
W alternatywnej rzeczywistości lato kwitnie w pełni. Zdjęcie Weroniki.
Chyba wszyscy staramy się unikać współpracy z ludźmi usiłującymi, w ostatniej chwili, zakłócić wykonanie rzeczy, którą wcześniej zaakceptowali lub jej realizacji się nie sprzeciwiali. Inna rzecz, że to takie polskie… Kiedyś nóż mi się w kieszeni otwierał, słysząc "to takie polskie". Obecnie coraz częściej prześladuje mnie myśl, że coś w tym jest. Raczej nie gen zły, bo gen polskości nie został odkryty, ale wpływ środowiska naturalnego może?
Politycy PiS natychmiast zaczęli tworzyć piękną, alternatywną rzeczywistość. Po powrocie ze szczytu premier Szydło okrzyknięto odważną, silną, zdeterminowaną, bezkompromisową bohaterką. Która odniosła wielki sukces na szczycie UE, wygrywając 1:27. Jeżeli elektorat to kupi, co zasygnalizują kolejne sondaże (jeśli nie kupi, oczekuję przejściowego, lecz wyraźnego spadku poparcia dla PiS), uznam, że nie mamy potencjału, by długo utrzymać, w miarę suwerenne, polskie państwo bez protektora z zewnątrz.
Minister spraw zagranicznych RP poskarżył się, że "przez całe lata utrzymywano polską opinię publiczną (jego też?) w naiwności, że Unia Europejska to taki klub altruistów, w którym dba się o wspólny wynik. Wczoraj (9.03.2017) pokazano nam wyraźnie, że jest inaczej, że trzeba mieć ostre zęby, umieć oddziaływać negatywnie".
Nie wiem kto i jaką "opinię publiczną" utrzymywał w owej naiwności. Dla wielu zabierających głos w przestrzeni publicznej, także dla mnie, UE to platforma wypracowywania wspólnych decyzji przez państwa, realizujące własne interesy. Rzecz nie w umiejętności "działań negatywnych" (co to takiego, blokowanie pracy UE?), a w umiejętności realizacji, w ramach UE, interesów Polski. Trzeba w tym celu zrozumieć powiedzenie: za darmo umarło, mieć pojęcie o istnieniu czasu, przedstawiać propozycje rozwiązań problemów, uwzględniające nasze interesy, umieć rzetelnie ocenić sytuację i szukać taktycznych sojuszników.
Na razie "zwycięstwo" 1:27 jest tylko porażką dyplomatyczną. Choć poniekąd świadczy o statusie Polski w UE - nawet przywódcy niewielkich, słabych państw uznali, że Polska nie ma im nic istotnego do zaoferowania.
Nad porażką można przejść do porządku dziennego lub, bazując na niej, doprowadzić do samobójczej śmierci Polski. To ostatnie jest możliwe, bowiem część elektoratu i polityków PiS - zwłaszcza marudzących coś o bojkotowaniu UE, pojęcia nie ma o rzeczywistej sile i znaczeniu naszego kraju w Europie. Są przekonani, że w piaskownicy zwanej Polską można się bawić do upadłego i nikt nigdy nie wpadnie na pomysł likwidacji owej piaskownicy, jako uciążliwej dla otoczenia. Lekceważą państwa tworzące Europę i procesy w nich zachodzące.
We Francji, na przykład, w kwietniu i w maju odbędą się wybory prezydenckie. Startuje w nich straszliwa Marine Le Pen, ale największe szanse załapania się na etat ma obecnie Emmanuel Macron. Polska dla niego chyba zbyt istotna nie jest.*
Nie wiem, czemu PiS usiłuje ustawić kanclerz Merkel w roli wroga Polski. Martin Schultz byłby lepszy?
Kierownictwo PiS albo celowo, albo przypadkowo - gderaniem i niezbornym działaniem, wiedzie nas ku walce ze wszystkimi. Liczą może wyłącznie na USA? Lecz USA to jedynie nasz sojusznik poprzez NATO. Obronią nas ewentualnie przed agresorem zewnętrznym, lecz o dobrobyt Polek i Polaków, utrzymanie demokracji lub władzy PiS wojować raczej nie będą.
Poza tym jesteśmy przywiązani do Europy. Eksportujemy głównie do krajów europejskich - w 2015 roku do państw UE sprzedaliśmy towary i usługi warte prawie 600 mld zł, przy wartości eksportu ogółem ponad 747 mld zł. W handlu z UE uzyskaliśmy nadwyżkę ponad 155 mld zł, przy nadwyżce w handlu ogółem jedynie 15,5 mld zł (nadwyżkę w handlu z państwami UE zjadło ujemne saldo handlu z krajami rozwijającymi się, czyli szczególnie Chinami oraz z krajami Europy Środkowo - Wschodniej).
