środa, 27 stycznia 2016

Bohaterstwo na mądrość zamienię

Wegetarianie w sobolowych futrach z szynszyli demonstrują na ulicach swoje przywiązanie do stołków. Agencja Standard & Poor's obniżyła długoterminowy rating kredytowy w walucie obcej dla Polski , Moody's wydała komunikat ostrzegawczy. Niektórzy politycy i dziennikarze w Europie oraz w USA piszą źle o Polsce. Liberałowie w Parlamencie Europejskim przygotowali projekt rezolucji , sugerujący "przyglądanie się Polsce". Wszyscy wojują z Polską, czyli z PiS, napotykając należyty odpór zaangażowanych polityków, dziennikarzy, internautów.

Zdjęcie Marii. Drzewa bohatersko walczące z morzem

Niedawno wydało się niewłaściwe pochodzenie p. Petru. Jego ojciec pracował w Dubnej. (Swoją drogą na stronach Joint Instytute for Nuclear Research znalazłem informację, że Poland to member state tego instytutu. Oraz, że in 2014 CERN and JINR took important decisions on the mutual granting of the Observer Status). Opinia o Petru jest klasyczną prawdą absolutną, która zwykle stanowi sumę trzech prawd: świętej prawdy, też prawdy i gwno prawdy. Petru starszy pracował w Dubnej - święta prawda. Dubna była nadzorowana przez GRU -też prawda, Petru młodszy podlegał owemu nadzorowi - najpewniej gwno prawda.

Prawo i Sprawiedliwość jest partią prowincjonalną - oni nie mają przełożenia na istotnych polityków i dziennikarzy europejskich ani amerykańskich. Zresztą, w Ameryce mediami rządzi tandem: p. Applebaum i p. Sikorski. Nowa premier i nowy prezydent Polski nie są znani w politycznym światku - upłynie z dwa lata, zanim ów stan się zmieni. Przy czym dodatkową przeszkodę stanowi opinia , kolportowana na świat przez opozycję, że tak naprawdę w Polsce rządzi prezes PiS. Ktoś może złośliwie zasugerować np. prezydentowi USA, podobieństwo funkcji Prezesa z funkcją I Sekretarza, którego władza też nie miała umocowania prawnego w państwie. Cała propaganda PiS skierowana jest do elektoratu krajowego.

Tymczasem przynajmniej MF i MSZ muszą działać, by przekonać inwestorów oraz kręgi finansowe, że sytuacja w Polsce jest stabilna. Bowiem obniżanie ratingu kraju, to najskuteczniej samospełniająca się prognoza, z uwagi na stadne działania inwestorów. Poza tym nikt nie lubi, gdy usiłuje mu się zabrać część dochodów i należy się spodziewać stosownej kontrakcji zagranicznych właścicieli kapitału.

Porównania z Węgrami są zwodnicze - z całym szacunkiem dla bratanków - nie ta liga. Jest nas prawie cztery razy więcej niż Węgrów, nasze nominalne PKB stanowi ponad czterokrotność węgierskiego. Międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Polski w 2014 roku (minus 1 177 mld PLN) stanowiła , w relacji do PKB -68.1%, Węgier -73,3%.

Trzeba pamiętać, że jeśli lawina już ruszy, to zatrzymanie jej będzie niezwykle trudne. Przy czym, od jakiegoś momentu, nie pomoże już nic: ani zmiana polityki rządzących , ani dowolne działania opozycji. Jak dalej tak pójdzie, to już za dwa - trzy lata mogą spełnić się życzenia opozycji - PiS może stracić władzę wskutek następstw kryzysu finansowego. Operacja się opozycji uda, ale czy pacjent - czyli Polska, ją przeżyje?

Może wysokie, walczące strony spróbują uświadomić się wzajemnie, że wojują na tej samej łódce, dość wywrotnej i miejscami nieco dziurawej? Może okażą zbiorową mądrość, która nie dominowała w ostatnich paru setkach lat naszej historii? Chętnie zamieniłbym przymiotnik bohaterski na mądry w przysługującym nam tytule: bohaterski naród polski.

niedziela, 24 stycznia 2016

Polski mędrzec światowej klasy pilnie potrzebny

Świat, a dokładniej cywilizacja ludzka , wcale nie jest historią rozwoju absolutnego ducha, jak sobie marzył Hegel. Gorzej: nasza cywilizacja nie ma wbudowanego silnika napędzającego rozwój, cokolwiek rozumiemy pod tym pojęciem . Czemu filozofuję, mało intelektualnie zresztą, w styczniową niedzielę pierwszego roku dobrej zmiany? Bo zdjęcia z Afganistanu, robione na początku lat sześćdziesiątych obejrzałem . Kobiety ubrane po europejsku, samochody i w ogóle.

