wtorek, 17 listopada 2015

Namaszczeni do bycia elitami uciekają w swój światek, pozwalając by masami władali cynicy i nawiedzeni.

Grupka pretendentów do kandydowania na etat prezydenta USA, marudzi o stworzeniu strefy zakazu lotów nad Syrią, buńczucznie zapowiadając strzelanie do samolotów rosyjskich, usiłujących naruszyć tę strefę. Może oni tak ze względu na dość podeszły wiek marudzą, może chcą popełnić samobójstwo rozszerzone na ludzkość całej planety, nie wiem. Ale jeśli tak gadają, to pewnie liczą na akceptację wielu słuchaczy - przyszłych wyborców. Skąd ci słuchacze się wzięli? Prawdopodobnie z prawie siedemdziesięciu lat bez wojny światowej, zresztą obydwie wojny Stanów Zjednoczonych szczególnie nie dotknęły. Głupoty opowiadane przez polityków w USA zagrażają światu z powodu potęgi tego mocarstwa. Głupoty, opowiadane przez polityków w Polsce, zagrażają ewentualnie jedynie Polsce. Minister Szymański może nie widzieć "politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji imigrantów", ale czemu informuje o tym publicznie tuż po zamachach w Paryżu?

Petroniusz potrafił docenić piękno. Jak to arbiter elegantiarum. Obecnie nie tylko Bóg pyta: quo vadis Europo? Ale nawet to pytanie, o odpowiedziach nie wspominając, to tylko (prostacka) ideologia.

Politycy europejscy, szczególnie francuscy, brytyjscy, włoscy i niemieccy, bardzo teraz potrzebują chłopca do bicia i Polska, jak zwykle zresztą, sama się o taką rolę prosi. Martinowi Schulzowi niewątpliwie należała się ostra odpowiedź, lecz niekoniecznie przywołująca morderstwa ludności i zniszczenie Warszawy przez Niemców. Na kanwie takich wypowiedzi media oraz politycy zachodni mogą utkać wizerunek Polski pasujący im - czyli usprawiedliwiający ich ewentualne działania, niekorzystne dla nas. Media w Niemczech już idą w tym kierunku - Hubert Wetzel w "Süddeutsche Zeitung" napisał "Bełkot z Warszawy", sugerując, między innymi, że koncepcja min. Waszczykowskiego - o stworzeniu legionów z syryjskich uchodźców to bzdura (gwoli ścisłości: wielu niemieckich komentatorów popiera ten pomysł naszego ministra). Czy jednak rozwalanie obcych państw w imię "wartości", dzięki czemu tworzy się IS oraz fale uchodźców, jest działaniem mądrym oraz racjonalnym?

Na dzisiaj tworzenie legionów z syryjskich uchodźców byłoby trudne, ale dla mnie pomysł polskiego MSZ to próba odpowiedzi na pytanie: czy osoba, rodzina, społeczeństwo są odpowiedzialne za własny los, czy też potrzebują pasterza- dyktatora - jedno- lub wieloosobowego? Moim zdaniem, miłośników wojny ze Stanów Zjednoczonych, część uchodźców z Syrii i innych państw, liberałów - indywidualistów francuskich, polskich i, w ogóle, europejskich łączy niechęć do posiadania własnego zdania i podejmowania decyzji w ważnych kwestiach politycznych, społecznych, gospodarczych. Choć to oni są namaszczeni do bycia elitami, choćby z racji (względnej) zamożności, wysokiego miejsca w hierarchii społecznej, wykonywania ważnych społecznie i popłatnych profesji itd. Tymczasem masowo i od dawna uciekają od głównego zadania elit - czyli przewodzenia masom oraz od jakichkolwiek problemów nękających ogół społeczeństwa ( z Syrii do Europy uciekają ludzie względnie zamożni, biednych zwyczajnie na to nie stać).

Istotę filozofii liberałów - indywidualistów oddaje tekst Joanna Sfara, rysownika Charlie Hebdo: "...Naszą wiarą jest muzyka! Pocałunki! Życie! Szampan i radość! #Parisisaboutlife (Paryż to Życie!)" * Tekst niewątpliwie głęboko humanistyczny i ja bardzo chciałbym żyć w społeczności tego rodzaju. Tylko co zaoferować ludziom szukającym celu i sensu życia? Naganianym zresztą do tego poszukiwania przez wielu mądrych mędrców, powieściopisarzy i poetów, których utwory są wciąż podstawą nauczania i wychowania w szkołach, najpewniej francuskich też?

Wielu ludzi, szczególnie młodych, chce uczestniczyć w czymś ważnym, większość , moim zdaniem, wręcz nie potrafi żyć bez poczucia przynależności do istotnej, ich zdaniem, grupy społecznej. Komu mają zadać pytanie: Как жить? Jeśli elity uchylają się od odpowiedzi? Zawsze się znajdzie ktoś, kto odpowie, zaproponuje udział w czymś ważnym oraz przynależność do społeczności wykonującej misję dziejową, zleconą przez Najwyższego. Jedni dołączają do IS, a w przyszłości, być może, także do innych tego typu, morderczych, wrogich rodzajowi ludzkiemu grup, niekoniecznie powołujących się na islam, inni dumnie ogłaszają się narodowcami, w ostateczności fanatycznymi kibicami. Sprzyja temu również brak odpowiedzi elit na proste pytanie: " Ojciec, prać? Kogo?"

