czwartek, 30 czerwca 2016

Czekając na Marlowa*

Głosowanie Brytyjczyków odnośnie wyjścia z Unii Europejskiej podważyło moje przekonanie o istnieniu mądrych wyborców. Nie chodzi mi o wynik głosowania, ale o motywację głosujących. Myślałby kto: w bogatym kraju (nominalne PKB według MFW w 2015: 43 771 USD, Polska 12 495 USD) o w miarę ciągłej państwowości, gdzie demokracja ma znacznie dłuższą historię niż nasza, który nie budował socjalizmu ani nie był wielokrotnie wyzwalany, za to zbudował, w swoim czasie, największe na świecie imperium, wyborcy zawsze wiedzą z grubsza czego chcą i o czym decydują w głosowaniu. Tymczasem, według Guardiana : "If you've got money, you vote in ... if you haven't got money, you vote out". Masz pieniądze, głosujesz za pozostaniem w UE, nie masz takowych, głosujesz za opuszczeniem UE. ( Link Marlowa) Twierdzenie jest dobrze udokumentowane.

Ponura droga naprzód. Zdjęcie Marii.
Czyli wyborcy w miarę zamożni głosują za utrzymaniem status quo, wyborcy niebogaci chcą zmian. To, o czym decydują w głosowaniu wyraźnie nie ma dla nich znaczenia. Ktoś powie: nieprawda, biedni wiążą swoje położenie z UE, a konkretnie z napływem imigrantów. Moim zdaniem wiążą, bo takie powiązanie im wskazano i oni w nie uwierzyli. Gdyby decydowali w głosowaniu o czymś innym, uwierzyliby że jedna z opcji ma związek z ich sytuacją życiową.

Jeżeli tak jest, to rozważania o sposobach poprawienia demokracji, w celu zwiększenia u elektoratu poczucia wpływu na zarządzanie państwem czy miastem dotyczą może pięciu, a może piętnastu procent tegoż elektoratu. Pozostałym, niestety znacznej większości, wystarczy hasłowo uświadomić że sprawy źle się mają ( lub mogłyby wyglądać lepiej), wskazać winnych i zasugerować istnienie prostych rozwiązań, które sugerujący zastosują. Dotychczas sądziłem, że powyższą koncepcję da się zastosować jedynie w młodych i bardzo młodych demokracjach, a tu okazuje się, że w dowolnie starych też to działa. To znaczy, że od zawsze lub od pewnego czasu ( bardziej prawdopodobne wydaje mi się to drugie - od czasu likwidacji cenzusu majątkowego) suweren to raczej stado baranów poszukujące i wymagające pasterza.

Zaś pasterz praktycznie już nadchodzi. Nie jakiś dyktator czy ukochany przywódca - algorytmy nadchodzą. Na podstawie ich prognozy, Cortana Microsoftu prawidłowo wskazała 21 z 24 tegorocznych zdobywców Oscarów. Osiągalne wydają się być programy, skonstruowane na podstawie odpowiednich algorytmów, wskazujące najskuteczniejsze, hasłowe "związki przyczynowo - skutkowe" ( w których nie chodzi o logikę, opis rzeczywistości i tym podobne dyrdymały) pozwalające wygrać wybory i referenda. Oraz programy sugerujące "właściwy" wybór (wykorzystujące np. podpowiedzi wyszukiwarek). Skuteczność prognozowania algorytmów opartych na statystycznej analizie nieprawdopodobnej ilości danych może być bliska 100 procentom. A to znaczy, że ludziom - wyborcom, konsumentom, będzie się tylko wydawać, że o czymś decydują. Z drugiej strony - żaden algorytm nie "wymyśli" szczęśliwego czy tylko zadowolonego z życia społeczeństwa, jeśli to pojęcie nie zostanie zawarte i zdefiniowane w programie. (Można próbować zaprogramować dążenie do optymalizacji poszczególnych algorytmów tworzących całość, ale coś takiego lepiej wysadzić w powietrze, nim zacznie działać).

