
Zużycie energii na głowę rocznie w niektórych państwach. Energia pierwotna wyrażona w kilogramach ekwiwalentnej ropy The World Bank (2011)
Cywilizacja grecka stworzyła fundament naszej, współczesnej cywilizacji europejskiej ale sama nie przetrwała. Dlaczego nie przetrwała, czemu inne cywilizacje nie przetrwały, jeśli były wysoko rozwinięte? Nie wiem, zresztą historycy też nie wiedzą. Podają różne przyczyny upadku. Istotnymi wydają się : zwykle powolny rozpad struktur państwowych i społecznych oraz najazdy "barbarzyńców". Czyli plemion lub ich grup znacznie mniej cywilizowanych. To znaczy: teoretycznie dysponujących słabszymi technologiami, gorzej zorganizowanych, niestosujących specjalnie wyrafinowanej taktyki walki, z przywódcami mało zdolnymi do planowania działań i myślenia strategicznego oraz długofalowego. Pewnie, w praktyce, bywało wręcz przeciwnie: to "cywilizowani" nie potrafili dostrzec strategicznego niebezpieczeństwa, stosowali nieskuteczne uzbrojenie i taktykę, lekceważyli przeciwnika. Przede wszystkim zaś, być może z różnych powodów, nie palili się do obrony państwa. Inną przyczyną upadku był rozpad wielkich imperiów, ponieważ ambitni politycy chcieli władzy przynajmniej na części terytorium.
Ktoś może zauważyć: owszem, starożytna Grecja (zarówno ta z okresu klasycznego jak hellenistycznego) oraz równie starożytny Rzym upadły, ale nasza cywilizacja stanowi ich kontynuację. Czyli państwa, imperia upadły lecz cywilizacja trwa. Jednak, moim zdaniem owa kontynuacja jest pozorna (zresztą już między cywilizacją mykeńską i okresem archaicznym prawdopodobnie nie ma ciągłości). Imperium Karola Wielkiego wprawdzie przyniosło zwrot ku kulturze starożytnej (renesans karoliński), a w odniesieniu do Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego) można chyba mówić o ciągłości instytucjonalnej, ale trudno je uznać za kontynuację Rzymu. Trudno też uznać za kontynuację Rzymu średniowieczną Europę czy dzisiejszą Unię Europejską. Zresztą , jak napisałem wcześniej, wiele cywilizacji umarło bezpotomnie.
Pisarze sf tworzą niekiedy wysoko rozwinięte cywilizacje, istniejące na planetach. To skrajnie nieprawdopodobne. Mamy przykład naszej kochanej Ziemi. Rozwój nie jest ani ciągły, ani równomierny. Poszczególne grupy ludności wybierają raczej walkę z innymi grupami niż współpracę. Jedni usiłują narzucić drugim swoją kulturę, w tym religię, obyczaje, język. Charyzmatyczny i dysponujący sprawną policją polityczną przywódca, potrafi utrzymać jedność państwa złożonego z różnych grup etnicznych, religijnych jedynie czasowo (Josip Broz Tito). Przy pierwszej lepszej okazji grupy, często podpuszczane z zewnątrz, biorą się za łby.
Ponad siedem miliardów ludzi żyjących na Ziemi, siłą rzeczy wpływa na stan naszej planety. Nasza działalność tworzy różne problemy globalne. Nie ma jednak ani woli, ani siły, ani możliwości rozwiązywania ich we właściwej, to jest globalnej skali . Bowiem państwa i ugrupowania państw rywalizują ze sobą, walczą o przewagę nad innymi, dbają o własne interesy. Zresztą, jeśli, jakimś cudem, większość państw doszlusowałaby poziomem rozwoju i dobrobytu do USA, naszą planetę diabli by wzięli.
Jednak trudno liczyć, że ludzie z krajów biednych i niebogatych ograniczą swoje apetyty w imię ocalenia planety. Coraz więcej z nich szturmuje wyspy dobrobytu: Europę i USA. Trudno też oczekiwać, że mieszkańcy owych wysp podzielą się zasobami ze znacznie biedniejszymi od siebie, a przynajmniej przestaną pogłębiać biedę i chaos, realizując własne interesy na cudzych terytoriach.
Rozwój jest rzeczywistością, moim zdaniem. Przynajmniej w społeczeństwach mniej więcej wolnych od wielkiej liczby żywotnych nakazów i zakazów religijno - obyczajowych. Motorem rozwoju są chciwość, konkurencja, potrzeby - także kreowane. Postępuje po spirali, jest mocno nierównomierny społecznie i terytorialnie. Prawdopodobnie, przy odpowiednio dużej różnicy poziomu życia między grupami społecznymi, społeczeństwami żyjącymi na różnych terytoriach , następuje skokowy wzrost migracji oraz, przynajmniej częściowa, dezintegracja dotychczasowych centrów wysoko rozwiniętej cywilizacji. Cywilizacja rozlewa się szerzej ale też spada jej poziom. Centra przenoszą się gdzie indziej. Tak było ze starożytnym Rzymem i chyba tak jest obecnie z Europą i USA.
To proces wieloletni, sądzę że istotne zmiany pojawią się nie prędzej niż za pięćdziesiąt lat. Przy czym Europa i USA nie cofną się w rozwoju technologicznym, jedynie będą wyprzedzane przez inne państwa. Wyższy poziom życia Chińczyków, Hindusów i innych, tak czy inaczej będzie oznaczał zwiększone zużycie zasobów planety. Które zahamuje rozwój, jeśli nie zdewastuje Ziemi. Ziemianie w ciągu pięćdziesięciu lat szczególnie nie zmądrzeją, za to będzie ich znacznie więcej - ponad dziesięć miliardów.
Jakim cudem mogłaby powstawać w takich warunkach najwyżej rozwinięta cywilizacja? Przy kurczących się zasobach, bezwładnych, niezbyt rozgarniętych masach ludzkich, podatnych na manipulacje niczym przedszkolaki, gotowych wierzyć w dowolne bzdury, za to o nieograniczonych potrzebach? Poszukiwanie w kosmosie najwyżej rozwiniętych cywilizacji czy marzenie o stworzeniu takich na Ziemi są bezcelowe. Bo takich cywilizacji nie ma, nie było i nie będzie.
Choć może w Raju...
