Niektórych
bulwersuje tekst harcmistrza ZHR o
nieznanych bożych planach. Wizerunek Boga Wszechmogącego miotającego drzewami w
dzieci celem ich uśmiercenia w ramach
jakiegoś planu, wkurza i obraża znanych
mi ludzi wierzących. Ale też ilustruje merkantylną część teologii*, zakładającą bezpośredni nadzór
Stwórcy nad planetą Ziemia. Rozumiany literalnie zakłada rękę Boga w
katastrofach naturalnych, seksie pozamałżeńskim, wychylaniu kolejnych
kieliszków wódki bez toastu. Tu
teolodzy* się reflektują, działania typu
dwu ostatnich przypisując wolnej woli danej ludziom przez Boga.
Często , niby zające z zagonów zbóż
jarych, wyskakują poglądy ludzi,
które przypisałbym ewentualnie
mieszkańcom wsi z głębi Syberii lub
członkom niektórych plemion z dorzecza
Amazonki. Sędzia krytykujący koedukacyjną oświatę, bo zniewieściał przez
nią, ksiądz sugerujący, że zamach w Barcelonie to kara za
rozwiązłość…
Czy obie sprawy mają
wspólne korzenie oraz przyszłość ?
Oczywiście. Proekologiczną teologię.
Gdyby ludzkie myślenie obracało się wokół jedynie słusznych i istotnych spraw,
nie byłoby tego całego postępu zagrażającego ludzkości i planecie. A tak, jeden
z drugim wpadają na pomysł nieekologicznego żądania od położników mycia rąk
przed odebraniem porodu - co zwiększa zużycie wody oraz populację ludności -
zmniejszając śmiertelność noworodków. Plus jeszcze kilka rozwiązań związanych z
higieną i dostępem do podstawowej opieki zdrowotnej i mamy to co mamy,
czyli ponad siedem miliardów ludzi na
Ziemi. Samym swym istnieniem zagrażających przyrodzie planety.
Gdyby ludzie
zajmowali się, na przykład, problematyką chimery tworzącej, w określonych warunkach
przyrodniczych, intencje wtórne, być może nie skonstruowano by samochodu,
smartfonu czy samolotu; który zresztą nie powinien latać. A lata. Może
podobnie jak Harry Potter - czyli z
pomocą sił nieczystych. A nawet jeśli by ktoś samochód skonstruował - zawsze
bowiem znajdą się odszczepieńcy to, być może, nie znalazłby się żaden Henry
Ford, wpadający na pomysł jak radykalnie obniżyć koszty produkcji. Czyli samochody powstawałyby
rękodzielniczo, stanowiąc rzecz dostępną jedynie dla bogatych i właściwie urodzonych. Co
niewątpliwie sprzyjałoby utrzymaniu pożądanej struktury społecznej oraz
autorytetów, których tak dzisiaj brakuje myślicielom z lewa i prawa.
Bojownikom O Słuszną Sprawę o ileż
przyjemniej byłoby mordować odręcznie mieszkańców zdobytych miast, mogąc przy
tym gwałcić, rabować i palić do woli, gdyby nie wynalazki w postaci coraz
bardziej śmiercionośnej broni. Po użyciu broni jądrowej wkraczanie do
zniszczonych miast jest bezcelowe, a nawet niebezpieczne.
Żywność nie marnowałaby się tak jak dzisiaj,
gdyby nie wprowadzono nowych
odmian, technologii, nawozów. Ludzie mieszkaliby w zdrowych szałasach, a osobistości w pałacach.
Nauka, przy
metodzie naukowej zwanej przeze mnie metodą teologiczną, rozwijałaby się powoli
albo wcale. Co byłoby z pożytkiem dla wszystkich - Ewę z Adamem wygnano z Raju,
bo wiedzę z jabłoni chcieli podjeść.
Tymczasem, po co komu wiedza? Nie tylko ptaszki, bez mała wszystkie zwierzęta
ani orzą, ani sieją, ani zbierają, a żyją. Neandertalczycy też tak mieli i było dobrze.