Wymiana handlowa z USA nie jest zbyt duża - w 2015 roku sprzedaliśmy tam towary za prawie 16 mld zł (2,3% naszego eksportu ogółem), kupiliśmy za prawie 20 mld zł (2,7% importu ogółem).
Niechęć do gospodarki, liczb i nieumiejętność rachowania nie powodują zniknięcia twardych, liczbowych danych, a przekonanie o triumfie ducha nad materią (Marlow tak sądzi) nie przeniesie rzeczywistej Polski do lepszego, bo alternatywnego, świata.
Jeżeli PiS pójdzie na wojnę z resztą Europy, to raczej prędzej niż później będzie musiało znaleźć jakąś Katarzynę II w celu poproszenia jej o obronę zagrożonej wolności. Bowiem próżnia istnieje jedynie w niektórych laboratoriach, zaś na pochyłe drzewo włazi kto może.
Ktoś wie kim może być nowa Katarzyna?
Poglądy Emmanuela Macrona
Pomysł bycia etatowym upierdliwcem Unii jest tak chory, że podejrzewam, iż to symptom choroby trawiącej aktualnie Prezesa.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że PiS - czyli Prezes Kaczyński (to właściwie synonim), jest w tej chwili autentycznie tak przerażony perspektywą wyboru Schultza, że całkowicie utracił zdolności taktyczne (może nie zaraz imponujące, ale przecież generalnie nienajgorsze).
Aż się zaczynam zastanawiać czy on specjalnie się nie podłożył, żeby poprawić pozycję Merkel, a teraz wali tą euronegacją, żeby twardy rdzeń zaspokoić...
(Żart to jest, i złośliwość, nie zaś poważna hipoteza ;)
Przerażony jest zarazem słusznie i niesłusznie.
Niesłusznie się boi Prezes, bo Schultz, przy całej swojej wokalnej "twardości" już wiele razy dał się poznać jako całkiem skuteczny negocjator, zdolny do zawierania bardzo egzotycznych sojuszy dla osiągania konkretnych celów. Zamiast się bać, należałoby ciut ocieplać relacje i z jednym, i z drugim obozem.
Tylko że w tym celu trzeba byłoby myśleć w kategoriach globalnych, nie podwórkowych.
A słusznie się boi, bo ostatnie wydarzenia wskazują, iż PiS nie ma w pierwszych szeregach absolutnie NIKOGO wykazującego elementarne umiejętności negocjacji. Ni ma, Panie Majster, i kuniec, praw fizyki Pan nie zmienisz.
Orban ma, Kaczyński nie ma. Dlatego wyszło, jak wyszło. Orban pewnie coś ugrał, na razie nie wiemy co. Rząd RP został przyłąpany bez gatek i (jak to trafnie Migalski ujął) "cieszy się, że im pokazał".
http://i.imgur.com/Rdr8ojX.jpg
Dotychczas sądziłem, że PiS coś popsuje (państwo prawa), ale i coś naprawi (gospodarkę, może finanse). Teraz zastanawiam się skąd oni właściwie się wzięli, z jakiego środowiska? Negocjacje? Oni chyba nie wiedzą, że istnieje coś takiego. Zachowują się miejscami jak kupa butnych rozrabiaków z przysiółka. Nikt z kierownictwa nie potrafił wyobrazić sobie jak przywódcy państw i szefowie rządów przyjmą wrzutkę Wolskiego cztery dni przed szczytem? Mnie furia ogarnęłaby, gdyby ktoś ze współorganizatorów np. imprezy oświadczył tuż przed nią, że nie da np. autokaru, a tu mocno przecież zajęci ludzie mieliby rzucić wszystko i zająć się kandydatem z kapelusza? Wątpię czy Orban ugrał coś konkretnego, po prostu stanął po właściwej stronie, umacniając swoją pozycję. Reakcja p. Waszczykowskiego - on tak naprawdę, czy jedynie na użytek rycerskiego elektoratu? Przecież to reakcja chłopaka, pierwszy raz w życiu biorącego udział w jakiejś rozgrywce, a nie wytrawnego dyplomaty. Nie sądzę, by w historii dyplomacji często zdarzało się coś tak idiotycznego jak ta zagrywka PiS. Zakończona "zwycięstwem" 1:27. Chyba rozumiem skąd u naszej prawicy martyrologiczne zacięcie. Najlepszego!
Usuń