niedziela, 22 stycznia 2017

Homo perifericus u władzy

Homo perifericus to, według Tony Blaira, człowiek z Teksasu. Przynajmniej tak Blair odpowiedział podobno na stosowne pytanie Georga Busha, pochodzącego zresztą z Teksasu. Bogobojni i uczciwie oglądający Sky News, nie żadne CNN-y, Amerykanie mieszkają nie tylko w Teksasie, także w Wyoming i w innych stanach. Również w całej Polsce, szczególnie w niewielkich, oddalonych od centrów miejscowościach, mieszkają bogobojni, uczciwie oglądający telewizję publiczną, nie żadne TVN-y, Polacy.

Ten bar przynajmniej ma nazwę, a przyszłość naszego świata jeszcze nazwana nie została. Zdjęcie Marii.

Warunki życia w małych miejscowościach są, szczególnie dla ludzi niebogatych, gorsze niż w dużych miastach. Rynek pracy ograniczony, dostęp do szeregu usług, w tym medycznych, utrudniony, ceny towarów często wyższe, komunikacja z większymi ośrodkami marna. Ciągle i wszędzie spotyka się tych samych ludzi, także osobistych wrogów i idiotów.
Pojęcie Homo perifericus, samo w sobie, nie ma wydźwięku pejoratywnego czy melioratywnego. Siebie, choć bogobojny zbytnio nie jestem, też zaliczam do tego gatunku. Staję się coraz bardziej perifericus także z upływem lat życia - mój świat się kończy, a w następnym uczestniczę coraz mniej.

Co innego Homo perifericus u władzy. Nie wystarczy kierować życiem na statku płynącym po morzach i oceanach. Ktoś musi wiedzieć dokąd płynąć, umieć wyznaczyć kurs, prognozować pogodę, oceniać warunki i sytuację wokół, nie dopuszczać do zderzenia z górą lodową i innymi statkami. Całkiem niecelowa, wręcz szkodliwa, może być próba zamiany ludności kraju w ludzi peryferyjnych. Bogobojnych, uczciwie oglądających telewizję publiczną, z entuzjazmem wykonujących polecenia władzy.

Bogobojność, religia, przynależność do dowolnego Kościoła, za wyjątkiem chyba tylko islamu, nie są dziś społecznie istotne. Bo, przynajmniej część z nas wierzy nie tyle w (uniwersalnego) Boga, ile w boga stworzonego na swój obraz i podobieństwo.
Skrajne potwierdzenie powyższej tezy stanowi zbrodnia w Zrębinach z 1976 roku, dokonana w Boże Narodzenie na oczach 30 świadków, po drodze z kościoła. Świadkowie przysięgali na… krucyfiks, że nie zdradzą mordercy.

Czy spotykając kogoś należącego do dowolnego Kościoła, możemy być pewni , że to porządny człowiek? No właśnie...
Człowiek religijny - chrześcijanin raz w tygodniu lub częściej chodzi do kościoła, uczestniczy w innych ceremoniach i to, w zasadzie, wszystko. Moralność, głoszona przez Kościół instytucjonalny zaczyna się i kończy, w zasadzie, na zakazie aborcji. Reszta jest, co najmniej, drugorzędna. Islam to odrębna sprawa, ponieważ ta religia organizuje (usiłuje organizować ) społeczeństwo i państwo oraz działalność tychże. Na szczęście, władający Polską zasad islamu nie zamierzają (chyba) wprowadzić.
Istnieje problem wykorzystywania religii jako narzędzia walki politycznej czy zbrojnej (dżihad). Tu religia jako środek jest społecznie istotna, niestety w znaczeniu negatywnym - bez wiary w raj trudniej byłoby rekrutować samobójców.

Zamiana Polek i Polaków w stado peryferyjnych owieczek jest, moim zdaniem niewykonalna. Zaś Polska wciąż na peryferiach Europy się znajduje. Moim zdaniem, słabo wykorzystaliśmy możliwości stworzone przez sytuację zewnętrzną i nasz wewnętrzny potencjał. Reguły gry w następnych latach mogą mocno się zmienić. Nawet jeśli prezydent Trump nie zdoła lub nie zechce wprowadzić sugerowanych rozwiązań, to słowo zostało rzucone, a i czyny nastąpiły.

Co możemy zrobić, nie wiem. Wydaje mi się, że należy założyć jakiś rozwój sytuacji i próbować antycypować wynikające z założenia działania , decyzje innych państw oraz zagranicznych i międzynarodowych instytucji. Bowiem reagowanie bieżące, prędzej czy później skończy się zderzeniem z górą lodową. Rozumowanie Homo perifericus może być tu przydatne, jeśli rządzący potrafią racjonalnie oceniać sytuację i realizować polskie interesy.