Recepty na szczęśliwe społeczeństwo nikt nie ma. Najbardziej przeszkadza w jego zbudowaniu nieograniczoność ludzkich potrzeb. Nie ma też żadnych możliwości istotnej poprawy materialnego poziomu życia całego czy znacznej części społeczeństwa, w czasie paru dziesiątków lat. Policzmy: dochód dzisiejszy osoby 1500 zł, niech rośnie o 1% rocznie (więcej nie urośnie, raczej mniej, jeśli ma być dla każdego po równo), za dwadzieścia lat: 1830 zł. Świetlana perspektywa to nie jest. Co innego, gdyby dochód rósł o cztery procent rocznie - po dwudziestu latach uległby podwojeniu (3286 zł). PKB musiałby wtedy rosnąć dwucyfrowo - intuicyjnie o szesnaście procent rocznie, co jest skrajnie mało prawdopodobne, zresztą skąd wziąć środki na finansowanie takiego wzrostu? Trochę przyspieszenia mogłoby dać inwestowanie w kapitał ludzki - ale to oznacza wyszukiwanie zdolnych i ich intensywne oraz kosztowne kształcenie, co raczej nie spodobałoby się większości. Innowacyjność (stały postęp technologiczny) jest podstawą długookresowego wzrostu gospodarczego - tylko jak ją uruchomić u nas?

Czemu, pisząc o Brytyjczykach, płynnie przeszedłem do Polski? Bo jeśli znaczna część obywatelek i obywateli UK nie akceptuje swojego statusu materialnego, to co my mamy powiedzieć? Wygląda na to, że na świecie (przynajmniej zachodnim) rośnie zniecierpliwienie sytuacją, a podstawowe źródło owego zniecierpliwienia stanowi brak akceptacji jakości swojego życia (nie tylko poziomu materialnego) oraz niepokój odnośnie przyszłości, dzielone przez znaczną liczbę ludzi.

Przy czym ani masy ludzkie, ani ich przywódcy nie potrafią przetworzyć tego zniecierpliwienia i niepokoju w siłę napędzającą zmiany korzystne dla większości. Jedni przywódcy proponują powrót do starych, niedobrych czasów, inni uporczywie chcą iść naprzód, nie zważając na brak akceptacji ludności dla ich pomysłów. W sumie, jakoś to będzie, bo zawsze jakoś jest. Choć mogłoby być lepiej.

*Marlow, w Ziemiance Polskiej, obiecał rozwinąć niektóre tematy.

niedziela, 26 czerwca 2016

W naszym interesie leży niedopuszczenie do podziałów wewnątrz UE

Nie potrafię określić granic przestrzeni zdarzeń wynikających z Brexitu. Podobno prezydenta FR bardzo cieszy wyjście UK z UE. Bo osłabia Europę. Nie wiem jak osłabia - chyba Wielka Brytania nie przenosi się do Ameryki? Owszem, wyjście osłabia UE. Ale czy Rosja rywalizuje z UE i vice versa? Rosji potrzebna jest współpraca z Europą - bez niej stanie się młodszym bratem Chin. Dla Chińczyków taka sytuacja byłaby niezwykle korzystna - mieliby zaplecze surowcowe oraz armię zdolną zniszczyć USA. Wymiana handlowa Rosja - Europa (Zachodnia) przypomina wymianę między kolonią, a metropolią - Rosja eksportuje surowce a importuje wyroby wysoko przetworzone. Polska nie potrafi tego wykorzystać - mamy ujemny bilans handlowy, w 2015 roku 7 mld 760 mln euro.

I kamieni kupa. Zdjęcie Marii.

Oczywiście, łatwiej współpracować z paroma państwami najsilniejszymi , traktując resztę jak przedmioty niż z dużą, zwartą grupą państw. Dlatego prezydenta Rosji może ucieszyć, niebezpieczna dla Polski, ewentualna dezintegracja Unii. Prezydenta FR pewnie ucieszyłby też rzeczywisty rozpad Wielkiej Brytanii - mocnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, który może być następstwem Brexitu. Zniknięcie potężnego państwa prawdopodobnie mocno zmieniłoby światowy układ sił. Natomiast na dzisiaj konkurentem i potencjalnym przeciwnikiem Rosji są Stany Zjednoczone, a nie Europa. Wątpię zresztą, by Niemcy mieli ochotę znowu wojować pod Stalingradem. Wątpię też, by opuszczenie UE przez UK spowodowało znaczący, światowy wstrząs polityczny, za wyjątkiem Unii Europejskiej.

Unia i Wielka Brytania mogą rozstać się prawie przyjaźnie - UK zyska wtedy status np. Norwegii, lub wojować do upadłego, odcinając wszelkie możliwe do odcięcia więzi. W pierwszej wersji straty obu stron będą minimalne, choć przykład UK może być zaraźliwy. W drugim, obie strony poniosą duże straty, a zła sytuacja polityczno - towarzyska przeniesie się do NATO, o finansach i gospodarce nie wspominając.

