niedziela, 24 kwietnia 2016

Polska polityka historyczna, czyli bujanie w obłokach

Żołnierzy polskich, walczących na wschodzie usiłujemy wykreślić z pamięci. Bo zniewolenie przynieśli. O żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, zapominamy. Jeszcze chyba tli się pamięć o tych spod Monte Cassino. Niektórzy wyraźnie usiłują zbudować swój mit założycielski na żołnierzach podziemia, uczestniczących w wojnie domowej w Polsce po drugiej wojnie światowej. Szacunek dla nich to jedno, ale mit założycielski? Co wojna domowa w Polsce zmieniła w kraju czy w Europie? Kogo, za granicą, ona obchodzi?

Ci dwaj z lewej podobno usiłowali powstrzymać... Stalina. Prawie im się udało. Źródło:Wikipedia. Bundesarchiv, Bild 183-R69173
Korzystając z naszego dziwacznego wycofania się, połączonego z nieudolnym i niefrasobliwym oskarżaniem wszystkich o wszystko, różni publicyści , politycy, a nawet naukowcy zagraniczni, usiłują nam dorabiać gębę co najmniej współodpowiedzialnych za wybuch II wojny światowej, Holocaust i co tam im jeszcze wpadnie do głowy. Odwracając role państw, narodów, społeczeństw, w przygotowaniu, rozpętaniu wojny, udziale w niej, udziale w zorganizowanym, przemysłowym mordowaniu Żydów oraz, częstokroć, przypisując własne winy nam, hulają w przestrzeni, najwyraźniej porzuconej przez polskich intelektualistów. Porzuconą przestrzeń zajmują, z naszej strony, obrońcy dziewictwa Narodu Polskiego, negujący istnienie jakichkolwiek wad i plam na wizerunku tegoż Narodu. To, oczywiście, dodaje wigoru oskarżycielom. Co gorsza, powoduje utratę wiarygodności polskich tez w oczach dość szerokiej międzynarodowej opinii publicznej. Czy w Polsce nie ma historyków, potrafiących przygotować dziesięciozdaniową koncepcję polskiej polityki historycznej?
(Polityka historyczna, to praktycznie propaganda, która historię przedstawia w sposób uproszczony, korzystny dla przedstawiającego). Przecież żadne polskie organizacje nie brały udziału w Holocauście. Owszem, był w Polsce antysemityzm, pogromy Żydów, nawet po wojnie, ale z Holocaustem to nic wspólnego nie miało. Żadne polskie jednostki wojskowe nie uczestniczyły, u boku Niemców, w wojnie z Francją czy z ZSRR. Tymczasem inni mogą się "poszczycić" wcale licznym udziałem w Waffen SS, a nawet obsługą obozów śmierci . Układ monachijski, moim zdaniem, stanowiący jeden z najgłupszych popisów polityków Francji i Wielkiej Brytanii, też nie był dziełem Polski. I tak dalej.

Naszym problemem jest, jak zwykle zresztą, ideologiczne zacietrzewienie. Ale na coś się trzeba zdecydować. Czy polityka historyczna ma mieć wersje: krajową i eksportową? Mamy być narodem bitym czy bitnym? Biorącym czynny udział w wydarzeniach czy zajętym jedynie wewnętrznymi kłótniami i wojowaniem? Zamkniętym dla obcych oraz dla Polaków gorszego sortu czy otwartym (co nie znaczy: wpuszczającym na swoje terytorium wszystkich, jak leci).

Na razie, bardzo źle się dzieje w państwie polskim. Wrogie obozy wojują ze sobą, przy czym opozycja posiłkuje się wsparciem zza granicy. To wsparcie bywa nic niewarte (rezolucja PE) i wpędza opozycyjną PO do politycznego grobu. Do którego PO może też zabrać rzeczy istotne dla Polek, Polaków i Polski. Za to przywódcy PiS nie ustają w sortowaniu Polek i Polaków, nie troszcząc się wcale o skutki sortowania.