Zamiast równie prostej i konkretnej odpowiedzi, pytająca ludność otrzymuje teksty równie długie co niekonkretne, często z naciąganymi pod wyznawaną ideologię argumentami. A ludność, w większości posługująca się w ocenie rzeczywistości jedynie heurystykami sądzenia, potrzebuje prawd prostych i jednoznacznych. Swoją drogą, kiedyś taka postawa przysługiwała jedynie klasie robotniczej i chłopstwu pracującemu, inteligent musiał myśleć (albo choć udawać myślenie). Dzisiaj klasy robotniczej prawie już nie ma, inteligencji namnożyło się mnóstwo dużo, a obowiązek myślenia chyba zanika.

Elity, będące niegdyś siłą przewodnią albo przynajmniej arbiter elegantiarum społeczeństw, też zanikają. Na opuszczone przez nie pole wchodzą eleganckie też elity.

*Cytat z blogu Marlowa The Doga

poniedziałek, 9 listopada 2015

Paradygmat polskiej polityki

Ekonomia nie jest nauką ścisłą. Ekonomiści usiłują sobie radzić z natłokiem szkół, kierunków i nurtów dzieląc ową naukę na ekonomię pozytywną - opisującą jak jest oraz normatywną - sugerującą jak być powinno.( Głębsze wejście w ten podział grozi wpadnięciem do Szuflandii ). Państwa i struktury ponadpaństwowe - jak UE, opierają swoją politykę finansową, gospodarczą, społeczną, a także, w znacznej mierze, politykę zagraniczną na jakiejś przyjętej koncepcji ekonomicznej, zwanej czasem teorią. Wypracowaniem tej koncepcji zajmuje się sztuka ekonomii. Stosowni naukowcy, wiedząc od polityków jakie cele należy osiągnąć usiłują , na podstawie dostępnej im wiedzy o funkcjonowaniu gospodarki, określić jak te cele osiągnąć.

Dysproporcje w dochodach osiąganych przez najbogatszych i resztę ciągle rosną. Czy ktoś znajdzie nierewolucyjne rozwiązanie tego problemu?
Wypracowaną koncepcję nazwałbym programem operacyjnym, bo opiera się ona na założeniach, niekoniecznie odpowiadających rzeczywistości. W przeszłości obowiązywały: bulionizm i merkantylizm (często uważa się bulionizm za wczesny etap merkantylizmu). Fizjokraci stawiali na rolnictwo, twierdząc że jedynie rolnicy to klasa produkcyjna. Postulowali też wolność jednostki i rynku (państwo jako stróż nocny), głosząc idee leseferyzmu (laissez faire).

Merkantylizm dominował w Europie od XVI do XVIII wieku. Zgodnie z tym programem, należało eksportować jak najwięcej, a importować jak najmniej - jeśli już, to surowce. Trzeba było utrzymywać nadwyżkę w handlu zagranicznym, bo handel ten był grą o sumie zerowej - jak jeden zyskiwał, to drugi musiał tracić. Nie wolno było eksportować złota i srebra, nie należało eksportować surowców i produktów częściowo przetworzonych.

Adam Smith skrytykował merkantylizm, tworząc podstawy klasycznej ekonomii. Za to John Maynard Keynes do merkantylizmu się (częściowo) odwołał. Pytanie: jeśli merkantylizm błędnie opisywał rzeczywistość, to dlaczego Wielka Brytania, Francja i inne kraje, stosując się do jego zasad, stały się światowymi potęgami w swoim czasie?

Obecnie obowiązuje program zwany neoliberalizmem. Podlega surowej krytyce, bo bogactwo bogatych nie skapuje biednym. Anty -neoliberalizm zakłada przykręcenie śruby bogatym, w celu wyciśnięcia części bogactwa, by jednak skapywało. Nie jestem przekonany o skuteczności tego sposobu wyrównywania, na pewno zbyt głębokich, dysproporcji. Sądzę, że trzeba próbować zaangażować biednych w proces wytwarzania dóbr i za to im płacić, a nie po prostu rozdawać pieniądze.

