niedziela, 12 lutego 2017

Budując państwo sezonowe

Nie ma już Polek i Polaków. Przynajmniej w naszej przestrzeni publicznej. Są prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci, lewaki, prawaki, pisowcy, peowcy, gorszy sort, kodowcy, agenci, komuchy…
Kolejne państwa z rzeczownikiem Polska w nazwie okazują się fałszywkami. PRL nie była ani trochę Polską - ot, państwo totalitarne. III Rzeczpospolita - erzatzem, opartym na bolkowym kłamstwie, rządzonym przez agentów, liberałów oraz złodziei. Dopiero IV RP ( w budowie), oparta na prawdzie oraz rządach PiS okaże się prawdziwym państwem. Jednak czy polskim i w jakim zakresie polskim, się dopiero okaże.

To nie kot. To Prawdziwy Kot, a nawet Kotka. Zdjęcie Weroniki.
Już obecnie część ludności mieszkającej między Bugiem i Odrą, kontestuje powstające państwo, wybrzydza na niedostatki demokracji, marudzi o zagrożeniu wolności. Sezonowość kolejnych państw nibypolskich podkreśla polityka obecnie rządzących. Emerytury można obciąć, bo emeryci służyli nie żadnej Polsce lecz państwu totalitarnemu, bohaterem narodowym może być agent obcego wywiadu , właśnie z tytułu bycia agentem obcego wywiadu. Mianowanych i awansowanych w czasach III RP należy zwolnić lub przynajmniej odsunąć na boczne tory, bo z definicji nie mogą być prawi oraz sprawiedliwi. Istniejące dotąd struktury i instytucje najlepiej rozwiązać i zbudować od nowa.

Ciekawe jak Amerykanie wyszliby na takich działaniach i naszej mentalności? Istniałyby Stany Zjednoczone czy też na tym terytorium powstałaby setka państw i państewek? Co prawda, plemiona istniały u nas chyba od dawna. Przed wojną sanacja wojowała bezwzględnie z endecją. Jeszcze wcześniej tutejszym ludem słowiańskim rządzili potomkowie Sarmatów - plemiona pewnie równie inteligentnego, co realnie istniejącego.

Nasi przodkowie dysponowali wielkim państwem, ale tak je zdeformowali, że przestali potrzebować. Właściwie ówczesne elity, moim zdaniem, nie tylko nie potrzebowały Rzeczpospolitej Obojga Narodów, pod koniec jej istnienia, lecz wręcz jej nie chciały. Nie było klasy czy warstwy społecznej, która ceniła Rzeczpospolitą. Arystokracja nie rządziła Polską, ona rządziła (rozrabiała) na terytorium Polski, wykorzystując mało rozgarnięte masy szlacheckie. Później mogła się obawiać wiatru historii, który przywiał z Francji Konstytucję 3 Maja, a mógł też przywiać ostrza gilotyn.
Znacznej części mas szlacheckich było wyraźnie wszystko jedno jaki król czy car rządzi, byle gwarantował utrzymanie ich , często jedynie wizerunkowych, przywilejów.
Chłopi, jeśli w ogóle zdawali sobie sprawę, na terytorium jakiego państwa żyją i co się z nim dzieje, wybraliby pewnie cokolwiek, byle nie Rzeczpospolitą. Zezwalającą szlachcicowi - właścicielowi wioski, na bycie panem ich życia i śmierci.
Bogaci mieszczanie nie mieli zbyt wiele do gadania, chyba nie czuli się też Polakami, a biedni mieszkańcy miast chętniej prawdopodobnie garnęliby się pod sztandary rewolucji społecznej niż narodowe.
Jedynym, który Polski potrzebował w 1773 roku, był Rejtan, a i to nie wiadomo czy rozdzierania koszuli nie spowodowały zaburzenia psychiczne.

Czy my przypadkiem nie gramy wciąż w tym samym filmie? Nie dość, że nasi przodkowie stracili potężne państwo, z widokami na mocarstwo i teraz musimy obywać się namiastką, na terytorium której muszą stacjonować obce wojska (za naszą zgodą lub bez niej), bo inaczej jesteśmy jak zajączek pod miedzą, to wciąż pracowicie się dzielimy na wrogie plemiona i obozy.
Usiłujemy narzucać wszystkim nasze jedynie słuszne poglądy, co nie stanowi oznaki ani wybitnej inteligencji, ani zdrowia psychicznego.
Kto tylko dorwie się do władzy, buduje struktury i instytucje państwa według swojego widzimisię. Bacząc przy tym pilnie, by powiększać stado klientów oraz obsadzać swoimi wszystko co się da.

Obawiam się, że doprowadzamy w ten sposób do stanu z końca Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mało kto z mieszkańców Polski, będzie państwa polskiego potrzebował. Może za wyjątkiem głoszących się i ogłaszanych prawdziwymi patriotami. Ale oni, moim zdaniem, nie mają w większości predyspozycji, wiedzy, umiejętności, chęci, sił i środków by budować zasobność i siłę Polski.