W 2015 roku do Wielkiej Brytanii sprzedaliśmy towary i usługi za 12 mld 91, 5 mln euro, a kupiliśmy stamtąd różne dobra za 4 mld 716,1 mln euro, uzyskując nadwyżkę 7 mld 375,4 mln euro. Nasz handel z Wielka Brytanią nie jest zagrożony, chyba że wysokie strony, czyli UK i UE zaczną wojować . Zagrożona może być część naszego eksportu, korzystająca z ochrony rynku unijnego (jeśli takowa istnieje). Odbiorcy brytyjscy mogą znaleźć tańsze/lepsze odpowiedniki poza Europą.

W Wielkiej Brytanii przebywa obecnie ponad 850 tysięcy Polek i Polaków. Nagła i masowa deportacja im raczej nie grozi, może ich natomiast wygonić z tego kraju niechęć, wręcz wrogość okazywana przez Brytyjczyków. Skali owej niechęci nie znam, dawniej nic takiego się nie zdarzało, ale też dawniej polskich imigrantów na Wyspach było znacznie mniej. Zaś niechęć i wrogość zawsze można nakręcić.

Zaplanowane w perspektywie 2014 - 2020 fundusze europejskie pewnie otrzymamy, zważywszy że negocjacje z Wielką Brytanią mogą potrwać do 2019 roku. Po 2020 będzie różnie. Jeśli relacje między UK i UE przyjmą model norweski, to Wielka Brytania zachowa dostęp do wspólnego rynku, zgodzi się na wolny przepływ pracowników i towarów oraz będzie wpłacać uzgodnione (raczej mniejsze niż obecnie) kwoty do budżetu Unii. Przy porozumieniu uwzględniającym jedynie zasady WTO, wolnego przepływu i pieniędzy brytyjskich nie będzie. Niezależnie, fundusze unijne po 2020 roku nie będą już wykorzystywane do wyrównania poziomu życia, a mają służyć podniesieniu konkurencyjności Unii na światowym rynku.

Znacząco zmieni się układ sił wewnątrz UE. Polityczne znaczenie Polski w Unii może wzrosnąć, jeśli nasza dyplomacja potrafi wziąć udział w składaniu UE do kupy, po wyjściu Wielkiej Brytanii.

Najbardziej niebezpieczne dla nas, moim zdaniem są, trudne do przewidzenia, zawirowania na europejskich rynkach finansowych i w europejskiej gospodarce, które mogą bardzo negatywnie wpływać na naszą gospodarkę i finanse. Część z owych zawirowań powstaje i będzie powstawać za sprawą nerwowych, stadnych ruchów inwestorów, ale trzeba też się liczyć z celowymi działaniami wielkich funduszy inwestycyjnych, banków, organizacji non profit, obliczonymi na osiągnięcie nadzwyczajnych zysków.

Najważniejsze obecnie, moim zdaniem, pytanie brzmi: czy wśród polityków rządzących w państwach członkowskich Unii Europejskiej istnieje wola utrzymania UE, składającej się z 27 państw członkowskich, zapewnienia jej spoistości i zdolności do działania? O uzyskanie odpowiedzi na to pytanie winni zabiegać polscy dyplomaci, polscy politycy kontaktujący się z politykami innych państw UE, analitycy wywiadu oraz eksperci.

W naszym interesie leży niedopuszczenie do podziałów w UE. utrzymanie UE w całości, nie rozbitej na jądra, grupy, prędkości.

niedziela, 19 czerwca 2016

Chroniąc prawdziwą Polskę

"Cała Europa to dzisiaj 500-milionowy mały półwysep doczepiony do wielomiliardowej Azji i wysepka w wielomiliardowej przestrzeni globalnej. Ten półwysep musi skonsolidować swoje środki. Rozbity na małe narodowe podmioty walczące przeciwko sobie nie przetrwa globalnej konkurencji, ani ekonomicznej, ani politycznej. A żaden z tych podmiotów nie ma szansy zapewnić sobie suwerenności dawnego typu." To cytat z wypowiedzi p. Danuty Hübner (nieukryta opcja niemiecka ani chybi).