Niektórzy twierdzą, że polityka historyczna w wykonaniu PiS powiela model rosyjski. Moim zdaniem, istnieje tu fundamentalna różnica. ZSRR naprawdę zwyciężył w II wojnie światowej i polityka historyczna Rosji skupia się na tworzeniu nieskazitelnego wizerunku tego zwycięstwa oraz takiegoż wizerunku niezwyciężonej Armii Czerwonej. Natomiast nasi ideolodzy, przywołując przegrane powstanie i nie mające żadnego wpływu na przyszłość wydarzenia, muszą zaklinać rzeczywistość. Zaklinanie rzeczywistości nie ujdzie uwagi ludzi młodych, potrafiących samodzielnie myśleć i zdobywać wiedzę. Czyli predestynowanych do bycia elitą.

Czy oni zaczną tworzyć własny mit założycielski, zignorują Polskę, zajmując się jedynie własnym życiem, zrobią coś innego? Nie wiem. Sądzę natomiast, że dobrze byłoby w końcu odejść od, obawiam się, typowego dla nas, bujania w obłokach. Do którego zaklinanie rzeczywistości się sprowadza. Choć może postulat ten nie ma to większego znaczenia, bo kolejne pokolenia wszelkie przekazy oparte na historii uznają po prostu za nieistotne?

sobota, 16 kwietnia 2016

Czy istnieją (naprawdę) polskie elity?

Wydaje mi się, ze jeszcze nie jesteśmy w, choć być może już lecimy nad kukułczym gniazdem. Pewne oznaki są. Na przykład, ktoś z nowej komisji badającej oczywisty zamach w Smoleńsku, oświadczył był niedawno, że tutka rozpadła się w powietrzu. Bardzo błyskotliwy fachura. Albo PiS najpierw zaprasza tych z Wenecji, a następnie nie przyjmuje do wiadomości ich opinii. Czy też odwołują dyrektora stadniny, będącej polską wizytówką i mianują na jego miejsce fachowca od liczenia pieniędzy, których nie ma ( to tak, jakby mianować ordynatorem neurochirurgii dowolnie wybitnego literaturoznawcę). Albo odwołują dyrektora Instytutu Książki z powodu przeczytania w 2015 roku, jedynie przez 37% Polek i Polaków choćby jednej książki (pewnie dlatego telewizja Trwam dostała 140 tys. zł na promocję literatury i czytelnictwa).

Władysław Jagiełło, król Polski z Litwy. Świetna decyzja ówczesnych polskich elit. Szkoda, że takich decyzji było tak niewiele.
Te i parę innych drobiazgów, choćby interpelacja posła od Kukiza na temat nazw pociągów PKP, promujących komunizm i okultyzm, nie oznaczają pobytu naszego, zbiorowego w zakładzie zamkniętym, choć np. p. Rafał Woś propaguje teorię trzech psychiatryków.* Pierwszy tworzą fani PiS, drugi antypisowcy, a trzeci ludzie zachowujący do obydwu poprzednich dystans oraz poczucie wyższości. Zwani też marynarzami lub pożytecznymi idiotami PiS-u. Wydaje mi się to jednym z uogólnień ludowo- inteligencko - polskich. Nic nie znaczącym i sprowadzającym dyskusję w przestrzeni publicznej do wzajemnego obrzucania się, czym kto może i potrafi. Mnie irytuje w niej najbardziej stadność i brak zdolności wielu jej uczestników do określenia kryteriów własnych wyborów.

Spytajcie Państwo, na przykład, zagorzałego fana PiS: czego osobiście oczekuje od swojej ukochanej partii ? Jakie jego interesy może PiS zrealizować? Gdy ja pytam, następuje zwykle dość długie milczenie, zanim padnie jakaś odpowiedź. Czyli część z nas nie potrafi, w miarę świadomie, wybrać partii, którą wspiera. Jesteśmy kibicami tylko, a nie świadomymi uczestnikami gry. Dla kibiców, zwycięstwa ukochanej drużyny, to często ersatz ich sukcesów życiowych. Przecież zdobycie tytułu czy pucharu przez nią ani na jotę nie zmienia sytuacji życiowej kibiców. Zupełnie podobnie wygląda kibicowanie partii politycznej. Nieważne jak rządzi, ważne że wygrała. Że nasi wygrali. Choć w podświadomości takich wyborców jakieś pragnienia tkwią.

