
Gong: relaksować czy budzić. A może straszyć? Zdjęcie Małgorzaty
Ileż poetyckich porównań i aktów strzelistych wypowiedziano, na przykład, odnośnie gazociągu Nord Stream! A przecież on w ogóle nie powinien istnieć! Istnieje chyba głównie dzięki nam. Bo nasi politycy nie mogli przecież zdradzić braterskiej Ukrainy, zgadzając się na budowę kolejnego gazociągu przez Polskę. Choć Ukraina jest samodzielnym państwem, nie prowincją Polski. Raz mogą tam rządzić zwolennicy współpracy z Polską, innym razem jej zdecydowani wrogowie. Jeśli Ukraina wyjdzie ze strefy wpływów Rosji, to do kogo się przytuli? Przecież nie do Polski - ubogi biednemu za wiele nie pomoże.
Jeśli jestem na gazie - rozważania o uniezależnieniu się od rosyjskich dostaw ropy i gazu, wydają mi się niebywale inteligentne inaczej. Uniezależnienie się od Rosji oznacza uzależnienie się od kogoś innego. Nieco dziwacznie wygląda koncepcja Baltic Pipe - gaz w złożach duńskich się kończy, oni już okresowo kupują gaz z Niemiec (czyli rosyjski). Podobno mają szczery zamiar kupować gaz w Norwegii. W tle chyba jest chęć bycia rozdzielnią norweskiego gazu dla Europy Środkowo -Wschodniej. W sumie i tak uczciwie wyrolują nas Niemcy - po rozbudowie Nord Stream staną się bowiem europejską centralą gazową, a my peryferią. Jak zwykle.
Jarosław Kaczyński ogłosił w wywiadzie swoją gotowość do akceptacji zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego, jeśli będzie to ceną za wdrożenie jego wizji Polski. Nie chodzi mu przy tym o jakąś wizję Polski katolickiej, na przykład, lecz o rezygnację z przymusu pracy dla następnych pokoleń. Jeśli dobrze zrozumiałem, to zgadzam się z nim w kwestii rezygnacji, ale nie widzę powodów by godzić się na zmniejszenie tempa wzrostu gospodarczego. To nie są czasy pierwotnej akumulacji kapitału, o czym część ekonomistów, a zwłaszcza publicystów ekonomicznych zdaje się nie pamiętać. Niekoniecznie trzeba orać biednymi, by wycisnąć z nich środki niezbędne na inwestycje. Ilość pieniądza fiducjarnego na rynku jest dość elastyczna (patrz quantitative easing). Duży problem stanowi jedynie właściwa alokacja kreowanych środków oraz ograniczenie wydatków zbędnych i zwykłego marnotrawstwa.
Dostrzegam nonszalancję niektórych przedstawicieli władzy i publicystów w traktowaniu publicznego grosza. Sankcje na Rosję głównie szkodzą nam, nie Rosji? A co tam, tracimy może jeden ,a może trzy miliardy dolarów rocznie. Zawieszenie małego ruchu granicznego to, podobno, czysty zysk dla budżetu Polski. Bo korzystali z niego przemytnicy i straty z tytułu nieopłaconej akcyzy w jednym tylko kwartale wyniosły 74 mln zł. Bardzo mi się podoba takie odwrócone liczenie strat. Przypomina dowcip o właścicielu sklepu, tłumaczącym sądowi, że on do sklepu dopłaca. - To z czego pan żyje - pyta sąd. - W sobotę sklepu nie otwieram, czyli do niego nie dopłacam i z tego żyję…
Właśnie nonszalancja mnie niepokoi przy podejmowaniu decyzji odnośnie kierunków pozyskiwania gazu i ropy. Bo cena surowców może nie grać istotnej roli podczas podejmowania decyzji. Najwyżej gospodarstwa domowe oraz kierowcy zapłacą więcej, a część przemysłu chemicznego przestanie być konkurencyjna. Zaś dla budżetu państwa, im ceny wyższe, a także im wyższa inflacja, tym lepiej. Podatki i inne daniny tworzące dochody budżetu określane są w procentach, a wydatki w złotówkach.