Ludność powinna ufać i być posłuszna
wszelakiej władzy, a wiedza jedynie w tym
przeszkadza.
Na szczęście, idzie
ku lepszemu. Wiedza dla ogółu powoli staje się zbędna. Mało kto, szczególnie w
polityce, trudzi się wyjaśnianiem masom
co robi i dlaczego to robi. Głosząc jedynie, że dobrze robi. Wielkiej liczbie ludzi to wystarcza. Narasta,
jakże słuszny, bunt przeciw stosowaniu w
ochronie zdrowia, rezultatów badań naukowych.
Powstają nowe religie, jakich
nawet Stanisław Lem nie przewidział.
Pojawiają się pola konfliktów, o
wiele głupsze niż fundamentalne pytanie: z którego końca należy rozpocząć
obieranie jaja. W rodzaju niechęci do cyklistów, biegaczy i różnych takich,
dbających o swoje zdrowie i sprawność.
Siłą rzeczy, tworzy się nowa teologia,
niewiele mająca wspólnego z
teologiami różnych religii pod
względem treści, ale powielająca
metody. Tworząca doktryny, dogmaty nie
oparte na niczym i mówiące o niczym.
Czyli niebywale ważne dla wielu ludzi. W
przeszłości przecież krwawo wojowali ze sobą zwolennicy i przeciwnicy
istnienia świętych, zbawiennej mocy
sakramentów, istnienia czyśćca, teraz wojują między sobą i z nami muzułmanie -
islamiści.
Czemu owa teologia jest
(będzie) proekologiczna? Bo tak czy inaczej doprowadzi do znacznego spadku liczby mieszkańców Ziemi. Z
korzyścią dla planety, środowiska, przyrody.
Pozdrawiam wszystkich! Informuję, że tekst powyższy nie odzwierciedla
moich poglądów...
*Dokładniej - nie
tyle teologii, co interpretacji teologii i treści dogmatów religijnych. Czynionej
przez oficjalnych reprezentantów danego Kościoła lub ludzi
wierzących, zajmujących istotne pozycje w hierarchii społecznej.

Drogi Henryku!
OdpowiedzUsuń1. Sarkazm nie zjednuje interlokutora.
2. Zawsze to jednak miło wiedzieć, że człowiek nie jest zupełnie osamotniony w swoich poglądach.
3. Przeżyją i tak najbardziej zaradni. Czy to tożsame z "najinteligentniejsi"? Temat na szerszą dyskusję.
Może nie, ale brzmi inaczej niż prosta krytyka.Ludzi o podobnych poglądach jest chyba wielu, bo tu nie chodzi o podział na wierzących i niewierzących - raczej o inteligentnych i innych. Może przeżyją zaradni, a może ci oddaleni od cywilizacji.
UsuńI tylko wypada dyskretnie zapytać - jak wiele uwagi trzeba poświęcać na tłumienie libido, żeby się doprowadzić do stanu w którym wszystko nam się z rozwiązłością kojarzy.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony, kapralowi też się wszystko z d. kojarzyło. Ale przynajmniej były to skojarzenia pozytywne!
;)
Jeno broń, za przeproszeniem, nuklearna, to chyba jednak jest teologiczna. A może nawet ultrateologiczna i jego wielebność opat Armaud niechybnie by temu konkretnemu wynalazkowi przyklasnął i zapewne nawet by go poświęcił: Caedite eos! Novit enim Dominus qui sunt eius.
;)
(Arnaud, oczywista, je suis sincèrement désolé za la literówka - je retournerai to la literatka! ;)
UsuńNie wiem czy tu chodzi o tłumienie libido, czy raczej jego przekształcenie. Są mężczyźni, obawiający się kobiet, są mizogini, prawdopodobnie określone "wychowanie" może też wywołać strach przed seksem. Swoją drogą, z koncentracją uwagi na tłumieniu libido pewnie i tak masz rację, niezależnie od motywu tłumienia. Arnaud pewnie byłby zadowolony, ale reszta bandy mordująca mieszkańców Béziers już niekoniecznie.
Usuń