poniedziałek, 18 stycznia 2016

Czas zrozumieć świat i przystosować się do niego

Daniel Fried, moim zdaniem, nie przylatuje do Polski ani w sprawie sankcji, ani by napomnieć rządzących odnośnie Trybunału Konstytucyjnego. Najprawdopodobniej chodzi o rozróbę z Niemcami. Bowiem proamerykańska Polska jest cennym i znaczącym partnerem USA, jeśli pełni istotną rolę w Unii Europejskiej. Natomiast Polska skłócona z najważniejszym, choć nie zawsze najwierniejszym , sojusznikiem USA w Europie, czyli Niemcami, może dla Stanów Zjednoczonych być raczej obciążeniem niż wsparciem.

To jest fretka mojej wnuczki. Nie ma zdania w wielu sprawach.

Swoją drogą, ciekawe czy i jak politycy PiS wyobrażają sobie militarne wsparcie naszego kraju przez USA bez udziału Niemiec? Czy Amerykanie, na wieść o, niekoniecznie oczywistej i jednoznacznej, agresji Rosji na Polskę, wykonają zmasowane uderzenie rakietowo - jądrowe na Rosję, niszcząc ją, ale przy okazji popełniając też zbiorowe samobójstwo? A może wojska amerykańskie zaczną lądować w Polsce (ciekawe którędy - przez porty Trójmiasta?), by już po miesiącu zgromadzić siły wystarczające do kontruderzenia. Oczywiście, jeśli Polska do tej pory nie zginie?

Żebym chociaż mógł się dowiedzieć na czym polega obecne wstawanie naszego państwa z kolan, a także czym się ma różnić suwerenna polityka Prawa i Sprawiedliwości od niesuwerennej polityki PO. Bo na razie Minister Spraw Zagranicznych wyraził niechęć do cyklistów, wegetarian oraz różnych takich i nie chcemy przyjmować uchodźców, za wyjątkiem tych zakontraktowanych przez PO. Czyżby racją stanu dla polskiej polityki zagranicznej miała być niechęć Prezesa do Niemców? Jeśli tak, to miej nas Panie w swojej opiece, bo szybciej niż ktokolwiek sądzi, wpakujemy się w sytuację II Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową.

Tysiące lat historii uczą, że nikogo, a już zwłaszcza Polaków, niczego nie nauczyły. Te nasze pogaduszki o polityce, czy to u cioci na imieninach (za wyjątkiem cioci Marlowa), czy w przestrzeni publicznej. O sojusznikach wiecznie nas zdradzających (w takiej Jałcie, na przykład, oddali nas Sowietom, zamiast pójść na Stalina i walczyć o Polskę do ostatniego Amerykanina oraz Brytyjczyka). O Rosji (ZSRR) i Niemczech - odwiecznych naszych wrogach, co to nie dośpią i nie dojedzą, bo trudzą się myśleniem jak zrobić nam wbrew. O wiekopomnych naszych klęskach, dla niektórych niezwykle cennych, poniesionych zwykle na własne życzenie. Najbardziej wkurza mnie w owych pogaduszkach założenie, jakoby polityka zagraniczna państw rządziła się lub powinna się rządzić zasadami moralnymi, zasadami przyzwoitości, honoru, sprawiedliwości .

Tymczasem politykę zagraniczną państwo prowadzi w celu realizacji swoich interesów (co prawda, różne interesy klas, grup społecznych, korporacji i innych mogą być uznane za "swoje"), a nie w celu realizowania jakichkolwiek zasad. Podobnie jak celem przedsiębiorstwa w kapitalizmie jest maksymalny zysk, a nie zaspokajanie czyichkolwiek potrzeb - za wyjątkiem potrzeb kierownictwa, ewentualnie. Jeśli tak, to całe to gderanie może służyć najwyżej jako wypełniacz czasu podczas spożywania napojów . Choć czasu 0,7 litra nie wypełni. Tymczasem u nas wciąż i wciąż pojawia się w poważnej publicystyce, a nawet tekstach naukowych.

