poniedziałek, 24 października 2016

Czy superinteligencja potrafi ukręcić bicz z piasku?

Przeczytałem świetny artykuł Artura Włodarskiego "Sztuczna inteligencja. Bóg już istnieje". Autor, jak sam pisze , przez sześć tygodni zbierał doń materiały, a jego tekst polecam wszystkim interesującym się przyszłością i mającym jakąś przyszłość. Mnie zagrożenia dla ludzkości, spowodowane szczególnie pojawieniem się superinteligencji ( AGI - artificial general intelligence), co może nastąpić w połowie bieżącego stulecia, wydają się realne i nie do uniknięcia. Zresztą już istniejąca i szybko rozwijana sztuczna inteligencja ( AI - artificial intelligence ) zastępując, w najbliższych latach, wielu pracowników na stanowiskach nierobotniczych, zdestabilizuje społeczeństwa, zwłaszcza zamożne (biednych na AI niekoniecznie będzie stać).

Rezultat działania swoistej superinteligencji. Zdjęcie Weroniki.
Zatrzymać rozwoju AI nie można. Korzyści z zastosowania myślących urządzeń są dla firm zbyt duże, by zrezygnować z nich w imię dobra ludzkości. Tym bardziej, że klienci uwielbiają produkty, myślące za nich. Oraz ufają im bezgranicznie - gotowi utopić się z samochodem w morzu czy jeziorze, bo GPS taką drogę wskazuje. Poza tym, nie tylko produkty sztucznie inteligentne to, na razie, sawanci ( w znaczeniu: genialni idioci). Firmy i inne struktury działające na rynku również są jednokierunkowe (nastawione na zysk), choć niekoniecznie potrafią działać optymalnie.

Klęska ludzkości w zderzeniu z jej własnym wynalazkiem - AGI jest, według dzisiejszego stanu rzeczy, przesądzona. Bo to wynik bardzo nierównomiernego rozwoju . Szeroko pojętą technologię rozwijamy bardzo szybko, siebie natomiast rozwijamy niezwykle wolno. Łatwo to wytłumaczyć: do rozwoju technologii wystarczy garstka wybitnych badaczy, konstruktorów, projektantów i innych. Oni nie muszą ani oświecać, ani przekonywać mas o potrzebie zrobienia tego czy tamtego. Żeby rozwijać siebie - zarówno pojedyncze osoby jak grupy ludzi, społeczności, społeczeństwa, trzeba siebie poznać, dotrzeć z rezultatami procesu poznania do wszystkich, przekonać wszystkich o konieczności postępowania według, dających się praktycznie zastosować, norm moralnych i innych. My ludzie, po pierwsze, dalecy jesteśmy od poznania siebie, po drugie, nie dysponujemy żadną uniwersalną teorią etyczną, z której dałoby się wyprowadzić uniwersalne zasady moralne. Nie wiemy też czego chcemy od życia, gospodarki, państwa itd. (to znaczy, chcemy, żeby było dobrze, a nawet lepiej nam, niekoniecznie innym, co podstawą budowy uniwersalnych zasad być nie może).

Jaką zwierzchnią zasadę, hierarchię wartości, kryteria optymalizacji narzucimy superinteligencji? Nie szkodzić ludziom? Również naszym wrogom? Zresztą czy, na przykład, produkcja smakowitej, acz tuczącej nieco żywności szkodzi ludziom? Jeśli szkodzi, to AGI winna nie dopuścić do jej produkcji? Najbardziej ludzie szkodzą sobie sami. Strach pomyśleć, co wymyśli w związku z tym superinteligencja. Jest nas na Ziemi ponad siedem miliardów i liczba ta rośnie, stanowiąc coraz większe obciążenie dla zasobów planety. To się musi źle skończyć, o ile trend się nie odwróci. Ja, jako superinteligencja, w ciągu paru pokoleń, zminiaturyzowałbym ludzi przynajmniej dziesięciokrotnie. Człowiek o wzroście 17,5 cm, zamiast 175 cm, potrzebowałby o wiele mniej żywności, tlenu i przestrzeni, a i wrogów naturalnych by mu przybyło.