Przyszły, wspomnieniowy obraz Ojczyzny. Wprawdzie cień odchodzi, nie odjeżdża i nie złamał rąk na pancerzu. Poza tym to National Botanic Gardens w Kilmacurragh, ale jakże podobny. Zdjęcie Marii.
W wywiadzie, udzielonym p. Cezaremu Michalskiemu,* p. Hübner krytykuje politykę PiS w Unii Europejskiej, przecież nie obcego mocarstwa, lecz organizacji do której sami wleźliśmy. Niestety, chyba żaden z komentatorów lepszego sortu [auuu], nie dał stosownego odporu bałamutnym twierdzeniom tej pani, a ja czuję wewnętrzny przymus. Otóż, nieprawdą jest, że silna zwarta i gotowa Polska, o Litwie, Łotwie czy Estonii nie wspominając, nie potrafi sobie zapewnić suwerenności. Potrafi i potrafiła w przeszłości! Przed wybuchem II wojny, mieliśmy od tego marszałka Rydza - Śmigłego:
Nikt nam nie zrobi nic
Nikt nam nie zrobi nic
Bo z nami jest
Bo z nami jest
Marszałek Śmigły Rydz!

Obecnie nie mamy Marszałka, ale jest Ojciec Dyrektor. Jak jeszcze niepowszechnie wiadomo, Wehrmacht w 1939 roku, wkroczył na ziemie polskie wyłącznie w celu obrony nas przed Armią Czerwoną. W bliżej niezbadanych jeszcze przez wybitnych, niezachwianych emocjonalnie historyków [pop] okolicznościach, doszło do paru wyizolowanych starć, ale później nasza granice wschodnia została przesunięta aż do Stalingradu. Niestety, bohaterski Wehrmacht nie wytrzymał naporu wschodnich hord. Wtedy do akcji ruszyli Żołnierze Wyklęci [pop], zdobywając Warschau (zniszczoną przez lewaków), Danzig, Kolberg, Breslau, Posen i inne miejscowości, przełamując Pommernstellung i docierając do stolicy komunistycznej NRD. Wzmiankowani chcieli też ruszyć na Moskwę, ale polscy komuniści im nie pozwolili.

Co gorsza, pod przewodnictwem zdradzieckich komunistów, gorszy sort Polaków odbudował Warszawę i inne polskie miasta, a nawet zbudował przemysł i takie tam. Zniszczenie bezcennych ruin Warszawy, w otoczeniu których najwybitniejszy poeta, jedyny rzeczywiście prawdziwy Polak w dziejach, mógłby rymować o Ojczyźnie naszej, przy wtórze bałałajki, było czynem niegodnym, osłabiającym patriotyzm Polaków. Nie należało niczego odbudowywać i absolutnie nic nie budować, skupiając się na walce do ostatniej Polki i ostatniego Polaka o suwerenną Polskę.

Ale nic straconego - czas walki może nadejść znowu. Minister Macierewicz tworzy na tę okoliczność brygady Obrony Terytorialnej. Mam nadzieję, że w tracie szkolenia żołnierzy zostaną wykorzystane bogate doświadczenia powstańców walczących w zwycięskim powstaniu styczniowym. Zresztą NATO - organizacja składająca się z USA, jak zwykle nas obroni. Wespół z Najświętszą Panienką oczywiście, która rzucała już handgranatami w bolszewików w 1921 roku. Przygotowując się do wojny, trzeba pamiętać o wybudowaniu odpowiedniej ilości samoobsługowych grobów ze słodyczami. Dla prawdziwych patriotów skandujących : "jak słodko jest umierać za Ojczyznę!"

Zaś żeby najskuteczniej chronić prawdziwą Polskę i mieć pewność, że nikt nas ani naszego terytorium nie posiądzie przez parę setek lat, trzeba przejść do innego świata, bombardując się odpowiednią ilością głowic jądrowych. Niskie powietrzne lub naziemne wybuchy jądrowe skutecznie skażą promieniotwórczo terytorium oraz zapewnią Niebo, czyli szczęście wieczne dla (prawie ) wszystkich Polek i Polaków! Znaczna część ludności nie zgodzi się na takie rozwiązanie? Przecież prawdziwy Polak to katolik, który nie odmówi pójścia do Raju pełnego hurys (ups, chyba coś pomyliłem). Paru procentom niewierzących i gorszemu sortowi da się trochę czasu na uwierzenie i już.