Pewnie prezes PiS znał je lepiej ode mnie, gdy unieważnił przesłanie Prezydenta RP odnośnie wybaczania. Istotna część elektoratu PiS prawdopodobnie nie chce chrześcijańskiego wybaczania, woli katolicką zemstę.** Zemstę za całokształt, na rzeczywistych , mianowanych i domniemanych wrogach. Na sąsiedzie, któremu lepiej się powodzi, na koledze ze szkoły lepszym z matematyki i w biegach przełajowych też, na, brylujących w mediach, niewłaściwych ludziach - resortowych dzieciach. Niech tych wszystkich cwaniaków i złoczyńców dosięgnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej! Ważne jest też, by utrudnić im głoszenie wrażych, czyli innych niż nasze poglądów.

Nawiasem, moim zdaniem, my, Ziemianie jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym innym niż głosi Biblia: nieprzemożną chęcią narzucania innym swoich poglądów, spotęgowaną łatwością uznawania władzy paranoików. Nie tylko religijnych. Dlatego od zarania dziejów prowadzimy wiele kretyńskich wojen i robimy wszystko, by było nam źle na tym najlepszym ze światów (nie Leibniza lecz jedynym).

Wracając: chęć zemsty zresztą, byłaby i tak, w miarę racjonalnym kryterium wyboru. Obawiam się, że my tkwimy stadami w jakichś wirtualnych światach i to każde stado w swoim, niekompatybilnym z innymi. Bo tylko taki stan tłumaczy łatwość tworzenia wrogich sobie obozów w społeczeństwie prawie jednorodnym etnicznie, rasowo, kulturowo. Obozy demonstrują wrogość wzajemną, oskarżając się o zdradę i inne zbrodnie, za które dawnej wieszano. Ktoś z zewnątrz, oglądając ów żałosny spektakl, mógłby sądzić, że jeden obóz stanowi śmiertelne (dosłownie) zagrożenie dla drugiego. Tymczasem, gdyby spędzić w ustronne miejsce najbardziej wrzaskliwych , miotających najcięższe oskarżenia przedstawicieli obozów (nie polityków, oni mogą mieć interes w podgrzewaniu wrogości) i usilnie dopytać się o co im konkretnie chodzi, pewnie nie potrafiliby tego wyjaśnić. To widać w kłótniach towarzyskich. Ludzie wrzeszczą na siebie, bo jeden jest zwolennikiem PiS, dlatego że PiS jest dobre, a drugi to antypisowiec - dlatego, że PiS jest niedobre. Zwracam uwagę: to nie jest podział PiS kontra PO, tylko właśnie PiS kontra Anty -PiS. Sugerujący słabość partii opozycyjnych.

W opisanej sytuacji istnienie trzeciego psychiatryka jest bardzo pożądane, ale daleko niewystarczające. Potrzeby jest głos elit. Ludzi dysponujących jakimś autorytetem społecznym. Próbujących uświadomić masom (wcale nie aż tak masowym), że nie wiedzą i nie rozumieją, dlaczego właściwie mają za wrogów swoich, zaledwie politycznych, oponentów. Że zbyt serio biorą wirtualne, wręcz baśniowe światy, tworzone przez polityków, dyżurnych ideologów, paranoików i innych. Że mają konkretne potrzeby i konkretne interesy, których powinni pilnować, bo nikt za nich tego nie zrobi. Pytanie tylko czy takie, naprawdę polskie***, elity w ogóle u nas istnieją ?

*Wyznania pożytecznego idioty
**To taki, ponury, żart
***Pojęcia: prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci, prawdziwe elity są już w użytkowaniu.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Polska - zestaw klocków do zabawy?

Państwo pamiętają Obamacare?* Bardzo trudno w tej Ameryce wprowadzić czy zmienić przepisy istotne dla wielu ludzi. U nas można powoływać i likwidować Kasy Chorych, NFZ, rozmaite służby specjalne, planować, ot tak, utworzenie lub likwidację gimnazjów, ZUS i co się tam komu zamarzy. Wystarczy mieć większość parlamentarną . Żeby w USA zostać kandydatem na kandydata w wyborach prezydenckich i innych, trzeba na początek zebrać wokół siebie ludzi i pieniądze. U nas kandydatów na kandydatów mianują z kapelusza prezesa/przewodniczącego partii. Czasem to wychodzi - jak prezydent Duda wyszedł p. Kaczyńskiemu, innym razem wychodzi bokiem - jak Magdalena Ogórek p. Millerowi.

