
Ruiny fabryk bywają rezultatem zbyt otwartego rynku.
Już wprowadzony program Rodzina 500 Plus, sygnalizowany program budowania mieszkań na wynajem - Mieszkanie Plus, zwiększenie liczebności armii*, koncepcja uproszczenia procesu płacenia danin państwu, jeśli ich myślą przewodnią będzie inwestowanie, a nie rozdawnictwo i proste wydawanie pieniędzy z budżetu , mogą spowodować wzrost PKB**, przekładający się na wzrost dochodów ludności. Inwestowanie powinno przynieść wzrost dochodów budżetu, przez poszerzenie bazy podatkowej. Kluczowy jest tu chyba wzrost inwestycji prywatnych, a on od paru lat nie jest imponujący. Co prawda, obliczany przez KE, ogólny wskaźnik optymizmu (ESI) polskich konsumentów i przedsiębiorców rośnie, ale nie dotyczy to przemysłu. Indeks optymizmu polskich przedsiębiorców , według danych Pracodawców RP, wręcz maleje.
Tymczasem programy PiS mogą być sukcesem jedynie jeśli wzrost dochodów budżetu pokryje, a najlepiej przewyższy kolejne wydatki. Przy czym wzrost dochodów budżetu osiągnięty prostym wzrostem podatków zwiastował będzie raczej porażkę. Bo to przelewanie z pustego w próżne i to stratne. Chyba, że państwu uda się zebrać część pieniędzy wypływających z Polski, co wydaje mi się problematyczne.
Wydatkowanie dodatkowych środków z budżetu wykonywane i planowane przez PiS można nazwać (społeczną) dźwignią finansową. Operacja ryzykowna, której powodzenie zależy trochę od szczęścia. Bo na sytuację zewnętrzną zbyt wielkiego wpływu nie mamy. Ale, moim zdaniem , lepiej ryzykować niż obserwować jak Polska pogrąża się w ogólnym marazmie, a Polki i Polacy, szczególnie młodzi i aktywni, nie widzą w kraju żadnych perspektyw dla siebie.
Największe zagrożenie dla tej operacji PiS może, moim zdaniem, mimochodem powodować … część kierownictwa partii rządzącej. Kierującego się raczej ideologią, niezbyt rozumiejącego potrzeby gospodarki. Na przykład pan Kaczyński ostatnio stwierdził, że Korea Południowa mogła rozwinąć się tak dynamicznie dzięki suwerenności. Tyle tylko, że oni, czyli PiS, najwyraźniej przez suwerenność rozumieją nieuleganie żądaniom zmiany obyczajowości, nieuleganie naciskom odnośnie przyjmowania imigrantów i odrzucanie pouczeń na temat reguł demokracji. Ignorują suwerenność gospodarczą i finansową, a to ona, moim zdaniem, była podstawą sukcesów Korei Płd. Jej władze, przez dłuższy czas, stosowały elementy merkantylizmu, chroniąc własny przemysł i własny rynek. Dzisiaj taka polityka jest raczej niewykonalna, zważywszy na globalizację oraz wielką ilość umów międzynarodowych (nie tylko traktatów tworzących UE) podpisanych przez Polskę.
Nasz rynek jest otwarty, a rynek państwa którego przemysł został zdegradowany do roli podwykonawcy i trzeba go odbudować, nie może być otwarty. Bo przyjdą wielcy kapitaliści i zjedzą naszych małych kapitalistów. Zamknąć otwarcie rynku nie możemy - złamiemy szereg umów i narazimy się wielkim korporacjom, a one mogą nam skutecznie zaszkodzić. Trzeba sprytnie ograniczać dostęp do segmentów rynku - korzystając zresztą z pomysłów innych państw, także członków UE (polskie firmy nie zdobywają zbyt wielu kontraktów w państwach zachodnich).
Ideologiczna chęć uniezależnienia się od Rosji w zakresie surowców energetycznych, może skutkować wyższymi kosztami pozyskania tych surowców gdzie indziej, czyli spadkiem konkurencyjności polskiej gospodarki. Komu, na przykład, Police sprzedadzą produkty wytworzone z drogiego gazu? Dywersyfikacja - jak najbardziej, bo zwiększa bezpieczeństwo i polepsza pozycję negocjacyjną, ale uniezależnienie od Rosji, wynikające jedynie z rusofobii, oznacza uzależnienie od kogoś innego i zgodę na wyższe ceny.
