czwartek, 21 lipca 2016

Orkiestra z Titanica przygotowuje koncert mocarstw?

Brytyjczycy przestawili zwrotnicę dziejów. Na ile ją przestawili i w jakim zakresie wie tylko Stwórca oraz Sześćset sześćdziesiąty szósty (lepiej nie wymawiać jego imienia w tych okolicznościach). Nie wiem czy politycy brytyjscy - zwolennicy opuszczenia Unii Europejskiej mają dalekosiężne plany, czy tylko nie lubią UE i budują na tym poparcie wyborców.

Wyjdą, nie wyjdą?
Wielka Brytania ustawiła się, pewnie dość przypadkowo, dziobem do wiatru i musi zmienić kurs. Prawdopodobnie jej przywódcy dążyć będą do rozbudowania statusu mocarstwa i zwiększenia roli UK jako centrum. Mając broń jądrową wesprą, a może spróbują zastąpić Amerykanów , w działaniach blokujących Rosję. Moim zdaniem , będzie to wsparciem dla zwiększenia roli UK jako centrum.
Bycie centrum, w przeciwieństwie do bycia peryferiami, pozwala uzyskać różnego rodzaju nagrody i premie. Pieniądze płyną zawsze od peryferii do centrum (jeśli rzecz wygląda inaczej, to tylko wygląda), za to idee, odkrycia naukowe, głęboko rewolucyjne tezy, szeroko pojęta kultura w tym, na przykład, moda, promieniują wyłącznie z centrum. Kultura i jej dzieła istniejące i tworzone na peryferiach są traktowane jako drugorzędne. Najlepiej być centrum w wielu płaszczyznach: finansowej, gospodarczej, militarnej, kulturalnej i politycznej. Walka przywódców Chin, Rosji, , Turcji i innych państw o zwiększenie roli oraz znaczenia ich państw nie wynika z ambicji owych przywódców (choć ta pewnie również się liczy), a z uświadomionej konieczności. Niestety, przy okazji stanowi też, moim zdaniem, nieusuwalne zagrożenie dla naszej cywilizacji.

Istnieje, na dzisiaj raczej teoretyczna, groźba rozpadu Wielkiej Brytanii - Szkoci chcą do UE, a Irlandczycy z Północnej Irlandii do Irlandii. Jednak UE trapi parę kryzysów na raz, jeśli na dodatek do Szkocji będą docierać kolejne informacje o zamachach, to Szkotom miłość do UE szybko przejdzie, zaś zwolennicy przyłączenia Irlandii Północnej do Irlandii raczej nie mają wystarczającej liczebnie bazy społecznej.

Szefowie Wielkiej Brytanii, bez formalnego obowiązku konsultowania swoich decyzji z resztą Europy, mogą działać śmiało, a nawet nadzwyczaj śmiało, próbując stworzyć ze swojego kraju nie tylko centrum, ale też przywódcę Europy. Raczej prędzej niż później nadepną na odcisk przynajmniej Niemcom i Francuzom. Przy czym Niemcy mogą dostrzec niedogodność obecnej sytuacji: z wieloma państwami uwieszonymi na ich ramionach, za to kontestującymi ich politykę nie poradzą sobie z konkurencją. Być może spróbują podporządkować sobie Unię Europejską lub ją porzucić.

Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię stanowi, niezależnie od intencji polityków brytyjskich , mocny ruch w kierunku koncertu mocarstw. Na Bliskim Wschodzie mamy dziką bijatykę tamtejszych mocarstw regionalnych (lub państw pretendujących do tego tytułu ), wspomaganą przez USA, Rosję i część Zachodu. Na razie Arabia Saudyjska, Iran, Turcja i pomniejsi walczą do ostatniego Irakijczyka, Jemeńczyka, Syryjczyka i chyba Libijczyka też, ale kto zagwarantuje że nie wezmą się za łby bezpośrednio? Tam, moim zdaniem, jest tyle sprzecznych interesów i zwykłej nienawiści że nawet, skrajnie mało prawdopodobna, koalicja USA - Rosja, nie zdołałaby doprowadzić do trwałego pokoju.

Próba puczu w Turcji daje skutki wyłącznie negatywne dla świata, Europy, Polski. Żądanie prezydenta Erdogana - ekstradycji Fetullaha Gülena może spowodować jakąś formę konfrontacji z USA, a politycy niektórych krajów UE już protestują przeciwko planom przywrócenia kary śmierci. Turcja zapewne nie wyjdzie z NATO ani nie rzuci się w ramiona Rosji, ale wzajemne dąsy Unii, USA i Turcji stanowić będą co najmniej kolejny przyczynek do porzucenia współpracy wielu państw na rzecz współczesnego koncertu mocarstw. Czyli narzucania państwom słabszym rozwiązań przez państwa silniejsze. Rozwiązań nie uwzględniających interesów państw słabszych. Stanie się tak z powodu, na oko mało istotnego, wydarzenia zwanego Brexitem, niekończącej się wojny na Bliskim Wschodzie, próby puczu w Turcji i innych zdarzeń, które mogą nastąpić jako rezultat wymienionych. Stworzy się (a właściwie już jest) sytuacja nadzwyczaj płynna i dynamiczna, z którą nie poradzą sobie struktury zbudowane dla współpracy wielu, równych sobie niezależnie od wielkości i zasobów, państw.

Teoretycznie, przynajmniej dla Europy, istnieje rozwiązanie przywracające stabilność. Państwa - członkowie UE , dogadują się ze sobą , niekoniecznie budując superpaństwo, ale tworząc mechanizm zapewniający chociaż prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej. Tyle tylko, że na dzień dzisiejszy takie dogadanie się państw europejskich jest, z wielu względów, w tym niezależnych od polityków, nieprawdopodobne. Na dodatek, wydaje mi się, że politycy europejscy nie potrafią lub nie chcą wyjść choć na chwile z piaskownicy i rozejrzeć po otoczeniu. Czyżby koncert mocarstw przygotowywała orkiestra z Titanica?

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej zostaje gdzie była i jest jeszcze bardziej.

      Usuń
  2. Po raz drugi w historii Wielkiej Brytanii,tak wielu zawdzięcza tak wiele,tak niewielu (politykom)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe tylko czy to zawdzięczanie będzie miało plus dodatni czy ujemny.

      Usuń