poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Proekologiczna teologia

Niektórych bulwersuje  tekst harcmistrza  ZHR  o nieznanych bożych planach. Wizerunek Boga Wszechmogącego miotającego drzewami w dzieci celem ich uśmiercenia  w ramach jakiegoś planu,   wkurza i obraża znanych mi ludzi wierzących. Ale też ilustruje merkantylną część  teologii*, zakładającą bezpośredni nadzór Stwórcy nad planetą Ziemia. Rozumiany literalnie zakłada rękę Boga w katastrofach naturalnych, seksie pozamałżeńskim, wychylaniu kolejnych kieliszków  wódki bez toastu. Tu teolodzy* się reflektują,  działania typu dwu ostatnich przypisując wolnej woli danej ludziom przez Boga. 

Często , niby zające z  zagonów zbóż  jarych, wyskakują  poglądy ludzi, które przypisałbym  ewentualnie mieszkańcom wsi  z głębi Syberii lub członkom niektórych plemion z dorzecza  Amazonki. Sędzia krytykujący koedukacyjną oświatę, bo zniewieściał przez nią,  ksiądz  sugerujący, że zamach w Barcelonie to kara za rozwiązłość…  
Czy obie sprawy mają wspólne korzenie oraz przyszłość ?  Oczywiście.  Proekologiczną teologię. 

Gdyby ludzkie myślenie obracało się wokół jedynie słusznych i istotnych spraw, nie byłoby tego całego postępu zagrażającego ludzkości i planecie. A tak, jeden z drugim wpadają na pomysł nieekologicznego żądania od położników mycia rąk przed odebraniem porodu - co zwiększa zużycie wody oraz populację ludności - zmniejszając śmiertelność noworodków. Plus jeszcze kilka rozwiązań związanych z higieną i dostępem do podstawowej opieki zdrowotnej i mamy to co mamy, czyli  ponad siedem miliardów ludzi na Ziemi. Samym swym istnieniem zagrażających przyrodzie planety.  

Gdyby ludzie  zajmowali się,  na przykład,  problematyką chimery  tworzącej, w określonych warunkach przyrodniczych, intencje wtórne, być może nie skonstruowano by samochodu, smartfonu czy samolotu; który zresztą nie powinien latać. A lata. Może podobnie  jak Harry Potter - czyli z pomocą sił nieczystych.  A nawet jeśli by ktoś samochód skonstruował -  zawsze bowiem znajdą się odszczepieńcy to, być może, nie znalazłby się żaden Henry Ford, wpadający na pomysł jak radykalnie obniżyć koszty  produkcji. Czyli samochody powstawałyby rękodzielniczo, stanowiąc rzecz dostępną jedynie dla  bogatych i właściwie urodzonych. Co niewątpliwie sprzyjałoby utrzymaniu pożądanej struktury społecznej oraz autorytetów, których tak dzisiaj brakuje myślicielom z lewa i prawa.  

Bojownikom O Słuszną Sprawę o ileż przyjemniej byłoby mordować odręcznie mieszkańców zdobytych miast, mogąc przy tym gwałcić, rabować i palić do woli, gdyby nie wynalazki w postaci coraz bardziej śmiercionośnej broni. Po użyciu broni jądrowej wkraczanie do zniszczonych miast jest bezcelowe, a nawet niebezpieczne.  

Żywność nie marnowałaby się tak jak dzisiaj,  gdyby nie wprowadzono  nowych odmian, technologii, nawozów. Ludzie mieszkaliby w zdrowych szałasach,  a osobistości w pałacach. 
Nauka, przy metodzie naukowej zwanej przeze mnie metodą teologiczną, rozwijałaby się powoli albo wcale. Co byłoby z pożytkiem dla wszystkich - Ewę z Adamem wygnano z Raju, bo wiedzę z jabłoni  chcieli podjeść. Tymczasem, po co komu wiedza? Nie tylko ptaszki, bez mała wszystkie zwierzęta ani orzą, ani sieją, ani zbierają, a żyją. Neandertalczycy  też tak mieli i było dobrze.  
Ludność powinna ufać i być posłuszna wszelakiej władzy, a wiedza jedynie w tym  przeszkadza.  

