
Brzoza niesmoleńska. Niestety i tak ma niewłaściwy rodowód.
Prawo i Sprawiedliwość może samodzielnie utworzyć rząd. Bez koalicjanta, zwykle rozpychającego się ponad miarę, nie dbającego o wspólny wizerunek, za to obsadzającego swoimi co się da i wyrywającego kasę skąd się da. Przewaga w parlamencie pozwala rządzącym sprawnie, bez liczenia na wsparcie części opozycji, tworzyć prawo. Program gospodarczy PiS wydaje mi się rozsądny, a miejscami wręcz konieczny dla rozwoju kraju.
Ponieważ wiara,że wolny a przy tym otwarty rynek, stanowi warunek wystarczający rozwoju słabej gospodarki peryferyjnego państwa, jest dla mnie niebywale naiwna. Globalizacja, wielka koncentracja kapitału, potężne firmy ponadnarodowe, masowość produkcji, technologie rozwijane w postępie geometrycznym, wysokie i ciągle rosnące koszty badań i wdrożeń i inne, nie tworzą środowiska sprzyjającego państwom biednym czy niebogatym. Nasza gospodarka, bez wsparcia państwa, będzie się kolebać w strefie średniej, a w związku z tym materialny poziom życia ludności też pozostanie średni na wieki wieków. Zaś PiS ma przynajmniej program w tym zakresie i go realizuje. Efektów przewidzieć nie potrafię, ale zawsze to lepsze niż brak programu.
Rządzącym sprzyja ożywienie gospodarcze w Europie, a chyba też na świecie. Spadające u nas bezrobocie wymusza wzrost płac.
Podczas kampanii wyborczej nie zajmowano się katastrofą smoleńską, schowano p. Macierewicza, nie eksponował się też p. Kaczyński i wydawało mi się, że oto do głosu dochodzi nowa generacja polityków.
PO wyglądała na partię rozbitą, pozbawianą kierownictwa, zagubioną. PiS dysponował i dysponuje mocnym poparciem instytucjonalnego Kościoła katolickiego oraz poparciem o. Rydzyka. Działającego raczej na łonie niż w łonie Kościoła.
Twardy elektorat partii identyfikuje się z nią - dla części wyborców kierownictwo i członkowie PiS to swoi, swojacy, ziomale.
Nic, tylko rządzić rozważnie, a skutecznie, demonstrując stosowną wrażliwość społeczną, troskę o poziom życia ludzi oraz o interesy Polski w polityce zagranicznej. Tymczasem, koń jaki jest każdy, kto chce, widzi.
Pan Żakowski porównał onegdaj p. Schetynę do marszałka Kutuzowa. Bo, podobnie jak Kutuzow w walce z Napoleonem, Schetyna, nie przyjmując walnej bitwy, osłabia przeciwnika w wielu potyczkach. Ja jakoś tego nie dostrzegam. Wcześniejsze potyczki - demonstracje w obronie TK, blokada w Sejmie, akcja w UE, nie dawały zmian w wynikach sondaży, nawet PiS -owi raczej rosło.
Utratę poparcia części elektoratu spowodowały działania PiS, nie opozycji. Co zresztą jest standardem w demokracji - nikt tak skutecznie nie obala władzy, jak partia rządząca.
Domyślać się, dlaczego p. Kaczyński, p. Macierewicz i inni, działają tak a nie inaczej, mi się nie chce. Oni po prostu tak mają i już. Choć nie można wykluczyć wpływu walk frakcyjnych na różne zapowiedzi czy decyzje. Pana Przyłębskiego ktoś pewnie promował na stanowisko ambasadora w Niemczech. Teraz zapowiadają usunięcie z dyplomacji wszystkich mających kontakty ze służbami. Ponieważ trudno tam nie mieć kontaktu za służbami (choćby osłona kontrwywiadowcza placówki, która nie polega przecież na bieganiu z łukiem wokół tejże, a na śledzeniu poczynań jednych pracowników z wykorzystaniem informacji o nich dostarczonych przez innych pracowników), szykuje się całkiem pokaźna ilość etatów dla swojaków. Przy okazji można też utrącić nominatów konkurencji wewnątrzpartyjnej.
Ujawnienie danych agentów ze zbioru zastrzeżonego, w tym działających w państwach trzecich i nie mających nic wspólnego ze zwalczaniem opozycji, jeśli nie jest skutkiem zaburzeń psychicznych (część członków partii oraz jej elektoratu widzi agentów wszędzie, także w swoich lodówkach, osobliwie wieczorową porą) to prawdopodobnie forma zemsty. Nie, nie na służbach PRL które, o ile wiem, niezbyt zaszkodziły członkom kierownictwa PiS, lecz na środowiskach krajowych i zagranicznych, nieprzychylnych partii obecnie rządzącej. Na zasadzie dziadka z Wehrmachtu zawsze da się wykazać umoczenie w agenturę dowolnej osoby i grupy. Poza tym zbiór można wykorzystać w bieżącej walce politycznej.
A interesy państwa? Kogo obchodzą interesy państwa. Jeśli ktoś sądzi, że jest inaczej, niech sobie przypomni sławetną wyprawę antytuskową na forum UE.