Do programów sprzyjających rozwojowi zupełnie nie pasuje koncepcja obniżenia wieku emerytalnego. Przyszłych emerytów to ucieszy, ale na dzisiaj spowoduje pogorszenie relacji między przychodami a wydatkami ZUS ( w 2016 roku budżecie zarezerwowano ponad 45 mld zł dla ZUS) i może zaniepokoić inwestorów.
Pan Kaczyński chyba nie potrafi przestać stygmatyzować ludzi - ostatnio nazwał demonstracje KOD i (chyba) wojnę o TK , rebelią. Bezwzględność, z jaką Prezes manipuluje słowami i wyrażeniami, by jak najgorzej opisać przeciwników i ich działania, prawdopodobnie przyczynia się do plemiennego podziału Polski oraz pogłębia ów podział. Mógłby już zamienić hasło "kto nie z nami, ten przeciwko nam" na hasło "kto nie przeciwko nam, ten z nami". Ma władzę i poparcie, a opozycja jest słaba i gdyby nie wojna o TK, osłabłaby jeszcze bardziej.
Na dłuższą metę PiS - partia rządząca Polską, a nie tylko swoimi fanami i zwolennikami, nie może sobie pozwolić na jałową wojnę między, sztucznie stworzonymi, polskimi plemionami. Wyobraźmy sobie dowodzącego armią, który szczuje jednych żołnierzy swojej armii na drugich. Czy taka armia zdoła wygrać jakąkolwiek bitwę?
Jeśli program społeczno - gospodarczy PiS ma być sukcesem, potrzebuje ściśle współpracującego zespołu ludzi, kierującego jego wdrażaniem. Pojedyncza osoba, dowolnie wybitna, sobie nie poradzi. Czy taki zespół istnieje lub może powstać? Na razie niewiele na to wskazuje. Partią rządzi prezes, nie dysponujący sztabem. Ale podejmujący istotne decyzje personalne i inne. Premier Szydło chyba nie należy do ścisłego kierownictwa PiS. Jaki ma posłuch wśród podwładnych ministrów i czy może skutecznie kierować pracą całego rządu, nie wiem. Sądzę, że niektórzy ministrowie działają poza zespołem. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że państwo to jedna struktura, składająca się z wielu segmentów tylko pozornie od siebie niezależnych.
Sumując napisane: program społeczno - gospodarczy PiS ma, moim zdaniem, szanse na sukces. Jednak , by tak się stało, PiS musi osiągnąć organizacyjną, kompetencyjną i mentalną zdolność do jego realizacji.
*Według raportu "Kierunki 2016" DNB i Deloitte, jeśli Polska ma osiągnąć w 2050 roku 75% PKB Niemiec na osobę, średnie realne tempo wzrostu PKB u nas musi wynieść 2,4%. Średnia stopa inwestycji w polskiej gospodarce nie może być niższa niż 22% PKB. Ponieważ średnia stopa oszczędności w latach 1995 - 2014 wyniosła 18% PKB, zabraknie co roku kapitału odpowiadającego 4% PKB. Czyli ponad 19 mld dolarów (nominalny PKB według CIA), na dziś ponad 73 mld zł. To tylko jeden z problemów.
**Lepiej mieć większą liczebnie armię niż większą armię urzędników.
***PKB obliczane np. metodą sumowanie wydatków: PKB= C(k)+I(k)+G(k)+E(k) gdzie C(k) to wydatki, na dobra konsumpcyjne (produkty i usługi ) wytwarzane w kraju; I(k) wydatki na krajowe dobra inwestycyjne; G(k) wydatki rządowe na wytwarzane w kraju finalne produkty i usługi, z wyłączeniem płatności transferowych (500+ należy potraktować jako wydatek transferowy); E(k) wydatki zagranicy na krajowe dobra eksportowe. Przy takim liczeniu (choć to formuła bardziej teoretyczna niż praktyczna) zakup np. Caracali nie powoduje wzrostu PKB. Ale i tak poza uzyskanymi liczbami pozostaje np. wypływ części PKB zagranicę.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŁo jeeeeżu... Dyć to ta słynna Pamiątka z Celulozy!!!
