia, liczących się przynajmniej w Europie Środkowej, polskich firm zmarnowano.
Niedawno uwierzyłem, że rządzący dobrze policzyli wydatki na 500+. Tymczasem wychodzi jak zwykle: pieniędzy brakuje i zaczyna się ich bezładne szukanie.
Dobrze, że choć egzorcyzmy nad Polską odprawiono na Jasnej Górze. Choć nie jestem przekonany co do właściwego wyboru demonów podlegających wypędzeniu…
Nic to. Najważniejsze, by para szła w gwizdek. Przenikliwe dźwięki koją masy.

piątek, 2 grudnia 2016

Vivat Rex. Fiat lux

Państwo profesorstwo D. dali mocny wywiad. Pan Hartman, też profesor, napisał coś o ciemnej kruchcie. Mnie to nie pasuje. Znałem bowiem trochę ludzi, także księży i niczego podobnego od nich nie słyszałem. Zbliżone do zawartych w mocnym wywiadzie tezy, wygłaszały niekiedy szacowne panie, słuchaczki Radia Maryja a i to w apogeum przywiązania do Radia. Dlatego wydaje mi się, że źródła mocnych poglądów trzeba szukać poza Kościołem. Co nie znaczy odrzucania ich przez Kościół katolicki i inne Kościoły. Które wspierają tradycjonalizm z oczywistych względów: same, w większości, są tradycją i tradycję tworzą.

Dokąd to? Przemyśl to jeszcze.
Tradycjonalizm ów (czyli nasz) opisał z grubsza W. Reymont w "Chłopach", a dokładniej i dobitniej zrobił to E. Redliński w "Konopielce".

Przy czym, zauważmy, przywiązanie do tradycji jest chyba istotną cechą większości grup społecznych i społeczeństw. Trudno, by było inaczej. Grupa, społeczeństwo, starannie pozbywające się tradycji, pędzące bez hamulców ku nowoczesności, rozpłynęłyby się w nicości. Co prawda, przywiązanie rodzi czasem nadmierny, a niekiedy śmieszny opór przed wprowadzaniem nowych rozwiązań, nawet takich, na których nikt nie traci. Kiedy w Warszawie, w XIX wieku, zabierano się za budowę wodociągów i kanalizacji, rozległy się głosy o higienicznej rozpuście, na którą nawet Paryża nie stać, wyrażano też obawy o straty dla rolnictwa. Parasol przeciwdeszczowy w Wielkiej Brytanii krytykowano, jako pochodzący od Francuzów i stanowiący kolejny przykład ich zniewieściałości. Jeśli już jesteśmy przy Wielkiej Brytanii - nie wiem jakim sposobem, w tak konserwatywnym społeczeństwie (?), pojawiło się tak wielu wynalazców?

Na ile my, Polski i Polacy jesteśmy konserwatywni albo i tradycjonalistyczni, nie wiem. Zwycięstwo wyborcze PiS, partii głoszącej tradycjonalizm, niekoniecznie oznacza przewagę tradycjonalistów nad postępowcami. PiS wygrało, a dokładniej PO przegrało, bo ci pierwsi trafnie odczytali nastroje społeczne, a drudzy spieprzyli wszystko co spieprzyć mogli. Tradycjonalizm nie był eksponowany w kampanii wyborczej, raczej jest gratisem, podobnie jak katastrofa smoleńska.
Niepokoi mnie wyraźne zwiększanie znaczenia tradycjonalizmu i dość płaskiej, opartej na emocjach, ideologii w ogóle, w tzw. całokształcie polityki PiS. Od gospodarki i finansów jest tylko wicepremier Morawiecki, reszta kierownictwa zajmuje się ideologią oraz wydawaniem pieniędzy, ewentualnie zarobionych przez wzmiankowanego.
Zaś dane GUS o gospodarce są takie sobie. Konsumpcja prywatna wzrosła o 3,9% rok do roku co, zdaniem analityków BZ WBK, świadczy o zbyt małym wpływie programu 500+ na wydatki gospodarstw domowych. Inwestycje spadły o 7,7% , w tym prywatne o 5% (według prof. Gomułki), import rósł szybciej niż eksport, wskutek rosnącego popytu konsumpcyjnego. Mnożą się sygnały o kłopotach budżetu. OECD i inne instytucje obniżają prognozy wzrostu polskiego PKB. Skończyła się deflacja -ceny żywności już rosną. To dobrze dla budżetu, ale niekoniecznie dla konsumentów.

Możliwe, że opisany stan jest przejściowy. Rosnąca konsumpcja i nowa perspektywa budżetowa UE spowodują, w przyszłym roku, wzrost inwestycji, dzięki czemu wzrost PKB przyspieszy. Jednak politycy PiS mogliby w końcu zrozumieć, że nieskładne opowiadania o planach zmian systemu podatkowego oraz innych, bardziej czy mniej rewolucyjnych pomysłach, powodują jedynie niepewność przedsiębiorców i inwestorów. Snucie mglistych planów i przedstawianie ogólnikowych propozycji przystoi think tankom i innym organizacjom, nie ministrom.

Gorzej, jeśli opisany stan przejściowym nie jest. Kierownictwo PiS o gospodarce i finansach wie niewiele i w takiej sytuacji skoncentrować się może na maskowaniu rzeczywistości akcjami wymierzonymi w rzeczywistych i domniemanych wrogów, także nieżyjących czy wykrywaniu i tworzeniu winnych. Całkiem dobrą metodą twórczego zaangażowania mas by, przynajmniej , czasowo, nie dostrzegły ewentualnego pogorszenia warunków życia jest wojna ideologiczna z tym przeklętym genderem, grożącym depopulacją, niegodną depilacją, złowrogimi cyklistami, z żądaniem duportacji (to nie ja, to Marlow) nieprawomyślnych postępowców i wszelakiego lewactwa.
Na pierwszy rzut oka, pomysł wygląda śmiesznie, na drugi mniej. Bowiem upierdliwe powtarzanie dowolnych poglądów, niechby średniowiecznych albo rodem z "Konopielki", tworzy co najmniej przekonanie o ich równorzędności z poglądami dotychczas dość powszechnie podzielanymi. Jeśli to się jeszcze zleje z bańkami informacyjnymi, których pełno w internecie, to powstanie mikstura naprawdę depopulacyjna. Bo, przykładowo, duża liczba antyszczepionkowców sprowadzi pandemie dziesiątkujące, cofniętą do średniowiecza, ludzkość.
Na wszelki wypadek: Vivat Rex. Fiat lux.

Wywiad
Blog J. Hartmana