Na szczęście, idzie ku lepszemu. Wiedza dla ogółu powoli staje się zbędna. Mało kto, szczególnie w polityce, trudzi się wyjaśnianiem  masom co robi i dlaczego to robi. Głosząc jedynie, że dobrze robi.  Wielkiej liczbie ludzi to wystarcza. Narasta, jakże słuszny, bunt  przeciw stosowaniu w ochronie zdrowia, rezultatów badań naukowych. 
Powstają nowe religie, jakich nawet Stanisław Lem nie przewidział.  
Pojawiają się pola konfliktów,  o wiele głupsze niż fundamentalne pytanie: z którego końca należy rozpocząć obieranie jaja. W rodzaju niechęci do cyklistów, biegaczy i różnych takich, dbających o swoje zdrowie i sprawność. 
Siłą rzeczy, tworzy się nowa teologia, niewiele mająca  wspólnego z teologiami  różnych religii pod względem  treści, ale powielająca metody.  Tworząca doktryny, dogmaty nie oparte na niczym i mówiące o niczym. 
Czyli niebywale ważne dla wielu ludzi. W przeszłości przecież krwawo wojowali ze sobą zwolennicy i przeciwnicy istnienia  świętych, zbawiennej mocy sakramentów, istnienia czyśćca, teraz wojują między sobą i z nami muzułmanie - islamiści.  

Czemu owa teologia jest (będzie) proekologiczna? Bo tak czy inaczej doprowadzi do  znacznego spadku liczby mieszkańców Ziemi. Z korzyścią dla planety, środowiska, przyrody.  
Pozdrawiam wszystkich! Informuję, że tekst powyższy nie odzwierciedla moich poglądów...

*Dokładniej - nie tyle teologii, co  interpretacji  teologii i treści dogmatów religijnych.  Czynionej  przez oficjalnych reprezentantów danego Kościoła  lub ludzi  wierzących, zajmujących istotne pozycje w hierarchii społecznej.
 

5 komentarzy:

  1. Drogi Henryku!
    1. Sarkazm nie zjednuje interlokutora.
    2. Zawsze to jednak miło wiedzieć, że człowiek nie jest zupełnie osamotniony w swoich poglądach.
    3. Przeżyją i tak najbardziej zaradni. Czy to tożsame z "najinteligentniejsi"? Temat na szerszą dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie, ale brzmi inaczej niż prosta krytyka.Ludzi o podobnych poglądach jest chyba wielu, bo tu nie chodzi o podział na wierzących i niewierzących - raczej o inteligentnych i innych. Może przeżyją zaradni, a może ci oddaleni od cywilizacji.

      Usuń
  2. I tylko wypada dyskretnie zapytać - jak wiele uwagi trzeba poświęcać na tłumienie libido, żeby się doprowadzić do stanu w którym wszystko nam się z rozwiązłością kojarzy.
    Z drugiej strony, kapralowi też się wszystko z d. kojarzyło. Ale przynajmniej były to skojarzenia pozytywne!
    ;)
    Jeno broń, za przeproszeniem, nuklearna, to chyba jednak jest teologiczna. A może nawet ultrateologiczna i jego wielebność opat Armaud niechybnie by temu konkretnemu wynalazkowi przyklasnął i zapewne nawet by go poświęcił: Caedite eos! Novit enim Dominus qui sunt eius.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Arnaud, oczywista, je suis sincèrement désolé za la literówka - je retournerai to la literatka! ;)

      Usuń
    2. Nie wiem czy tu chodzi o tłumienie libido, czy raczej jego przekształcenie. Są mężczyźni, obawiający się kobiet, są mizogini, prawdopodobnie określone "wychowanie" może też wywołać strach przed seksem. Swoją drogą, z koncentracją uwagi na tłumieniu libido pewnie i tak masz rację, niezależnie od motywu tłumienia. Arnaud pewnie byłby zadowolony, ale reszta bandy mordująca mieszkańców Béziers już niekoniecznie.

      Usuń