Sytuacja w Europie i na świecie chyba komplikuje się coraz bardziej. Niedawno przywództwo kanclerz Merkel w Niemczech wydawało się niezagrożone. Ale zjawił się Martin Schulz i obydwoje mają po 41% poparcia. Prezydent Trump prawdopodobnie nie zniesie sankcji na Rosję w formie prezentu. Tym bardziej, że republikańscy parlamentarzyści, chyba w większości, nie pałają miłością do Rosji. Choć może częściowo znieść sankcje, nie znosząc ich. Treasury Department ostatnio zezwolił, na przykład, na ograniczone transakcje z FSB.
Moim zdaniem, Trump załatwi z łatwością zwrot wiadomego wraku, jeśli tylko będzie o tym pamiętał. Pytanie tylko, jakie koszty my poniesiemy. Celem ostatniej wypowiedzi prezydenta Rosji o przyczynach katastrofy smoleńskiej mogło być przeciwdziałanie informacjom naszej komisji, która po otrzymaniu wraku niewątpliwie wykryje wiele śladów i odcisków.
Odnośnie naszych szans i możliwości radzenia sobie w nowych okolicznościach, jestem umiarkowanym pesymistą. Więcej prawdopodobnie możemy stracić niż zyskać i to niezależnie od umiejętności oraz skuteczności naszych polityków. Dobrze przynajmniej, że mamy potężnego Króla. Przydałyby się jeszcze znajomości w gronie współpracowników prezydenta Trumpa. Ktoś zna tam kogoś?
Czy Prezes mówił o tzw. dochodzie podstawowym? Nie słyszałem tej wypowiedzi, ale to już trochę brzmi, jak licytowanie się z samym sobą...
OdpowiedzUsuńAkurat w wypadku Jarosława Kaczyńskiego, nie jestem pewien, czy gdyby przeczytał Twoje pytania, i gdyby na nie odpowiedział (a czemu miałby nie odpowiedzieć, prywatnie to ponoć bardzo uprzejmy człowiek), gdyby więc tak się stało, nie jestem pewien, czy bylibyście się w stanie w ogóle zrozumieć.
On ma plan, oczywiście. Ten plan polega na tym, że on rządzi wdrażając swoją wizję. Na czym więc polega wizja, otóż wizja, mówiąc najprościej, polega na tym, że jeśli Jarosław Kaczyński będzie rządził, wszystko będzie dobrze.
Ja tu nie ironizuję, wbrew pozorom. Rzecz w tym, że Ty domagasz się takiej, minimalnej choć, ale racjonalizacji, podczas gdy Prezes jest całkowicie przekonany o triumfie ducha nad materią.
Ja wcale nie żartowałem z tym Weberem, do którego odwołań poszukiwałem niegdyś w myślach Jarosława Kaczyńskiego. Lewica ma swój, maskowany dialektyką materialistyczną, mistycyzm Marksa, prawica ma mistycyzm Webera, też maskowany dialektyką, ale dialektyką Entzauberung ("odczarowania", właściwie to trzeba raczej mówić o "przeniesieniu potrzeb magicznych" ale to inna sprawa).
Moim zdaniem, nie jest tak, że Prezes wykorzystuje potrzeby mistyczne populistycznie nastawionej części wyborców, których mógłby zaspokoić werbalnie, żeby dzięki temu realizować racjonalne plany. Kiedyś, przyznam, tak podejrzewałem. Myślałem, że ten Weber etc. to tak bardziej funkcjonalnie tam tkwi.
W tej chwili myślę, że jest inaczej, że on wyciągnął własne wnioski z Webera i podobnych rozważań (trochę i u Kołakowskiego bym pewnie szukał, trochę u Andrzeja Bobkowskiego), i postanowił dokonać korekty "remistycyzującej".
Planem jest samo działanie, dokładnie jak np. w "Dziadach", czy "Nieboskiej", bo też jest to taki, za przeproszeniem, neoromantyzm (mam uczulenie na neoromantyków, dostaję dziwnego szału, kiedy ich czytam lub słucham!)
Tak mi się w każdym razie, po całorocznych zaPiSkach, wydaje...
