
Prezydent USA Gerald Ford w Polsce w 1975 roku. Rok później powiedział: nie sądzę, aby Polacy czuli się zdominowani przez ZSRR.
Wojna o Trybunał, nie wiem, rozpętana celowo czy tylko na zasadzie: my wam pokażemy kto tu rządzi, przynosi wyłącznie straty Polsce i PiS-owi też. Polska traci wiarygodność, jako kraj demokratyczny. Nikogo z zewnątrz nie interesują szczegóły konfliktu oraz pytanie kto zaczął. Jest konflikt o TK, a nie powinno go być i tyle. Wojna o TK spowodowała prawdopodobnie obniżenie ratingu Polski przez jedną agencję i grozi powstaniem trudno odwracalnego trendu, niebezpiecznego dla gospodarki.
Fani PiS mogą sobie mówić i pisać o nieistotności ratingów,których nie są adresatami. Jeśli inwestorzy uznają Polskę za kraj podwyższonego ryzyka, to napływ środków do gospodarki i finansów, nie tylko z zewnątrz, mocno osłabnie. Skąd, miedzy innymi, rząd weźmie pieniądze na pokrycie pokaźnego deficytu budżetowego? Nie mamy też ani znaczącego kapitału, ani istotnych rezerw.
Taka Rosja może korzystać z rezerw, które nagromadziła, a Rosjanie są chyba o wiele bardziej cierpliwi i odporni niż my. W przeszłości, w ramach ZSRR , żyli biedniej niż my (jeżeli prowadzili wyścig zbrojeń z znacznie bogatszymi Stanami Zjednoczonymi, a w dwanaście lat po zakończeniu niszczącej wojny, wystrzelili pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, to nie mogło być inaczej), ale bunty wywołane niskim poziomem życia wybuchały u nas.
Program 500 zł na dziecko może być pomysłem doskonałym jeśli, w połączeniu z innymi programami stworzy efekt synergii. Napływ 16 mld zł na rynek w 2016 roku i 22 miliardów w latach następnych winien zachęcić producentów i handlowców do inwestowania i tworzenia nowych miejsc pracy co, poza wszystkim, zwiększy dochody budżetu przynajmniej równoważące ten wydatek. Nawiasem: jeśli program 500+ był rezultatem śmiałego myślenia, porzucającego okowy ekonomii neoliberalnej, to dobrze byłoby też poszukać źródeł zwiększenia dochodów budżetu państwa innych niż podwyższanie istniejących i wymyślanie nowych podatków. Między innymi, państwo ( w tym samorządy) może inwestować tak, by zwiększać bazę podatkową lub jedynie budować obiekty i kupować zagraniczny sprzęt, wymagające ciągłego finansowania z budżetu.
Ze wzrostem inwestycji nie jest chyba dobrze. Na razie nie wiadomo na co głównie, beneficjenci wydadzą pieniądze. Sprzedaż samochodów wzrosła o 22%, ale to chyba nie z pieniędzy programu 500+?
Odszczekiwanie się politykom i publicystom z krajów sojuszniczych, krytykujących działania PiS też jest dla mnie trwonieniem przewagi. Satysfakcjonuje to może fanów, ale jakie pozytywne efekty przynosi Polsce i PiS-owi? Urągliwe teksty polskich publicystów, na przykład, o kandydatach na etat prezydenta USA (wybór między dżumą i cholerą), nie pojawiały się, o ile pamiętam, w prasie PRL. Choć, ku informacji najmłodszych Czytelników, wtedy USA były naszym przeciwnikiem… Nawiasem: przeciwnik przeciwnikiem, a o wizyty amerykańskich prezydentów w Polsce skwapliwie zabiegano. Witały ich tłumy, jakoś nie dostrzegające w amerykańskich przywódcach wrogów. Propaganda PRL widocznie mało się starała. I słusznie - USA były i są mocarstwem i robienie z nich wroga byłoby nieprawdopodobną głupotą.