OdpowiedzUsuńNo nie wiem, Newerly to chyba gorszy sort jednak... Wprawdzie w POP PZPR był, i to na plus mu się zalicza, ale przecież Kuroniowi chyłkiem pomagał.
W kwestii Korei Południowej, to pan Prezes jest uprzejmy oplatać bzdury. Korea Południowa jest nieporównanie bardziej uzależniona od USA, niż my od UE, w dodatku, w tym uzależnieniu nie ma absolutnie żadnego głosu.
Ja nie wiem, czemu politycy zawsze muszą sobie jakiś inny kraj wynaleźć jako wzór do naśladowania. Mamy być drugą Japonią, Irlandią, teraz Koreą Południową... Tak jakby nikt z nich w głębi duszy nie wierzył, że Polska sama jest w stanie coś własnego zdziałać. Może i słusznie - pod takim kierownictwem...
Mnie program Mieszkanie Plus wku***a maksymalnie, z kilku powodów:
1. Dlaczego lewica zamiast czegoś takiego, zajęła się wymyślaniem pani Ogórek?
2. Jakie dokładnie mają być źródła finansowania?
3. Program "ma się rozpocząć" w 2018 - co znaczy, że w realu będzie oficjalnie otwarty przed następnymi wyborami, w charakterze kiełbasy, a później się zobaczy.
4. To jest naprawdę bardzo potrzebny program, a ktoś tu wyraźnie chce go spieprzyć jeszcze przed startem.
Nie możemy mechanicznie wzorować tego programu na wiedeńskim (tak to wygląda z tych wątłych zajawek). Nie jesteśmy, do ***** *****, drugim Wiedniem, ani drugim Singapurem (inne rozwiazanie podobnego problemu, warto rzucić okiem), ani drugim Londynem (j.w., też koniecznie rzucić okiem). Ale analizując programy funkcjonujące w tych miastach (i w paru innych), naprawiajac słabsze punkty i wybierając silne, no może coś by się dało zrobić, co będzie pasować i do naszej sytuacji, i do ekonomii, i nie będzie się wiązać z zatrudnieniem 5000 członków rad?
Ale tak się oczywiście nie stanie. Będzie "program pilotażowy", oczywiście "finansowany z budżetu państwa", z 5 tysiącami krewnych i znajomych Królika, zawiadującymi pilotażem.
Niech żyje Kraj Rad, i niech się szczęści rad tych członkom!
:-(
_____
PS. Ja tu postąpię wbrew instynktowi politycznemu i dam PiSowi dobrą radę (którą może przeczyta kotka Prezesa, i nikt więcej). Otóż wariant programu londyńskiego, jako część tego programu, mógłby być stosowany prawie od zaraz i bez obciążenia budżetu!
Raczej pamiątka po Celulozie. Podobno w razie wojny, dowodzenia wojskami koreańskimi obejmuje amerykański generał? Ale swój rynek to Koreańczycy chyba chronili, także przed Amerykanami. Wydaje mi się, że dość niedawno zgodzili się ułatwienie dostępu amerykańskiej żywności? Poza tym taka zależność nie uwierałaby kierownictwa PiS - Amerykanie nie kazali Koreańczykom kochać kochających inaczej, nawet na wprowadzenie demokracji zbytnio nie naciskali...Program rozwiazania kryzysu mieszkaniowego w Londynie znam tylko z BBC Learning English - z wnuczką przerabiamy. Oni usiłują namawiać starszych ludzi by oddawali zbyt duże dla nich mieszkania młodym, proponuja budować w strefie ochronnej - na green belt oraz na terenach poprzemysłowych- na brownfield sites. Pewnie państwo ani miasto niczego nie budują - udostępniają tylko działki i ewentualnie oczyszczają tereny poprzemysłowe. Nie wiem jak miasta pozyskują mieszkania komunalne, czytałem tylko o domach"trudnych do wynajęcia". Polacy narzekają, że system przydziału tych mieszkań działa tylko teoretycznie. http://londynek.net/ukipedia/article?jdnews_id=2561853
OdpowiedzUsuńJasne, że należałoby przeanalizować rozwiązania innych. Mnie się wydaje, że głównym celem takiego budownictwa winno być zwiększenie mobilności młodych ludzi z biednej prowincji. Stosunkowo tanie mieszkania w pobliżu aglomeracji, umożliwiłyby młodym opuszczenie skazanych na biedę terenów. Opuszczającym by się poprawiło i tym co zostali też. Wielki optymistą nie jestem - u nas politycy i urzędnicy potrafią spieprzyć wszystko. Ale działanie jest i tak lepsze od niedziałania. Swoją drogą, ta cholerna polska radzieckość od dawna mi podnosi ciśnienie. Dla mnie jeden człowiek ma kierować i odpowiadać, nie żadna rada. Ale co ja poradzę na miłość do Kraju Rad?