Jakiś upierdliwy osobnik, za przeproszeniem, myślący, spyta w tym miejscu: a co to za sukces, przecież Polski nie będzie? Będzie i to jak będzie!!! Prawdziwie będzie, jak nasze liczne, moralne zwycięstwa, bo w sercach i szerokich (auuu) umysłach wybranych Prawdziwych, udających się na emigrację. By tam wielbić Polskę i tęsknić do tych pól malowanych uroczymi ruinami. Ponieważ jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor. Zaś honorowe postępowanie ludzi naprawdę wybitnych polega na sprawnym opuszczeniu kraju w cztery miesiące po wygłoszeniu przemówienia o honorze.

Zapiski starego oficera prowadzącego:
Pacjent przebywa na tut. Oddziale kilka lat. Nie stwarza zagrożenia ani dla siebie, ani dla otoczenia. Próbujemy go bezskutecznie wypisać. Odmawia opuszczenia naszej placówki leczniczej, twierdząc, że nie chce iść do psychiatryka...
*Wywiad z Danutą Hübner
auuu - autocenzura
pop - poprawność polityczna


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Czy nasza wiedza o nas i o Polsce ma coś wspólnego z rzeczywistością?

Moim zdaniem, nie mamy szans by kiedykolwiek dogonić Niemcy w PKB na głowę, jeśli zamierzamy to zrobić poruszając się krzywą psa. Co prawda, jazda na skróty może skończyć się katastrofą, zwłaszcza jeśli ktoś wpadnie na pomysł powtórzenia Wielkiego Skoku, ale mnie nie chodzi o skróty, a poszukiwanie i stosowanie nowych rozwiązań.

Prawdziwe, polskie konserwatystki
Po pierwsze bowiem, nie jest prawdą, że wolny rynek zapewnia optymalną alokację środków. To nie znaczy, że należy z wolnego rynku zrezygnować czy choćby regulować go gdzie się da. Trzeba tworzyć tyle wolnego rynku ile można, dopuszczając wszakże dowolnie brutalne wejście państwa w niektóre obszary gospodarki. Brutalne wejście nie oznacza regulacji i ograniczeń, mnie chodzi na przykład o wejście na rynek budownictwa mieszkaniowego z wykorzystaniem zasobów i możliwości państwa, bez nadmiernej dbałości o interesy innych graczy.

Po drugie, sytuacja dzisiejsza jest zasadniczo różna od tej dziewiętnastowiecznej. Wtedy następowała szybka akumulacja kapitału kosztem pracowników i w warunkach sterowania rynkiem, szczególnie zakresem jego otwarcia, przez państwo. Twierdzenie o państwie - stróżu nocnym rzecz bardzo upraszcza. Choćby ustawy zbożowe w Wielkiej Brytanii, cła, założenia merkantylizmu, każą sądzić, że ów stróż nocny pracowicie wspierał własną gospodarkę oraz przedsiębiorców - czyli tylko jedną stronę na rynku pracy. U nas akumulacja też była, choć ograniczona i nie następowała na terytorium państwa, które przecież nie istniało. Znaczną część kapitału ciągle traciliśmy przez wojny przetaczające się przez nasze terytorium- zaczynając od szwedzkiego potopu. Co jakiś czas diabli brali, tworzone z mozołem, więzi gospodarcze - najlepiej to widać na przykładzie Łodzi.
W zaborze rosyjskim łódzki przemysł włókienniczy szybko się rozwijał, po uzyskaniu niepodległości wymiana handlowa z Rosją (ZSRR) prawie przestała istnieć - Łódź upadała. Po II wojnie znowu ożyła, by po roku 1989 upaść znowu.

Błędy popełnione po 1989 roku, spowodowały zresztą upadek lub znaczne ograniczenie produkcji szeregu gałęzi przemysłu. Tworzące się z mozołem kadry inżynieryjno -techniczne, zespoły konstruktorów i projektantów rozpierzchły się. W przemyśle stoczniowym przynajmniej biura projektowe zdołały się odtworzyć, są też chyba liczący się polscy projektanci mebli. Gdzie indziej ( w przemyśle elektronicznym np. ) nie ma tak dobrze, tym bardziej, że zagraniczni właściciele mają swoich konstruktorów u siebie.

