niedziela, 31 lipca 2016

Najłatwiej szkodzić sobie

Tworzenie sobie wrogów i jednoczenie ich przeciwko sobie jest niezwykle głupim, a bywa samobójczym sposobem działania. Prości nacjonaliści europejscy, czy jak ich tam zwać, oskarżając o ataki terrorystyczne muzułmanów, nie wiedzą pewnie co czynią. W Europie mieszka dziś prawdopodobnie około 40 mln muzułmanów, w tym 25 mln to autochtoni. Islam jest religią dominującą w Albanii, Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie. Owe 40 mln muzułmanów ani nie przeprowadza zamachów terrorystycznych, ani się do nich szykuje. Ludzie roztropni powinni to dostrzec i próbować wytłumaczyć wrzaskliwym, że oskarżając wszystkich wierzących w Allacha o terroryzm, napędzają zwolenników "państwu islamskiemu" i ułatwiają wysłannikom tej organizacji werbunek.

Ta papuga -Aleksandretta obrożna - szykuje się podobno do inwazji na Polskę

Moim zdaniem, uchodźcom, czyli ludziom uciekającym z terenów walk (nie imigrantom szukającym lepszego życia), trzeba pomóc. Ale pomoc niekoniecznie musi polegać na osiedlaniu ich u siebie. Jeżeli nie ma innych rozwiązań, można zaoferować pobyt czasowy. Społeczeństwo, naród, państwo są gospodarzami na swoim terytorium i decydują kogo u siebie przyjmą, a kogo nie. Swobodny przepływ osób - obywatelek i obywateli poszczególnych państw UE na terytorium UE odbywa się na podstawie stosownych traktatów, które nie dotyczą ludzi spoza UE. Ja jestem przeciwny przyjmowaniu w Polsce na stałe muzułmanów z Bliskiego Wschodu z dwóch powodów.
Powód pierwszy: po co ściągać sobie na kark potencjalnych terrorystów którzy, jak widać na przykładach z Francji, mogą pojawić się wśród przybyszów także w drugim pokoleniu.
Powód drugi: islam to system społeczno - polityczny, nie tylko religia. Znaczna część muzułmanów prawdopodobnie integruje się z resztą społeczeństw europejskich, ale owa integracja, moim zdaniem, oznacza zawsze rezygnację z elementów tożsamości. Trzeba porzucić burkę, chustę też - jeśli się jest np. policjantką. Na ogólnodostępnej stołówce je się wprawdzie wołowinę, ale to nie jest mięso halal. Modlić się pięć razy dziennie też bywa trudno. Posiadanie kilku żon nie jest akceptowane przez prawo. W skrajnych wypadkach, pełna integracja oznacza porzucenie islamu. Czy taki stan jest trwały? Otóż wątpię.
Wyznawcy innych religii mogą się w pełni zintegrować nawet ze społeczeństwem całkowicie zlaicyzowanym, pozostając osobami głęboko wierzącymi i praktykującymi. Moim zdaniem, zdolność do takiej integracji mają również muzułmanie - autochtoni. Mieszkający w Europie od wieków i są przystosowani do życia w państwach, mniej lub bardziej świeckich, których ludność wyznaje różne religie. Natomiast muzułmanie z Bliskiego Wschodu, Afganistanu i innych regionów różnią się od nas nie tylko religią - tworzą, tak mi się przynajmniej wydaje, zasadniczo różne od naszych hierarchie, struktury, interakcje społeczne. Dlatego Amerykanie potrafili przemodelować Niemcy po 1945 roku, ale ponieśli klęskę w Iraku, a stan Afganistanu też trudno opisać jako sukces.
Polska jest krajem katolickim- pojawienie się u nas większej liczby muzułmanów z zewnątrz, ustawiłoby pewnie katolików i muzułmanów jako dwa wrogie obozy.