Zdjęcie Marii. Jeździec białokonny idzie przez rzekę lub morze.Nie wygląda na jeźdźca apokalipsy,choć kto go tam wie.

Wprawdzie zbyt długo to nie trwało, już na początku lat siedemdziesiątych obalono reformatora -Muhammada Zahira Chana, do władzy doszli rewolucyjni reformatorzy, potem jedna interwencja, talibowie, druga interwencja i jest, jak jest.

Również, zamieszkałe w większości przez muzułmanów kraje arabskie, afrykańskie, Iran w przeszłości były, w większości, państwami świeckimi i europeizowały się.* Przebywających w nich Europejczyków, w tym Polaków traktowano raczej przyjaźnie. Co więcej, Arabowie wiedzieli że niektóre ich zwyczaje są źle odbierane przez przybyszów. Na przykład grupa Polaków była świadkiem awantury urządzonej przez Araba jego żonie. Miał wyraźną ochotę przejść do rękoczynów, ale dostrzegł cudzoziemców, krzywo na nich spojrzał i odstąpił od swojego zamiaru. Dlaczego ten proces załamał się - gorzej: uległ odwróceniu? Czemu barbarzyńcy zdobyli Rzym? Czyli, dlaczego prowincja zawładnęła centrum w tamtych krajach (Jeśli ktoś widzi coś podobnego u nas, to nie potwierdzę i nie zaprzeczę. Albowiem po czynach poznacie ich.) Nie wiem, mógłbym pofilozofować, ale podobno Arystoteles i spółka powiedzieli już wszystko. Dwa i pół tysiąca lat temu, nie dysponując naszą dzisiejszą wiedzą, powiedzieli i już.

Jeszcze mogę zrozumieć reakcję na bolszewickie metody nawracania na ateizm - w Afganistanie, na przykład, rewolucyjni reformatorzy niszczyli meczety. Jednak początek końca w miarę świeckich państw** spowodowały kłopoty gospodarcze. Ludność zaczęła się buntować, bo obniżył się materialny poziom jej życia. Gdybym wierzył, że społeczeństwa potrafią myśleć zbiorowo, a na dodatek racjonalnie, mógłbym zadać pytanie: co ma wspólnego religia z materialnym poziomem życia, zresztą z poziomem życia w ogóle? Dlaczego w reakcji na kryzys gospodarczy powstały państwa wyznaniowe?

Tam powstały państwa wyznaniowe, albo bałagan w którym najlepiej czują się bandyci, a u nas w Europie zaczął się marsz w stronę państw narodowych. Jedni nacjonaliści dopuszczają istnienie UE jako wspólnoty państw narodowych, inni głoszą konieczność likwidacji Unii Europejskiej. Jeżeli Ktoś patrzy na nas z góry, musimy wydać Mu się dość dziwaczni. Na problemy świata, coraz ciaśniejszego dla rosnącej liczby Ziemian, problemy, które nas też trapią i dotykają, a będą trapić mocniej, reagujemy manewrem " moja chata z kraja". Niestety, świat jest zbyt współzależny, by manewr był skuteczny.

Jeśli statystyczny mieszkaniec USA zużył w 2012 roku prawie 7 ton ekwiwalentu ropy naftowej (Islandczyk nawet 18 ton, ale ich jest mało i mają dwie huty aluminium, Polak około 2,6 tony), a Erytrejczyk 163 kilogramy, to ten ostatni nie wpadnie na pomysł by przenieść się gdzie indziej?*** Kolejne pokolenia biedaków w biednych krajach będą dumnie mieszkać ekologicznie - w lepiankach z błota i patyków, nosząc wodę w tykwach i czasem coś jedząc?

