
UFO jak żywe. Albo Znak. Zdjęcie Stefana
Czemu "powinien"? Bo projekt nie polega na zbudowaniu robota, a na przekształceniu mas ludzkich w masy kobynieszczę. Moim zdaniem, jest to cel działalności wielu Kościołów instytucjonalnych ( kościelnego aparatu). Nie wiem czy do końca uświadomiony. Człowiek nie powinien, a nawet nie może być szczęśliwy na tym łez padole. Ponieważ czeka go szczęście wieczne. Nauczanie sugeruje kierowanie całej pary życia w gwizdek, czyli w transcendencję. Należy tylko przestrzegać tabu, brać udział w stosownych ceremoniach i obrzędach, ewentualnie czynić, bliżej nieokreślone, dobre uczynki.
Protestanci, o wiele lepiej niż katolicy, poradzili sobie z przywiązaniem religii do realnego życia. Liczy się u nich (protestantów) praca i jej efekt - miła Bogu zamożność.
W katolicyzmie, mimo zmiany akcentów, praca niezbyt się liczy, a zamożność bywa podejrzana.
Jeszcze lepiej niż katolikom poszło prawosławnym - u nich zamożność to grzech sam w sobie. By stać się bezgrzesznym , trzeba niezwłocznie rozdać majątek ubogim. Prawosławie przebijają niektóre religie Wschodu, głoszące konieczność takiego życia, by prawie nie żyć. Przez umartwienie do szczęścia. U nas Niebo się należy za umartwienia. Buddysta ma za to szansę reinkarnować w żabę, zjedzoną przez Francuza bez pomocy widelca.
Części aparatczyków islamu nie wystarczają kontemplatorzy nieszczęśliwi. Usiłują przetwarzać wiernych w morderców i morderców- samobójców.
Polacy, prócz powyższego, narażeni są na propagandę martyrologiczną. Chyba dość znaczna liczba osób to nieszczęśliwi kontemplatorzy historii Polski.
Jeśli kobynieszczę stanowi, niejako wynikowy, cel religijnego nauczania, to czemu ponad 60 procent Polaków deklaruje zadowolenie z życia? Bo najwyraźniej słuchamy napomnień kapłanów jak radia, które sobie brzęczy (jeśli to nie Radio). Może kiedyś wierni przeżywali coś w rodzaju dysonansu poznawczego, słysząc w kazaniu głoszonym przez bogatego: "Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego", ale to było dawno i nieprawda.
Swoją drogą, czy powszechny upadek autorytetów nie zaczął się od księży? Stosunkowo niedawno tylko oni oraz nauczyciele podstawówek nauczali masy.
My, lud nie bardzo teraz mamy komu i w co wierzyć. Przyzwyczailiśmy się do czytania i słuchania oczywistych kłamstw oraz hipokryzji tabunów moralistów i zakładamy, że wszyscy, a już szczególnie osoby jakoś publiczne, kłamią. Nie mamy wiedzy ani chęci by ogarnąć stan rzeczy, toteż budujemy własne, proste, światy. Zawsze je budowaliśmy, ale obecnie są widoczne dla ogółu, bo w internecie powstają.
Pytanie, czy tylko lud buduje owe alternatywne, informacyjne światy. Czytam i słucham ocen i proroctw przeciwników Trumpa oraz przeciwników PiS z pewnym takim zrezygnowanym zdziwieniem. Bowiem oceny wydają mi się bardzo powierzchowne, a proroctwa to pobożne życzenia. Ich autorzy albo podobnie jak lud nie mają stosownej wiedzy i chęci, albo nie chcą (nie potrafią) posiadanej wiedzy użyć. Ale kontemplować, kontemplują. Kobynieszczę?