By dogonić Niemcy musimy mieć parę firm oznaczeniu międzynarodowym. Jaki sposobem miałyby one powstać? Wielkie firmy ponadnarodowe potrafią pilnować swoich interesów. Polska rozwijająca się firma, wykonująca zadanie dla państwowego urzędu, może być oskarżona przed polska opinią publiczną, że źle to robi, błędy popełnia, nie wyrabia się i już droga otwarta dla złożenia zamówienia w firmie zagranicznej. Jak polska firma może się rozwijać? Przecież nie na rynkach zachodnich.

Musimy oferować produkty i usługi uznane za markowe ( na tych z niższej półki za wiele zarobić się nie da). Ostatnio nawet z marką Polski jest kłopot. Konsument zagraniczny może uznać, że z Polską jest coś nie tak, nie wnikając o co chodzi.

Czy możemy przestać być krajem peryferyjnym (pół-peryferyjnym)? Nie widzę dziedziny, w której staniemy się centrum. Przeładunki w polskich portach morskich (2015): Gdańsk 32,3 mln ton; Gdynia 19,41 mln ton, Szczecin i Świnoujście 23,4 mln ton. Razem 75,11 mln ton. W Hamburgu: 137,8 mln ton. Liczba pasażerów na lotniskach w Polsce (2014): ponad 27 mln osób. Na lotnisku we Frankfurcie nad Menem: 60 mln pasażerów. Turystów zagranicznych w Polsce: ponad 16 mln; w Niemczech: 71 mln.
Nowe technologie? Pojedyncza technologia niewiele zmienia, trzeba mieć nowy produkt, a do tego niezbędny jest szeroki front fachowców, dysponujących stosownym zapleczem. Sypnięcie groszem państwowym uczelniom i instytucjom badawczym nie uruchomi innowacyjności sensu stricto. Najwyżej innowacyjność w zdobywaniu funduszy.
Literatura: w zestawieniach światowej znaleźć czasem można Quo Vadis Sienkiewicza i twórczość Lema. Zresztą wybitni pisarze, a też świetnie sprzedający się pisarze i inni twórcy pojawiają się w centrum i na peryferiach.
Film: pewnie cała Europa, zjednoczona filmowo, nie pokonałaby Hollywood. Mamy fachowców od filmów animowanych, tylko chyba scenarzystów brakuje.
Sport: kluby angielskiej Premier League dostaną w ciągu trzech lat ponad 3 miliardy funtów tylko za sprzedaż zagranicę praw telewizyjnych. To ponad 16,5 miliarda zł. Legia Warszawa w ciągu 18 miesięcy 2013/2014 roku uzyskała przychody z działalności podstawowej w wysokości 138 mln zł, przy kosztach 165 mln zł. Wiele prywatnych klubów jest sponsorowanych przez samorządy (Legii to nie dotyczy).
Społeczeństwo: tworzymy marne społeczeństwo. Moim zdaniem, wcale nie jesteśmy indywidualistami, jedynie nie potrafimy działać zespołowo. Nasz nacjonalizm to zaściankowość raczej niż nacjonalizm.

Podsumowując: tylko siadłszy płacz. Aż do końca naszego świata będziemy tu, gdzie jesteśmy teraz? Niekoniecznie. Teoretycznie, możemy coś osiągnąć jeśli zasadniczo zmienimy siebie i nasze myślenie o nas.
Szwajcarzy ostatnio odrzucili w referendum pomysł, by każda dorosły Szwajcar otrzymywał miesięcznie od państwa 2500 franków. Aż 78 procent głosujących nie chciało dostawać pensji , za to że żyją. Oni w ogóle są bardzo dziwaczni. Kim jest prawdziwy Szwajcar - katolikiem, protestantem? Jaki językiem się posługuje? Kto to widział, by w kraju zamieszkałym przez trochę ponad 8 milionów ludzi, wprowadzać aż cztery języki urzędowe? Jak to możliwe, że mimo znacznych różnic kulturowych, Szwajcarzy czują się wspólnotą i tworzą wspólnotę?

Może przeglądnijmy się w Szwajcarii jak w lustrze i spróbujmy zrozumieć co tworzy prawdziwą siłę społeczeństwa, narodu, państwa? Ja nie wiem, na razie, co ją tworzy. Sądzę jedynie, że większość naszych mniemań o nas, o Polsce, polskiej historii, potencjale, możliwościach, to wyłącznie mniemanologia. Która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

niedziela, 5 czerwca 2016

Program społeczno - gospodarczy PiS. Szanse i zagrożenia

Programy PiS w sferach społecznej, gospodarczej i finansowej mogą zapewnić Polkom i Polakom wzrost poziomu życia, czego partii rządzącej życzę.* Jednocześnie kierownictwo PiS, na zasadzie: czyja władza, tego religia usiłuje chyba wprowadzić obowiązek posiadania jedynie słusznego światopoglądu, czego sobie stanowczo nie życzę.

