
Ci dwaj z lewej podobno usiłowali powstrzymać... Stalina. Prawie im się udało. Źródło:Wikipedia. Bundesarchiv, Bild 183-R69173
Korzystając z naszego dziwacznego wycofania się, połączonego z nieudolnym i niefrasobliwym oskarżaniem wszystkich o wszystko, różni publicyści , politycy, a nawet naukowcy zagraniczni, usiłują nam dorabiać gębę co najmniej współodpowiedzialnych za wybuch II wojny światowej, Holocaust i co tam im jeszcze wpadnie do głowy. Odwracając role państw, narodów, społeczeństw, w przygotowaniu, rozpętaniu wojny, udziale w niej, udziale w zorganizowanym, przemysłowym mordowaniu Żydów oraz, częstokroć, przypisując własne winy nam, hulają w przestrzeni, najwyraźniej porzuconej przez polskich intelektualistów. Porzuconą przestrzeń zajmują, z naszej strony, obrońcy dziewictwa Narodu Polskiego, negujący istnienie jakichkolwiek wad i plam na wizerunku tegoż Narodu. To, oczywiście, dodaje wigoru oskarżycielom. Co gorsza, powoduje utratę wiarygodności polskich tez w oczach dość szerokiej międzynarodowej opinii publicznej. Czy w Polsce nie ma historyków, potrafiących przygotować dziesięciozdaniową koncepcję polskiej polityki historycznej?
(Polityka historyczna, to praktycznie propaganda, która historię przedstawia w sposób uproszczony, korzystny dla przedstawiającego). Przecież żadne polskie organizacje nie brały udziału w Holocauście. Owszem, był w Polsce antysemityzm, pogromy Żydów, nawet po wojnie, ale z Holocaustem to nic wspólnego nie miało. Żadne polskie jednostki wojskowe nie uczestniczyły, u boku Niemców, w wojnie z Francją czy z ZSRR. Tymczasem inni mogą się "poszczycić" wcale licznym udziałem w Waffen SS, a nawet obsługą obozów śmierci . Układ monachijski, moim zdaniem, stanowiący jeden z najgłupszych popisów polityków Francji i Wielkiej Brytanii, też nie był dziełem Polski. I tak dalej.
Naszym problemem jest, jak zwykle zresztą, ideologiczne zacietrzewienie. Ale na coś się trzeba zdecydować. Czy polityka historyczna ma mieć wersje: krajową i eksportową? Mamy być narodem bitym czy bitnym? Biorącym czynny udział w wydarzeniach czy zajętym jedynie wewnętrznymi kłótniami i wojowaniem? Zamkniętym dla obcych oraz dla Polaków gorszego sortu czy otwartym (co nie znaczy: wpuszczającym na swoje terytorium wszystkich, jak leci).
Na razie, bardzo źle się dzieje w państwie polskim. Wrogie obozy wojują ze sobą, przy czym opozycja posiłkuje się wsparciem zza granicy. To wsparcie bywa nic niewarte (rezolucja PE) i wpędza opozycyjną PO do politycznego grobu. Do którego PO może też zabrać rzeczy istotne dla Polek, Polaków i Polski. Za to przywódcy PiS nie ustają w sortowaniu Polek i Polaków, nie troszcząc się wcale o skutki sortowania.
Niektórzy twierdzą, że polityka historyczna w wykonaniu PiS powiela model rosyjski. Moim zdaniem, istnieje tu fundamentalna różnica. ZSRR naprawdę zwyciężył w II wojnie światowej i polityka historyczna Rosji skupia się na tworzeniu nieskazitelnego wizerunku tego zwycięstwa oraz takiegoż wizerunku niezwyciężonej Armii Czerwonej. Natomiast nasi ideolodzy, przywołując przegrane powstanie i nie mające żadnego wpływu na przyszłość wydarzenia, muszą zaklinać rzeczywistość. Zaklinanie rzeczywistości nie ujdzie uwagi ludzi młodych, potrafiących samodzielnie myśleć i zdobywać wiedzę. Czyli predestynowanych do bycia elitą.
Czy oni zaczną tworzyć własny mit założycielski, zignorują Polskę, zajmując się jedynie własnym życiem, zrobią coś innego? Nie wiem. Sądzę natomiast, że dobrze byłoby w końcu odejść od, obawiam się, typowego dla nas, bujania w obłokach. Do którego zaklinanie rzeczywistości się sprowadza. Choć może postulat ten nie ma to większego znaczenia, bo kolejne pokolenia wszelkie przekazy oparte na historii uznają po prostu za nieistotne?