E, nie, to BBC coś tam potentegowała. Znaczy, może i namawiają, nie wiem, ale to nie ten program.
OdpowiedzUsuńW latach 90 jeszcze, chyba z Toniego Blaira, przyjęto tam ustawę o tzw. "zrównoważonym rozwoju miejskim" - przede wszystkim na potrzeby Londynu. Oznancza ona, że rady poszczególnych dzielnic, tzw. "District Councils", mogą uzależniać zezwolenia dla firm deweloperskich od zagwarantowania w obrębie inwestycji wybudowania określonej ilości lokali w ramach programu renty chronionej - czyli (z pamięci piszę) bodaj 80% średniej renty w danej dzielnicy. Jeśli deweloperzy budują apartamentowiec - w obrębie budynku, przy innego typu inwestycjach mogą to być oddzielne konstrukcje.
Przy czym - to bardzo angielskie - praktyczne zastosowanie tej reguły zależy zarówno od składu lokalnych rad, jak i od ścisłej współpracy radnych i burmistrza Londynu. Angielskie w tym sensie, że ostatecznie decydują wyborcy, obsadzając rady i wybierając burmistrza.
W efekcie, kiedy burmistrzem był labourzysta Ken Livingstone (prywatnie to straszny palant, ale jednocześnie być może najlepszy burmistrz Londynu ostatnich 100 lat - akurat trochę mieszkałem wtedy w Londynie, to wiem, co piszę ;-), to pod koniec jego kadencji Londyn zyskiwał około 50 tys. mieszkań. W tej chwili, pod Borysem-torysem, jest bodaj to coś koło 7 tysiecy, z tendencją spadkową (a torysi w ogóle chcą program rozwalić).
To nie jest program dla najbiedniejszych, i na pewno nie jest to jedyne rozwiązanie, ale jest to program pomagający dolnej połowie klasy średniej, na której Brytyjczykom bardzo zależy, i zapobiegający powstawania "ghost houses", czyli luksusowych apartamentowców, w których całe piętra wykupują szejkowie i oligarchowie, i które miastu praktycznie nic nie dają (grunty są prywatne, deweloperzy płacą podatki w Luksemburgu, etc.) Dlaczego ekipa, która buduje wrzód na d... (jeśli czytasz z wnuczką, wyjaśnij, że chodzi o dwunastnicę) pod tytułem "Złote Ku... Tarasy", nie mogłaby postawić w okolicy ładnego apartamentowca z mieszkaniami do wynajęcia, może nie za 2 dychy za metr, bo to centrum, ale np. 3 dychy? Półtora kawałka za dwa pokoje z kuchnią w centrum, to rozsądna cena.
Tu jeszcze, jak było za Livingstone'a:
http://goo.gl/LBzS3s
I za Johnsona:
http://goo.gl/B4Dhm0
Dzięki za informację.Może ktoś Twój komentarz przeczyta i choć uruchomi dyskusję w odpowiednich kręgach? To świetny pomysł - nakazanie inwestorom budującym różne obiekty, budowę tanich mieszkań.To rozwiązanie rzeczywiście można wprowadzić szybko i bez udziału budżetu. Natomiast budowa większej ilości ((wydaje mi się - od trzysta do pięćset tysięcy by wystarczyło) mieszkań,we właściwych miejscach, to strzał w dziesiątkę. Zasiedlone mieszkania pobudziłyby popyt na ich wyposażenie, zwiększyłyby mobilność ludzi itd. Budowa nie musi wcale być zasilana z budżetu - mamy coś takiego jak Inwestycje Polskie, zresztą 50 mld zł (o takiej sumie się mówi na początek), mógłby wykreować państwowy bank komercyjny. Należałoby budować raczej wielotysięczne osiedla, dobrze skomunikowane z centrami miast. Do budowy i rozbudowy infrastruktury można wykorzystać środki z budżetu UE. To nie mogą być mieszkania dla bardzo biednych - nie podołają z płaceniem czynszu, choć w puli powinny się znaleźć mieszkania małe -rzędu
Usuń35 m2, jako pierwsze dla młodych.Pytanie zasadnicze: czy PiS zamierza robić taki program, czy tylko robi kiełbasę wyborczą. Mogą też utopić program, tworząc kosztowną armię urzędników dla jego realizacji. Teoretycznie w Polsce taki program nie może się udać, ale kto wie?