Ruiny fabryk bywają rezultatem zbyt otwartego rynku.
Już wprowadzony program Rodzina 500 Plus, sygnalizowany program budowania mieszkań na wynajem - Mieszkanie Plus, zwiększenie liczebności armii*, koncepcja uproszczenia procesu płacenia danin państwu, jeśli ich myślą przewodnią będzie inwestowanie, a nie rozdawnictwo i proste wydawanie pieniędzy z budżetu , mogą spowodować wzrost PKB**, przekładający się na wzrost dochodów ludności. Inwestowanie powinno przynieść wzrost dochodów budżetu, przez poszerzenie bazy podatkowej. Kluczowy jest tu chyba wzrost inwestycji prywatnych, a on od paru lat nie jest imponujący. Co prawda, obliczany przez KE, ogólny wskaźnik optymizmu (ESI) polskich konsumentów i przedsiębiorców rośnie, ale nie dotyczy to przemysłu. Indeks optymizmu polskich przedsiębiorców , według danych Pracodawców RP, wręcz maleje.

Tymczasem programy PiS mogą być sukcesem jedynie jeśli wzrost dochodów budżetu pokryje, a najlepiej przewyższy kolejne wydatki. Przy czym wzrost dochodów budżetu osiągnięty prostym wzrostem podatków zwiastował będzie raczej porażkę. Bo to przelewanie z pustego w próżne i to stratne. Chyba, że państwu uda się zebrać część pieniędzy wypływających z Polski, co wydaje mi się problematyczne.

Wydatkowanie dodatkowych środków z budżetu wykonywane i planowane przez PiS można nazwać (społeczną) dźwignią finansową. Operacja ryzykowna, której powodzenie zależy trochę od szczęścia. Bo na sytuację zewnętrzną zbyt wielkiego wpływu nie mamy. Ale, moim zdaniem , lepiej ryzykować niż obserwować jak Polska pogrąża się w ogólnym marazmie, a Polki i Polacy, szczególnie młodzi i aktywni, nie widzą w kraju żadnych perspektyw dla siebie.

Największe zagrożenie dla tej operacji PiS może, moim zdaniem, mimochodem powodować … część kierownictwa partii rządzącej. Kierującego się raczej ideologią, niezbyt rozumiejącego potrzeby gospodarki. Na przykład pan Kaczyński ostatnio stwierdził, że Korea Południowa mogła rozwinąć się tak dynamicznie dzięki suwerenności. Tyle tylko, że oni, czyli PiS, najwyraźniej przez suwerenność rozumieją nieuleganie żądaniom zmiany obyczajowości, nieuleganie naciskom odnośnie przyjmowania imigrantów i odrzucanie pouczeń na temat reguł demokracji. Ignorują suwerenność gospodarczą i finansową, a to ona, moim zdaniem, była podstawą sukcesów Korei Płd. Jej władze, przez dłuższy czas, stosowały elementy merkantylizmu, chroniąc własny przemysł i własny rynek. Dzisiaj taka polityka jest raczej niewykonalna, zważywszy na globalizację oraz wielką ilość umów międzynarodowych (nie tylko traktatów tworzących UE) podpisanych przez Polskę.

