piątek, 28 kwietnia 2017

Co z tego, że PiS przegra kolejne wybory, jeśli wcześniej przegra Polska

Gdy PiS obejmowało rządy, sądziłem że potrwają one długo , a nawet bardzo długo. Na obraz i podobieństwo Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej w Meksyku. Bo przesłanki ku temu były i są nadal.

Brzoza niesmoleńska. Niestety i tak ma niewłaściwy rodowód.
Prawo i Sprawiedliwość może samodzielnie utworzyć rząd. Bez koalicjanta, zwykle rozpychającego się ponad miarę, nie dbającego o wspólny wizerunek, za to obsadzającego swoimi co się da i wyrywającego kasę skąd się da. Przewaga w parlamencie pozwala rządzącym sprawnie, bez liczenia na wsparcie części opozycji, tworzyć prawo. Program gospodarczy PiS wydaje mi się rozsądny, a miejscami wręcz konieczny dla rozwoju kraju.

Ponieważ wiara,że wolny a przy tym otwarty rynek, stanowi warunek wystarczający rozwoju słabej gospodarki peryferyjnego państwa, jest dla mnie niebywale naiwna. Globalizacja, wielka koncentracja kapitału, potężne firmy ponadnarodowe, masowość produkcji, technologie rozwijane w postępie geometrycznym, wysokie i ciągle rosnące koszty badań i wdrożeń i inne, nie tworzą środowiska sprzyjającego państwom biednym czy niebogatym. Nasza gospodarka, bez wsparcia państwa, będzie się kolebać w strefie średniej, a w związku z tym materialny poziom życia ludności też pozostanie średni na wieki wieków. Zaś PiS ma przynajmniej program w tym zakresie i go realizuje. Efektów przewidzieć nie potrafię, ale zawsze to lepsze niż brak programu.
Rządzącym sprzyja ożywienie gospodarcze w Europie, a chyba też na świecie. Spadające u nas bezrobocie wymusza wzrost płac.
Podczas kampanii wyborczej nie zajmowano się katastrofą smoleńską, schowano p. Macierewicza, nie eksponował się też p. Kaczyński i wydawało mi się, że oto do głosu dochodzi nowa generacja polityków.
PO wyglądała na partię rozbitą, pozbawianą kierownictwa, zagubioną. PiS dysponował i dysponuje mocnym poparciem instytucjonalnego Kościoła katolickiego oraz poparciem o. Rydzyka. Działającego raczej na łonie niż w łonie Kościoła.
Twardy elektorat partii identyfikuje się z nią - dla części wyborców kierownictwo i członkowie PiS to swoi, swojacy, ziomale.

Nic, tylko rządzić rozważnie, a skutecznie, demonstrując stosowną wrażliwość społeczną, troskę o poziom życia ludzi oraz o interesy Polski w polityce zagranicznej. Tymczasem, koń jaki jest każdy, kto chce, widzi.

Pan Żakowski porównał onegdaj p. Schetynę do marszałka Kutuzowa. Bo, podobnie jak Kutuzow w walce z Napoleonem, Schetyna, nie przyjmując walnej bitwy, osłabia przeciwnika w wielu potyczkach. Ja jakoś tego nie dostrzegam. Wcześniejsze potyczki - demonstracje w obronie TK, blokada w Sejmie, akcja w UE, nie dawały zmian w wynikach sondaży, nawet PiS -owi raczej rosło.
Utratę poparcia części elektoratu spowodowały działania PiS, nie opozycji. Co zresztą jest standardem w demokracji - nikt tak skutecznie nie obala władzy, jak partia rządząca.

Domyślać się, dlaczego p. Kaczyński, p. Macierewicz i inni, działają tak a nie inaczej, mi się nie chce. Oni po prostu tak mają i już. Choć nie można wykluczyć wpływu walk frakcyjnych na różne zapowiedzi czy decyzje. Pana Przyłębskiego ktoś pewnie promował na stanowisko ambasadora w Niemczech. Teraz zapowiadają usunięcie z dyplomacji wszystkich mających kontakty ze służbami. Ponieważ trudno tam nie mieć kontaktu za służbami (choćby osłona kontrwywiadowcza placówki, która nie polega przecież na bieganiu z łukiem wokół tejże, a na śledzeniu poczynań jednych pracowników z wykorzystaniem informacji o nich dostarczonych przez innych pracowników), szykuje się całkiem pokaźna ilość etatów dla swojaków. Przy okazji można też utrącić nominatów konkurencji wewnątrzpartyjnej.