Rozwinąłbym temat, ale pojęcia nie mam jaki ekonomiczny program operacyjny będzie obowiązywał w Polsce. Bo historyczny spór o nieobecność na maltańskim szczycie Unii chyba nie wynika z merkantylizmu, neoliberalizmu czy marksizmu - leninizmu? Tymczasem pytanie: kto ma nie jechać na szczyt stanowi teraz węzłowy problem polskiej polityki zagranicznej. Za to pani Beata Szydło odniosła pierwszy sukces dyplomatyczny - ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce zaprosił ją na pokaz najnowszego filmu o agencie 007. (Prawdę pisząc, przeczytałem tytuł: "Beata Szydło po premierze Bonda…" i począłem szukać stosownego zdjęcia przyszłej premier z księżną Kate oraz Danielem Craigiem). Czyżby szykowała się gruntowna zmiana paradygmatu polityki polskiej czy to tylko, oby przejściowe, skecze męczące część publiczności?

wtorek, 3 listopada 2015

Odwoływać się nie ma do kogo. Za nami Polska

Podczas II wojny, gdy Niemcy, w 1941 roku, podchodzili pod Moskwę, broniących jej czerwonoarmistów obowiązywało hasło: Cofać się nie ma gdzie. Za nami Moskwa. Trochę podobne hasło obowiązuje po ostatnich wyborach ich zwycięzcę, czyli Prawo i Sprawiedliwość: Odwoływać się nie ma już do kogo. Za nami Polska. Bo Prawo i Sprawiedliwość wykorzystało w czasie kampanii wszelkie odwołania (głosząc hasła prawicowe, lewicowe i centrowe) i uzyskało poparcie chyba wszystkich, dających się jakoś wyodrębnić grup społecznych.

Przez sto lat z okładem, nie istniała praktycznie w Europie formacja zdolna stawić czoła husarii. Husarię tworzyła zamożna szlachta. Gdy tej szlachty, z powodu upadku gospodarczego Rzeczpospolitej Obojga Narodów zabrakło, skończyła się również husaria.

Na prawo od PiS są ewentualnie jeszcze narodowcy, ale oni nie mają wzięcia u polskich wyborców. PiS musiałoby sprowadzić do nas ze sto tysięcy imigrantów spoza Europy, żeby narodowcy mogli odnieść sukces w wyborach. Centrum PiS zajmuje, a przynajmniej może zająć, bo ma liczących się polityków centrowych. Na lewicy, po równie śmiałych, co samobójczych manewrach przywódców tejże, ostała się partia Razem. Może wejdzie do przyszłego Sejmu, o ile dziewczyny i chłopaki popracują i to będzie na tyle. Chyba, że kryzys gospodarczy lub, przynajmniej, finansowy spowoduje u nas grecką tragedię i pomoc MFW. Wtedy Razem może zdobyć władzę, na podobieństwo Syrizy.

W sumie, moim zdaniem, jeśli Prawo i Sprawiedliwość potrafi rządzić poprawnie, to porządzi kilka kadencji. Na zasadzie: czyja władza, tego religia, akceptację społeczną uzyskają przy tym wartości (umiarkowanie) konserwatywne i religijne. Przy czym poprawne rządzenie oznacza przede wszystkim zapewnienie rozwoju gospodarczego niezbędnego dla wzrostu materialnego poziomu życia ludności oraz bezpieczeństwa i znaczenia Polski. Wątpię bowiem, by w Polsce dało się zastąpić chleb igrzyskami. Owszem , wśród wyborców PiS na pewno są ludzie, którym do szczęścia wystarczy nieszczęście sąsiada, ale o ocenie stanu rzeczy decydują ludzie młodzi (mają internet), z których większość jest racjonalna i zainteresowana swoim sukcesem. Poza tym, nie mamy warunków na igrzyska. Prezydent Rosji może (zresztą pewnie na krótką metę) zadowolić ludność demonstracją potęgi Rosji, nawet bratanki mają tu przewagę nad nami: współtworzyli potęgę (Austro- Węgry) jeszcze sto lat temu.

Wprawdzie PiS, w ramach igrzysk, może polować na jelenie, czyli Platformę Obywatelską, ale lud szybko się polowaniem znudzi, podobnie jak lud Francji znudził się gilotynowaniem tamtejszej arystokracji. Prawo i Sprawiedliwość nie ma też żadnych wymówek. Nie zwali niepowodzeń na koalicjanta ani nie ponarzeka na, utrudniającego mu działanie, prezydenta.

Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie poradzi sobie z rządzeniem już w pierwszej kadencji, to rezultatem może być upadek morale Polek i Polaków, o wiele głębszy niż pożądany przez opozycję oraz bezpowrotne odesłanie do lamusa istotnych wartości , nie tylko tych hołubionych przez PiS. Zdobycie przez jedną partię, po raz pierwszy w historii III RP, pełni władzy , nakłada na tę partię wielką odpowiedzialność. Mam nadzieję, że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zdaje sobie z tego sprawę, bo już jej fani, w tym różni niepokorni publicyści, chyba nie bardzo.

W kontekście odpowiedzialności zgrzyta mi pomysł utworzenia nowych województw, jako przesłanki do przeprowadzenia przedterminowych wyborów samorządowych. Prócz zdobycia władzy w samorządach, otwierającego lokalnym działaczom partii, ich rodzinom i znajomym dostęp do stanowisk, etatów i zleceń, nie widzę innego celu tych wyborów.