Załóżmy: przybywa do nas superinteligencja, przyjazna i grzeczna. Pyta: czego wam potrzeba? - Nieśmiertelności, braku chorób, braku starości, dostatniego życia, żadnych wojen, katastrof żywiołowych - odpowiedzielibyśmy chórem. Przy czym, na przykład, islamiści mieliby zdanie odrębne, ponieważ im spieszno do raju. Pytanie, czy dowolna superinteligencja potrafi z piasku ukręcić bicz, a z marnego bladawca uczynić Istotę Nieśmiertelną? Może potrafi, wykorzystując nasz brak precyzji, według pomysłów licznych autorów sf. Zamiast Istoty, zrobi Rzecz Wiecznotrwałą i już. Sumując: jesteśmy niegotowi na spotkanie sztucznej superinteligencji. Pozostaje tylko nadzieja, że nie potrafimy jej stworzyć .

sobota, 8 października 2016

Widzę półmrok

Sądziłem dotychczas, że p. Jarosław Kaczyński rozumie politykę zagraniczną jako politykowanie (cokolwiek to znaczy), niezwiązane z interesami oraz potrzebami gospodarczymi i finansowymi państwa. Zmieniłem zdanie. Może i Prezes nie rozumie gospodarki i nie interesuje się nią, ale jej znaczenie dostrzega na pewno. Mogę tak sądzić choćby po zakresie władzy danej wicepremierowi Morawieckiemu. Za to część polityków i publicystów opozycyjnych albo rżnie głupa, albo bycie miłym pawiem narodów i papugą przedkłada nad interesy Polski.

Zmierzcha czy świta?
Tak przypuszczam czytając wypowiedzi i artykuły o tym jak strasznie obraziliśmy Francuzów, odmawiając zakupu Caracali. Mnie się ta decyzja podoba, jeśli tylko nie popełniono błędów proceduralnych, skutkujących przegraną przy ewentualnym arbitrażu oraz nie kupimy pospiesznie gorszych, za to droższych śmigłowców. Być może nasza dyplomacja nie błysnęła przy tej okazji, popełniono też towarzyskie faux pas, ale straszenie obrażoną Francją gdy Rosja wraz z Brexitem i Donaldem Trumpem czyha i w ogóle, jest niemądre. Choć może takie artykuły piszą odnośni lobbyści.

Swoją drogą, prezydent François Hollande daje nam przykład jak zwyciężać mamy. Obrażenie się na Polskę ma znaczenie taktyczne: niejeden przetarg jeszcze ogłosimy na zakup różnych gadżetów i żeby nie było, że znowu nie skorzystamy z oferty francuskiej…

Może to starość lub jesień, ale jakoś utrwala mi się przekonanie o marności naszych elit. Niezależnie kogo do nich zaliczyć: biznesmenów, menadżerów, polityków, naukowców, biskupów, twórców, artystów czy sołtysów. Jedni głoszą, dla mnie naiwną, wiarę w skuteczność filmu z Hollywood w tworzeniu wizerunku i marki Polski, inni tworzą błyskotliwe, a utopijne modele ekonomiczne i społeczne, jeszcze inni gotowi są zatopić naszą łódkę pryncypialnie i nieśmiesznie, w imię róży. Czy osoby znaczące (choćby były prezydent RP), płaczące nad polskimi pilotami , "którzy latają na zużytym sprzęcie" nie mogłyby zapytać kogoś zanim wygłoszą takie opinie?
Prof. Staniszkis (inni także) oskarża PiS o przekupienie wyborców za pomocą 500+. Taak. Wyobraziłem sobie rodzinę z czwórką dzieci, żyjącą za dwa tysiące miesięcznie, poświęcającą się dla praworządności oraz Trybunału Konstytucyjnego, dopóki nie dostała od PiS dodatkowych 1500 zł.

Dotychczas najbardziej zagrozili władzy PiS religijni fanatycy popierający tę partię. Jakże zasadny bywa akt strzelisty: Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo. PiS ma swoje za uszami i może jeszcze dużo popsuć ale, na razie nie mam podstaw, by marudzić: wszyscy, tylko nie PiS. Bo PiS to samo zło, a opozycja jedynie dobro. Obawiam się też, że jeśli PiS umiarkowanie zepsuje demokrację i państwo, to ich następcy wcale tego nie naprawią. Bo jakże słodko jest mieć władzę prawie dyktatorską.

PO z koalicjantem preferowała nierządzenie i dość teatralne reagowanie z opóźnieniem, PiS tworzy i zbiera wodze, ale jak i w jakim celu będzie z nich korzystać się dopiero okaże. Na razie uprościli tylko obsadzanie wszystkiego swojakami.
Program Nowoczesnej mi się nie podoba. Lewicy niekatolickiej, a przynajmniej nie uwiązanej tak religijnie jak PiS praktycznie nie ma.
Na dodatek jest jesień, a ja wszedłem w jesień życia. Nie, żebym widział tylko ciemność w tym tunelu. Widzę półmrok.