Czy możemy zlikwidować w Europie islamski terroryzm? Najprawdopodobniej tak, choć potężnym błędem było dopuszczenie do niekontrolowanego napływu imigrantów, czujących się zaproszonymi do Europy. Teraz trzeba wykryć i izolować fundamentalistów oraz innych chętnych do przeprowadzania zamachów. Odpowiednie służby muszą działać o wiele skuteczniej, ale koniecznie należy też rozpoznać i wyeliminować narkotyczną ideologię, nakazującą mordowanie innych ludzi oraz uzależnienie od niej pewnych odbiorców. Ja nie wiem, co jest jej najistotniejszym składnikiem , ale nie koncentrowałbym się nadmiernie na analizowaniu treści Koranu.
Przeciętni wyznawcy Allacha pewnie tak znają Koran, Sunnę i co tam jeszcze znać powinni, jak chrześcijanie Biblię. Ideolodzy terroru podniecają swoich bojówkarzy i samobójców prostymi hasłami, wykorzystując ich mentalność, specyficzną dla członków plemion, klanów, rodów. Reinterpretacja Koranu, jeśli w ogóle możliwa (szkół koranicznych już i tak jest dużo) niewiele by zmieniła. Zresztą czy terroryści choć z grubsza wiedzą w co wierzą?
Pisanie i mówienie o terrorystach powinno się zmienić. To przecież nie żadni "bojownicy" ani "żołnierze", tylko biedne głupki, mordujące nieznanych sobie ludzi i siebie z powodu felerów w głowinach, narkotycznych wizji, strachu zwierząt stadnych po porzuceniu stada.

Niektórzy twierdzą: Europa pozbyła się wartości, pewnie z powodu laicyzacji. Otóż moim zdaniem, Europa wartości ma. Europejczyk to osoba (jednostka ludzka), która wybiera - bo ma taką możliwość oraz przyzwolenie społeczne - grupy społeczne do których chce należeć. Dzisiejszy ateista jutro może stać się wyznawcą dowolnej religii, dzisiejszy ksiądz porzucić kapłaństwo, etniczny Niemiec zostać Polakiem itd. Ludzie różnych narodowości, wyznań, ras mogą w Europie żyć w spokoju obok siebie, przyjaźnić się, zawierać związki małżeńskie. W hierarchii wartości przyjaźń jest ważniejsza niż przynależność narodowościowa czy wyznaniowa. Oczywiście, powyższe nie dotyczy wszystkich mieszkańców Europy.

Tymczasem w wielu regionach poza Europą, człowieka określa jego przynależność. Ludzie tworzą stada: ludy, plemiona, rody, wyznawców określonej religii a właściwie, jak w islamie, nurtu i szkoły koranicznej. Toczą wojny religijne w XXI wieku, jak my w wiekach XVI i XVII. Organizacja społeczeństw oparta na patriarchacie nie tylko podporządkowuje kobiety mężczyznom (co Koran potwierdza) ale daje też wielką władzę przywódcom plemion, rodów. Wydaje mi się, że wśród nieeuropejskich muzułmanów istnieje głębokie posłuszeństwo wobec tych przywódców oraz posłuszeństwo wobec autorytetów. Taki stan rzeczy jest chyba od dawna niespotykany w Europie. Być może to trochę tłumaczy łatwość znajdowania kandydatek i kandydatów na samobójców - autorytet każe więc idą posłusznie na śmierć i zabijać niewiernych.

To zabijanie niewiernych - ludzi, którzy tym głupim mordercom nic nie zrobili, jest dla mnie nieprawdopodobne. Nasza psychiatria i psychologia wydają się być bezradne. Owi mordercy muszą być potężnymi wariatami - pisząc kolokwialnie. Bo jakie mają motywacje? Esesmani, enkawudziści, banderowcy, bojówkarze z Hutu mordowali "wrogów" (konkurentów), a ci kogo mordują? Ludzi nie podzielających ich wierzeń, gustów odzieżowych, kulinarnych i innych?
Prezydent Hollande zrezygnował kiedyś z kolacji chyba z królem Arabii Saudyjskiej, bo król nie zgodził się na obecność wina w kolacyjnym menu. Przecież nie musiał tego wina pić. Ale to widocznie zbyt mało dla prawowiernego. Według mniemania króla, podzielanego pewnie przez wielu muzułmanów spoza Europy, tam gdzie jest on, tam obowiązują jego zasady i obyczaje.