Problemy Europy i świata trzeba rozwiązywać w strukturach ponadpaństwowych - pojedyncze państwo, nawet duże i bogate nie poradzi sobie z zawieruchą, która prawdopodobnie się zaczyna. Politykom najlepiej (nie) wychodzi taktyka na przeczekanie, naukowcy zaproponują najwyżej zero growth. To może artyści, fantaści lub Iluminaci coś wymyślą. Albo w Polsce jakiś mędrzec najwyższej klasy się pojawi? Jest pilnie potrzebny - nam, Europie i światu. Co prawda i tak nikt go nie posłucha, ale przynajmniej odniesiemy kolejny sukces.


*Znaczny wpływ na rozwój sytuacji w tych i innych krajach miała rywalizacja USA i ZSRR oraz ingerencje innych państw . Mianowano władcami swoich ludzi - często głupawych sku.wysynów, ale swoich. To jednak oddzielna historia, choć być może bez ciągłego wtrącania się mocarstw, tubylcy wypracowaliby własne koncepcje.
**Albo bezpośrednie lub wspierające "buntowników" nasze (szeroko rozumianego Zachodu) interwencje.
***Dane Banku światowego Odnoszą się do energii pierwotnej. Zużycie energii pierwotnej określa syntetycznie poziom i jakość życia mieszkańców danego kraju, choć należy brać pod uwagę klimat - tam gdzie zima długa i mroźna trzeba ogrzewać domy, fabryki, kościoły, odśnieżać drogi itd. oraz inne uwarunkowania. Do wytwarzania czegokolwiek, budowy dróg i hipermarketów też potrzebna jest energia.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Czas zrozumieć świat i przystosować się do niego

Daniel Fried, moim zdaniem, nie przylatuje do Polski ani w sprawie sankcji, ani by napomnieć rządzących odnośnie Trybunału Konstytucyjnego. Najprawdopodobniej chodzi o rozróbę z Niemcami. Bowiem proamerykańska Polska jest cennym i znaczącym partnerem USA, jeśli pełni istotną rolę w Unii Europejskiej. Natomiast Polska skłócona z najważniejszym, choć nie zawsze najwierniejszym , sojusznikiem USA w Europie, czyli Niemcami, może dla Stanów Zjednoczonych być raczej obciążeniem niż wsparciem.

To jest fretka mojej wnuczki. Nie ma zdania w wielu sprawach.

Swoją drogą, ciekawe czy i jak politycy PiS wyobrażają sobie militarne wsparcie naszego kraju przez USA bez udziału Niemiec? Czy Amerykanie, na wieść o, niekoniecznie oczywistej i jednoznacznej, agresji Rosji na Polskę, wykonają zmasowane uderzenie rakietowo - jądrowe na Rosję, niszcząc ją, ale przy okazji popełniając też zbiorowe samobójstwo? A może wojska amerykańskie zaczną lądować w Polsce (ciekawe którędy - przez porty Trójmiasta?), by już po miesiącu zgromadzić siły wystarczające do kontruderzenia. Oczywiście, jeśli Polska do tej pory nie zginie?

Żebym chociaż mógł się dowiedzieć na czym polega obecne wstawanie naszego państwa z kolan, a także czym się ma różnić suwerenna polityka Prawa i Sprawiedliwości od niesuwerennej polityki PO. Bo na razie Minister Spraw Zagranicznych wyraził niechęć do cyklistów, wegetarian oraz różnych takich i nie chcemy przyjmować uchodźców, za wyjątkiem tych zakontraktowanych przez PO. Czyżby racją stanu dla polskiej polityki zagranicznej miała być niechęć Prezesa do Niemców? Jeśli tak, to miej nas Panie w swojej opiece, bo szybciej niż ktokolwiek sądzi, wpakujemy się w sytuację II Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową.

Tysiące lat historii uczą, że nikogo, a już zwłaszcza Polaków, niczego nie nauczyły. Te nasze pogaduszki o polityce, czy to u cioci na imieninach (za wyjątkiem cioci Marlowa), czy w przestrzeni publicznej. O sojusznikach wiecznie nas zdradzających (w takiej Jałcie, na przykład, oddali nas Sowietom, zamiast pójść na Stalina i walczyć o Polskę do ostatniego Amerykanina oraz Brytyjczyka). O Rosji (ZSRR) i Niemczech - odwiecznych naszych wrogach, co to nie dośpią i nie dojedzą, bo trudzą się myśleniem jak zrobić nam wbrew. O wiekopomnych naszych klęskach, dla niektórych niezwykle cennych, poniesionych zwykle na własne życzenie. Najbardziej wkurza mnie w owych pogaduszkach założenie, jakoby polityka zagraniczna państw rządziła się lub powinna się rządzić zasadami moralnymi, zasadami przyzwoitości, honoru, sprawiedliwości .