Klocki wszechstronnie rozwijają zdolności i wyobraźnię dzieci. Ale czy długo może istnieć państwo złożone z klocków?

Ponieważ listy kandydatów do Sejmu też układają kierownictwa partii, posłowie stanowią w Polsce jedynie partyjne maszynki do głosowania. Amerykanie nawet z udziałem w głosowaniu mają pod górkę - by zagłosować, muszą się wcześniej zarejestrować. Poza tym ordynacja większościowa sprawia, że w wielu okręgach z góry wiadomo która partia wygra. W ostatnich wyborach prezydenckich wzięło u nich udział poniżej 55 procent uprawnionych, u nas poniżej 49 procent w pierwszej i ponad 55 procent w drugiej turze. Tamtejsi wyborcy dając pieniądze oraz głosy, życzą sobie coś otrzymać w zamian. Rzecz nie tylko w konkretnych życzeniach - przykładem staż p. Moniki Lewinsky w Białym Domu. Moim zdaniem np. rezygnacja prezydenta Obamy z tarczy antyrakietowej, rozwijanej na bazie programu Strategic Defense Initiative Ronalda Reagana , nie wynikała głównie z koncepcji jego polityki zagranicznej. Po prostu pieniądze podatników, po jego zwycięstwie, poszły do innych firm i innych stanów.

U nas sam pomysł wyborów jako umowy na wydawanie pieniędzy podatników, wywołałby pewnie święte oburzenie. Już propozycje, by partie finansowały się same, a nie z naszych podatków, powodują irytację wielu -Przecież to zachęta do korupcji oraz umożliwienie bogatym wpływania na decyzje parlamentu - wołają tacy, mając w (pod)świadomości leninowskie tezy i marzenia o rządzeniu państwem.

Swoją drogą, jeśli o świadomości proletariackiej mowa. Swego czasu liczyłem na SLD. - My, postkomuna, odrzucamy określoną część PRL, natomiast chcemy kontynuować to i tamto. Nie zgadzamy się na rozszabrowanie majątku narodowego stworzonego przez pokolenia - liczyłem, że to będą głosić. Ale oni lękliwie poddali się moralizatorstwu GW, a co gorsza - kierownictwo partii zaczęło wyznawać liberalizm gospodarczy i ekonomię liberalną. Praktycznie w czasach, w których można było skanalizować prywatyzację i przemiany gospodarcze, w sposób korzystny dla ludzi i kraju, nie było liczącej się siły politycznej, przynajmniej głoszącej taką konieczność. To znaczy siła istniała - środowisko Radia Maryja. Ale oni poprzestawali na krytykowaniu złodziejskiej prywatyzacji i koncentrowali się na obronie wartości raczej niż gospodarki. Zresztą, zatrzymanie prywatyzacji niczego nie rozwiązuje. Rzecz w polityce przemysłowej, ale by taką stworzyć potrzeba lat. Bo i kadry na uczelniach należy kształcić i B+ R prowadzić oraz inwestować bez widoków na natychmiastowe zyski.

Nie mamy, tak jak Zachód, względnie trwałych struktur państwa i jego okolic, o społeczeństwie nie wspominając. U nich państwo jest wciąż tylko jednym z elementów (niechby głównym) organizacji społeczeństwa. U nas praktycznie jest jedynym. Na dodatek postępująca klientyzacja , tworzy z ludzi, organizacji i struktur klientów i petentów państwa. Prasa otrzymuje dotacje, żyje też ogłoszeniami państwowych urzędów i spółek. Samorządy otrzymują subwencje i dotacje - np. subwencję ogólną - około 80 mld zł, a w niej subwencję oświatową -ponad 41 mld zł dla wszystkich. Samorządy województw, a też ministerstwa i inne urzędy państwowe mogą przydzielić niektóre środki albo ich nie przydzielić danej gminie czy miejscowości. W zależności od tego , jaka opcja polityczna (nasi czy wrogowie) tam rządzi.