Za to teraz równie usilnie co głupio, usiłuje się stworzyć wroga z Rosji. Owszem, Rosja zamąciła pokój i spokój w Europie, ale czy to wystarczy by mianować ją wrogiem? Podobno Polska jest dla niektórych polityków rosyjskich jeżem wrzucanym w spodnie Rosji przez Amerykanów. Może, choć mnie się wydaje, że te różne pojedynki i dąsy to pomysły niewielkiej grupy polskich, chorobliwie rusofobicznych polityków i publicystów. Zresztą, jak się wierzy w zamach smoleński, przygotowany wspólnie przez premiera RP i prezydenta FR, to nie można być rusofilem. Problem w tym, że sytuacja może szybko się zmienić. Rosja zaszkodziła jedynie Ukrainie. Na dłuższą metę innych ani to ziębi, ani grzeje. Rosja nie ma też potencjału, by zagrozić pozycji USA. Taki potencjał mają Chiny. Już w lipcu, podczas szczytu NATO, mogą pojawić się oznaki zmian.
Opowiadanie historyjek o marności władzy poprzedników jest pewnie standardem w demokracji. Natomiast opowieść o niezdolności wojska do obrony kraju za władzy poprzedników oraz odzyskaniu owej zdolności po pół roku rządów nowego ministra, pewnie kogoś za granicą zainteresowało. Wydaje mi się też, że drobiazgowe referowanie rezultatów audytu w Siłach Zbrojnych RP może być wykorzystane przez szefostwa obcych wywiadów do wstępnego sprawdzenia wiarygodności doniesień ich agentów. Nie wiem, czemu politycy rządzący muszą tak dużo gadać.
O polityce historycznej i obciachowo - wycinkowym traktowaniu historii napisano już dużo. Zauważę tylko, że prezydent Ukrainy potrafi spotkać się w Dniu Zwycięstwa z żołnierzami Armii Czerwonej i członkami UPA.
Czemu twierdzę, że PiS opisanymi i nieopisanymi działaniami trwoni uzyskaną przewagę? Bo zamiast wykorzystać zdobytą pełnię władzy dla dobra Polski i osiągnięcia autentycznych sukcesów jako partia rządząca, tworzy problemy i zagrożenia. Dla Polski i dla siebie. Na przykład, w USA politycy PiS wyraźnie nie mają kontaktów, czyli wejść. Zamiast próbować je stworzyć, opieprzają dość arogancko każdego , kto wyrazi zaniepokojenie sytuacją w Polsce (przy tym podobno ktoś z PiS nazwał McCaina lewakiem...). Awanturą o TK, PiS psuje wizerunek kraju (swój też), a pośrednio tworzy zagrożenie dla gospodarki. Pochopnymi decyzjami personalnymi buduje wrażenie bezhołowia i poczucie tymczasowości. Zresztą, jeśli ta personalna partyzantka, nie opiera się na żadnych kryteriach merytorycznych, prócz dążenia do obsadzenia swoimi wszelkich dostępnych stanowisk, to struktury szczególnie gęsto obsadzone odzyskają zdolność do pracy może za dwa, a może za trzy lata.
Przy czym żadne okoliczności nie zmuszają polityków Prawa i Sprawiedliwości do takiego działania. Dlatego napisałem w tytule: nie rozumiem ich sposobu rozumowania. Możliwe, że po prostu mam zbyt niski iloraz inteligencji, by dostrzec i zrozumieć równie głęboką, co przenikliwą myśl przewodnią polityki PiS. Zresztą, nie muszę zrozumieć. Albowiem po efektach poznacie ich. Już za rok, półtora, jeśli dożyję, zobaczę pierwsze rezultaty (na pewno staną stosowne pomniki, ale to mnie nie interesuje). A nuż zresztą, do tego czasu zaczną mówić i działać bardziej przemyślnie oraz przemyślanie?