Tymczasem politykę zagraniczną państwo prowadzi w celu realizacji swoich interesów (co prawda, różne interesy klas, grup społecznych, korporacji i innych mogą być uznane za "swoje"), a nie w celu realizowania jakichkolwiek zasad. Podobnie jak celem przedsiębiorstwa w kapitalizmie jest maksymalny zysk, a nie zaspokajanie czyichkolwiek potrzeb - za wyjątkiem potrzeb kierownictwa, ewentualnie. Jeśli tak, to całe to gderanie może służyć najwyżej jako wypełniacz czasu podczas spożywania napojów . Choć czasu 0,7 litra nie wypełni. Tymczasem u nas wciąż i wciąż pojawia się w poważnej publicystyce, a nawet tekstach naukowych.

Takie gaworzenie kształtuje nie tylko miernych polityków, na których następnie publicyści wyżywają się bez umiaru. Kształtuje również naszą politykę. Swego czasu przyzwoitość wobec Ukrainy nakazała naszym politykom odrzucenie propozycji rozbudowy gazociągu jamalskiego. No to mamy ( a właściwie nie mamy) Nord Stream, a pewnie będzie też Nord Stream 2. Tyle zysku, co w pysku. Nie chodzi tylko o utracone pieniądze za tranzyt. Niedługo Niemcy staną się dystrybutorem rosyjskiego gazu na Europę. Prawdopodobnie niemieckie firmy staną się też współwłaścicielami złóż ropy naftowej w Rosji. Szykuje się wiele okazji do narzekań i dąsów, nie tylko na Niemców. A nasi politycy i przywódcy, praktycznie od zakończenia I wojny światowej, zachowują się i działają na obraz i podobieństwo dzisiejszych rządzących. Tyle, że nie zawsze tak widowiskowo - podejmując decyzje czy włamując się gdzieś w środku nocy… Po czym oburzają się na innych. A to, że krytykują, a to że nie pomogli, a to że nie wykorzystaliśmy możliwości.

Może czas zrozumieć świat i przystosować się do świata, jeśli świat uporczywie nie chce przystosować się do nas?

wtorek, 12 stycznia 2016

Politycy, pozwólcie uwierzyć narodowi polskiemu, że istnieje

Chciałbym, by istotne polskie partie polityczne odpowiedziały Martinowi Schulzowi jednym głosem. A w zasadzie nie tyle panu Schulzowi, co grupie polityków i dziennikarzy niemieckich wysyłających nas (Polskę, nie PiS) na Wschód. Niektóre ich wypowiedzi kojarzą mi się z atmosferą wrogości, lekceważenia i pogardy dla Polski w mediach Republiki Weimarskiej. PIS owe wypowiedzi sprowokowało akcją przeciw Trybunałowi Konstytucyjnemu, tylko czemu zamiast krytyki poczynań partii rządzącej, pisze się i mówi o Polsce, na przykład jako najdalej na Zachód wysuniętym państwie Wschodu?

Malta,zdjęcie Marii.Nigdy tam nie byłem i pewnie już nie będę
Nie znam powodów tak ostrej retoryki - na razie PiS demokracji w Polsce nie zlikwidowało. Zresztą, jakie by nie były, akcja może obudzić w Niemczech stare demony - wcale nie hitlerowskie, a znacznie wcześniejsze. Które naziści jedynie twórczo rozwinęli i spożytkowali. Wspólne stanowisko polskich rządzących i opozycji w tej sprawie pokazałoby zagranicy, że istnieje Polska, polski naród i społeczeństwo. Bo jak tak dalej pójdzie, to zagranica gotowa uwierzyć, że Polska to taka dwuplemienna Ukraina.