Ja mogę mieć wokół siebie ludzi dowolnych wyznań, narodowości (o kolorze skóry nie wspominam, bo go nie dostrzegam), pod warunkiem że wyznawane przez nich poglądy oraz działania nie szkodzą (zagrażają) mnie i moim najbliższym, nie są wrogie Polkom, Polakom oraz Polsce, a wspomniani sąsiedzi nie usiłują mi narzucać swoich poglądów, religii, obyczajów. Nie mam też ochoty podejmować się misji wychowania ludzi opóźnionych społecznie o 200 Lat (kara śmierci za porzucenie religii? Ostatniego heretyka spalono u nas na stosie chyba w 1806 roku w Hiszpanii).

Powtarzam: naszymi wrogami nie są wszyscy muzułmanie, a jedynie muzułmańscy fundamentaliści (islamiści?). To nazwa robocza. Wcale nie jestem pewien, na czym naprawdę zależy głosicielom nienawiści, podżegającym swoich współwyznawców do popełniania zbrodni. Moim zdaniem, islam początkowo przyczynił się do rozwoju państwowości i kultury arabskiej (kalifat), po czym stał się głównym hamulcowym rozwoju. Jakie wynalazki i odkrycia poczyniono we współczesnych państwach arabskich czy państwach muzułmańskich w ogóle? Teorię i zasady islamu, jako systemu społeczno - politycznego stworzono w VII (Koran) - IX wieku (Sunna), opierając się na ówczesnych realiach. Dlatego obecnie system ma niewielkie (jeśli jakiekolwiek) zdolności modernizacyjne i adaptacyjne.

Kraje muzułmańskie, na razie, nie mają szans na wygraną we współzawodnictwie z krajami chrześcijańskimi. Żeby to zmienić, muzułmanie musieliby porzucić znaczną część islamu albo spowodować duże cofnięcie się w rozwoju krajów chrześcijańskich. Przypadkiem, politycy europejscy są na dobrej drodze do spowodowania tego drugiego. Niekontrolowane wpuszczenie do Europy dużej liczby imigrantów, niepotrafiących się właściwie zachować, a nawet przeprowadzających zamachy terrorystyczne, zwiększy w końcu popularność partii nacjonalistycznych, przyciągających też ksenofobów i rasistów. Jeszcze na dodatek mamy ten cholerny Brexit. Polacy na Wyspach odczuwają już jego skutki i diabli wiedzą czy nastroje tubylców są tylko przejściowe.

Nie dotknął nas, w Europie, żaden kataklizm (odpukać w niemalowane). Obecny, co najmniej niepokojący stan rzeczy, spowodowali wyłącznie politycy. Tak się dzieje nie pierwszy raz w historii. Najłatwiej szkodzić sobie. Może losowanie rządzących, zamiast ich wybierania, dawałoby lepsze efekty?

niedziela, 24 lipca 2016

Zasobna i bezpieczna Europa może przestać istnieć

Profesor Tadeusz Wallas oświadczył był w wywiadzie, uczynionym na okoliczność Światowego Kongresu Nauk Politycznych, że "nierówności to obecnie jeden z największych problemów globalnych". Jest to chyba teza kongresowa, bo hasło tegoż brzmi: "Polityka w świecie nierówności".

To tylko opuszczony teatr
Nie, nie poczułem się oświecony oraz ubogacony przenikliwą wiedzą politologów światowych. Czyżby bowiem wcześniej niż obecnie nierówności praktycznie nie było? Ludność kolonii miała się równie dobrze jak ludność metropolii, narody podporządkowane imperiom czuły się szczęśliwe z tego powodu, klasa robotnicza uwielbiała pracować za marne pieniądze, niewolnicy w USA nie przestawali błogosławić swoich panów, chłopi pańszczyźniani wiedli wspaniałe życie otoczeni szacunkiem szlachty?
Choć nie pyta mnie nikt i tak podpowiem: to nie nierówności są największym globalnym problemem, tylko wiedza szerokich mas o ich istnieniu. Oraz przekonanie mas o braku usprawiedliwienia dla rosnących nierówności przy obecnym poziomie rozwoju technologii i organizacji produkcji.