Wiesz co, ja mam głupie wrażenie, że my obaj bylibyśmy w stanie to racjonalnie zaplanować.
Usuń;-)
Nie jestem niestety przekonany co do kadr PiS. Nie tylko ze względu na potencjalnie "kiełbasiany" charakter inwestycji, ale także dlatego, że PiS jest jednak partią o orientacji konserwatywnej, a ten program powinien być prowadzony przez partię centro-lewicową- jak w Wiedniu, i jak w Londynie. Której to partii, niestety, nima...
Ja miałem podobne wrażenie, gdy dyskutowaliśmy o gospodarce morskiej. Może nie tyle zaplanować, co stworzyć racjonalną koncepcję, stanowiącą podstawę do dyskusji o konkretach i planowania. Czasem wydaje mi się, że Ty jesteś jedyną osobą w Polsce, która potrafi wykorzystać wiedzę oraz doświadczenie własne i innych w analizie i ocenie różnych projektów, koncepcji, haseł. Specjalnie na tę okoliczność rzuciłem okiem na parę tekstów internetowych opisujących/oceniających Mieszkanie Plus. Żaden autor, o komentatorach nie wspominając, nie napomknął nawet o istnieniu takich programów gdzie indziej. Teksty to sieczka typu:PiS znowu coś genialnego/głupiego wymyśliło, a ekonomiści narzekają że to będzie kosztowne i skąd wziąć na to środki. Ot i wszystko. Kiedyś autor pochwaliłby się wiedzą na dany temat,obecnie -nie wiem - to niemodne, zabronione, nieistotne? Konserwatyzm PiS, moim zdaniem, dotyczy jedynie obyczajowości i religii. Choć, być może,(pośrednia) afirmacja czasów chłopów pańszczyźnianych, dziedziców i księży, połączona z brakiem tradycji mieszczańskich i niechęcią do przedsiębiorczych przedsiębiorców może PiS (inne polskie partie też) ograniczać.
UsuńAmerykanie nie kazali Koreańczykom kochać kochających inaczej, nawet na wprowadzenie demokracji zbytnio nie naciskali...
OdpowiedzUsuńA to zupełnie jak ZSRR u nas...
;-)
Ale poważniej - Koreańczycy grube miliardy wydali i nadal wydają na mało sensowne kontrakty zbrojeniowe, w których w praktyce kupują to, czego życzą sobie Amerykanie. Z tymi umowami handlowymi to jeszcze inna innszość, ale to już inszą inszością...
;-)
Pamiętasz na pewno wywiad p. Waszczykowskiego. On się nie skarżył, że narzucają nam od kogo i co kupować, komu sprzedawać polskie przedsiębiorstwa itd. Solą w jego oku było coś zupełnie innego...
UsuńPamiętam. :(
UsuńChoroba, bardzo przepraszam za "rentę chronioną" - chodzi o angielskie "rent", czyli wynajem/opłata za wynajem.
OdpowiedzUsuń:-(
Mnie się wydawało, że nie uznałeś za stosowne przetłumaczyć słowa rent.
Usuń"Ruiny fabryk bywają rezultatem zbyt otwartego rynku."
OdpowiedzUsuńMoże i ruina,ale w jakich pięknych okolicznościach przyrody!
PS
Ale akwen jest chyba zamknięty?
Zamieściłem właśnie ze względu na okoliczności przyrody. Nie wiem czy akwen jest zamknięty. Zresztą, dla Ciebie to i tak kałuża...
Usuń