Co równie ważne, a może ważniejsze: wspólne stanowisko pozwoliłoby uwierzyć w swoje istnienie narodowi polskiemu. Ponieważ obecnie naszą przestrzeń publiczną zanieczyszczają równie prymitywne co agresywne głąby, niepotrafiące sklecić zdania zawierającego choć jeden rzeczowy argument oraz wojenni propagandziści. Ci ostatni kreują wojenny wizerunek wroga. Taki wróg nie może mieć żadnych cech dodatnich, jest absolutnie zły oraz wrogi. W tym celu p. Kaczyński stosuje odpowiednie epitety, działacze i zwolennicy PiS przypisują złe cechy przeciwnikom Prawa i Sprawiedliwości, a przeciwnicy PiS, we wszelkich działaniach swoich adwersarzy, dostrzegają złowrogie zamiary. Przy czym ja nie rozumiem, czemu jedni i drudzy nie rozumieją, że ilość wrogów trzeba ograniczać. Po co ministrowi Waszczykowskiemu, w charakterze wrogów, cykliści , wegetarianie i zwolennicy OZE ? Dlaczego p. Cezary Michalski mianuje Prezydenta RP dobrym ubekiem, bo ten przekazał na aukcję WOŚP swoje narty?

Wyżej wzmiankowany C. Michalski w towarzystwie innych, oskarża zresztą polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz publicystów - gorących zwolenników PiS o chytre, godne Księcia Machiavellego metody realizacji celów. Ja, w wielu wypowiedziach dostrzegam raczej wieśniaczą zawiść, potęgowaną małostkowością , niechęć do odmieńców oraz prowincjonalny konserwatyzm. Być może to rezultat gaszenia , niewątpliwie wysokiego ilorazu inteligencji wypowiadających się, buzującymi w nich negatywnymi emocjami. Może są też inne przyczyny, nie wiem.

Niebawem się okaże co potrafią politycy, niepokorni i niezależni publicyści, menadżerowie i urzędnicy, którymi PiS obsadził i obsadzi stanowiska i etaty w państwie, gospodarce, mediach publicznych. Trzeba bowiem pamiętać, że każdy kij miewa dwa końce. Przekonująco krytykować na przykład, jest o wiele łatwiej niż przekonująco chwalić. Niepokorni wprawili się w krytykowaniu PO, ale czy potrafią chwalić PiS? Tak, by przekonać nie tylko fanów PiS, których zresztą przekonywać nie trzeba? Duże kłopoty może mieć partia rządząca z urzędnikami, menadżerami wyznaczanymi na stanowiska i odwoływanymi z dnia na dzień decyzją woli polityków, bez określenia kryteriów. To wcale nie jest metoda na stworzenie w miarę sprawnych struktur, powstanie raczej tłum ludzi, starających się nie podejmować żadnej decyzji bez aprobaty góry. Coś takiego zawsze kończy się klęską -zwyczajną lub straszliwą.

Z drugiej strony - nie akceptuję hasła o konieczności przeczekania czterech lat, nie tylko z powodu mojego wieku. Bo to nie PiS wygrał wybory, a PO je przegrała, demonstrując i oferując wyborcom marazm. To co, mam czekać cztery lata, żeby zamienić jeden kijek na drugi kijek? Jestem przekonany, że w PiS jest wielu fachowców i ludzi rozsądnych i to oni będą nadawać ton rzeczywistym działaniom partii, pozostawiając tym z frontu ideologicznego równie krzykliwą, co miałką propagandę. Mam nadzieję, że niebawem skończy się totalna wojna plemion polskich, a zacznie normalna robota rządzących i opozycji.

Poza wszystkim: politycy PiS, PO, Nowoczesnej i innych partii zdają sobie pewnie sprawę, że milionów ludzi raczej nie da się wyprowadzić na ulice w obronie demokracji. Natomiast miliony ludzi z pewnością wyjdą na ulice w obronie materialnego poziomu życia.

Wracając do początku tekstu: wspólna odpowiedź polskich polityków byłaby, moim zdaniem, rzeczą bardzo pożądaną. Ale opowiadania o bojkocie niemieckich firm czy towarów przystoją najwyżej gimnazjalistom. Najlepiej brzmiałyby u cioci na imieninach. Chyba że polska polityka ma z grubsza polegać na odmrażaniu sobie uszu na złość innym.

sobota, 2 stycznia 2016

Dlaczego w Polsce nikt nie chce być Ojcem Narodu?