Nasz rynek jest otwarty, a rynek państwa którego przemysł został zdegradowany do roli podwykonawcy i trzeba go odbudować, nie może być otwarty. Bo przyjdą wielcy kapitaliści i zjedzą naszych małych kapitalistów. Zamknąć otwarcie rynku nie możemy - złamiemy szereg umów i narazimy się wielkim korporacjom, a one mogą nam skutecznie zaszkodzić. Trzeba sprytnie ograniczać dostęp do segmentów rynku - korzystając zresztą z pomysłów innych państw, także członków UE (polskie firmy nie zdobywają zbyt wielu kontraktów w państwach zachodnich).
Ideologiczna chęć uniezależnienia się od Rosji w zakresie surowców energetycznych, może skutkować wyższymi kosztami pozyskania tych surowców gdzie indziej, czyli spadkiem konkurencyjności polskiej gospodarki. Komu, na przykład, Police sprzedadzą produkty wytworzone z drogiego gazu? Dywersyfikacja - jak najbardziej, bo zwiększa bezpieczeństwo i polepsza pozycję negocjacyjną, ale uniezależnienie od Rosji, wynikające jedynie z rusofobii, oznacza uzależnienie od kogoś innego i zgodę na wyższe ceny.
Do programów sprzyjających rozwojowi zupełnie nie pasuje koncepcja obniżenia wieku emerytalnego. Przyszłych emerytów to ucieszy, ale na dzisiaj spowoduje pogorszenie relacji między przychodami a wydatkami ZUS ( w 2016 roku budżecie zarezerwowano ponad 45 mld zł dla ZUS) i może zaniepokoić inwestorów.
Pan Kaczyński chyba nie potrafi przestać stygmatyzować ludzi - ostatnio nazwał demonstracje KOD i (chyba) wojnę o TK , rebelią. Bezwzględność, z jaką Prezes manipuluje słowami i wyrażeniami, by jak najgorzej opisać przeciwników i ich działania, prawdopodobnie przyczynia się do plemiennego podziału Polski oraz pogłębia ów podział. Mógłby już zamienić hasło "kto nie z nami, ten przeciwko nam" na hasło "kto nie przeciwko nam, ten z nami". Ma władzę i poparcie, a opozycja jest słaba i gdyby nie wojna o TK, osłabłaby jeszcze bardziej.
Na dłuższą metę PiS - partia rządząca Polską, a nie tylko swoimi fanami i zwolennikami, nie może sobie pozwolić na jałową wojnę między, sztucznie stworzonymi, polskimi plemionami. Wyobraźmy sobie dowodzącego armią, który szczuje jednych żołnierzy swojej armii na drugich. Czy taka armia zdoła wygrać jakąkolwiek bitwę?

Jeśli program społeczno - gospodarczy PiS ma być sukcesem, potrzebuje ściśle współpracującego zespołu ludzi, kierującego jego wdrażaniem. Pojedyncza osoba, dowolnie wybitna, sobie nie poradzi. Czy taki zespół istnieje lub może powstać? Na razie niewiele na to wskazuje. Partią rządzi prezes, nie dysponujący sztabem. Ale podejmujący istotne decyzje personalne i inne. Premier Szydło chyba nie należy do ścisłego kierownictwa PiS. Jaki ma posłuch wśród podwładnych ministrów i czy może skutecznie kierować pracą całego rządu, nie wiem. Sądzę, że niektórzy ministrowie działają poza zespołem. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że państwo to jedna struktura, składająca się z wielu segmentów tylko pozornie od siebie niezależnych.

Sumując napisane: program społeczno - gospodarczy PiS ma, moim zdaniem, szanse na sukces. Jednak , by tak się stało, PiS musi osiągnąć organizacyjną, kompetencyjną i mentalną zdolność do jego realizacji.

*Według raportu "Kierunki 2016" DNB i Deloitte, jeśli Polska ma osiągnąć w 2050 roku 75% PKB Niemiec na osobę, średnie realne tempo wzrostu PKB u nas musi wynieść 2,4%. Średnia stopa inwestycji w polskiej gospodarce nie może być niższa niż 22% PKB. Ponieważ średnia stopa oszczędności w latach 1995 - 2014 wyniosła 18% PKB, zabraknie co roku kapitału odpowiadającego 4% PKB. Czyli ponad 19 mld dolarów (nominalny PKB według CIA), na dziś ponad 73 mld zł. To tylko jeden z problemów.

**Lepiej mieć większą liczebnie armię niż większą armię urzędników.

***PKB obliczane np. metodą sumowanie wydatków: PKB= C(k)+I(k)+G(k)+E(k) gdzie C(k) to wydatki, na dobra konsumpcyjne (produkty i usługi ) wytwarzane w kraju; I(k) wydatki na krajowe dobra inwestycyjne; G(k) wydatki rządowe na wytwarzane w kraju finalne produkty i usługi, z wyłączeniem płatności transferowych (500+ należy potraktować jako wydatek transferowy); E(k) wydatki zagranicy na krajowe dobra eksportowe. Przy takim liczeniu (choć to formuła bardziej teoretyczna niż praktyczna) zakup np. Caracali nie powoduje wzrostu PKB. Ale i tak poza uzyskanymi liczbami pozostaje np. wypływ części PKB zagranicę.