
Ponura droga naprzód. Zdjęcie Marii.
Czyli wyborcy w miarę zamożni głosują za utrzymaniem status quo, wyborcy niebogaci chcą zmian. To, o czym decydują w głosowaniu wyraźnie nie ma dla nich znaczenia. Ktoś powie: nieprawda, biedni wiążą swoje położenie z UE, a konkretnie z napływem imigrantów. Moim zdaniem wiążą, bo takie powiązanie im wskazano i oni w nie uwierzyli. Gdyby decydowali w głosowaniu o czymś innym, uwierzyliby że jedna z opcji ma związek z ich sytuacją życiową.
Jeżeli tak jest, to rozważania o sposobach poprawienia demokracji, w celu zwiększenia u elektoratu poczucia wpływu na zarządzanie państwem czy miastem dotyczą może pięciu, a może piętnastu procent tegoż elektoratu. Pozostałym, niestety znacznej większości, wystarczy hasłowo uświadomić że sprawy źle się mają ( lub mogłyby wyglądać lepiej), wskazać winnych i zasugerować istnienie prostych rozwiązań, które sugerujący zastosują. Dotychczas sądziłem, że powyższą koncepcję da się zastosować jedynie w młodych i bardzo młodych demokracjach, a tu okazuje się, że w dowolnie starych też to działa. To znaczy, że od zawsze lub od pewnego czasu ( bardziej prawdopodobne wydaje mi się to drugie - od czasu likwidacji cenzusu majątkowego) suweren to raczej stado baranów poszukujące i wymagające pasterza.
Zaś pasterz praktycznie już nadchodzi. Nie jakiś dyktator czy ukochany przywódca - algorytmy nadchodzą. Na podstawie ich prognozy, Cortana Microsoftu prawidłowo wskazała 21 z 24 tegorocznych zdobywców Oscarów. Osiągalne wydają się być programy, skonstruowane na podstawie odpowiednich algorytmów, wskazujące najskuteczniejsze, hasłowe "związki przyczynowo - skutkowe" ( w których nie chodzi o logikę, opis rzeczywistości i tym podobne dyrdymały) pozwalające wygrać wybory i referenda. Oraz programy sugerujące "właściwy" wybór (wykorzystujące np. podpowiedzi wyszukiwarek). Skuteczność prognozowania algorytmów opartych na statystycznej analizie nieprawdopodobnej ilości danych może być bliska 100 procentom. A to znaczy, że ludziom - wyborcom, konsumentom, będzie się tylko wydawać, że o czymś decydują. Z drugiej strony - żaden algorytm nie "wymyśli" szczęśliwego czy tylko zadowolonego z życia społeczeństwa, jeśli to pojęcie nie zostanie zawarte i zdefiniowane w programie. (Można próbować zaprogramować dążenie do optymalizacji poszczególnych algorytmów tworzących całość, ale coś takiego lepiej wysadzić w powietrze, nim zacznie działać).
Recepty na szczęśliwe społeczeństwo nikt nie ma. Najbardziej przeszkadza w jego zbudowaniu nieograniczoność ludzkich potrzeb. Nie ma też żadnych możliwości istotnej poprawy materialnego poziomu życia całego czy znacznej części społeczeństwa, w czasie paru dziesiątków lat. Policzmy: dochód dzisiejszy osoby 1500 zł, niech rośnie o 1% rocznie (więcej nie urośnie, raczej mniej, jeśli ma być dla każdego po równo), za dwadzieścia lat: 1830 zł. Świetlana perspektywa to nie jest. Co innego, gdyby dochód rósł o cztery procent rocznie - po dwudziestu latach uległby podwojeniu (3286 zł). PKB musiałby wtedy rosnąć dwucyfrowo - intuicyjnie o szesnaście procent rocznie, co jest skrajnie mało prawdopodobne, zresztą skąd wziąć środki na finansowanie takiego wzrostu? Trochę przyspieszenia mogłoby dać inwestowanie w kapitał ludzki - ale to oznacza wyszukiwanie zdolnych i ich intensywne oraz kosztowne kształcenie, co raczej nie spodobałoby się większości. Innowacyjność (stały postęp technologiczny) jest podstawą długookresowego wzrostu gospodarczego - tylko jak ją uruchomić u nas?
Czemu, pisząc o Brytyjczykach, płynnie przeszedłem do Polski? Bo jeśli znaczna część obywatelek i obywateli UK nie akceptuje swojego statusu materialnego, to co my mamy powiedzieć? Wygląda na to, że na świecie (przynajmniej zachodnim) rośnie zniecierpliwienie sytuacją, a podstawowe źródło owego zniecierpliwienia stanowi brak akceptacji jakości swojego życia (nie tylko poziomu materialnego) oraz niepokój odnośnie przyszłości, dzielone przez znaczną liczbę ludzi.
Przy czym ani masy ludzkie, ani ich przywódcy nie potrafią przetworzyć tego zniecierpliwienia i niepokoju w siłę napędzającą zmiany korzystne dla większości. Jedni przywódcy proponują powrót do starych, niedobrych czasów, inni uporczywie chcą iść naprzód, nie zważając na brak akceptacji ludności dla ich pomysłów. W sumie, jakoś to będzie, bo zawsze jakoś jest. Choć mogłoby być lepiej.
*Marlow, w Ziemiance Polskiej, obiecał rozwinąć niektóre tematy.