PiS myśli jakby tu pozbawić stanowiska p. Gronkiewicz - Waltz, by zbudować pomnik na Krakowskim Przedmieściu. Spokojnie, ustawą, mogą np. zmienić strukturę samorządów albo podział administracyjny kraju, albo finansowanie. Cokolwiek. Co rozwala, to rozwalą, a pomnik postawią. Gdzie indziej podniósłby się pewnie wrzask, parlamentarzyści, niezależnie od opcji politycznej, niekoniecznie daliby się łatwo przekonać do tego typu rozwiązań. Ale u nas są tylko stada i stadka, kierowane przez pasterzy. Niektórzy pasterze, hierarchowie Kościoła katolickiego, nie potrafią się ograniczyć. Nadarzyła się okazja, to walczą o całkowity zakaz aborcji, nie bacząc jak się takie wciskanie ideologii skończyło gdzie indziej.

Mnie nasz kraj przypomina budowlę z klocków, którą bawią się kolejne dzieciaki z przedszkola nr 6. Nie ma żadnego spoiwa, można dowolnie rozwalać zbudowane i budować od nowa. Dla dzieciaków z przedszkola nr 6, ludzie zamieszkujące te tereny, czyli także zasiedlający owe budowle, są niewidoczni. Są też cisi i pokornego serca, choć pyskować "uogólniając" potrafią. Uogólnienia są zwykle bezwartościowe i bez znaczenia. Każdy może podstawiać pod nie co zechce.

Amerykanie mają łatwiej. Raz, że jednak wciąż liczą bardzie na siebie niż na państwo, dwa że po czterdzieści procent z nich głosuje, chyba od pokoleń, na republikanów lub demokratów. W rezultacie liczą się głosy pozostałych dwudziestu procent, z których większość dokonuje prawdopodobnie wyborów racjonalnych. Zresztą, nawet jak wygra p. Trump, to rewolucji nie zrobi. Prawo stanowi parlament, środki też przydziela parlament, a amerykański parlament nie jest partyjną maszynką do głosowania. Sąd Najwyższy zakwestionuje ewentualne rozwiązania, naruszające prawa obywateli USA i to będzie na tyle. Jedynie w polityce zagranicznej p. Trump może trochę namieszać. A i to raczej w zakresie dyplomacji niż działań, na które USA łożą środki finansowe.

U nas, to co innego. Taki p. Trump mógłby tak poprzestawiać polskie klocki, że nawet Polki i Polacy nie poznaliby własnego kraju. Dlaczego to możliwe? Moim zdaniem, w planie ogólnospołecznym, my werbalnie wielbimy różne Wartości, oni praktycznie, istotne dla nich, wartości cenią. My nie potrafimy często nawet uświadomić sobie naszych interesów, za wyjątkiem interesów grup zawodowych, oni potrafią dostrzec swoje interesy w różnych dziedzinach i kontekstach. Przede wszystkim zaś - wielu z nas wciąż wierzy w baśń o dobrym carze. Wszechstronnie mądrym, niebywale sprawiedliwym, kochającym lud i dbającym o niego. A jeśli nawet nie do końca wierzy w baśń, to z ulgą zrzuci brzemię odpowiedzialności za siebie na czyjekolwiek plecy. Tej postawie sprzyjają zarówno działania państwa jak głoszone przez główne partie ideologie. Poza wszystkim, nie stanowi ona ani spoiwa naszych budowli, ani zapory przeciw ich ciągłej rozbiórce i budowaniu od nowa.* Czy to się kiedyś zmieni? Na razie raczej nie, rezygnacja z odpowiedzialności za swój los jest chyba trendem światowym. Prawdopodobnie wielki wstrząs mógłby rzecz zmienić. ale ja sobie wielkiego wstrząsu nie życzę.

*Oficjalna nazwa: Patient Protection and Affordable Care Act (PPACA). Ustawa weszła w życie w 2010 roku, pełne jej wdrożenie nastąpi w 2020 roku.
**Oczywiście, istnieją budowle i wartości względnie trwałe np. rodzina, religijność, niechęć do nowinek. Ale one są, bo są i nie stanowią spoiwa innych struktur.