Od zawsze się dzielimy. Być może w Rzeczpospolitej Obojga Narodów i to jedynie przez chwilę historyczną, sortowanie ludności nie było modne, za wyjątkiem podziału na szlachtę - od Sarmatów się wywodzącą i pozostałość - chamskich potomków. Obecnie największe sukcesy w sortowaniu lingwistycznym ludności osiągnął niewątpliwie p. Jarosław Kaczyński. Choć inni też mają udział .

Marsz Niepodległości w Warszawie, czyli patriotyzm demonstracyjny. Zdjęcie z Onet.pl

Gdyby w stosownym czasie zwrócić się do fachowców niemieckich (teraz już chyba nie żyją), poleciliby prawdopodobnie swoją listę narodowościową - Volkslistę. W skład grupy I weszliby prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci i katolicy (prawdziwy Polak to katolik przecież). Do grupy II załapaliby się prawdziwi Polacy, którzy zbłądzili w przeszłości, do grupy III pozostali Polacy, za wyjątkiem przypisanych do grupy IV. Czyli członków PO, liberałów, komunistów oraz nieetnicznych (fałszywych) Polaków. Możliwa byłaby zmiana przynależności do grupy - na przykład protestant przechodząc na katolicyzm awansowałby z grupy III do II.

Swoją drogą, Niemcy powinni w końcu ponieść odpowiedzialność za przegraną wojnę z ZSRR. Gdyby jej bowiem nie przegrali, Armia Czerwona, wspomagana przez Ludowe Wojsko Polskie, nie wlazłaby do Polski (wtedy składającej się z Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete, Reichsgau Danzing- Westpreußen, Reichsgau Wartheland, Provinz Oberschlesien, Reichskommissariat Ostland i innych) mordując, paląc, gwałcąc oraz rabując. A co najgorsze - zniewalając . Wskutek czego mieliśmy komunizm, o wiele gorszy - jak twierdzą ludzie o naświetlonych umysłach, niż okupacja niemiecka. (pewnie był o wiele gorszy, zwłaszcza jeśli jesteśmy już na oddziale zamkniętym). Zwycięstwo nad ZSRR pozwoliłoby III Rzeszy użyć sił zwolnionych na wschodzie, wspieranych przez ludność i gospodarkę od Atlantyku po Ural, do zajęcia Wysp Brytyjskich, dzięki czemu Amerykanie nie mieliby jak zaczepić się w Europie. USA niekoniecznie wygrałyby późniejszy wyścig zbrojeń z Wielkimi Niemcami - von Braun i ponad setka niemieckich naukowców pracowaliby dalej dla III Rzeszy. Europa, pod światłym przewodnictwem Niemiec, rozwijałaby się statecznie, wszyscy jej mieszkańcy, łącznie z Untermenschen, znaliby swoje miejsce w hierarchii. Spełniając odwieczne marzenie konserwatystów.

Niestety, stało się jak się stało i teraz musimy sami męczyć się rządzeniem. Jak na razie, wychodzi nam to średnio, choć zawsze mogłoby być gorzej. Kolejni rządzący pewnie nie chcą się przemęczać, dlatego ani im w głowie zajmowanie się całym narodem. Starannie wydzielają z żywej tkanki Narodu swoje plemiona, dla których są wodzami. Nikt nie chce być Ojcem, a przynajmniej Przywódcą Narodu. Tytuł wodza z grubsza wystarcza wszystkim. Plemię trzeba jakoś określić, stąd sortowanie ludności. Nie wiem czy w tej sytuacji nie lepszy byłby powrót do przeszłości. Wolna elekcja Ojców/Przywódców Narodu, dokonywana z udziałem kandydatów spoza Polski.

Informacja dla bardzo poważnych: Proszę nie traktować tekstu ze śmiertelną powagą. Stwierdzam, że sami zapędzamy się do narożnika, oskarżając wszystkich dookoła o wszelkie możliwe grzechy wobec nas popełnione. Politycy historyczni w innych państwach pilnie poszukują chłopca do bicia. Już pojedyncze teksty publikowane na Wschodzie i na Zachodzie, sugerują że to my walnie przyczyniliśmy się do rozpętania drugiej wojny światowej...