sobota, 4 czerwca 2011

Wyższe wykształcenie - początek zmian, czy sygnał do wojny ?

Jan Kochanowski był wykształconym człowiekiem. W tamtych czasach i później, magnaci wysyłali synów na studia do dzisiejszych Włoch, często dając im szczegółowe wytyczne: gdzie ,jak i co. Gruntowne wykształcenie poety oraz synów magnatów miało jedną cechę wspólną: nie stanowiło niezbędnego ani wystarczającego warunku kariery. Gorzej: nie zapewniało środków do życia. Magnaci ewentualnie otrzymywali od króla intratne posady z tytułu urodzenia, nie wykształcenia. Szlachcic Jan Kochanowski był właścicielem wioski i stąd miał dochody.

Przez wieki sytuacja humanistycznego wykształcenia, bo o takie zawsze chodziło, zmieniła się o tyle,że obecnie można czasem dostać pracę z owym wykształceniem związaną. Pracę owszem, płacę raczej umiarkowaną. 'Newsweek' artykułem Marka Rabija 'Studia kariery nie dają' sprowokował ostatnio dyskusję na ten temat. Rozrzut poglądów jest znaczny - od 'państwo powinno zapewnić zatrudnienie' do 'maturzyści powinni wybierać zawody w których jest praca'.
Pierwsze, moim zdaniem, odpada, bo jak tak to sztandar trzeba z powrotem wprowadzić. Sztandar PZPR.
Jednak nasze państwo powinno prognozować i na tej podstawie informować młodych, jakie zawody mają przyszłość. Powinno też prowadzić odpowiedzialną politykę w zakresie szkolnictwa wyższego.

Hasło: 'odpowiedzialna polityka' brzmi niewinnie. Ale oznacza wojnę! Należy po prostu zwinąć nadmiernie rozbudowane studia humanistyczne, te 'niechodliwe' na rynku pracy. A to przecież rozbudowane struktury z armią pracowników naukowych! Wątpię, by politycy odważyli się na taki krok.
Tylko, że ilość ludzi z wyższym wykształceniem a bez pracy narasta. Z drugiej strony rzemieślników i wykwalifikowanych pracowników brakuje. Przy czym w dawnych czasach rzemieślnik czy robotnik wykwalifikowany szkolił się w zasadzie raz na całe życie. Dzisiaj albo systematycznie czyta literaturę fachową, uczestniczy w szkoleniach, odwiedza stosowne wystawy itp., albo wylatuje z zawodu.To jeden z licznych problemów, którego waga zupełnie nie pasuje do poziomu 'debaty politycznej'...