
Władysław Jagiełło, król Polski z Litwy. Świetna decyzja ówczesnych polskich elit. Szkoda, że takich decyzji było tak niewiele.
Te i parę innych drobiazgów, choćby interpelacja posła od Kukiza na temat nazw pociągów PKP, promujących komunizm i okultyzm, nie oznaczają pobytu naszego, zbiorowego w zakładzie zamkniętym, choć np. p. Rafał Woś propaguje teorię trzech psychiatryków.* Pierwszy tworzą fani PiS, drugi antypisowcy, a trzeci ludzie zachowujący do obydwu poprzednich dystans oraz poczucie wyższości. Zwani też marynarzami lub pożytecznymi idiotami PiS-u. Wydaje mi się to jednym z uogólnień ludowo- inteligencko - polskich. Nic nie znaczącym i sprowadzającym dyskusję w przestrzeni publicznej do wzajemnego obrzucania się, czym kto może i potrafi. Mnie irytuje w niej najbardziej stadność i brak zdolności wielu jej uczestników do określenia kryteriów własnych wyborów.
Spytajcie Państwo, na przykład, zagorzałego fana PiS: czego osobiście oczekuje od swojej ukochanej partii ? Jakie jego interesy może PiS zrealizować? Gdy ja pytam, następuje zwykle dość długie milczenie, zanim padnie jakaś odpowiedź. Czyli część z nas nie potrafi, w miarę świadomie, wybrać partii, którą wspiera. Jesteśmy kibicami tylko, a nie świadomymi uczestnikami gry. Dla kibiców, zwycięstwa ukochanej drużyny, to często ersatz ich sukcesów życiowych. Przecież zdobycie tytułu czy pucharu przez nią ani na jotę nie zmienia sytuacji życiowej kibiców. Zupełnie podobnie wygląda kibicowanie partii politycznej. Nieważne jak rządzi, ważne że wygrała. Że nasi wygrali. Choć w podświadomości takich wyborców jakieś pragnienia tkwią.
Pewnie prezes PiS znał je lepiej ode mnie, gdy unieważnił przesłanie Prezydenta RP odnośnie wybaczania. Istotna część elektoratu PiS prawdopodobnie nie chce chrześcijańskiego wybaczania, woli katolicką zemstę.** Zemstę za całokształt, na rzeczywistych , mianowanych i domniemanych wrogach. Na sąsiedzie, któremu lepiej się powodzi, na koledze ze szkoły lepszym z matematyki i w biegach przełajowych też, na, brylujących w mediach, niewłaściwych ludziach - resortowych dzieciach. Niech tych wszystkich cwaniaków i złoczyńców dosięgnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej! Ważne jest też, by utrudnić im głoszenie wrażych, czyli innych niż nasze poglądów.
Nawiasem, moim zdaniem, my, Ziemianie jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym innym niż głosi Biblia: nieprzemożną chęcią narzucania innym swoich poglądów, spotęgowaną łatwością uznawania władzy paranoików. Nie tylko religijnych. Dlatego od zarania dziejów prowadzimy wiele kretyńskich wojen i robimy wszystko, by było nam źle na tym najlepszym ze światów (nie Leibniza lecz jedynym).
Wracając: chęć zemsty zresztą, byłaby i tak, w miarę racjonalnym kryterium wyboru. Obawiam się, że my tkwimy stadami w jakichś wirtualnych światach i to każde stado w swoim, niekompatybilnym z innymi. Bo tylko taki stan tłumaczy łatwość tworzenia wrogich sobie obozów w społeczeństwie prawie jednorodnym etnicznie, rasowo, kulturowo. Obozy demonstrują wrogość wzajemną, oskarżając się o zdradę i inne zbrodnie, za które dawnej wieszano. Ktoś z zewnątrz, oglądając ów żałosny spektakl, mógłby sądzić, że jeden obóz stanowi śmiertelne (dosłownie) zagrożenie dla drugiego. Tymczasem, gdyby spędzić w ustronne miejsce najbardziej wrzaskliwych , miotających najcięższe oskarżenia przedstawicieli obozów (nie polityków, oni mogą mieć interes w podgrzewaniu wrogości) i usilnie dopytać się o co im konkretnie chodzi, pewnie nie potrafiliby tego wyjaśnić. To widać w kłótniach towarzyskich. Ludzie wrzeszczą na siebie, bo jeden jest zwolennikiem PiS, dlatego że PiS jest dobre, a drugi to antypisowiec - dlatego, że PiS jest niedobre. Zwracam uwagę: to nie jest podział PiS kontra PO, tylko właśnie PiS kontra Anty -PiS. Sugerujący słabość partii opozycyjnych.