Takie gaworzenie kształtuje nie tylko miernych polityków, na których następnie publicyści wyżywają się bez umiaru. Kształtuje również naszą politykę. Swego czasu przyzwoitość wobec Ukrainy nakazała naszym politykom odrzucenie propozycji rozbudowy gazociągu jamalskiego. No to mamy ( a właściwie nie mamy) Nord Stream, a pewnie będzie też Nord Stream 2. Tyle zysku, co w pysku. Nie chodzi tylko o utracone pieniądze za tranzyt. Niedługo Niemcy staną się dystrybutorem rosyjskiego gazu na Europę. Prawdopodobnie niemieckie firmy staną się też współwłaścicielami złóż ropy naftowej w Rosji. Szykuje się wiele okazji do narzekań i dąsów, nie tylko na Niemców. A nasi politycy i przywódcy, praktycznie od zakończenia I wojny światowej, zachowują się i działają na obraz i podobieństwo dzisiejszych rządzących. Tyle, że nie zawsze tak widowiskowo - podejmując decyzje czy włamując się gdzieś w środku nocy… Po czym oburzają się na innych. A to, że krytykują, a to że nie pomogli, a to że nie wykorzystaliśmy możliwości.

Może czas zrozumieć świat i przystosować się do świata, jeśli świat uporczywie nie chce przystosować się do nas?

4 komentarze:

  1. Dziękuję w imieniu Cioci, i jednocześnie wyznam, że też nie wiem o co chodzi ze wstawaniem z kolan - zwłaszcza w kontekście polityki zagranicznej.

    Obawiam się, że jedyne, co przychodzi do głowy, to osławiony cytat z pana ministra Sikorskiego? Co jednak wydaje się pozostawać w sprzeczności z innym deklaracjami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, ciąg niemyślenia o realnych celach polityki zagranicznej zaczął się po naszym wejściu do NATO i UE. Weszliśmy - znaczy zrobiliśmy politykę zagraniczną, a reszta to mgła, niekiedy sztuczna. Nikt (żaden istotny polityk) przez te lata nie był łaskaw oznajmić, co jest polską racją stanu oraz jakie cele polityki z tej racji wynikają. PiS nadaje do swojego elektoratu o suwerennej polityce wobec Niemiec, elektorat się cieszy, bo te Niemce to złe ludzie są... Ale czy ukontentowanie elektoratu może być celem polityki zagranicznej? Pozdrawiam Cię z opóźnieniem. Poprzedni komentarz był taki samiuśki, ale z błędem. Nie widzę opcji edycji komentarzy.

      Usuń
    2. Prawda ci to! Wcześniej sprawa była jasna - celem naszej polityki zagranicznej po 1989 było wejście w struktury Europy Zachodniej, jako zabezpieczenie przed ewentualnymi zakusami Rosji, odbudowującej strefy wpływów.
      Po czym nikt już nie zapytał - dobrze, a co dalej?
      Jedyne pytanie to, czy bardziej liczymy na USA, czy może na EU. Plus, od czasu do czasu, dość niejasne "budowanie pozycji Polski w Europie Środkowo-Wschodniej".

      Edycji niestety nie ma, ale gospodarz blogu może wyczyścić resztki widoczne po usunięciu komentarzy. Trzeba w tym celu wejść na "pulpit nawigacyjny" (link w górze strony), i z menu przed "wyświetl bloga" wybrać "komentarze.
      Dopiero tam można usunąć w 100%
      Zdrówko!

      Usuń
  2. Tymczasem z polityką zagraniczną jest jak z życiem człowieka - składa się z setek decyzji i działań, które winny być podporządkowane jakiemuś (niekoniecznie precyzyjnie określonemu - zwłaszcza jeśli chodzi o życie ludzkie) celowi. Zaś nasza polityka wygląda jak bezładne machanie wiosłami w łódce, która może gdzieś płynie, a może stoi w miejscu.
    Dzięki za komentarz o komentarzach.

    OdpowiedzUsuń