Ujawnienie danych agentów ze zbioru zastrzeżonego, w tym działających w państwach trzecich i nie mających nic wspólnego ze zwalczaniem opozycji, jeśli nie jest skutkiem zaburzeń psychicznych (część członków partii oraz jej elektoratu widzi agentów wszędzie, także w swoich lodówkach, osobliwie wieczorową porą) to prawdopodobnie forma zemsty. Nie, nie na służbach PRL które, o ile wiem, niezbyt zaszkodziły członkom kierownictwa PiS, lecz na środowiskach krajowych i zagranicznych, nieprzychylnych partii obecnie rządzącej. Na zasadzie dziadka z Wehrmachtu zawsze da się wykazać umoczenie w agenturę dowolnej osoby i grupy. Poza tym zbiór można wykorzystać w bieżącej walce politycznej.

A interesy państwa? Kogo obchodzą interesy państwa. Jeśli ktoś sądzi, że jest inaczej, niech sobie przypomni sławetną wyprawę antytuskową na forum UE.
Niedawno dał głos p. Śniadek. Zaprotestował przeciwko atakom na A. Macierewicza. Co ma wspólnego całkiem niezależny związek zawodowy z MON? Przemysł zbrojeniowy, naturalnie. Przewodniczący zobligował się lub został zobligowany do obrony szefa MON, prawdopodobnie w związku z interesami owego przemysłu.
Chyba koterie i kolektywy wewnątrz PiS szykują się do niepolitycznej wojny. Mają przy tym lub szukają wsparcia z zewnątrz i niekoniecznie reprezentują swoje potrzeby czy interesy.
Czy Prezes potrafi to opanować? Nie wiem. Na pewno nie jest tak wszechmocny, jak przedstawia go opozycja, przypisująca mu wszelkie działania i zaniechania partii. Nie wiem też czy kierownictwo PiS zdaje sobie sprawę, że polityczne wojenki europejskie to małe piwo, w porównaniu z wojnami o utracone dochody, rynki , kontrakty i inne, wymierne, korzyści.
Kandydat Emmanuel Macron mógł skrytykować Polskę, grożąc sankcjami, jedynie w celu zdobycia paru głosów. Przy czym, nawet jeśli tylko taki miał cel, to prawdopodobnie udziela mu się antypolskie nastawienie tamtejszych sfer rządzących. Tymczasem PiS najwyraźniej nie przejmuje się nastawieniem innych. Ma irytującą mnie manię przymilania się wyłącznie do swego twardego elektoratu, który i tak nigdzie nie pójdzie.

Czy PiS odzyska znaczną przewagę sondażową nad opozycją? Wątpię. Musiałoby powstrzymać pęd swoich zwolenników do stanowisk, pieniędzy i władzy. Ostatnio, na przykład, związki zawodowe w administracji zażądały lustracji tejże. Celem jest, oczywiście, udostępnienie członkom wyżej płatnych etatów. Jak zabraknie agentów, można będzie opróżniać atrakcyjne stanowiska zajęte przez nominatów PO, ludzi którzy wyższe wykształcenie czy stopnie naukowe zdobyli w PRL oraz domniemanych wrogów PiS.
W końcu, ludzi przeniesionych na niższe stanowiska lub zwolnionych będzie tylu, że w wyborach zapewnią zdecydowane zwycięstwo opozycji.

PiS to jedyna partia w Polsce, korzystająca w wyborach ze wsparcia instytucji - Kościoła katolickiego i struktur o. Rydzyka. Wsparcie nie jest bezinteresowne i bezpłatne - partia musi się rewanżować i uwzględniać postulaty wspierających. Tworzy to zależność źle ocenianą nawet przez część osób wierzących.

Inną zależność, wręcz uwiązanie buduje narracja o katastrofie smoleńskiej. Lud smoleński łaknie i pragnie ciągle nowych, o nieistotnej wiarygodności, informacji. Utwierdzających go w wierze. Nie wiem, co jeszcze można wymyślić i jak to skończyć. Ciągnięcie tematu przez kolejne lata przyniesie pewnie partii więcej strat niż korzyści.

Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości musiałoby też wyjść z siebie i stanąć obok. Bowiem na razie, ustawia PiS jako partię walki. Wiecznie z kimś walczy, nie dostrzegając że czas walki się skończył i obecnie trzeba organizować, budować, zarządzać. Oraz jednoczyć, a nie dzielić i tak podzielone społeczeństwo.

Czy pisząc powyższe jestem przekonany, że PiS przegra kolejne wybory parlamentarne? Oczywiście, nie. Rządzący mają dużo czasu na istotną zmianę polityki wewnętrznej i zagranicznej (przynajmniej wizerunku), zwiększenie liczby klientów, zmianę ordynacji wyborczej, wypromowanie siebie jako dobrych, odpowiedzialnych gospodarzy. Opozycja może nie dotrwać do wyborów w dobrej kondycji. Może zresztą zdarzyć się cokolwiek.

Tymczasem teraz nie jest dobrze. Wcale mnie nie martwi spadek notowań PiS. Niepokoi mnie dość wysokie, moim zdaniem, prawdopodobieństwo uruchomienia przez tę partię zjawisk, których nikt, nawet Prezes, opanować nie zdoła. Grożenie różnym środowiskom, wojowanie z innymi, masowe zwolnienia ludzi doświadczonych i zastępowanie ich nowicjuszami lub drugim rzutem, ignorowanie ciągłości państwa, jakieś rewolucyjne likwidowanie istniejących struktur, nieuchronnie obniżą jakość i skuteczność działania państwa. Jeśli obniżka będzie wystarczająco głęboka, państwo zacznie istnieć naprawdę wyłącznie teoretycznie.
Na dodatek, w lekceważonej przez PiS Europie, nie będzie nikogo, choćby udającego zainteresowanie potrzebami naszego kraju.

Co z tego, że PiS przegra kolejne wybory, jeśli wcześniej przegra też Polska? Czy PiS potrafi zawczasu choć trochę zmienić kurs?

środa, 5 kwietnia 2017

Biedny trzy razy płaci

Czytałem pilnie donosy dziennikarskie oraz wypowiedzi na temat politycznego meczu: Państwo Polskie kontra Donald Tusk (1:27), usiłując zrozumieć motywację rządzących Polską. Wychodzi, że żadnego interesu RP ani nawet interesu PiS nie brano pod uwagę. Motyw stanowiła prawdopodobnie prywatna zemsta na D. Tusku. Używanie wizerunku i autorytetu Polski dla prywatnej zemsty, to chyba nowa jakość polityki zagranicznej. Za to kabaretowa nieudolność operacji niespecjalnie mnie dziwi.

Biedronki pracują z mszycami. Można? Można. Zdjęcie Weroniki
Środowisko naturalne PiS od zawsze eksponuje martyrologię narodu, ignorując błędy i nieudolność przywódców czy elit . Zagrywka zmieniła wyniki sondaży, co mnie cieszy. Bo znaczną część wyborców obchodzi rola i znaczenie Polski w Europie. Jednak oczekiwanie, że PiS samo się obali, jest zbyt optymistyczne, choć wysoka, mimo upływu lat, toksyczność ideologicznego kierownictwa partii dla własnych rządów, wzbudza uzasadniony podziw.

Nie wiem czemu wciąż usiłuję się doszukać myśli przewodniej, koncepcji, planu w poczynaniach naszych polityków. Pewnie wicepremier Morawiecki i niektórzy ministrowie działają według jakiejś, niepartyjnej, myśli przewodniej ale ideologiczno - polityczni macherzy takiej potrzeby chyba nawet nie widzą. Wrzucenie p. Saryusza-Wolskiego na cztery dni przed szczytem, pilny zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych i Marynarki Wojennej, bo używanym niebawem skończą się resursy, coraz to nowe koncepcje pozyskania okrętów dla MW (oficjalny program: "Zwalczanie zagrożeń na morzu", fregat nie przewiduje - używane fregaty z Australii, to niezobowiązująca koncepcja BBN?), uchwalona, diabli wiedzą czemu w pośpiechu, ustawa o ochronie przyrody i masowa wycinka drzew prowadzona na jej podstawie, to nie są działania wynikające z jakiegokolwiek planu.