W opisanej sytuacji istnienie trzeciego psychiatryka jest bardzo pożądane, ale daleko niewystarczające. Potrzeby jest głos elit. Ludzi dysponujących jakimś autorytetem społecznym. Próbujących uświadomić masom (wcale nie aż tak masowym), że nie wiedzą i nie rozumieją, dlaczego właściwie mają za wrogów swoich, zaledwie politycznych, oponentów. Że zbyt serio biorą wirtualne, wręcz baśniowe światy, tworzone przez polityków, dyżurnych ideologów, paranoików i innych. Że mają konkretne potrzeby i konkretne interesy, których powinni pilnować, bo nikt za nich tego nie zrobi. Pytanie tylko czy takie, naprawdę polskie***, elity w ogóle u nas istnieją ?
*Wyznania pożytecznego idioty
**To taki, ponury, żart
***Pojęcia: prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci, prawdziwe elity są już w użytkowaniu.
Ja bym, mimo wszystko, stawiał jednak na edukację, nie bezpośrednio na elity. Oczywiście elity, w sensie osób szczególnie dobrze przygotowanych pod względem teoretycznym i praktycznym, i jednocześnie wykazujących oznaki zdrowego rozsądku, powinny mieć wpływ na określenie procesu edukacji i materiałów edukacyjnych.
OdpowiedzUsuńTeż mi się podoba pomysł, żeby elity usiłowały tłumaczyć masom kwestie zdrowego rozsądku i praktycznego podejścia do rzeczywistości, ale widzę potencjalne niebezpieczeństwo i potencjalny paradoks.
Niebezpieczeństwo polega na tym, że masa nie lubi, kiedy jej się tłumaczy, że nie postępuje racjonalnie. Urażenie uczuć masy źle się kończy dla tłumaczących...
Paradoks zaś polega na tym, że tłumaczący mówią coś w rodzaju "musicie przestać wierzyć w to, co mówią demagodzy, i uwierzyć w to, co my wam mówimy." Wobec braku przygotowania mas do posłużenia się zdrowym rozsądkiem i logiką*) , to jest w sumie propozycja zastępowania jednej wiary inną, co natychmiast zostanie zdyskredytowane przez demagogów.
Z tym, że zgadzam się - warto to robić, bo cześć masy nie jest wcale tak bardzo umasowiona, jeno pozbawiona wyboru. Ale trzeba też tę część zwiększać.
Może więc, niech co odważniejsi i co bardziej charyzmatyczni przedstawiciele elit próbują z masą rozmawiać, ale jednocześnie ta cała reszta niech trochę się przyjrzy takiemu problemowi - dlaczego w XXI wieku typowy nauczyciel liceum zniechęca uczniów do wyrażania odrębnego zdania i kwestionowania zaleconych interpretacji? **)
:-(
________________
*) Kiedyś myślałem, że rozróżnienie logiki i zdrowego rozsądku tworzy tautologię. O, jakże się myliłem...
**) Między innymi dlatego, że wie, iż obleją za to maturę...
Oczywiście, edukacja to grunt.Ale na zmiany trzeba stu lat z okładem.Najpierw musieliby się pojawić politycy z, w miarę otwartymi, umysłami,rozumiejący potrzebę zmian. Potem urzędnicy MEN, potrafiący opracować stosowne podstawy programowe. Następnie nauczyciele, odpowiednio wykształceni i zmotywowani.Do tego czasu kaktusy wyrosną na moim grobie. Tłumaczenie masom wprost, że źle myślą i czynią byłoby, oczywiście, bezcelowe.Od wymyślenia odpowiednich technik przekazu oraz ich zastosowania są właśnie elity. To nie jest skomplikowany i nierozwiązany problem, przecież nikt nie próbuje stosować reklamy typu: "kupujcie, bo ja chcę zarobić".Nauczyciele zniechęcają uczniów, zresztą ,jak piszesz, gdyby tego nie czynili to uczniowie oblaliby maturę, ponieważ cały proces nauczania oparty jest u nas na koncepcjach teologii katolickiej. Poszukuje się uzasadnień do, z góry założonej, tezy. Tak mi się przynajmniej wydaje. To mocno ogranicza swobodę myślenia i innowacyjność. Nawet ateiści nie zdają sobie u nas sprawy, że posługują się schematami wiary naszej powszechnej. Szczęść, bogini!
UsuńOj tam, zaraz kaktusy. Nie przesadzajmy z tym globalnym ociepleniem.
OdpowiedzUsuń;-D
Co do reszty muszę się zgodzić...
(PS. Bogini właśnie kazała przekazać podziekowania!)
"Potrzeby jest głos elit."
OdpowiedzUsuńTy mnie w to,drogi Henryku,nie mieszaj.