PS. Znaczy, "pewna część prawicy" i "pewna część lewicy". Nadmierna generalizacja mi się powyżej wkradła - przepraszam! ;-)
OdpowiedzUsuńLicho znam poglądy Maxa Webera. Nie pomyślałbym, że jego "odczarowanie", jest tożsame z "przeniesieniem potrzeb magicznych". Sądziłem, że odczarowanie to właśnie odrzucenie magicznego widzenia świata (czyli odrzucenie wiary w użycie duchów, energii czy czegoś tam jeszcze w celu zmiany świata)na rzecz religijnej wiary w Boga, na którego człowiek wpływać nie może. Może za to pracować na jego chwałę. Praca, czy szerzej -działanie jest celem samym w sobie. Ale Prezes protestantem nie jest. Nie mówi też o konieczności pracy jako zasadzie moralnej. Jeżeli jest, jak piszesz, a może tak być zważywszy na chaos w poczynaniach PiS, to jego rozumowanie jest poza zasięgiem mojego rozumienia.
UsuńTrochę (OK, potężnie) to upraszczając, Weber zakładał (nie bez racji), że wraz z odejściem odczuwania magii (lub świętości), nie odeszły potrzeby mistyczne, tylko po prostu mistyczne funkcje przejęła w popularnym postrzeganiu nauka. Co, jego zdaniem, było rzeczą złą, gdyż nauka z natury swej nie może spełnić potrzeb mistycznych, nie popadając w wewnętrzną sprzeczność. Zaś współdzielenie owych potrzeb jest fundamentem odczucia wspólnoty. (I legitymizuje władzę, przy okazji).
UsuńWeber miałby rację, gdyby pisał o części społeczeństwa, ale on dokonuje uniwersalizacji. Tu już się kłania przyjęta przezeń metoda badania "wybranych grup", demonstrujących praktyczne aspekty teorii w sposób najbardziej widoczny, zamiast przekrojowych i porównawczych badań różnych grup.
Z podobnych korzeni - moim nieskromnym zdaniem - wyrastają późniejsze koncepcje ww.
Dzięki. Jarosław Kaczyński jest typowym przywódcą charyzmatycznym dla znacznej części społeczeństwa nie musi więc, a nawet chyba nie powinien, udowadniać owej części, że wie czego chce i do czego dąży. Do PiS-u, w pewnym zakresie, pasuje też koncepcja Eduarda Bernsteina: ruch wszystkim, cel niczym, bo daje elastyczność. Czytając trochę o koncepcjach Webera, trafiłem na dra hab. Kamila M. Kaczmarka z Twojego miasta.On też, wzorem Webera, bada ezoteryczną grupę o charakterze tajnym - Wspólnotę Kundaliniego. Jakby nie było, to z Twoich dociekań wynika, że Prezes jest dobrze umocowany - teoretycznie i praktycznie i doskonale wie, może nie tyle co robić, ile jak robić, by mieć wysokie, stałe poparcie.
UsuńI tak też myślę (to o sednie Twojego komentarza). Tutaj, jak rzucisz w górę kamień, to masz 50% szans, że spadnie na jakiegoś Kaczmarka! ;-) Kamilów już nieco mniej, więc "Guru" znalazłem - i senk ju from ze mountein! Muszę rzucić okiem w wolnej chwili, bo akurat badania tego typu grup trochę mnie interesują.
UsuńAle zobacz, choroba, naprawdę mogliby się już trochę od tego Webera odkleić - 100 lat temu umarł, a u nas wciąż nie mogą go pochować. Tymczasem w krajach innego świata on już, szczęśliwie, przeszedł raczej do historii nauk...
No tak. Prusacy podobno nazywali pułki sformowane z poznaniaków "pułkami Kaczmarków". Odnosi się to przynajmniej do 18 Pułku Piechoty im. von Grolmanna i 19 Pułku Piechoty im. von Courbière’a. Jeśli Ty nie wiesz, czemu nasi naukowcy nie potrafią się odkleić od Webera (nie tylko zresztą od Webera,na przykład Jan Amos Komenský zmarł wcześniej od niego, a w publikacjach pedagogicznych znaleźć można stosowne odwołania itd.), to ja nie wiem tym bardziej.
Usuń