Co prawda, minister Macierewicz mówi bo mówi, nie tylko na temat śmigłowców. Ma swój osobisty, bezpretensjonalny elektorat, któremu widocznie wszystko jedno co mówi lub czyni Wybraniec, albowiem On zawsze dobrze mówi lub czyni.
Za to przeciwnicy sądzą wręcz przeciwnie. Mnie na przykład wydaje się, że wzmocnienie Leopardami 1 Brygady Pancernej to całkiem dobry pomysł, powodujący efekt synergii. Niemieckie dywizje pancerne w czasie bitwy pod Kurskiem miały po kilkanaście czołgów PzKpfw VI Tiger i były bardzo trudnym przeciwnikiem dla radzieckich czołgistów.

Poza tym, być może kierownictwo MON wychodzi z , bardzo słusznego moim zdaniem, założenia: wojny nie będzie, a jak będzie to i tak ją przegramy.
Wojna NATO - Rosja na pełną skalę toczyłaby się od początku z użyciem broni jądrowej, ponieważ eskalacja byłaby chyba nieracjonalna dla obydwu stron. Z Polski, czyli z nas, tak czy inaczej niewiele by zostało.
To nie znaczy, że możemy zlikwidować armię - stalibyśmy się wtedy łatwym do zdobycia fantem. Ale, na Fatimską Boginię, trzeba na coś się zdecydować!

Jakość sił zbrojnych, jakość państwa , sojusze winny czynić agresję militarną rzeczą nieopłacalną. Tylko tyle i aż tyle. Bez NATO sobie nie poradzimy - mamy zbyt słaby wzrok. Potencjalny przeciwnik dysponuje satelitami, widzi ruchy wojsk , stan infrastruktury na naszym terytorium. Może ustawić powietrzne stanowiska dowodzenia (jak samoloty systemu AWACS) i obserwować przestrzeń powietrzną oraz reagować na działania naszego lotnictwa. Naziemne stacje radiolokacyjne widzą mniej , szczególnie na małych wysokościach.

Poza tym, nasza mała armia nie jest w stanie obsadzić całego terytorium czy stworzyć ciągłą linię frontu. A musi być zdolna do kontrataku w czasie liczonym w godzinach, nie dobach (przy założeniu, że zdoła osiągnąć na czas gotowość bojową). Do tego są niezbędne rakiety, samoloty, śmigłowce, drony, artyleria dalekiego zasięgu oraz stosowne systemy wykrywania i naprowadzania. Żeby przeprowadzić w miarę skuteczny kontratak, należy uzyskać, przynajmniej na danym kierunku, przewagę w powietrzu. Samo lotnictwo jej nie stworzy, zresztą trzeba też bronić się przed atakami z powietrza. Stąd konieczność budowania systemu obrony powietrznej terytorium kraju.
Odnośnie Marynarki Wojennej - pytanie podstawowe, oczywiście, brzmi: jakie zadania ma wykonywać w czasie pokoju i wojny? Panować na morzach i oceanach, panować na Bałtyku, zdobyć Kaliningrad z przyległościami, czy jedynie ochraniać własne wybrzeże oraz Nord Stream?

Ktoś, kto doczytał do tego miejsca pewnie spyta: co ma wspólnego wojna przeciw Tuskowi z przygotowaniami do wojny? Wspólny mianownik to marność naszych elit. Nie tylko politycznych i nie tylko PiS. Nie potrafią korzystać z wiedzy innych, nie umieją ocenić sytuacji, nie wychodzi im wypracowanie decyzji. Oczywiście, wiem że znam jedynie widoczną stronę Księżyca - im państwo słabsze (biedniejsze) tym większym naciskom, żądaniom, molestowaniu podlegają jego politycy. O tym zazwyczaj się nie mówi. Biedny płaci trzy razy: za to że jest biedny, za to że jest głupi, za sam towar (usługę)

Ale wątpię, by ktokolwiek żądał od PiS atakowania D. Tuska. To samodzielna decyzja kierownictwa. Jaka była, każdy widział. Można podejrzewać, że inne podejmowane są podobnie.

Teoretycznie niewiele potrzeba, by Polska zaczęła się rozwijać szybciej i lepiej. Tylko komu na tym tak naprawdę zależy? Swoją drogą, ciekawe czy gdzieś jeszcze na świecie istnieje parlament zależny od jednego zakonnika? Owa zależność świetnie obrazuje stan polskich umysłów.

Inteligencjo polska, chyba czas najwyższy zająć się pracą od podstaw. Choć może nie warto się męczyć?