Politycy, naukowcy, a nawet generałowie informują publiczność chyba z pewnym takim żalem ( choć dla mnie brzmi to czasem jak Schadenfreude): jesteśmy dwa kroki za terrorystami albo proponują: trzeba być o krok przed terrorystami. Na pytanie jak nie być dwa kroki za lub być o krok przed, odpowiadają raczej mgliście.
Terroryści mają inicjatywę strategiczną: wybierają czas, miejsce i cel ataku, operacyjną: wybierają siły, które atak przeprowadzają i taktyczną: decydują o środkach i sposobach ich użycia. W "zwykłej" wojnie można próbować odebrać inicjatywę strategiczną wrogowi przewidując, na podstawie ukształtowania linii frontu, danych rozpoznania ( w tym wywiadu), analizy dotychczasowych decyzji wrażego dowódcy i innych, gdzie, kiedy oraz jakimi siłami uderzy i podjąć stosowne przeciwdziałania: przygotowując solidną obronę czy wykonując uderzenie wyprzedzające.

W walce z terroryzmem linii frontu nie ma, celem ataku może być dowolne skupisko ludzi w dowolnym miejscu i czasie, siły terrorystów bywają nieznane także ich kierownictwu , pojedynczy mordercy pojawiają się niczym deus ex machina, w ataku mogą być użyte dowolne środki w dowolny sposób. Narzekanie o byciu dwa kroki za czy postulat bycia krok przed terrorystami brzmią dla mnie, w tej sytuacji, idiotycznie. Owszem, służby winny na czas wykrywać i likwidować siatki i organizacje terrorystyczne, ale pojedynczych osobników, zwłaszcza stających się terrorystami z dnia na dzień, wykryć nie zdołają.
Choć, być może, trzy rzeczy zmniejszyłyby ilość ofiar:
1. Zamiana policjantów - urzędników w policjantów. Na przykład, w Nicei podobno spytali przyszłego mordercę o ciężarówkę ale zadowoliła ich byle jaka jego odpowiedź;
2. Wykorzystanie informacji od ludności. Na zdjęciach i filmach amatorskich z Monachium zarejestrowano zamachowca. Gdyby te zdjęcia i filmy natychmiast trafiły do policji i innych służb, a to przecież technicznie żaden problem, pewnie nie zabiłby tylu osób.
3. Reakcja na zamach, uciążliwa dla bliskich i znajomych zamachowca. Obecnie, przynajmniej w mediach, chór krewnych i znajomych terrorysty wyraża zdumienie oraz niedowierzanie, opisując delikwenta jako niespotykanie spokojnego człowieka.

Czy hasło Kongresu Politologów oraz hasła ekspertów od terroryzmu mają coś wspólnego? Owszem, dla mnie mają. Są częścią, nużącego mnie, wygłaszania prawd nieistotnych lub objawionych oraz znacznie bardziej nużącej, topornej propagandy. Przeciętny programista mógłby, w zasadzie, pomijając problemy językowe, napisać program generujący wypowiedzi polityków, naukowców -osobliwie społecznych, publicystów, o masach internetowych nie wspominając. Przy czym wcale nie wieszczę końca naszego świata z tego tytułu. Świat sobie istnieje i istniał będzie, bo jego struktury i mechanizmy działania bardzo mało zależą od poziomu wypowiedzi i dyskusji w przestrzeni publicznej.

Choć masy (w znaczeniu: wielkie grupy ludzi) mogą poważnie się wkurzyć wydarzeniami i zjawiskami uznanymi za skrajnie dla nich niekorzystne. Na przykład wzrastającą częstotliwością ataków terrorystycznych. Gniew mas może się skanalizować w procedurach demokratycznych - obecnie rządzący w krajach dotkniętych terroryzmem stracą władzę. Jednak istnieje też prawdopodobieństwo eksplozji - zwłaszcza jeśli ataki terrorystyczne będą się nasilać, wystąpią dodatkowo inne problemy - szczególnie gospodarcze, a rządzący ograniczą się do powtarzania swoich mantr - Europa, jaką znamy - zasobna i bezpieczna może przestać istnieć.