Niedawno dał głos p. Śniadek. Zaprotestował przeciwko atakom na A. Macierewicza. Co ma wspólnego całkiem niezależny związek zawodowy z MON? Przemysł zbrojeniowy, naturalnie. Przewodniczący zobligował się lub został zobligowany do obrony szefa MON, prawdopodobnie w związku z interesami owego przemysłu.
Chyba koterie i kolektywy wewnątrz PiS szykują się do niepolitycznej wojny. Mają przy tym lub szukają wsparcia z zewnątrz i niekoniecznie reprezentują swoje potrzeby czy interesy.
Czy Prezes potrafi to opanować? Nie wiem. Na pewno nie jest tak wszechmocny, jak przedstawia go opozycja, przypisująca mu wszelkie działania i zaniechania partii. Nie wiem też czy kierownictwo PiS zdaje sobie sprawę, że polityczne wojenki europejskie to małe piwo, w porównaniu z wojnami o utracone dochody, rynki , kontrakty i inne, wymierne, korzyści.
Kandydat Emmanuel Macron mógł skrytykować Polskę, grożąc sankcjami, jedynie w celu zdobycia paru głosów. Przy czym, nawet jeśli tylko taki miał cel, to prawdopodobnie udziela mu się antypolskie nastawienie tamtejszych sfer rządzących. Tymczasem PiS najwyraźniej nie przejmuje się nastawieniem innych. Ma irytującą mnie manię przymilania się wyłącznie do swego twardego elektoratu, który i tak nigdzie nie pójdzie.
Czy PiS odzyska znaczną przewagę sondażową nad opozycją? Wątpię. Musiałoby powstrzymać pęd swoich zwolenników do stanowisk, pieniędzy i władzy. Ostatnio, na przykład, związki zawodowe w administracji zażądały lustracji tejże. Celem jest, oczywiście, udostępnienie członkom wyżej płatnych etatów. Jak zabraknie agentów, można będzie opróżniać atrakcyjne stanowiska zajęte przez nominatów PO, ludzi którzy wyższe wykształcenie czy stopnie naukowe zdobyli w PRL oraz domniemanych wrogów PiS.
W końcu, ludzi przeniesionych na niższe stanowiska lub zwolnionych będzie tylu, że w wyborach zapewnią zdecydowane zwycięstwo opozycji.
PiS to jedyna partia w Polsce, korzystająca w wyborach ze wsparcia instytucji - Kościoła katolickiego i struktur o. Rydzyka. Wsparcie nie jest bezinteresowne i bezpłatne - partia musi się rewanżować i uwzględniać postulaty wspierających. Tworzy to zależność źle ocenianą nawet przez część osób wierzących.
Inną zależność, wręcz uwiązanie buduje narracja o katastrofie smoleńskiej. Lud smoleński łaknie i pragnie ciągle nowych, o nieistotnej wiarygodności, informacji. Utwierdzających go w wierze. Nie wiem, co jeszcze można wymyślić i jak to skończyć. Ciągnięcie tematu przez kolejne lata przyniesie pewnie partii więcej strat niż korzyści.
Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości musiałoby też wyjść z siebie i stanąć obok. Bowiem na razie, ustawia PiS jako partię walki. Wiecznie z kimś walczy, nie dostrzegając że czas walki się skończył i obecnie trzeba organizować, budować, zarządzać. Oraz jednoczyć, a nie dzielić i tak podzielone społeczeństwo.
Czy pisząc powyższe jestem przekonany, że PiS przegra kolejne wybory parlamentarne? Oczywiście, nie. Rządzący mają dużo czasu na istotną zmianę polityki wewnętrznej i zagranicznej (przynajmniej wizerunku), zwiększenie liczby klientów, zmianę ordynacji wyborczej, wypromowanie siebie jako dobrych, odpowiedzialnych gospodarzy. Opozycja może nie dotrwać do wyborów w dobrej kondycji. Może zresztą zdarzyć się cokolwiek.
Tymczasem teraz nie jest dobrze. Wcale mnie nie martwi spadek notowań PiS. Niepokoi mnie dość wysokie, moim zdaniem, prawdopodobieństwo uruchomienia przez tę partię zjawisk, których nikt, nawet Prezes, opanować nie zdoła. Grożenie różnym środowiskom, wojowanie z innymi, masowe zwolnienia ludzi doświadczonych i zastępowanie ich nowicjuszami lub drugim rzutem, ignorowanie ciągłości państwa, jakieś rewolucyjne likwidowanie istniejących struktur, nieuchronnie obniżą jakość i skuteczność działania państwa. Jeśli obniżka będzie wystarczająco głęboka, państwo zacznie istnieć naprawdę wyłącznie teoretycznie.
Na dodatek, w lekceważonej przez PiS Europie, nie będzie nikogo, choćby udającego zainteresowanie potrzebami naszego kraju.
Co z tego, że PiS przegra kolejne wybory, jeśli wcześniej przegra też Polska? Czy PiS potrafi zawczasu choć trochę zmienić kurs?