4 komentarze:

  1. Z tym Rejtanem... To bardzo ciekawa i - wbrew pozorom - niejednoznaczna postać, ale fakstycznie bardzo do Twojego tekstu pasująca. Pamiętamy go głównie z obrazu Matejki ( niektórzy pewnie też z, nomen omen, duposzczipatielnego "Raportu ambasadora" Kaczmarskiego), tymczasem on chyba był głównie konserwatywnym legalistą, a jego protest utrzymany był ściśle w granicach prawa, dopóki jego samego nie spotkało coś, co musiał (jako legalista) uznać za całkowite bezprawie. Prywatnie bardzo żałuję, że zrobiono zeń głównie romantycznego rwacza koszul...
    Legalizm tłumaczy jego związek z Samuelem Korsakiem - inna, też bardzo ciekawa postać. Korsak, który wraz Rejtanem protestował przeciw uzurpacji przywilejów marszałkowskich przez Ponińskiego, wcześniej przystąpił do konfederacji targowickiej(!), najwyraźniej postrzegając zarówno konfederację Ponińskiego, jak i Konstytucję 3 Maja jako bezprawne; ostatecznie poległ w Warszawie w 1774, broniąc Pragi przed wojskami rosyjskimi!
    Zaś protektorem Rejtana był nie kto inny jak sam Karol Stanisław Radziwiłł „Panie Kochanku” - którego momenty trzeźwości zajmowały głównie stare spory z Czartoryskimi, co mu wszak mu nie przeszkodziło w uzyskaniu poparcia Repnina, rzekomego absztyfikanta Xs. Izabeli Czartoryskiej...
    ;-)
    Nb. któryś(aś) z wcześniejszych jeszcze głów Ministerstwa Kulturystyki najwyraźniej postanowiła Korsaka odrobinkę wybielić, bo jakże to tak, żeby szlachetny kompatryjota Reytana z Targowicy się wywodził, więc ten drobny epizodzik mu z najoficyalniejszego Ynternetowego Polskiego Słownika Biograficznego (który Ministerstwo Kulturystyki utrzymuje) dyskretnie wydeletowano... Ot, samyje strannyje ciasy, na kogo trzeba, na tego teczka się znajdzie, a na kogo nie trzeba, to mu się to i owo wydele(k)tuje.
    ;-)
    Ale z Sarmatami to już bardzo złożona sprawa, bo to w dużej mierze kwestia rozmaitych uzurpacji lingwistycznych...
    .
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dzięki za jak zwykle ciekawą lekturę! Poniżej, dla ciekawskich, duposzczipatielnyj "Rejtan, czyli raport ambasadora" JK.
    https://youtu.be/pe6mqxaclyI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trudno cieniować postać w historii przeznaczonej dla powszechnego użytku.Kiedyś usiłowałem pojąc tok rozumowania ludzi znaczących z tamtych czasów, ale mi nie wyszło. Narodowość raczej chyba nie była wtedy istotna. Defilowano na przykład, a to przed najjaśniejszym cesarzem Napoleonem, a to przed najjaśniejszym cesarzem Aleksandrem (po bitwie pod Lipskiem). Ugrupowanie wojsk pod nazwą Armia Polska walczyło w składzie sprzymierzonych, przeciw Napoleonowi. Konfederaci barscy walczyli chyba głównie w obronie wiary katolickiej, za to targowiczanom najbardziej o wolność chodziło.Targowiczanin mógł zginąć w walce z wojskami carskimi - Targowica nie zakładała przecież rozbiorów Polski. Zresztą, każdy mógł zginąć w walce z kimkolwiek, niezależnie od poglądów, na przykład konfederata barski, jako żołnierz pruski, sprzedany wcześniej Prusakom przez swojego dowódcę. Nie wiem czy istniała choć wąska ścieżyna prowadząca do uratowania państwa polskiego pod koniec XVIII wieku. Należałoby choć trochę ograniczyć szlacheckie przywileje, poprawić dolę chłopów, dopuścić mieszczaństwo do udziału we władzy. Czemu szlachta miałaby się na to dobrowolnie zgodzić? Również serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję uniżenie za ocenę.

      Usuń
    2. Trudne to oczywiście jest, i nie ma żartów. Można byłoby na ten przykład powiedzieć, że zamiast 500 dat, może tylko 100, ale z porządną - i przeznaczoną dla dzieciaków(!) analizą. Można np. przestać pieprzyć o "patriotach" i "warchołach" i trochę pomyśleć, przy okazji skłaniając też do myślenia? Może dzięki temu później Jaś i Małgosia nie dzadzą się aż tak łatwo zmanipulować, a redaktorzy Jacek i Agatka napiszą artykuły nadające się, dla odmiany, do przeczytania?
      W sumie, przecież za to biorą zupełnie przyzwoitą kasę autorzy podręczników i programów.
      Hmmm.
      Tragiczny wątek tu się zaczyna pojawiać więc lepiej już przerwę... ;-)

      Usuń
  2. PS. W 1794, oczywiście, nie w 74. Ale to, mam nadzieję, dość oczywista pomyłka... :-\

    OdpowiedzUsuń