Nie z powodu wojny lub klęski żywiołowej lecz błędów popełnianych przez europejskich polityków. Błędów, których nie wskażą politykom ani naukowcy, rozmienieni już chyba na drobne i zajęci własnym, wirtualnym światem, ani dziennikarze i publicyści obrabiający jedynie swoje finansowe, ideologiczne i partyjne poletka. Zaś wkurzony lud nie zajmuje się badaniem i opisywaniem rzeczywistości. On na rzeczywistość reaguje, ewentualnie wykonując proste terapie, wskazane przez charyzmatycznych, nowych przywódców.

Obawiam się o niedaleką przyszłość Europy, której częścią przecież jesteśmy.

czwartek, 21 lipca 2016

Orkiestra z Titanica przygotowuje koncert mocarstw?

Brytyjczycy przestawili zwrotnicę dziejów. Na ile ją przestawili i w jakim zakresie wie tylko Stwórca oraz Sześćset sześćdziesiąty szósty (lepiej nie wymawiać jego imienia w tych okolicznościach). Nie wiem czy politycy brytyjscy - zwolennicy opuszczenia Unii Europejskiej mają dalekosiężne plany, czy tylko nie lubią UE i budują na tym poparcie wyborców.

Wyjdą, nie wyjdą?
Wielka Brytania ustawiła się, pewnie dość przypadkowo, dziobem do wiatru i musi zmienić kurs. Prawdopodobnie jej przywódcy dążyć będą do rozbudowania statusu mocarstwa i zwiększenia roli UK jako centrum. Mając broń jądrową wesprą, a może spróbują zastąpić Amerykanów , w działaniach blokujących Rosję. Moim zdaniem , będzie to wsparciem dla zwiększenia roli UK jako centrum.
Bycie centrum, w przeciwieństwie do bycia peryferiami, pozwala uzyskać różnego rodzaju nagrody i premie. Pieniądze płyną zawsze od peryferii do centrum (jeśli rzecz wygląda inaczej, to tylko wygląda), za to idee, odkrycia naukowe, głęboko rewolucyjne tezy, szeroko pojęta kultura w tym, na przykład, moda, promieniują wyłącznie z centrum. Kultura i jej dzieła istniejące i tworzone na peryferiach są traktowane jako drugorzędne. Najlepiej być centrum w wielu płaszczyznach: finansowej, gospodarczej, militarnej, kulturalnej i politycznej. Walka przywódców Chin, Rosji, , Turcji i innych państw o zwiększenie roli oraz znaczenia ich państw nie wynika z ambicji owych przywódców (choć ta pewnie również się liczy), a z uświadomionej konieczności. Niestety, przy okazji stanowi też, moim zdaniem, nieusuwalne zagrożenie dla naszej cywilizacji.

Istnieje, na dzisiaj raczej teoretyczna, groźba rozpadu Wielkiej Brytanii - Szkoci chcą do UE, a Irlandczycy z Północnej Irlandii do Irlandii. Jednak UE trapi parę kryzysów na raz, jeśli na dodatek do Szkocji będą docierać kolejne informacje o zamachach, to Szkotom miłość do UE szybko przejdzie, zaś zwolennicy przyłączenia Irlandii Północnej do Irlandii raczej nie mają wystarczającej liczebnie bazy społecznej.

Szefowie Wielkiej Brytanii, bez formalnego obowiązku konsultowania swoich decyzji z resztą Europy, mogą działać śmiało, a nawet nadzwyczaj śmiało, próbując stworzyć ze swojego kraju nie tylko centrum, ale też przywódcę Europy. Raczej prędzej niż później nadepną na odcisk przynajmniej Niemcom i Francuzom. Przy czym Niemcy mogą dostrzec niedogodność obecnej sytuacji: z wieloma państwami uwieszonymi na ich ramionach, za to kontestującymi ich politykę nie poradzą sobie z konkurencją. Być może spróbują podporządkować sobie Unię Europejską lub ją porzucić.

Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię stanowi, niezależnie od intencji polityków brytyjskich , mocny ruch w kierunku koncertu mocarstw. Na Bliskim Wschodzie mamy dziką bijatykę tamtejszych mocarstw regionalnych (lub państw pretendujących do tego tytułu ), wspomaganą przez USA, Rosję i część Zachodu. Na razie Arabia Saudyjska, Iran, Turcja i pomniejsi walczą do ostatniego Irakijczyka, Jemeńczyka, Syryjczyka i chyba Libijczyka też, ale kto zagwarantuje że nie wezmą się za łby bezpośrednio? Tam, moim zdaniem, jest tyle sprzecznych interesów i zwykłej nienawiści że nawet, skrajnie mało prawdopodobna, koalicja USA - Rosja, nie zdołałaby doprowadzić do trwałego pokoju.

Próba puczu w Turcji daje skutki wyłącznie negatywne dla świata, Europy, Polski. Żądanie prezydenta Erdogana - ekstradycji Fetullaha Gülena może spowodować jakąś formę konfrontacji z USA, a politycy niektórych krajów UE już protestują przeciwko planom przywrócenia kary śmierci. Turcja zapewne nie wyjdzie z NATO ani nie rzuci się w ramiona Rosji, ale wzajemne dąsy Unii, USA i Turcji stanowić będą co najmniej kolejny przyczynek do porzucenia współpracy wielu państw na rzecz współczesnego koncertu mocarstw. Czyli narzucania państwom słabszym rozwiązań przez państwa silniejsze. Rozwiązań nie uwzględniających interesów państw słabszych. Stanie się tak z powodu, na oko mało istotnego, wydarzenia zwanego Brexitem, niekończącej się wojny na Bliskim Wschodzie, próby puczu w Turcji i innych zdarzeń, które mogą nastąpić jako rezultat wymienionych. Stworzy się (a właściwie już jest) sytuacja nadzwyczaj płynna i dynamiczna, z którą nie poradzą sobie struktury zbudowane dla współpracy wielu, równych sobie niezależnie od wielkości i zasobów, państw.

Teoretycznie, przynajmniej dla Europy, istnieje rozwiązanie przywracające stabilność. Państwa - członkowie UE , dogadują się ze sobą , niekoniecznie budując superpaństwo, ale tworząc mechanizm zapewniający chociaż prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej. Tyle tylko, że na dzień dzisiejszy takie dogadanie się państw europejskich jest, z wielu względów, w tym niezależnych od polityków, nieprawdopodobne. Na dodatek, wydaje mi się, że politycy europejscy nie potrafią lub nie chcą wyjść choć na chwile z piaskownicy i rozejrzeć po otoczeniu. Czyżby koncert mocarstw przygotowywała orkiestra z Titanica?

wtorek, 5 lipca 2016

Profesor Maciej Chorowski zlikwiduje finansowanie badań prowadzących znikąd donikąd?

Prof. dr hab. inż. Maciej Chorowski, kierownik Katedry Inżynierii Kriogenicznej, Lotniczej i Procesowej na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Wrocławskiej został, w kwietniu 2016 roku, dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Narodowe Centrum Badań i Rozwoju to agencja wykonawcza Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, realizująca zadania z zakresu polityki naukowej, naukowo-technicznej i innowacyjnej państwa. Jest także Instytucją Pośredniczącą w trzech programach operacyjnych UE (Kapitał Ludzki, Innowacyjna Gospodarka, Infrastruktura i Środowisko), a w perspektywie finansowej 2014 - 2020 Inteligentny Rozwój oraz Wiedza Edukacja Rozwój. Łącznie, na 2016 rok, dysponuje prawie 3 miliardami złotych.

Elektrownia Bełchatów. Największa na świecie elektrownia pracująca na węglu brunatnym

Na co je wyda? Przykładowo, w zeszłym roku zakończono projekt "Opracowanie technologii dla wysokosprawnych 'zero- emisyjnych' bloków węglowych zintegrowanych z wychwytem CO2 ze spalin" o wartości ponad 77 mln zł, z czego prawie 70 mln dało NCBR. W realizacji projektu uczestniczyły zespoły z sześciu politechnik, AGH, dwóch instytutów, przedsiębiorstw Tauron, Rafako, Eurol. Rezultaty? Między innymi, przedstawiono koncepcję
nowej klasy bloków kondensacyjnych na parametry pary: 650°C/670°C/30 MPa; wskazano na możliwość wzrostu temperatury pary pierwotnej do poziomu 673/670°C, a temperatury pary wtórnej do wartości 692/690°C, przy wytwarzaniu elementów kotłowych ze stopu HR6W oraz Alloy 617 mod ( rury ze stopu HR6W mogą mieć obecnie grubość ścianki 90 mm (poprzednio 75 mm), Alloy 80 mm (poprzednio 50 mm). Opracowano i wykonano Przewoźną Instalację Pilotową dla wychwytu CO2 o wydajności 200Nm3/h. Obecnie jest to największa instalacja tego typu w Polsce.

Czemu piszę o takich szczegółach? Żeby zwrócić uwagę niektórych Czytelników na złożoność opracowania i wdrożenia produktów opartych na nowych technologiach. To się zwykle dzieje krok za krokiem. Tymczasem u nas powszechna jest wiara w cuda. Ropa w Karlinie, gaz z łupków, niebieski laser, grafen i inne miały przynieść Polkom i Polakom bogactwo i powszechną szczęśliwość. Na portalach, odwiedzanych przez miliony użytkowników, dość często publikuje się zdjęcia makiet samochodów, samolotów, czołgów i innych opatrzone komentarzem o straconych szansach na zdobycie rynków światowych tymi "produktami".

Wracając do projektu: na razie jego efektem jest wspomniana instalacja do wychwytu CO2 oraz artykuł (artykuły? ) w specjalistycznych czasopismach. I tak dobrze, że choć instalacja powstała, rezultatem wielu kosztownych badań są wyłącznie publikacje w krajowych czasopismach. W zagranicznych takie publikacje się raczej nie ukażą - polskie badania bywają nieco opóźnione i wtórne. W innych krajach europejskich są już stanowiska do badania węglowych bloków energetycznych na parametry ultra - nadkrytyczne: o temperaturze pary pierwotnej powyżej 700°C i ciśnieniu ponad 35 MPa, a amerykański Departament Energii współfinansuje badania bloków na temperaturę powyżej 760°C. Odpowiednie prace trwają też w Chinach i Indiach.

Profesor Chorowski, mówiąc o badaniach znikąd donikąd, ma na myśli finansowanie jedynie samego procesu badawczego, bez tworzenia warunków do wprowadzenia powstałych w tym procesie produktów na rynek. Widzi możliwość stworzenia rynku beta na bazie zapotrzebowania tworzonego przez struktury państwa - wojsko, policję, inne jednostki budżetowe, samorządy, agencje państwowe, także publiczną służbę zdrowia. Kupując nowe produkty od polskich producentów, instytucje państwowe muszą zdawać sobie sprawę, że testują urządzenia często niesprawdzone. Jeżeli prof. Chorowski choć częściowo zrealizuje swoją koncepcję, co jest możliwe tylko pod warunkiem przekonania do niej niektórych ministrów, spowoduje naprawdę dobrą zmianę we współpracy nauki z przemysłem .
Innowacyjność polskiej gospodarki może stać się faktem. Gdyby jeszcze udało mu się skoncentrować środki na opracowaniach niezbędnych oraz możliwych do wdrożenia w Polsce… Pomarzyć chyba mogę?
Na podstawie:
Opis rezultatów
Innowacyjne technologie węglowe
Węglowe technologie energetyczne
Przekroczyć sprawność 50%
Yuhuan
The World’s Most Efficient Coal-Fired Power Plants